2015-07-21.Arystotelesowe zwierzę polityczne, zoon politikon, przeniesione z greki do łaciny staje się homo politicus. U Arystotelesa jest to bardziej zwierzę społeczne, człowiek, który do życia potrzebuje innych, a życie w gromadzie wymaga ładu społecznego, praw, norm moralnych, sankcji wymuszających określone zachowania. Homo politicus, to człowiek polityki, dążący do władzy, budujący koalicje, manipulujący innymi i próbujący podporządkować sobie innych. Pytanie, czy ktoś jest zwierzęciem politycznym, okazuje się bardziej skomplikowane niż mogłoby się zdawać.
Wielu moich znajomych z młodości utraciło pasję ustawicznego śledzenia wiadomości, czytania gazet, ciągłych dyskusji o polityce. Inni weszli w politykę i albo doznali ukąszenia żądzą władzy, albo zeszli ze sceny zniechęceni brudną i zawsze mało skuteczną grą.
Ta skuteczność oceniana jest przez pryzmat możliwości realizacji własnych koncepcji. Patrząc na polską transformację wielu z nas uznaje, że kraj dokonał cywilizacyjnego skoku, że suma jest niebywale pozytywna. Inni przysięgają, że kraj jest w ruinie, wszyscy jesteśmy zbrzydzeni brudami politycznego życia. Racjonalność życia politycznego jest ułudą, wielu, a może nawet większość ludzi jest przekonanych, że jeśli dzieje się coś dobrego, to raczej wbrew politykom, niż dzięki nim. To nie jest cała prawda. Nasz ład społeczny jest dalece niedoskonały, jest jednak ładem.
Na szczeblu gminy znacznie łatwiej odróżnić gospodarzy dobrych od złych, ale gmina nas nie podnieca, wolimy krytykować szczebel krajowy. Zajmujemy się również światem, który gwałtownie zmalał, nie tylko dzięki szybkości informacji, ale i dzięki coraz większej dostępności komunikacji lotniczej. Chętniej doradzamy prezydentowi Ameryki niż wójtowi gminy, być może radząc o losach świata czujemy się ważniejsi.
Nasze radzenie o losach świata związane jest często z naszym poczuciem niemożności. To nawet nie szklany sufit, ale wrażenie bycia insektem w słoiku.
Leszek Kołakowski pod koniec swojego życia często powtarzał, że życie jest porażką. Wie Pani, mnie to okropnie drażniło, bo takie powiedzenie sugeruje, że istnieje jakiś zewnętrzny cel, którego nie możemy osiągnąć. Życie jest, koniec kropka. Musimy je jakoś zagospodarować, nadać mu sens. Talmud zaleca, żeby zasadzić drzewo, spłodzić syna, napisać książkę. Zasadzenie drzewa to określenie symboliczne, mowa o działaniu zabezpieczającym nasze przetrwanie, płeć dziecka na szczęście przestała być tak istotna, chociaż w niektórych kulturach narodziny córki traktowane są jak nieszczęście. Z tym pisaniem książek poważny problem, bo u wielu autorów ambicja i chęć zdobycia sławy zabija cel główny, jakim jest walka o klarowne sformułowanie myśli i poszukiwanie błędów we własnym rozumowaniu.
Tak czy inaczej powiedzenie, że życie jest porażką, nie wydaje mi się zbyt mądre jak długo nie powiemy wyraźnie co chcieliśmy osiągnąć. Oczywiście, im bardziej ambitne stawiamy sobie cele, tym częściej skazujemy się na porażkę. Jerzy Giedroyc pod koniec życia również często miał poczucie klęski, nie było to jednak filozoficzne stwierdzenie, a ocena, której słuchając mieliśmy przeświadczenie, a może nawet pewność, że powtórzyłby za Antonim Słonimskim: „Jeśli mam zacząć od nowa, zacznę z wysiłkiem nie mniejszym…”. Więc życie jest i robiąc rzeczy wielkie można mieć poczucie klęski, a robiąc rzeczy podłe można mieć poczucie spełnienia. Muzułmanie z ISIS wysadzający zabytki Niniwy mieli zapewne poczucie spełnienia i z całą pewnością nie zastanawiali się nad pytaniem, co miał na myśli filozof, mówiąc, że życie jest porażką. Myśl nie do końca nowa, Lermontow pisał, że życie to żart nierozumny i lichy, Al-Ma’arri, mówił, że powołując nowe życie czynimy krzywdę, biblijny Kohelet również do optymistów nie należał. Niewątpliwie dając życie dajemy śmierć i nieodmiennie wiele cierpienia. Biologia ma swoje prawa, jesteśmy zaprogramowani na przetrwanie, a dawanie życia nadaje naszemu życiu wiele sensu. Nie zawsze, nie każdemu, również sens życia czerpany z dawania życia przybiera najróżniejsze formy.
