01.02.2023

Od pewnego czasu publikuję na Facebooku swoje codzienne zapiski, cieszące się tam niejakim powodzeniem. Bezczelnie postanowiłem je Państwu udostępnić również i tutaj, mając nadzieję, że zdopinguje mnie to ostatecznie do systematycznej pracy. W ciągu całego długotrwałego życia próbowałem czegoś takiego wielokrotnie i zawsze mnie znudziło
Może teraz. Czytajcie codziennie po południu.
28.02.2023
1. Coś niechętnie GUS publikuje wyniki ostatniego spisu ludności. Nasuwa to podejrzenie, że rozmijają się one z upodobaniami i wyobrażeniami kogoś ważnego, są dla jakiejś narracji chyba niewygodne. Dla przykładu: ciągle nie wiemy nic o zadeklarowanym składzie narodowościowym współobywateli. Pewno za mało zadeklarowało bez zastrzeżeń tę polską, a przecież miało być „lepsze polskie gówno w polu niż fiołki w Neapolu”, prawda? A już z pewnością niemiło byłoby się tam „u góry” dowiedzieć czegoś o obecnych w tym kraju Niemcach lub Ślązakach…
Ale jednak jakieś informacje kapią. Dziś dowiedzieliśmy się, że państwowy ideał rodziny nie za bardzo przystaje do rzeczywistości. Coraz więcej rozwodów, coraz więcej dzieci „pozamałżeńskich”, coraz więcej ludzi pluje na tak lansowany z ambon zaśpiew „nic bez ślubu nic bez sukni z długim trenem”. I zjawisko to jest dobrze widoczne nawet na wsi, w środowisku uważanym za ostoję obyczajowego konserwatyzmu.
Myślę, że p. Jędraszewski się nie ucieszył. A ja owszem.
2. Konfederaci naparzają się na potęgę. Zarząd Stowarzyszenia Marsz Niepodległości podjął w piątek decyzję wykluczenia ze swych szeregów Roberta Bąkiewicza, który wcześniej pełnił funkcję prezesa stowarzyszenia. A było od razu słuchać tej dziewczyny z powstania…
Przynajmniej kompromitacja byłaby mniejsza. Ale tak z drugiej strony rzecz oglądając – pan Robert już jakąś sporą kasę przytulił, więc może w biedę nie popadnie. Tyle że ambicje cierpią…
3. Pakt senacki. Dobrze, ale poczekamy, zobaczymy. Coś mi tam za mało samorządowców, żeby się tak do końca ucieszyć.
4. Trzy podejścia do procedury wyłaniania polskich kandydatów na urząd sędziego Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu – i wszystkie przez arogancję i ośli upór rządzących proponowania wyłącznie „swoich” kandydatów kompletnie spieprzone. Rada Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka wyraziła stanowczy sprzeciw wobec tej „antyprocedury” uznając, że trzykrotne odrzucenie list polskich kandydatów kompromituje Polskę na arenie międzynarodowej.
Fakt: żenada. A po nich spływa wszystko jak po kaczorze. Miedziane czoła. Stalowe tyłki. Buraczane ryje. Nowa elita.
27.02.2023
Same niepowodzenia dla pisuaru. Po prostu rozpacz.
Oto mamy – po głupich 6 latach procedowania – prawomocny wyrok w sprawie Sebastiana Kościelnika, którego seicento zetknęło się brutalnie z rządową bryką Szydłowej. Uznano, że jest współwinny (drugi obciążony to funkcjonariusz, który nie włączył sygnałów alarmowych), ale warunkowo umorzono postępowanie na rok; tu mam wątpliwość: czy nie wolno mu w ciągu roku zderzyć się z kolumną rządową, czy czegoś innego. Ale wszak nawet krzywe spojrzenie na władzę powinno być karane śmiercią, czyż nie?
I czy władza lub jej dowolny furman robi kiedykolwiek błędy? No przecież to wykluczone. Bardzo niesprawiedliwie kasta to osądziła, a fe.
