Marcin Fedoruk: Nieprzewidziane komplikacje

mazowiecki2014-10-08.  

– Jak przekonać ludzi, że warto trzymać się zasad?
– Nie wiem jak, ale wiem, że trzeba.

Był taki czas, kiedy Europą Wschodnią rządziła monopartia. Polska Zjednoczona Partia Robotnicza skupiała na sobie uwagę wszystkich Polaków, ale i całą niechęć do Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, aż po nastroje rewolucyjnej wrogości. To był idealny czas dla idealistów. Uczciwość i odwaga, a także chrześcijańska mądrość – ale czysta, nieskażona kościelnymi dogmatami – miały wówczas pole do popisu i posłuch społeczny. Któż inny, jeśli nie idealista, mógł wystąpić przeciw omnipotentnej władzy? Nikt inny. Dlatego też wszelkie nadzieje na zmianę związały się, poprzez polskie społeczeństwo, z wyznawcami i wykonawcami politycznej donkiszoterii.

Dziś to by nie przeszło. Nie przeszłoby w demokratycznym głosowaniu. Odbiorcy wolnych mediów albo nie zwróciliby uwagi na przyzwoitego mówcę, albo uśmiechnęliby się do niego w geście sentymentalnej pobłażliwości. It’s showtime! Już nie mordują i jeszcze nie mordują, żyjmy więc, ile sił w płucach! Pokazujmy sobie kuglarzy, korzystajmy ze swobód obywatelskich na cyfrowych jarmarkach 2.0, powiedzmy też sobie otwarcie, że przyzwoitość nas nudzi, a szara twarz moralisty – poszarzała nie tyle ze starości, co od zachowywania umiaru – wypada słabo przy ptasich piórach prowokatora.

Przyzwoitość często przegrywa w polityce. Ale jednym z tego efektów jest wzrastająca niechęć obywateli do polityki i polityków, co obserwujemy w Polsce. Ludzie widzą, że polityka ogranicza się do brania dla siebie albo dla swojego ugrupowania, a nie stanowi pracy nad rozwiązywaniem problemów dotykających wszystkich.

To niedobry czas dla demokracji, choć doskonały dla wolności: „wolnoć Tomku w swoim domku”. Na wolnym rynku – deficyt zaufania. Obok niedokończonych instytucji demokratycznego państwa prawa przechodzi się obojętnie, ewentualnie łypiąc okiem, by sprawdzić, czy rusztowania nadal stoją. Zdesperowani budowniczy polskiej demokracji sięgają po pustaki i łączą je zaprawą ze strachu – przed komunistami, hitlerowcami, rekinami światowej finansjery, a w dużych miastach przed czarną wołgą. Jak gdyby można było budować demokrację na negatywnych emocjach…

Co innego plebiscyt telewizyjny, wydarzenie ze wszech miar pozytywne: wysyłasz esemes na tego, kto ci się spodobał i jeszcze masz szansę wygrać nagrodę w losowaniu. Udział w wyborach politycznych to przykry obowiązek, z którego nikt cię nie rozliczy: oglądasz popisy, które cię mierżą, a głosujesz na przeciwnika twojego wroga.

Do takiej konstatacji doszedłby człowiek wyrachowany, utożsamiający myślenie z liczeniem i nauczony przez życie, żeby liczyć na samego siebie. Ale czy można było przewidzieć narodziny takiego człowieka…?

 […] Sądziłem, że budowa systemu demokratycznego i wprowadzanie gospodarki wolnorynkowej pójdzie łatwiej. Obaliliśmy mit idealnego ustroju, ale nie przyjęliśmy do wiadomości, że demokracja nie jest ustrojem idealnym. Wolność okazała się trudniejsza, niż to sobie wyobrażałem. […] Nauczyliśmy się liczyć na samych siebie.

*

Marcin Fedoruk

Przytoczone wypowiedzi należą do Tadeusza Mazowieckiego i pochodzą z jego książki pt. „Rok 1989 i lata następne”.

Print Friendly, PDF & Email

Jedna odpowiedź

  1. Less 2014-10-12
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com