29.04.2026

Zdanie odrębne
Pewnie jest taki jak przed świętami, skoro ludzie – po poddaniu się rytuałom i zwyczajom, rekolekcjom i praktykom pokutnym („ekstremalna droga krzyżowa”), po święceniu palm i jaj tudzież oblewaniu wodą – wracają do swych codziennych natur. Wszak chrześcijańskie obrzędy wokół zmartwychwstania wyparły znacznie starsze, pogańskie świętowanie nadejścia wiosny…
*
Wielki Czwartek to ‘dzień kapłański’ i okazja, by wierni składali hołd swym duszpasterzom. Przed siedzącymi w fotelach (tyłem do ołtarza) ustawiają się w kolejce wszystkie stany (i wieki) z naręczami kwiatów. Dzieci rymują po częstochowsku, młodzież składa laurki, a starsi wygłaszają kwieciste życzenia i wiernopoddańcze deklaracje. W mediach można zobaczyć transmisję z kościoła franciszkanów w Sanoku… Gwardian-politykier o posturze kulturysty – na stos kwiecia, jaki mu rośnie u stóp, reaguje wymownie: „Nie trzeba się umawiać na randkę, by dostać kwiaty”! Tak myśli (i mówi) zakonnik w pierwszy dzień Triduum paschalnego, kiedy milkną dzwony i rozbrzmiewają kołatki… Co mu przyjdzie do głowy (i na język) w Wielki Piątek, dzień śmierci Boga-człowieka oraz w Sobotę – gdy jego ciało (symbolicznie) składa się do grobu…
Krok dalej idzie ‘świecki’ ksiądz w Malcu (Małopolska). Podczas wielkopiątkowego nabożeństwa podchodzi do nastolatki, prosi by wstała i wyciągnęła ręce, które następnie całuje… W kazaniu atakuje dziewczynę za to, że komunię przyjęła na rękę! Tłumaczy się potem, że jego celem była krytyka „odchodzenia (wiernych) od tradycyjnej liturgii”, choć w Kościele powszechnym taką formę zaakceptowano dawno temu… Ale tu jest Kościół polski, nowinki nas nie dotyczą i trzeba to wiernym wbić do głowy.
Oba przypadki (mogło ich być więcej) świadczą o tym, że kapłani – podobnie jak cały lud boży – czują wiosnę. Widać też niezdrowy stosunek kleru do kobiety, generowany przez celibat; słowo i dotyk to tylko rodzaj maskirowki – jak mówią Rosjanie.
*
Coś się zaczyna dziać wokół Kościoła… Jego nieformalny prymas Rydzyk stawia się w sądach na przesłuchania, zamknięto mu kurek z pieniędzmi podatnika, starzy słuchacze radia wymierają, młodzi wolą inne rozgłośnie… Aby ‘związać koniec z końcem’ biznesmen w sutannie organizuje koncerty estradowe np. zespołu Zakopower. Wprawdzie bilety są drogie, ale co wartuje, to kosztuje – jak mówi porzekadło.
Przed wymiarem sprawiedliwości stawiają się też biskupi, np. tarnowski –przesłuchiwany z powodu niereagowania na to, co robił jego podwładny. Oskarżonemu księdzu Stanisławowi (73 lata) prokurator zarzuca molestowanie 95-ciorga nieletnich, a ten oświadcza (przed sądem), że nigdy nie był napominany przez biskupa za to, co robił z ministrantami i dziećmi w szkole. 20 lat wcześniej rodzice zgłaszali innemu biskupowi, że proboszcz dotyka dzieci na lekcjach, ale ten mówi o donosach, ‘że gdzieś tam kogoś molestował’… Przecież biskup ‘nie prosił go o odejście, nie kierował do specjalisty’; nikt go nie informował, że w sprawie toczy się postępowanie kościelne. Nie był też przesłuchiwany ani dopytywany o to, co działo się na lekcjach religii. Skoro mu nie zabraniano, to (pewnie) przyzwalano? Choć aktualny biskup zeznaje inaczej…