Po drugie okazało się, że ta ohydna Unia pozwala bluźnić ile wlezie – bezkarnie. Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu orzekł ostatecznie, że Polska naruszyła Europejską Konwencję Praw Człowieka skazując Dodę za obrazę uczuć religijnych. Jak pamiętamy, w 2009 roku Dorota Rabczewska mówiła, że „bardziej wierzy w dinozaury niż w Biblię” i że „ciężko wierzyć w coś, co spisał jakiś napruty winem i palący jakieś zioła”. Skarb Państwa będzie musiał wypłacić Dorocie Rabczewskiej 10 tys. euro. Niestety i z moich podatków.
W każdym razie – znów prześladują chrześcijan ci barbarzyńcy z Brukseli. Jak tak dalej pójdzie, wolno będzie pewno nawet powiedzieć, że ma jakieś uzasadnienie teoria ewolucji… A nie, to akurat jakiś najprzegłówniejszy sukienkowy przyznał. Może był jednak akurat napruty?
Kolejne niepowodzenie sądowe pisdzielstwa, tym razem bez czynnego udziału wymiaru sprawiedliwości. Otóż do sądu nie wpłynęła apelacja Jacka Karnowskiego od wyroku zobowiązującego go do przeproszenia autorów słynnego reportażu TVN „Polscy neonaziści”. To zaskakujące, bo zaraz po jego ogłoszeniu redagowany przez Karnowskiego tygodnik „Sieci” (Fratria) krzyczał na okładce „Cenzura w natarciu” i przekonywał czytelników, że wyrok jest „rażąco niesprawiedliwy”. I gromko zapowiadano skargę…
A tu kicha. Zapomniał o terminie, też się napruł, czy uznał, że jest bez szans? W każdym razie ogon podwinięty…
Przejdźmy do obszaru nauki i kultury. Muszę jednak odnotować osiągnięcie naszej władzy ukochanej, nie da się pisać tylko źle. Cytuję media:
Jak wynika z odpowiedzi na kilka interpelacji posłanki Koalicji Obywatelskiej Izabeli Leszczyny, których udzielił wiceminister finansów Sebastian Skuza, PiS powołał aż 45 nowych podmiotów, w tym agencji, instytutów czy akademii. Ostatni przykład — Akademia Kopernikańska — o budżecie 25 mln zł, ma skupiać 100 naukowców z całego świata, przyznawać stypendia, granty i nagrody oraz prowadzić Szkołę Główną Mikołaja Kopernika. […] powstało osiem nowych jednostek budżetowych, trzy państwowe instytucje kultury, dwie agencje wykonawcze, 16 funduszy celowych, 14 państwowych osób prawnych i dwie instytucje gospodarki finansowej” — wskazuje „Rzeczpospolita” i wylicza, że ich budżety to przeszło 37 mld zł. Najwięcej, podkreśla gazeta, wydają nowe fundusze celowe. Po odjęciu ich wydatków zostaje 2,8 mld.
Ilościowo to sukces ogromny. No i ile synekur do rozdania swojakom… Niebawem trzeba będzie urządzać łapanki na ludzi z wykształceniem wyższym od podstawowego, żeby ich zrobić doradcami czy dyrektorami… A ile się napracują proboszczowie, żeby te kandydatury zaopiniować!
Skoro jesteśmy przy statystykach – warto zwrócić uwagę na ciekawą liczbę. Tylko dwa wydarzenia w województwie pomorskim, w których udział wziął Jarosław Kaczyński ochraniane były przez 1120 policjantów. Informacji w tej sprawie na wniosek posła Cezarego Tomczyka (KO) udzielił komendant wojewódzki policji w Gdańsku.
Swoją drogą, odważny człowiek – takie wrażliwe dane o umiłowaniu wodza publikować? Komu tu się tak trzęsą portki – i dlaczego? Z uzasadnieniem – czy bez?
Tu uwaga osobista. Tak to już jest z ludźmi wytrenowanymi w obcowaniu z nauką: byle liczbę taki zobaczy i już ma kupę kłopotliwych pytań… Zaprawdę, rację ma Czarnek, żeby takiego biezobrazija nie nauczać.
26.02.2023
Zaczęło się. Ledwo Unia Europejska dopuściła do użycia wyrabianej z szerszeni przez pewną firmę mąki – co naturalnie nasi prawicowi intelektualiści nazwali „karmieniem Polaków robalami” – a już zaraza się rozprzestrzenia. Oto okazuje się, że w Kietrzu w województwie opolskim działa sklep „Robaki z paki”, oferujący jadalne owady. No i właścicielka stwierdza, że oferta wzbudza coraz większe zainteresowanie; można w niej znaleźć m.in. owady o smaku chilli z limonką, soli, curry, gyrosa, czy słonego karmelu. Są już podobno i inne sklepy i inni producenci. Zgroza.
