Większość z nas wiedzę na temat innych religii czerpie z książek.
Na szczęście Polska ma znakomite tradycje w zgłębianiu i popularyzowaniu innych tradycji. Chyba najwięcej szczęścia mają islamiści, bo profesor Józef Bielawski (1910-1997) stworzył solidne podstawy wiedzy na temat islamu – nie tylko pisząc książki i tłumacząc na język polski świętą Księgę islamu Koran, ale wychowując prężne grono uczniów. Do dzisiaj są polską wizytówką solidności w przedstawianiu bogatej i wielokształtnej tradycji muzułmanów.
Nie najgorzej przedstawia się znajomość religii Dalekiego Wschodu, zwłaszcza hinduizmu, dzięki podobnej roli odegranej w polskiej nauce przez Eugeniusza Słuszkiewicza (1901-1981), wykładowcy wielu uczelni i twórcy, podobnie jak Bielawski w przypadku islamu, podstaw wiedzy o hinduizmie.
W japonistyce taka rolę odegrał Wiesław Kotański (1915-2005). Niestety nie można podobnego nazwiska wymienić w przypadku judaizmu, co jest o zapewne związane z tragicznym przerwaniem bogatych tradycji badań nad dziedzictwem polskich Żydów przez Zagładę. Nie tylko trzech milionów żydowskich obywateli, ale dosłownego zniszczenie ich kulturowego i religijnego dorobku.
Trudno doszukiwać się podobnej roli w przypadku Witolda Tylocha (1927-1990), który w swoich publikacjach nie przekroczył poziomu przekładów i popularyzacji idei wypracowanych przez innych. Nie wychował też specjalistów w dziedzinie szeroko rozumianego judaizmu. Właściwie dopiero w ostatnich latach można mówić o udanych próbach nawiązania kontaktu z nauką światową w dziedzinie studiów żydowskich.
Kreślę powyższe uwagi przy okazji, by tak się wyrazić kulinarnej. Otóż byłem przed kilku dniami w naszej ulubionej indyjskiej restauracji Namaste przy ul. Żurawiej w Warszawie, która była wyjątkowo uroczyście oświetlona lampkami, a w oknach ustawione posążki bóstw też opatulone światłami. Gdy zagadnąłem indyjską obsługę, co to za okazja – z błyskiem w oku wyjaśnili, że to ich największe święte – Diwali.
Naturalnie zajrzałem do Internetu i sporo o tym święcie i czczonych przy jego okazji bóstwach sporo się dowiedziałem. Pomyślałem sobie, że w Polsce, a w każdym razie w Warszawie można poznawać inne, nawet najbardziej egzotyczne tradycje religijne, przy okazji posiłków w różnych restauracjach. Obok wspomnianej Namaste, jest też sporo popularnych lokali japońskich, chińskich, arabskich czy izraelskich. Wystarczy przy takiej okazji zagadnąć, co to za święto, albo co to za potrawa i otrzymuje się pełną informację z pierwszej ręki. Można też zagadnąć o miejsca kultu i okazuje się, że i takich w Warszawie sporo.
Na razie cieszę się z warszawskimi Hindusami ich wspaniałym świętem świateł – korzystając również z okazji, że w tych dniach polska złota jesień jakby sama do tych uroczystości się włączyła oświetlając prawdziwą wielobarwne korony drzew promieniami słońca.
Gdy próbowałem się czegoś o danych na temat Hindusów w Warszawie dowiedzieć przy pomocy Internetu to boleśnie doświadczyłem ograniczeń tego środka informacji. Pewnie znowu wybiorę się do Namaste by się czegoś wiarygodnego o nich dowiedzieć.
Stanisław Obirek


Naprawdę „Nameste”? Nigdy tam nie byłem, ale może to jakiś kaligraficzny wybryk w szyldzie? Bo przecież tą, stosowną bardzo na nazwę takiego lokalu jest formuła powitania/pożegnania „NAMASTE”.
.
Prof. Słuszkiewicza znałem osobiście. Zawsze kiedy przyjeżdżał z Wadowic do Warszawy mieszkał u mojego przyjaciela Roberta Stillera, którego kiedyś namówił do tłumaczenia ważnych dzieł Rabindranatha Tagore. Później Robert, kiedy opanował Hebrajski i Jidysz (jego -dzieste języki), zaczął tłumaczyć i miał szeroko zakrojone plany w tym kierunku, zaawansowane w różnym stopniu (pracował symultanicznie, w roku poprzedzającym jego śmierć wydał osiem książek). Mnie namówił do przetłumaczenia tego Paula Spiegla (Was ist Koscher), czego nie żałuję, choć praca była mało opłacalna (obca terminologia, konsultacje), bo książka jest dobra, a autor był moim sympatycznym równolatkiem (póki nie umarł).
A bez Stillera nigdy bym się nie dowiedział o istnieniu takich polskich/żydowskich pisarzy jak Salman Szneur, czy Shalom Ash (założę się, że Pan zna tylko tego drugiego.)
.
Ja byłem zaś w Indiach na święto Holi. Też ładne, tylko trudno się domyć, a i niektóre farby też nie są takie całkiem obojętne.
Tak oczywiście, przepraszam za literówkę ma być NAMASTE! I ma Pan rację znam tylko tego drugiego.
Poprawiłem.
Hindusi w Polsce? O ile wiem, troche ich jest, a tutaj jeden z nich, Viren Bhandari. Proszę obekjrzec filmik do końca.
https://www.facebook.com/search/top/?q=O%C5%9Brodek%20Monitorowania%20Zachowa%C5%84%20Rasistowskich%20i%20Ksenofobicznych
Spokojnie nie mogę o tym pisać.