Przez ostatnie kilkanaście miesięcy dowiedziałem się wiele o narodzie, do którego należę. Mam już swoje lata i widziałem sporo. Jestem Polakiem od urodzenia. Sądziłem zatem, że wiem wszystko. Czy mógłbym coś przeoczyć? Czegoś nie zauważyć? Okazuje się, że tak.
Ta nowa wiedza jest przygnębiająca. Jest niewygodna, więc – jak pewnie wielu z nas – chciałbym ją od siebie oddalić. I zapomnieć o niej. Ale to jest trudne.
Jestem częścią mojego narodu. Mogę zmienić obywatelstwo, ale narodowość jest na zawsze. Jeżeli ktoś zarzuca Polakom antysemityzm, ksenofobię i rasizm, to ten zarzut również i mnie dotyczy. Wierzę, że nie popełniłem grzechu nienawiści – jestem jednak przeklęty, bo popełnili go inni Polacy. Jeżeli honor i duma z naszych dokonań spływa na wszystkich, to podobnie dzieje się ze wstydem i bólem.
Rasistowskie zachowania w Polsce są już częścią polskiej codzienności. Przemoc wobec drugiego człowieka czy całej grupy społecznej na tle rasowym, religijnym czy ze względu na orientację seksualną, potrzebuje usprawiedliwienia – moralnego alibi. Polski rasizm otrzymał takie wsparcie nie tylko od rządu i Kościoła, ale również od dużej części społeczeństwa.
Na jednym z portali dyskusyjnych, z którym przez pewien czas współpracowałem, pojawił się język obelżywy pod adresem muzułmanów i islamu. Ale jeszcze dwa lata temu tego nie było. Gdy zwróciłem uwagę naczelnemu, człowiekowi wykształconemu, smakoszowi muzyki klasycznej i poecie, odpowiedział, że jest to zwykła wymiana poglądów. Takich przykładów jest więcej. W mediach, w kulturze czy w nauce. Na ulicach i w sklepach. W biurach i fabrykach. Nie tylko więc młodzież uległa radykalizacji, ale również intelektualiści, naukowcy i twórcy kultury. Rasiści i nacjonaliści maszerują odważnie po ulicach polskich miast i wykrzykują agresywne hasła. Wśród przyglądających się jest wielu wykształconych ludzi, którzy przymilnie machają do nich ręką. I dostarczają potrzebnego alibi.
Polski mainstream przesunął się mocno w prawo. I tam na jakiś czas pozostanie. Na jak długo? Nikt nie wie. Na razie to nowa sytuacja, która wymusza na obywatelach konieczność zbudowania nie znanych wcześniej relacji społecznych. Trzeba się opowiedzieć. Obojętność jest niemal niemożliwa do utrzymania. Reakcje są, oczywiście, różne, ale przeważa oportunizm. Wraz z mainstreamem przesunęli się w prawo niemal wszyscy ci, których poczucie przyzwoitości uległo pod naciskiem mechanizmu rynkowego. Miękki (w sensie łagodny) rasizm przynosi dzisiaj pewne korzyści. Może być atrakcyjny dla młodych naukowców, publicystów czy nauczycieli. Mówiąc inaczej – rasizm, albo tylko przyzwolenie na rasistowskie zachowania – może się opłacać.
Czego jeszcze nie wiedziałem o moim narodzie? Nie przypuszczałem, przykładowo, że społeczność nasza, nazywając się sama katolikami, okaże w większości niechęć wobec uchodźców wojennych. Niechęć, a nawet otwartą wrogość. To było dla mnie ogromne zaskoczenie. Chrześcijanie polscy odmówili schronienia 10 sierotom syryjskim. Tak uczynił nasz rząd, reprezentujący wolę suwerena. Oczywiście, wielu Polaków jest oburzonych tą decyzją. Ale oni nie decydują. Polacy dobrej woli nie są dzisiaj suwerenem.
Przerażające odkrycie. Przedstawiciele rządu, premier, ministrowie, również prezydent, klękają przed krzyżem przy każdej okazji. Mają rozmodlone twarze i przymknięte oczy. Po co to robią? I jakie to ma znaczenie dla sierot syryjskich? Jakie to ma znaczenie dla kogokolwiek? Ordynarny fałsz i zakłamanie. Potem wstają z kolan, otrzepują się, wykonują znak krzyża, i wracają do szerzenia nienawiści i pogłębiania podziałów w społeczeństwie. Jaki jest sens ich wiary? Czego właściwie uczy Kościół? Albo może bardziej precyzyjnie: czym Kościół się dzisiaj zajmuje?