„Ciosem w polskie rolnictwo” nazwał taki proceder b. minister Ardanowski. Przewiduję, że niebawem zabierze w tej sprawie głos abepe Jędraszewski, zgorszony możliwością produkcji opłatka z owadziej mączki. Śmiesznie będzie, to nieuniknione.
À propos śmiesznie. Zapewne większość z czytelników niniejszego choć raz w życiu widziała „Dilberta”, czyli słynny satyryczny komiks Scotta Adamsa. Komiks ukazywał się w kilku ważnych gazetach nieprzerwanie od 1989 roku, 34 lata. Nieprędko go państwo znowu zobaczą: jego autor nazwał w ostatnim odcinku czarnoskórych Amerykanów „grupą nienawiści” sugerując, że biali ludzie powinni „trzymać się od nich z daleka”. No i reakcja prasy była natychmiastowa: Dilbert zleciał z łamów zanim się jego twórca zdołał oblizać.
Ale nie to jest dla mnie najciekawsze; w końcu wydarzenie dotyczy USA i ich wewnętrznych rozrachunków politycznych. U nas ta sprawa nie powinna wzbudzać wielkich emocji…
Tak? To proszę poczytać komentarze pod opowiadającym całą historię tekstem w jednym z prawicowych (ale nawet nie tych zupełnie oszalałych) portali. Albo raczej nie, nie czytajcie i nie szukajcie; uwierzcie mi na słowo: ohydny rasistowski ściek obelg na czarnoskórych. Zatyka.
Nie ma co, ciekawy narodek żyje w centrum Europy, jego mać.
Wracamy do rolnictwa; ściślej, wraca w naszym imieniu Kaczyński, choć nie osobiście. Iście po cesarsku był łaskaw napisać list pasterski do uczestników IX Kongresu Rolnictwa RP zwołanego w niedzielę w Warszawie. Czytamy w nim, że „nie może być mowy o silnej Rzeczpospolitej bez dostatniej polskiej wsi, bez rozwiniętych obszarów wiejskich oraz bez rozwijającego się prężnie rolnictwa”.
Znaczy – wybory się zbliżają, włościanom trzeba drewek do pieca dołożyć. Dołoży się też zdrowo emerytom i mundurowym oraz górnikom, bądźcie pewni. Nauczycielom też damy, a jakże, po 3,50 złotego miesięcznie, powinni być zadowoleni. Będzie Tarcza Wyborcza, zwana także Politdupochronem.
25.02.2023
Cała Polska w wielkim skrócie intelektualnym. Dzika gównoburza wokół dupy.
Chodzi o to, że polska raperka napisała i wykonuje po angielsku rap, w którym powtarza się słowo „booty”, przetłumaczone właśnie jako „dupa” – podczas gdy w najmniej życzliwym dla wzburzonych moralnie znaczeniu, to co najwyżej „pupa” albo nawet „pośladki” – co już w żadnym wypadku wulgaryzmem nie jest. Pisałem o tym wczoraj.
Co więcej, okazało się, że obiekt utworu jest u podmiotu lirycznego pieśni mocno okazały – co w pełni uzasadnia użycie jego nazwy, sprawa dotyczy bowiem tzw. ciałopozytywności i tego, że każdy ma to i owo jakie ma i sprawiedliwe jest, że nikomu nic do tego.
Pewno jestem absolutny dziaders, ale mnie ta historia wyłącznie siarczyście śmieszy. Oburzać się nie ma specjalnie czym, bronić piersią własną także chyba nie, łatwe dowcipkowanie, że wszystko znów się zakręciło z przytupem wokół … Maryni tez jest w sumie ciut żenujące. A tu – oświadczenia, przeprosiny, dementowanie oświadczeń, moralne wzmożenie i wzajemne łajanki…
A wystarczyłoby, gdyby pan, który się pierwszy oburzył, wrzucił otrzymany od kogoś angielski tekst utworu do tłumacza Google. Inkryminowana dupa by się nie pojawiła.