Zatrzymała mnie inna myśl Kołakowskiego o micie będącym wspornikiem społecznego ładu. Czytając jego „Obecność mitu” wierzący byli zachwyceni. Filozof, kpiący z religii ateista, odkrywał siłę religii.
Spierają się przez stulecia mądrzy ludzie, czy poszukujemy szczęścia, ładu, czy może zrozumienia? Ucieczką przed cierpieniem może być samobójstwo lub zadawanie cierpienia innym. Możemy się również cieszyć naszym schludnym ogródkiem z różami i zamknąć oczy na cierpienia innych, a kiedy zamykanie oczu nie pomaga, potrzebujemy mitu wspierającego nasz ład społeczny. Naprawianie świata jest porażką, możemy naprawić płot, załatać dziurę w drodze, pomóc bliźniemu przetrwać kolejny dzień, cieszyć się uśmiechem drugiego człowieka. Czasem możemy zrobić troszkę więcej, ale niewiele.
Frustracja karmi się mitem, spiskową teorią, podpartą oszustwem objawienia. Zastanawiała się Pani nad mitem Żyda w kulturach chrześcijańskich i muzułmańskich? Potęga i małość, mityczna wszechmoc i tchórzostwo, bogactwo i brud pogardzanej nędzy, wcielenie zła. Żydzi torturujący Zbawiciela, zabijający proroków, porywający dzieci na macę, zatruwający studnie, winni zarazy, odpowiedzialni za zło kapitalizmu, komunizmu, imperializmu. Pani stali czytelnicy sporządziliby tu znacznie dłuższą listę.
Mit Żyda łagodzi cierpienia młodego Wertera, pozwala mu wbić się w mundur SS lub IS, rozdrabnia egzystencjalne zgryzoty, daje wolę mocy.
O samym micie możemy powiedzieć, że jest przeciwieństwem poddającej się testowaniu analizy. Mit operuje symbolem, wręcz gardzi nauką. Przez odrzucenie jednostkowego namysłu mit wspiera myślenie kolektywne i więź społeczną. Filozof słusznie zauważa, że mit jest wiązadłem kultury. Zagrożenia zbiorowej tożsamości wywołują gwałtowną potrzebę wzmocnienia mitu. W takich sytuacjach mit Żyda przywoływany był nad wyraz często. Żyd to nie-ja, Żydzi to nie-my, my to nie-Żydzi. Dehumnanizacja Żydów humanizuje nas, zmienia nas w awangardę ludzkości, w anioły dobra. „Der Stürmer”, Hamas, Iran, ISIS operują tymi samymi symbolami graficznymi, ten najbardziej ukochany, to diaboliczny Żyd pożerający dziecko. Tę graficzną symbolikę Pani czytelnicy przerabiają na łagodniejszą wersję werbalną. Nie ukrywają swojej miłości do tych, którzy nie ukrywają swojej nienawiści. Kiedy dowiedzieliśmy się o zawarciu porozumienia demokratycznego świata z Iranem wiadomości.gazeta.pl opublikowały krótką notkę o krytyce tej umowy ze strony izraelskiego premiera. W komentarzach dominowała zwierzęca radość, że Żydzi się boją. Niektóre z tych komentarzy był nieco enigmatyczne. Urszula i Janek składali życzenia:
„Życzymy bratniemu narodowi irańskiemu osiągnięcia wszystkich, nawet najdalszych celów:)”
Pani czytelnik też nie pisał wprost, że marzy mu się kolejna zagłada. Stwierdzał tylko: „Skoro protestują to najlepszy dowód, że porozumienie jest dobre”.
W krwawych sporach między muzułmanami widzimy paranoiczne oskarżanie się o współpracę z Izraelem i o żydowskie pochodzenie. O współpracę z Żydami oskarża się prezydenta Sisiego, gwiazdę Dawida malowano na portretach Mursiego, jakby to nie było komiczne, niektórzy sunnici oskarżają o konszachty z Żydami Iran, Iran oskarża Izrael o stworzenie ISIS. Ta paranoja wzajemnych oskarżeń i ciągłych prób powiązania wroga z Żydami aż skwierczy. Jej uderzająca nielogiczność nikomu nie przeszkadza, ostatecznie obcujemy z mitem, a mit logiką się brzydzi.
Mit jest święty, mit wspiera kulturę, wzmacnia więzi społeczne. Wiele razy czytałem kryminały w twardej oprawie, ale nigdy nie czytałem kryminału oprawionego w skórę, w skórę oprawia się mity. Do tego celu można nawet używać ludzkiej skóry.