Są piękni ludzie. Ludzie dobrej woli. Światli księża i zwykli obywatele, którzy nie zatracili przyzwoitości. I zachowali intelektualną suwerenność. To prawda, że oni niewiele dzisiaj mogą. A jednak ci właśnie ludzie, silni wiarą i przekonaniem, przechowują dla narodu to, co jest piękne i wartościowe. Trzeba ich chronić za wszelką cenę. To jest dzisiaj nasz największy skarb narodowy. Oni kiedyś pomogą narodowi otrząsnąć się z obłędu.
Na razie jednak decyduje rząd (i Kościół), który wyciąga z Polaków wszystko, co najgorsze; demony z historii, strachy i obsesje. Nienawiść. I rasizm. Można być dzisiaj (ponownie) antysemitą i rasistą. Teraz wolno. Rząd pozwala, a nawet zachęca. Bo to w nowym standardzie przyzwoitości oznacza polskość i patriotyzm. Kościół przyzwalająco milczy. Niestety, ale nie pierwszy już raz w historii.
A więc gościnność, miłosierdzie, chęć pomocy drugiemu człowiekowi, otwartość i tolerancja już nie należą do polskiej tradycji. Polski Kościół wraz z rządem, stojąc na jednej ambonie, wykuwają nowego obywatela – katolickiego nacjonalistę, którego chroni „nowe prawo” i „nowa ewangelia”. Możemy klękać i spoglądać w niebo. Możemy wspólnie śpiewać religijne pieśni, ronić suche łzy, i przesypywać różaniec w dłoniach. Możemy też nazywać się wzajemnie prawdziwymi Polakami i katolikami. Ale to puste gesty i słowa bez żadnego znaczenia. Polska ponura i wroga. Niestety – to my.
Dariusz Wiśniewski
foto: Tomasz Wiśniewski


Dlaczego tak skundlilismy sie i skarleli jako narod…???!!!! Czy zawsze takimi bylismy….????!!!!
@ jacekm 2017-02-13
Tak. Co najmniej od Dwudziestolecia.
Eksperyment prof. Zimbardo dowodzi mi, że to, co teraz obserwujemy, to po prostu kondycja ludzka. Tak ma nasz gatunek, nie zaś naród taki czy owaki. Podobne tumulty ludzkość przechodzi cyklicznie co 3 -4 pokolenia – od tysiącleci. Śmiem twierdzić, że od czasu, gdy pierwszy małpolud wybrał się na tyrana reszty stada. Co do samego narodu naszego (i innych także):
Nasz naród jak lawa,
Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa;
Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi,
Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi.
„Nasz naród jak lawa,
Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa;
Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi,
Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi.”
Te słowa Wieszcz włożył w usta Piotra Wysockiego w III części Dziadów. Różnie różni ludzi interpretują je. Jestem na tyle starym zgredem, że pamiętam, jak brzmiała OFICJALNA interpretacja w moich czasach licealnych („wczesny Gierek”). Jak nietrudno domyślić się, szlachta, a zwłaszcza magnateria były BE, zaś lud, plebejusze – CACY. Ale jako że jestem starym zgredem, w dodatku na drugie imię mam Tomasz, co, jak mniemam, do czegoś zobowiązuje, nie wierzę nikomu ani niczemu, dopóki nie sprawdzę. Śmieszą mnie bowiem (małpo)ludki przypisujące temuż Wieszczowi autorstwo „Tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem, itd. ple-ple-ple”. Chciałem w związku z tym zapytać tychże (małpo)ludków, jak mógł napisać te słowa (chyba, że pijackim zwidzie) ktoś, kto miał przez całe dorosłe życie na pieńku z kurią rzymską, był znanym z antyklerykalizmu, ba, właśnie z tego powodu utracił katedrę w College de France? Ale na tym nie koniec. W 1818 r. niejaki Zorian Dołęga Chodakowski opublikował dziełko „O Sławiańszczyźnie przed chrześcijaństwem”. Są dowody pośrednie, literackie, a przynajmniej poszlaki, przemawiające za tym, że i Słowacki, i Mickiewicz znali to dzieło. A było ono, mimo swej niedoskonałości, prekursorem – można by rzec – „archeologii etnograficznej”, bo tylko w mitach i wierzeniach ludowych, obyczajach itd. można było doszukać się śladów historii pra-Polaków i pra-Słowian z czasów przedchrześcijańskich. Bowiem cała nasza bogata przedchrześcijańska przeszłość została bardzo skuteczne wytępiona przez, hm, różne czynniki. Jeśli, zatem, pod tym kątem spojrzeć na dzieła obu Wieszczów, pełne fantastyki, mitów i klechd, to trzeba będzie je zupełnie inaczej odczytać niż miało to miejsce do tej pory.