To zresztą błahostka wszystko razem oczywiście. Tylko niestety coś mówi. Nie o artystach, nie o rządzących mediami i show-bussinesem. O nas mówi, proszę państwa. O nas – jako o społeczności. I ta błahostka się o nas pozytywnie nie wyraża.
I to by było tyle żółci na dziś. Magazynuję zapasy na nadchodzące wydarzenia. „Pomimo zaostrzającego się sporu w Stowarzyszeniu Marsz Niepodległości, start kanału narodowców TV MN jest niezagrożony. – Z informacji, które otrzymałem w KRRiT, otrzymamy koncesję na początku marca i wtedy rozpoczniemy emisję – zapowiada Piotr Barełkowski, członek zarządu spółki Telewizja Media Narodowe” – donosi portal Wirtualnemedia.pl. Oj, będzie się działo! W kontekście z tym wydarzeniem sprawa dupy zejdzie z wokandy bez wątpienia.
No i może Kaczyński znów coś powie, a on zawsze mówi smacznie, choć niekoniecznie do rzeczy.
24.02.2023
Ciekawie. Występująca pod pseudonimem Ahlena polska raperka może być dumna. Jej utwór „Booty” został wstępnie zakwalifikowany przez nasze jury do występu w konkursie Eurowizji. No i p. Janusz Daszczyński, były prezes TVP i członek Rady Programowej TVP z ramienia PO zażądał ponownego namysłu nad tą preselekcją. Przetłumaczył sobie bowiem tekst dzieła na nasz język i wyszło mu coś takiego:
„Dupa, dupa, dupa, dupa, dupa taka tłusta”, „wszystkie jego suki mnie nienawidzą, nienawidzą mnie, nienawidzą mnie, są wściekłe”. Oraz „Dupa, dupa, dupa, dupa, dupa tak gruba, wiem naprawdę, naprawdę, naprawdę tego chcesz”.
Konsternacja. Daszczyńskiemu zwrócono zaraz uwagę, że „booty” to raczej „tyłek” niż „dupa” ale sytuacji to zbytnio nie ratuje. Nie będę tej całej afery komentował, powiem tylko, że mnie ona solidnie ubawiła. Swoją drogą – ja bym się nie spodziewał, że ktoś wyrapuje jakiś sonet Szekspira.
Druga ciekawa historia (choć bynajmniej nie zabawna), która mnie dziś zafrapowała, to informacja, że prokuratura złożyła skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego w sprawie Pawła Kasprzaka. Szef Obywateli RP dopuścił się zdaniem śledczych znieważenia policjanta a zdradzieckie sądy rejonowy i okręgowy zbrodniarza dwukrotnie uniewinniły, to co było robić? Mimo że Kasprzak bezczelnie przyznał się do działania z premedytacją. Czyli określenia pewnego gliniarza mianem „palanta”.
Ciekawe: palant, to przecież taka gra, podobna do krykieta. Jak by władza zareagowała na nazwanie funkcjonariusza „krykietem” właśnie? Albo „tenisem”? Choć to ostatnie ryzykowne, bo można słowo usłyszeć niedokładnie…
„Aleksander Nalaskowski, to jedyny w Polsce profesor pedagogiki zajmujący się stolarstwem i jedyny w Polsce stolarz z ogromnym talentem publicystycznym piszącym cięte felietony” pisze (dosłownie; o tym talencie piszącym jest właśnie tak) portal wiadomych braci K. Okazją do tego odkrywczego stwierdzenia stał się fakt, że we wrześniu 2019 roku ówczesne władze toruńskiej uczelni wszczęły wobec prof. Aleksandra Nalaskowskiego postępowanie dyscyplinarne, jako że łamach „Sieci” opublikował on felieton „Wędrowni gwałciciele”, w którym sugerował, że może by „na wrzaskliwe manifestacje i burdy uczestników Parad Równości” (to właśnie owi „wędrowni gwałciciele”) odpowiadać tym samym…
No i dostał zawieszenie na trzy miesiące w pełnieniu obowiązków nauczyciela akademickiego „z powodu zachowania rażąco naruszającego zasady etyki nauczyciela akademickiego”. Rozpacz.
Oraz – jak pisze portal braci K. – przyczyna „uchwalenia nowelizacji ustawy o szkolnictwie wyższym wprowadzającej »Pakiet Wolności Akademickiej« gwarantujący m.in. prawo do wolności nauczania i wolności słowa z zachowaniem zasad pluralizmu światopoglądowego”.