Niektóre zwierzęta polityczne są mięsożerne. Pamiętam nawet pewnego Internautę podpisującego się wdzięcznie „humanożerca”.
Andrzej Koraszewski


Leszek Kołakowski pod koniec życia twierdził również, że człowiek jest bytem najbardziej tragicznym posród zwierząt bo ma pełną swiadomość nieuchronności śmierci.
Na szczęście o irańskim programie nuklearnym zdecyduje kto inny niż sam Iran. Psy szczekają a „…karawan jedzie dalej” jak mawiał pewien poseł na Sejm III RP.
Obawiam się, że jest Pan w błędzie jeśli idzie o to, kto decyduje o programie nuklearnym Iranu. Wielu analityków zasadnie twierdzi, że umowa jest w najwyższym stopniu podobna do układu monachijskiego, oddaje dyktatorskiemu rządowi wszystko. Nie postawiono żadnych warunków, wzmocniono gospodarczo. Radość w obozie irańskim jest bezgraniczna i mają po temu wszystkie powody. http://www.listyznaszegosadu.pl/brunatna-fala/iranskie-porozumienie-jest-podaniem-sie-usa
Panie Autorze,to pan się myli a nie @ Sławek.
Sankcje wobec Iranu zostały ZAWIESZONE do 14 stycznia 2016 roku.Znoszenie tych sankcji ma być wprowadzane stopniowo i będzie zależeć od wywiązywania się Iranu z podjętych zobowiązań,w tym do nie stawiania przeszkód kontrolerom Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej.
To w niczym nie przypomina układu monachijskiego !!!
—
Pańskie twierdzenie,że zawarte porozumienie „oddaje dyktatorskiemu rządowi wszystko” jest nieporozumieniem. Największa i natychmiastowa korzyść Teheranu to możliwość zwiększenia importu ropy do poziomu z czasów przedsankcyjnych.
Inne to m.in.:
-umożliwienie podróży zagranicznych dyplomatom irańskiego reżymu;
-odmrożenie irańskich kont w zagranicznych bankach;
-odblokowanie zagranicznych inwestycji.
—
Kończąc,przypomnę panu,że oprócz konfliktów arabsko-izraelskiego,irańsko-izraelskiego trwa konflikt arabsko-perski…W 2009 roku w ankiecie przeprowadzonej wśród mieszkańców krajów arabskich Iran był wymieniany przed Izraelem jako państwo najbardziej zagrażające światowi arabskiemu/za:Konstanty Gebert-Polityka na Bliskim Wschodzie-„Konflikt arabsko-perski” http://www.schorr.edu.pl/joomla/images/wyklady/wyklad-04.05.2011.pdf/
Panie Marianie, melduję, że już zmieniam wszystkie poglądy. A na poważnie, pozwoli Pan, że raczej będę wierzył w to co mówi irański dyktator (a o czym polskie gazety nie piszą), niż w to, co się Panu wydaje. Hitlerowi też nie chciano wierzyć i poważni amerykańscy publicyści twierdzili, że on tylko tak sobie mówi. Polecam jednak poważniejsze studia i więcej sceptycyzmu. Zasada nie wierzenia nikomu pozwala błądzić na większych głębokościach. Błądzimy wszyscy, ale chodzenie za stadem daje gwarancję, że nasza opinie będzie oparta na pełnej ignorancji.
O,to się nazywa dyskusja…
Na wstępie z własnego podwórka:
Lat temu kilka,kiedy jeszcze nie byłem emerytem,kiedy pracowałem, usłyszałem od swego patrona-jak to żabojady zwą właścieciela buisenessu-
-Il faut être optimiste…
Uzgadnialiśmy nową inwestycję dla której byłem na NON….
powiedziałem:
-Il faut être réaliste d’abord.Nie posłuchał mnie, przedsiębiorstwo splajtowało a ja poszedłem na wcześniejszą emeryturę.
—
Panie Autorze,bądźmy realistami i nie przejmujmy się tym co głosi dyktatorek-bo Iran to nie III Reich.
Patrzmy uważnie i pamiętajmy,że nie tacy jak my,przepraszam-jak ja- patrzą na Iran i miejmy zaufanie do Persów.
Oglądając informacje z tv i widząc ich-Persów-radość z powodu, że przestają być pariasami świata możemy spać spokojnie.Nie posłuchają-szczególnie ci młodzi i wykształceni-słów opatulonego … sarmaty… bo ajtollah po polsku to:
A ja to Lach…
Napoleon to też Polak… Jego babcia wołała do niego: Napol leon bo zimno…i tak zostało.