Czego sobie i Wam, drodzy czytelnicy i redaktorzy, życzę
Dlaczego nie działają „ratingi” do artykułu ???
A treść… nic dodać, nic ująć.
Działają.
Nadal nie działają.
Pokazują się aktualne wyniki ale nie mogę ocenić…
A ja wolę interpretować tę ocenę narodu dosłownie. I – jak już wspomniałem – rozszerzam ją na każdy naród. Co do „(małpo)ludków”, to mogę się tylko pomodlić: „I od pogardy mnie zachowaj”.
Owe ludki, to też nasz naród. I te z jabolem pod sklepem u Sołtysa, i te, które, które biją krzyżem dziennikarzy. A ja chcę wierzyć w to, że i w nich jest żar, o którym mowa. Że jest i w nich, w wielu z nas, dobro. Czekające tylko aż ktoś, coś, jakąś nieznaną jeszcze dźwignią, uniesie przytłaczający je dziś głaz poczucia niemocy.
P.S. dla wszystkich jeszcze mających, i dla tych tracących już nadzieję:
Gęby za lud krzyczące sam lud w końcu znudzą
I twarze lud bawiące na końcu lud znudzą
Ręce za lud walczące sam lud poobcina
Imion miłych ludowi lud pozapomina
Wszystko przejdzie. Po huku, po szumie, po trudzie
Wezmą dziedzictwo cisi, ciemni, mali ludzie.
— [A.M oczywiście]
To my, to historia. To wciąż te same mechanizmy, które ponad dwa tysiące lat temu tak wnikliwie opisał i ujął w teorię anacykloid Polibiusz.
WSC.
Przepraszam, chciałem odpowiedzieć pod komentarzem AQUINUSa z 2017-02-22, ale coś poszło nie tak.
Prośba do Szanownego Moderatora – jeśli się da, to proszę wstawić na właściwe miejsce. Jeśli nie, to trudno. To wyjaśnienie będzie musiało przyszłym czytelnikom wystarczyć.
A propos (małpo)ludków… Tym mianem określiłem osobników bezmyślnie paplących za księdzem proboszczem tudzież innym pretendentem do władania duszami. I nie pogarda przeze mnie przemawia, lecz wściekłość za to, że tacy właśnie uzurpują sobie prawo orzekania kto jest, a kto nie jest (dobrym) Polakiem – dla przykładu. Ponieważ uważam narodowość za pojęcie z kategorii moralnej, Polakiem jest w moim pojęciu każdy, kto się za Polaka uważa i wara takiemu (małpo)ludkowi….
Natomiast zauważam inne zjawisko: rozszczepienie / dychotomię wśród osobników uważających się za Polaków, polegające na tym, że mamy (i zawsze mieliśmy) w istocie dwie Polski: A i B. A = Polska zaradnych, pracowitych, zapobiegliwych, uczciwych, przewidujących … , B = Polska wiecznie biadolących i wyciągających ręce (na własny użytek nazywam WDW = wieczne d… wołowe). Ale to już zupełnie inne zagadnienie.
@ otoosh,
U mnie rating działa bez zarzutu.
@JacekM
Owszem. Zawsze. Podobnie, jak wszystkie inne narody.
Tylko przez długi czas się tego wstydziliśmy i wewnętrzne narodowe demony zwalczaliśmy. Ale „dobra zmiana” zpaowiadała zerwanie z „pedagokiką wstydu” i teraz to wszystko jest z dumą prezentowane.
Mam dokładnie takie same refleksje, jak autor. Moim największym, przerażającym rozczarowaniem ostatniego ćwierćwiecza jest naród, do którego należę. Od początku transformacji były widoczne objawy tego, co jest dzisiaj. Pamiętacie państwo Kobrę-Goryszewskiego (ważne, żeby Polska była katolicka), gwiazdę Radia Maryja lekarkę Bobę (kremy z płodów) itd? To narastało przez lata. Kiedyś mnie to śmieszyło jako marginalny folklor kulturowy. a okazało się, że to istota tego narodu. Tak: rasizm, ksenofobia, nienawiść, nacjonalizm, mściwość, rytualny katolicyzm wyprany z miłości bliźniego, irracjonalizm. Łudziłem się, że komunizm to czerep rubaszny, który więzi naszą anielską duszę. Teraz przyznaję, że komunizm więził także upiory polskie, które na wolności objawiły się z całą mocą. A anielskiej duszy jakże mało. A odnosząc się do komentarza @JACEKM i jego pytania, czyśmy skarleli czy zawsze tacy byliśmy, to dzisiaj mam tylko taką odpowiedź: zawsze tacy byliśmy. Ja dziś naprawdę czuję się nie-Polakiem na tle statystycznej większości.