I wszystko jasne. Ale prof. N. już jest na emeryturze, więc nie skorzysta. A o całym tym okropnym skandalu i łamaniu katolickich wrażliwych sumień opowiadali m.in. Jacek Karnowski – redaktor naczelny tygodnika „Sieci”, Dorota Kania – redaktor naczelna „Polska Press” , dr Jolanta Hajdasz dyrektor „Centrum Monitoringu Wolności Prasy” SDP, profesor Wojciech Polak i minister Edukacji i Nauki – profesor Przemysław Czarnek.
Zacna kompania. A stolarstwo to jednak chyba rozsądnie wybrane hobby pana profesora.
23.02.2023
PiS szykuje niespodziankę na Dzień Kobiet: Sejm zajmie się projektem pani Godek, wprowadzającym karę za samo wymienienie słowa „aborcja” (no, niemal…). Ale niespodzianka jeszcze większa: pisuary zapowiadają odwalenie projektu w pierwszym czytaniu. Ciekawe, jak zagłosują ludzie pana Zbynia.
Stale się zastanawiam: skąd się biorą na świecie ludzie o psychice i mentalności pani Godek? I jakim cudem znajdują poparcie u kogokolwiek? Niezbadane są tajemnice wiary.
À propos tejże. Chrześcijanie są prześladowani na skalę nie mniejszą niż w czasach pierwszych chrześcijan, a nawet na skalę większą w wielu miejscach – ocenił mój faworyt Czarnek. –To jest prześladowanie, które zaczyna się od jakichś dyskryminacji, obstrukcji, od jakiegoś wyśmiewania. Widzimy to już w krajach Europy Zachodniej – ocenił.
Nie powiedział tylko – zapewne nie chciał słuchaczy szokować okropnościami – ilu chrześcijan w ostatnim roku pożarły lwy na arenach cyrków. I ilu spalono po ukrzyżowaniu.
A poza tym wszyscy w domu u pana ministra zdrowi.
À propos jednak prześladowań. Prześladowany jest profesor Zybertowicz. W październiku zeszłego roku Sąd Okręgowy w Warszawie nakazał mu mianowicie przeprosiny w procesie o naruszenie dóbr osobistych, który został mu wytoczony przez blisko 40 powodów – uczestników obrad Okrągłego Stołu w 1989 r. po stronie opozycyjno-solidarnościowej oraz członków ich rodzin.
Proces dotyczył słów wypowiedzianych 5 lutego 2019 r. Zybertowicz stwierdził wówczas publicznie, że „dzisiaj wielu obserwatorów i komentatorów Okrągłego Stołu nie uświadamia sobie, jak głęboka prawda była w komentarzu Andrzeja Gwiazdy po rozmowach Okrągłego Stołu, gdy powiedział: podczas Okrągłego Stołu władza podzieliła się władzą ze swoimi własnymi agentami”.
No i przecież tak nie można. Profesor wszak jedynie cytował pana Gwiazdę i mówił, że wielu ludzi nie wie, ile w tym cytacie prawdy. Nic tej konstrukcji zarzucić nie można, może on sam nawet tego nie wie. A głupi sąd prześladuje intelektualistę i tępi.
À propos słów. Od wczoraj karierę w Sieci robi nagranie, na którym Kaczyński orzeka o Bidenie, że „nic nie powiedział”. Otóż to jest skandal, bo po pierwsze primo zupełnie nie wiadomo, kogo Kaczyński miał na myśli, po drugie primo pewno sobie tylko tak żartował i w ogóle „te słowa, które padły i są gdzieś tam wycinane z kontekstu, manipulowane, wykorzystywane dzisiaj przez działaczy czy polityków opozycji, również przez media im sprzyjające, nie mają nic wspólnego z tym wystąpieniem prezydenta Bidena”.
I kto pozwolił temu skandaliście łazić i cokolwiek nagrywać? Wszak to „znany w PL prowokator”, który „przypisuje słowa J. Kaczyńskiemu, których on nie powiedział, i nadaje im fałszywą interpretację”.
A w ogóle to katastrofa, ale cicho.