Nie bądź pan pesymistą…
PS.
Informacje podawane przez polskie tvtv często mijają się … z prawdą.
Przykro mi drogi panie, ale Hitlera też nazywano dyktatorkiem. Moje poglądy to stan wiedzy na dziś, oparty nie o artykuły w Wyborczej, a o codzienne studia bardzo zróżnicowanych źródeł. Mogę być w błędzie, ale nie dlatego, że komu się zachciało zawołać, „jest pan w błędzie”. Argumenty, które podważają moje obecne stanowisko powodują czasem jego zmianę. Ale nie zauważyłem niczego podobnego do argumentu w pana rozumowaniu. Umowa nie jest umową ani traktatem, jest zaledwie uznaniem, że Iran może robić co chce i znosimy sankcje. Od 2003 roku nie ma kontroli nad częścią militarną irańskiego programu nuklearnego, a teraz Iran mówi… i nadal nie będzie. „Porozumienie” nie wymaga żadnego powstrzymania zbrojeń, agresji na kraje sąsiednie, ograniczenia budowy rakiet balistycznych. Nie bardzo jest o czym rozmawiać, bo jak się wydaje całe Pana rozumowanie oparte jest na braku zainteresowania i pobożnych życzeniach. Ja jestem niewierzący.
P-sze ja Szanownego Pana,proszę nie omijać obwarowań jakie towarzyszą zawartemu porozumieniu z Iranem -to raz.
Dwa: akurat na polskiej prasie ja nie opieram swoich komentarzy-mam do nich dostęp tylko via internet.
Ale czasem znajduję tam informacje,o których dowiaduję się kilka dni/godzin z mediów innojęzycznych -vide: http://www.tvn24.pl/arabia-saudyjska-popiera-porozumienie-jadrowe-z-iranem,562411,s.html
To potwierdza pański pesymizm ale równocześnie polecam to:
L’Union européenne (UE) a prorogé de six mois, mardi 14 juillet, la suspension de ses sanctions contre l’Iran, à la suite de l’accord conclu dans la matinée à Vienne entre Téhéran et les six pays du groupe P5 + 1 (Etats-Unis, Russie, Chine, France, Grande-Bretagne et Allemagne) sur le programme nucléaire de la République islamique-http://www.lemonde.fr/europe/article/2015/07/14/l-union-europeenne-prolonge-de-six-mois-le-gel-des-sanctions-contre-l-iran_4683046_3214.html
Widzi pan?Unia prolonguje zawarte porozumienie na 6 miesięcy i będzie je przedłużać na kolejne miesiące jeśli Iran dochowa przyjętych zobowiązań.
—
PS.
Nie rozumiem przyczyny tego,że jest panu „przykro,że Hitlera nazywano dyktatorkiem”?
PS’.
Swoje zdanie wypowiedziałem.Przyznając rację Sławkowi nie chciałem pana urazić,nie krytykowałem pana jako pana Koraszewskiego ale wyraziłem moją opinię przeciwstawną pańskiej.Ale…jeśli chce się pan obrazić tak jak w innym wątku na Otousha…no to nie przeszkadzam.
To by było na tyle.
No i zawiesiła się moja odpowiedź dla pana „niewierzącego” Koraszewskiego.
@ koraszewski i @ Marian. do interesującej wymiany poglądów obu panów, do której jak mniemam z kontekstu conieco się przyczyniłem, dodam wyjaśnienie mojego punktu widzenia. W moim wpisie skrótowo stwierdziłem, że o irańskim programie nuklearnym zdecyduje kto inny; konkretnie chodziło mi o Izrael. Wszystko bowiem co zagraża istnieniu państwa izraelskiego jest przedmiotem szczególnej troski jego służb. Wystarczy prześledzić dotychczasowe losy tego programu aby nie mieć wątpliwości. Jak nie naloty to dziwne „wypadki” jego twórców. Naturalnie porozumienie z mocarstwami może dodatkowo opóźnić ten program. Zagrożenie ewentualnością nowego reżimu totalitarnego w wydaniu Iranu naturalnie istnieje, jednak jest łagodzone koniecznością zwalczania państwa ISIS oraz dążeniem do wolności społeczeństwa irańskiego. Teokracja ma poważne ograniczenia i słabe strony. Decydujący głos będzie miał jednak Izrael. Z tempa rozwoju technologii, w tym technologii wojennych można domniemywać, że świat coraz bardziej wychodzi z „okienka atomowego”. Albo już ma albo niebawem będzie dysponował antidotum na broń nuklearną. Tym samym wyścig zbrojeń nabierze nowego sensu lub bezsensu.