W ramach wcześniejszej ‘kary’ księdza wysłano na Ukrainę, gdzie przez 6 lat budował kościół i molestował dzieci. A po powrocie nadal sprawował ‘posługę kapłańską’ i uczył w szkole… W końcu ‘ukraińska historia’ pozwoliła oskarżyć dwu biskupów tarnowskich o to, że nie powiadomili organów ścigania, choć mieli tajne dokumenty o „czynach księdza”. Kapłan nie przeprasza, ubolewa tylko, że biskup „zabrał mu władzę” (duchowną) i polecił znaleźć sobie mieszkanie…
Watykan oraz kuria tarnowska badały sprawę trzy lata, z pominięciem prokuratury! Dochodzenie kościelne stwierdziło winę księdza, nałożyło na niego 10-letni zakaz sprawowania sakramentów, zakaz katechizowania oraz pracy z dziećmi i młodzieżą (bezterminowy), zakazano mu przyjmować urzędy kościelne i zobowiązano do poddania się terapii. Oskarżony przyznaje przed sądem, że sprawa z 2010 r. zakończyła się wypłatą krzywdzonemu ministrantowi 5 tysięcy dolarów (młodziutka ofiara Epsteina, po zgwałceniu dostała tysiąc!). Dziennikarz mówi, że to „jedna z najbardziej przerażających spraw w polskim Kościele”; a do historii księdza Stanisława wracają inni pokrzywdzeni…
*
Kiedy coś takiego dzieje się w Kościele, elementarna przyzwoitość wiernych jest bezradna… Próbują jednak szukać wytłumaczenia takich zachowań kleru, co wpisuje się w jakiś rodzaj eklezjodycei …
I oto (za sprawą przyjaciela) trafiam na krótki, przejrzysty esej kobiety-doktora teologii, podpisującej się Sabinka. Czytamy w nim: „w religii człowiek nie jest w pełni samodzielny, odpowiedzialny i twórczy. Korzysta z gotowych odpowiedzi na własne przejawy życia duchowego; poza religią nie szuka odpowiedzi na owe przejawy, bo (tam) może czyhać jakieś niebezpieczeństwo, jakiś kusiciel, który odwodzi od poszukiwania owych odpowiedzi i może sprowadzić na manowce”.
I dalej: „Postrzegam religię jako sposób/metodę na zamknięcie umysłu. Człowiek wierzący ma tak bardzo zawężone patrzenie na prawdę, że po prostu nie da się z nim rozmawiać inaczej niż w ramach, które przyjął za prawdę i się ich trzyma, bo to mu daje poczucie komfortu (kontaktu z Bogiem) i bezpieczeństwa przed zbłądzeniem – szatanem”.
Opanowanie teologii przez mężczyzn doprowadziło do tego, że jest ona bezradna – nie tylko w kwestiach zawiłych, ale i prostych. Może więc szansą na dalsze uprawianie tej ‘dyscypliny’ są kobiety?
Ps. Jak na ironię (a może szyderstwo!) w dniach 24-26 kwietnia akademia Rydzyka zorganizowała XXVIII Forum Polonijne, pod hasłem „Kościół na straży sumienia Narodu”. Główny referat o ‘historycznej i współczesnej roli Kościoła w kształtowaniu moralności Polaków’ (Sic!) wygłosił ks. prof. Paweł Bortkiewicz, specjalista od teologii moralnej. Sapienti sat…
JS

Przenikliwy i życzliwy (nastawiony na możliwość poprawy) opis urzędników kościelnych adresowany głównie do nich. Choć pewnie do adresatów tekst nie dotrze (a szkoda, bo mogliby się poprawić)
Bardzo wnikliwa, jak zawsze analiza J.S. Do myślenia daje przytoczony cytat kobiety-teolog:
„Postrzegam religię jako sposób/metodę na zamknięcie umysłu. Człowiek wierzący ma tak bardzo zawężone patrzenie na prawdę, że po prostu nie da się z nim rozmawiać inaczej niż w ramach, które przyjął za prawdę i się ich trzyma, bo to mu daje poczucie komfortu (kontaktu z Bogiem) i bezpieczeństwa przed zbłądzeniem – szatanem”.
To teologowie – oczywiście protestanccy – zaczęli rozmontowywać dogmat chrześcijański, trzymający myśl europejską przez wieki w żelaznym uścisku. Wiedzieli o nim więcej, wiedzieli, jak go badać. J. S. bardzo trafnie zauważa:
„Może więc szansą na dalsze uprawianie tej ‘dyscypliny’ są kobiety?”. To bardzo możliwe.