Przez media zaś przeleciała wiadomość, która mnie podniosła z fotela – a nie wzbudziła szerszego echa. Otóż pan Duda powiedział był, że jak tylko Trybunał Konstytucyjny wyłoni kandydaturę nowego prezesa, to on ją natychmiast zatwierdzi. A w tym dziwnym sądzie – niesądzie prezesuje obecnie znana Julia i chyba nie ma teraz większości. Zatem byłoby już po niej, czyli miłośnika jej kucharzenia czeka duża przykrość…
A że podobno bardzo się w pałacu liczy zdanie pani nibyprezes Sądu Najwyższego Manowskiej, to chyba możemy się spodziewać jakiegoś niezwykle efektownego pęknięcia szczytu gmachu naszej sprawiedliwości. I nie tylko, Może być ciekawie.
Na zakończenie dzisiejszego przeglądu jeszcze jeden cymesik.
Młodzież u nas robi jednak dopiero teraz zawrotne kariery. Przedtem to się człowiek musiał różnych rzeczy nawkuwać i sporo godzin przeharować, żeby dojść do tej średniej krajowej, a dzisiaj…
Były 28-letni asystent pana Bielana co najmniej od stycznia 2023 r. jest zatrudniony w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju jako doradca. Jego wynagrodzenie, wynikające z umowy zlecenia, przewyższa wynagrodzenie zastępcy szefa NCBiR czy innych doradców strategicznych. Chłopię kasuje 24 tys. zł brutto miesięcznie. Jego pensja nie mieści się przy tym w żadnych widełkach, wynikających z Regulaminu Wynagradzania w NCBiR, gdzie dyrektor biura zarabia od 12 tys. do 26,5 tys. zł, zastępca dyrektora od 10 tys. do 21 tys. zł, zaś doradca strategiczny z 5-letnim doświadczeniem od 9,5 tys. do 20 tys. zł.
Żeby jeszcze była to posada w Narodowym Centrum Czyszczenia Kibli, to by się dało pojąć. Ale w jednej z najważniejszych instytucji dla nauki i techniki?
Ani chybi, żyje wśród nas reinkarnacja Einsteina, albo ktoś z nas wszystkich bezczelnie robi idiotów. Osobiście stawiam na to drugie.
22.02.2023
Jedna tylko uwaga, związana z wizytą Bidena: a może ten cały szum zapowiedzi w Warszawie „historycznego wydarzenia” i „przełomowych sformułowań” – to było po prostu kontrwywiadowcze propagandowe przykrycie jego wyprawy do Kijowa? Jedynie takie wytłumaczenie jestem w stanie uznać za inteligentne.
Mniejsza jednak z tym. Dziś jeden pan – co było dobrze widoczne w sprawozdaniu telewizyjnym – jak robot powtarzał rytualne gesty powitania szefów grupy B9. Automatyzm tego wszystkiego był dość zabawny. Współczułem tylko paniom, które zostały potraktowane całusem z dubeltówki model „trzy razy po męsku”. Nie wiem, czy na ich miejscu bym nie zareagował agresywnie…
No ale ja w żadnym wypadku i z żadnej strony nie jestem damą.
Zepsuło mi dzisiaj humor oko.press tekstem o Akademii Kopernikańskiej, tym pokracznym tworze Czarnka. Z założenia miało to być zgromadzenie uczonych; oczywiście, nikt nie miał wątpliwości, że rozumienie słowa „uczony” będzie tu mocno swoiste, zaś o powołaniu w szeregi wybrańców decydować będzie wierność Panu oraz paru innym panom.
Co innego jednak świadomość, co innego rzut oka na rzeczywisty spis nazwisk – za przeproszeniem – członków. Pozwólcie, że kilka przytoczę:
• Adam Glapiński – wiadomo
• Anna Łabno, prawniczka, wsławiła się m.in. tym, że podczas wykładu porównała błyskawicę Strajku Kobiet do symbolu Hitlerjugend. W mediach prorządowych zarzucała Unii Europejskiej „przekraczanie granic prawa”, kiedy Unia protestowała przeciwko naruszaniu zasad demokracji w Polsce.
• Adrian Vermuele, profesor prawa na Harwardzie, religijny fundamentalista katolicki, autor m.in. prac kwestionujących zasadę rozdziału państwa i Kościoła.
• ksiądz Paweł Bortkiewicz — teolog znany z ostrych prorządowych (ale także homofobicznych) wypowiedzi w mediach; nazywał np. opozycję „bandą przygłupów” i opowiadał, że jej miejsce jest w więzieniu.
• kard. Gerhard Mueller — b. prefekt Kongregacji Nauki Wiary, usunięty z niej w 2017 roku przez papieża Franciszka (który nie przedłużył mu mandatu) za to, że zbyt wolno zajmował się w niej przypadkami pedofilii wśród duchownych — dochodzenia w tej sprawie należały do jej zadań; wcześniej zarzucano mu także systematyczne ukrywanie przypadków pedofilii wśród księży, kiedy był biskupem Regensburga w Bawarii.
Akademicy. Kopernikańscy. Zgroza. Bardzo brakuje mi pana Jakiego, doktora wszak czegoś tam.
Bardzo do tej paczki pasuje również moja kolejna ulubienica, miłośniczka trudnej pozycji „na klęczkach” – madame Barbara Nowak, kur(atorka). Otóż pańcia ta rzecze (a raczej ćwierka, bo na Tweeterze) tak: „Nie tylko Trzaskowski realizuje w Polsce agendę C40, a w niej np. dietę planetarną, czyli bez mięsa, bez nabiału. W polskich szkołach na zajęciach dodatkowych trwa kształtowanie dzieci wg założeń agendy C40. Nie ma lex Czarnek, jest indoktrynacja ekoterrorystyczna”.
Wszystko bez sensu, ale też i wszystko – jak to się dawniej mawiało – „na bazie i po linii”. Grunt, by własnymi słowami powtórzyć opowieść szefa i szefa szefa. To duża i ważna dla kariery umiejętność.
A teraz – do sensu: W przyszłym tygodniu opozycja podpisze podobno „pakt senacki”. Kandydatów wystawią cztery partie: Platforma, PSL, Lewica i Polska 2050, dla której będzie to debiut. W każdym z senackich okręgów wystartuje (jeden) kandydat ze wspólnej rekomendacji partii opozycyjnych – ten, który będzie miał najwyższe poparcie społeczne. I będzie miał prawo do używania logo „Pakt Senacki 2023″.
Jeśli się to uda – co ma się okazać w najbliższy wtorek – to okazałoby się, że nie zgłupieliśmy jeszcze doszczętnie.
Interesujące, jak na to zareagują pisuary. Na razie młócą ostatni wywiad Kaczyńskiego dla „Sieci”, ale metodą „huk spory, szkody żadne”: żują do zbrzydu dwa zdania, które Wuc poświęcił jedzeniu mięsa i – przedtem – wyborom płci.
Ciekawa sprawa: dlaczego obiekty ich zainteresowań jakoś tak grupują się poza głową, by się nie wyrażać konkretniej? Bo nie wierzę, by odmówili sobie i w tej okolicy kompetencji, taka samoocena byłaby – jak na nich – zbyt okrutnie szczera.
21.02.2023
Wszystko przyćmiewa wizyta Bidena w Kijowie i Warszawie. Z pewnością zostanie wyśmienicie podsumowana przez ekspertów. Aby więc uniknąć tzw. efektu lodówki (otwierasz lodówkę, a tam też…) tu ograniczymy się do jednego pytania: co to znaczy, kiedy występujący jako pierwszy (czyli tzw. support) pan tak strasznie rzuca głową w różnych kierunkach, krzyczy i opowiada coś o jakimś „naszym” świętym? Bo pewno coś powinno znaczyć, ale bo ja wiem? Może zachorował?
Uznajmy, że jestem wredny i głupi i lecimy dalej.
Najważniejsza prokuratura w Polsce prowadzi duże postępowanie w celu wykrycia, kto na drzwiach do toalety sądu w Elblągu powiesił (czytaj: ujawnił bezprawnie) listę poparcia dla Macieja Nawackiego. Prokuratura przesłuchuje już elbląskich sędziów.