Konkluzja Autora dotycząca możliwości przyjmowania Komunii na rękę jest w 100% prawdziwa. Byłem na Mszy we Włoszech, w Chorwacji, w Słowenii, w Niemczech i we Francji. Wszędzie tam dominującą formą jest Komunia na rękę. W Polsce w czasie COVID-19 wydawało się, że może być inaczej. Nic z tego. Dzisiaj Księża ostentacyjnie-pokazowo (nawet w Łagiewnikach) uczą „wierny lud” przyjmować Komunię tylko do ust. To kłóci się z moim poczuciem estetyki i kanonów współczesnej higieny. Myśl, że Ksiądz świadomie przenosi bakterie i wirusy chorób zakaźnych z ust do ust wiernych w czasie tego rytuału, napawa mnie strachem i obrzydzeniem. W imię jakich wartości trwa ten ryzykowny proceder w Polskim Kościele?
Artykuł bezlitosny w diagnozie. Autor nie owija w bawełnę: pokazuje religijność poświąteczną jako mieszaninę rytuału, nawyku i społecznej dekoracji, a potem dobija ją przykładami kleru, który moralizuje, a bywa sam moralnie zepsuty.
J.S. nie udaje, że problemem są „pojedyncze wpadki”, tylko pokazuje systemowy rozdźwięk między nauczaniem a praktyką. Zaskakujące są obrazy z Wielkiego Czwartku i Wielkiego Piątku — zestawienie podniosłej liturgii z zachowaniami duchownych daje efekt gorzkiej ironii a zarazem oskarżenia. Autor uderza pałką: od zachowań konkretnych księży przechodzi do generalizacji o całym klerze, celibacie i „niezdrowym stosunku do kobiety”.
Wyrazisty język, momentami wręcz szczypiący do żywego: „biznesmen w sutannie”, „wiernopoddańcze deklaracje”, „maskirowka” — to nie ma miejsca na neutralne określenia, tylko celowe wbijanie szpilki. Chłodna analiza wywołuje publicystyczny osąd z wyraźnym gniewem moralnym.
Esej rozbija świętoszkowatą fasadę i stawia Kościół przed pytaniem o własną wiarygodność. Autor wali w hipokryzję tak mocno, że miejscami aż dzwoni, ale właśnie dzięki temu tekst nie grzeszy asekuracją. Mocna, niewygodna i celna publicystyka — oskarżenie, które trudno zbyć wzruszeniem ramion.
Nie mogę się powstrzymać przed kolejnym przywołaniem pani teolog: „Postrzegam religię jako sposób/metodę na zamknięcie umysłu.” Koniec, kropka.
W ostatnim odcinku kolejnej edycji serialu W. Pasikowskiego 'Glina. Nowy rozdział’ znany aktor Olgierd Łukaszewicz zabija biskupa, który molestował niepełnosprawną dziewczynę. Rzecz dzieje się na schodach kościoła na Lesznie i przypomina zabójstwo św. Stanisława na Skałce. Scena jest symboliczna i nader wymowna; średniowieczny biskup bronił moralności, a współczesny hierarcha-pedofil zachowywał się niemoralnie.
’Godna litości ułomność człowiecza” pisał w Monachomachii biskup-poeta., mając na myśli takie ułomności natury ludzkiej które nie przystawały duchowieństwu .Z ostrą satyrą spotkało się pijaństwo, obżarstwo, kołtuństwo, lenistwo .Może dlatego, że zamknięci w klasztorze nie znali innych, może wykorzystywali swoją siłę w witalną w bijatykach na ławy, stoły i pięści? A może Krasicki nie chciał widzieć i wiedzieć., może problem nie istniał?
Za to dzisiaj, stary dziad, wykorzystuje seksualnie 95 dzieci!
Dobre, w punkt. Widać, że autor chodził do kościoła i ze zrozumieniem
słuchał słowa bożego. Ale cóż się dziwić kapłanom, jak ojcowie
założyciele grzeszni byli, Piotr rybak zaparł się Mistrza trzy razy,
Paweł biegał po Palestynie i mordował każdego spotkanego chrześcijanina.
Zadziwiające, że samozwańczy strażnicy moralności są zawsze tak podatni na pokusy i wszystko ich na złą drogę sprowadza.
Funkcjonariusze KK nie są tu wyjątkiem a tylko częścią wzoru.