W sposób nieodparty nasuwa mi się piękna pieśń „Kto napisał kasjer dupa?”. Oto zasadnicze problemy naszej współczesności…
A, pan Kukiz ma ciężkie chwile. Miało być tak pięknie z jego ukochanymi sędziami pokoju, a tu kicha. Ileż razy mu to obiecywano, ileż razy on głosował jak trzeba… Tymczasem nie będzie nawet pilotażu w tej sprawie – zdecydowali członkowie sejmowej podkomisji, która zajmuje się tym jednym z jego kluczowych pomysłów. Artysta zrobił wszak swoje i może odejść. Nic tylko się zarąbać. Albo narąbać. Jak Messerschmitt.
W mediach coś ma się znowu dziać. Odnotowuję jakieś skurcze macicy w osławionej krajowej Radzie. Jej przewodniczący pan Maciej nomen-omen Świrski chce ukarać tym razem nadawcę Radia ZET. Chce otóż kary za podanie informacji o tym, że przejazd prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego przez Polskę w czasie jego podróży do USA zrealizowano logistycznie z pominięciem polskich służb i policji. Reporter stwierdził, że brak wniosku ze strony amerykańskiej Secret Service miał wynikać ze spadku zaufania u sojuszników po tym, jak świat obiegła informacja o wystrzale granatnika w gmachu Komendy Głównej Policji. A każde słowo w tym ostatnim zdaniu, to przecież informacja tajna specjalnego znaczenia opatrzona klauzulą „spalić przed czytaniem”…
W sumie: bardzo wesoły pogrzeb ustroju, ale trochę za długo trwa. Proszę przyspieszyć, mój Kaczyński, bo to już staje się nudne.
20.02.2023
Z samego rana (mojego, czyli dość późno – już nie muszę się zrywać z wyra bez sensu, co jest jedynym chyba przywilejem starości) czytam w „Wyborczej” o jednym z moich faworytów – panu ekssenatorze, ekspośle i eksprokuratorze PRL, obecnie zaś członku Julinka. Czyli o sędzi Piotrowiczu. I miło mi się robi koło serca, bo rzeczony przez red. Czuchnowskiego trafion jest artykułem w sam środek ciężkości.
Okazuje się otóż (są nagrania i zeznania świadków), że będąc jeszcze senatorem przed 17 laty pan prokurator ustawiał egzamin sędziowski swojej córki, zalecając zaufanym egzaminatorom pewien „retusz” wypracowania latorośli. No i oni zawiedli: nie dość, że nie zaingerowali, to jeszcze wszystko wysypali. Dziewczę zaliczyło zaś jedno z ostatnich miejsc wśród egzaminowanym, co mu zresztą nie przeszkodziło zrobić niezłej kariery w sądownictwie, wspieranej przez Bardzo Ważne Osoby.
Wszystko było przed 17 laty, więc kodeksowo – przedawnione. Nikogo do odpowiedzialności karnej pociągnąć się nie da. Co zaś się tyczy odpowiedzialności honorowej, to proszę mnie nie rozśmieszać terminami w pisuarowej zgrai nie na miejscu.
Jaki więc pożytek z ujawnienia tego skandalu, skoro z całą pewnością nikt z jego powodu nawet posady nie straci, nie mówiąc o jakichś desperackich strzałach w łeb? Skąd niesłuszne i z pewnością nieszlachetne moje radowanie?
A no taki pożytek i stąd moja frenezja, że teraz każdy, kto pana prokuratora na drodze swej napotka może mu przekazać stosowne wyrazy lub wykonać jakieś gesty z pełnym uzasadnieniem. Bez obawy o konsekwencje.
Następną przyjemność zrobił mi dziś „Newsweek” tekstem o usankcjonowanym nieróbstwie niektórych prawiczków, co to masowo dostali etaty sekretarzy stanu w kancelarii premiera, gdzie – jak można wyczytać w tekście – nic dokładnie nie robią, ale koszą za to całkiem przyzwoite apanaże, mają służbowe limuzyny, sekretarki i różne takie. Ciekawi was, dlaczego taka patologia sprawia mi przyjemność? A nie cieszycie się, spotkawszy na swej drodze człowieka, któremu los sprzyja maksymalnie, niezależnie od jego pracowitości, wykształcenia i obyczajów? Przecież to ogromnie krzepiące i wręcz gotowy scenariusz na komedię łotrzykowską!
Jak to dla was niemiłe, to macie chyba jakiś defekt osobowościowy, wielce w dzisiejszej Wolsce destrukcyjny…
I na dziś tylko jeszcze jedna wiadomość. Dobra lub zła – zależ
