Bez przeszłości nie ma teraźniejszości. Bez własnej historii ubożejemy. Powiada się, ze historia jest nauką życia, królową. Żyć bez niej nijak. Jednak kij ma dwa końca. Życie samą przeszłością może utrudniać życie tu i teraz. I utrudnia. I często nie ma na to rady. Wystarczy dotknąć spraw żydowskich. Na przestrzeni wieków Żydzi przeżyli gehennę.
W Hiszpanii mieszkało w XII w. 90 proc. Żydów. 200 lat później Kastylia przerodziła się w masowe pogromy. Antysemicką „pałeczkę” przejęli Rosjanie. W latach 1881-1884 doszło tam do ok.250 pogromów, na początku XX w. pogromy Żydów odbyły się w 64 miastach i 626 miasteczkach. A potem przyszła II wojna światowa i masowa eksterminacja narodu żydowskiego w hitlerowskich obozach. Haniebnie na tym zbrodniczym polu zapisali się niektórzy Polacy. Można oczywiście podać liczne przykłady heroicznej pomocy Żydom, za którą groziła ze strony Niemców najwyższa kara. Jednak ci, którzy ratowali Żydów, nie wymazali tym samym grzechów zbrodni swoich rodaków. Czarną kartę zapisali Francuzi i Węgrzy. Tam Żydów denuncjowano na potęgę.
Dziś Żydzi cenią sobie stan stosunków polsko-izraelskich, polsko-żydowskich. Ale zarazem, na skutek nasilającego się antysemityzmu we Francji, Żydzi masowo wyjeżdżają z kraju, który od dzięsiątków lat ma na sztandarach ma wypisane hasła walki o wolność waszą i naszą. Także Węgrzy, nasi bratankowie (Polak-Węgier dwa bratanki…) sterowani przez prawicowego premiera dają pokaz antyżydostwa. A więc przeszłość jest ciągle żywa. Ożywają stare mechanizmy, nastroje, nacjonalizmy, antysemityzm ogarnął nawet w kraje skandynawskie (Szwecja, Norwegia,Dania), słynące dotąd z godnej pozazdroszczenia tolerancji wobec obcych, innych.
W naszych dziejach mamy wiele obszarów historycznych, wiele złych doświadczeń, trudno je zapomnieć. Agresja Rosji na Ukrainę otworzyła, jak się wydaje, nowy rozdział w naszych stosunkach z Ukrainą. Począwszy od rewolucji na Majdanie stanęliśmy po właściwej stronie. Piszący te słowa, zdaniem niektórych, chorobliwie atakuje Putina. I tak pozostanie. Mamy bowiem do czynienia z agresorem i dyktatorem na miarę jego poprzedników na Kremlu.
Ale jest jeszcze inna strona medalu. Ta, o której wcześniej była mowa. Jest nią przeszłość. Nie powinna rzucać cienia na dzień dzisiejszy, ale jednak zawsze zmusza do ostrożnej postawy, gdy odżywają trupy, demony przeszłości. Takim trupem-demonem jest UPA. W czasie II wojny światowej banderowcy weszli w sojusz z hitlerowcami i mordowali Polaków. I oto właśnie w tych dniach, na Ukrainie w Kijowie, Lwowie, Odessie są organizowane marsze pamięci z pochodniami. Akurat przypada 106 rocznica urodzin Stepana Bandery. Wybrano wcale nie okrągłą rocznicę. Każdy pretekst jest dobry do zamanifestowania programu nienawiści.
Prof. Adam Daniel Rotfled w programie telewizyjnej powiedział przewrotnie, że Putinowi należy się pomnik, gdyż swoją agresją wreszcie zbratał nasze narody, polski i ukraiński. Profesor wie co mówi: ma za sobą dramat dziecka żydowskiego, cudem uratowanego z łap hitlerowskich upowskich. Nie może być powrotu do przeszłości w relacjach Polska-Ukraina. Ale trzeba chuchać na zimne. I dlatego należy głośno i wyraźnie sprzeciwiać się aktualnym działaniom nacjonalistów upowskich. Nie zapomnieli retoryki antypolskiej i antyżydowskiej. Deputowany Rady Najwyższej Ukrainy z partii Swoboda, Andrij Iljenko chce uznania banderowców, głównie Stepana Banderę i Romana Szuchewycza za bohaterów narodowych.
Szuchewycz to dowódca Ukraińskiej Powstańczej Armii. Bandera był przywódcą Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. UPA – to jej zbrojne ramię. UPA za wrogów narodu ukraińskiego uważała Żydów i Polaków. Od wiosny 1943 r. UPA mordowała Polaków, w ramach czystek etnicznych.
Tak oto, choćby się nawet nie chciało, nie da się uciec od przeszłości, nawet wówczas, gdy istnieje naturalna konieczność zajmowania się przede wszystkim przyszłością.
Jerzy Klechta


A kto przypilnuje naszych rewanżystów, nacjonalistów i innych wymachujących skrwawionym sztandarem? Niedawno rozmawiałam z takim: o żadnym sąsiedzie Polski nie powiedział dobrego słowa, każdy Czech, Słowak, Niemiec itd dobry wyłącznie 2 m pod darnią. To jest szersze zjawisko i tyczy całej Europy – budzą się demony. Może nasze marzenia o wiecznym pokoju i współpracy jest tylko kolejnym, pobożnym życzeniem? Może trzeba kolejnej wojny, aby znowu na półwiecze pochować ludzkie szaleństwo?
@Jerzy Klechta: trochę się Pan spieszył pisząc swój tekst i nazbierało się parę nieścisłości. Przede wszystkim przyjmuje się, że w średniowiecznej Hiszpanii żyło 90% światowej populacji Żydów. Z tekstu może wynikać, źe w średniowiecznej Hiszpanii dominowali Żydzi. Pamiętajmy, że złoty wiek na rozkwit żydowskiej kultury w Hiszpanii datuje się na czasy, gdy Hiszpania była pod panowaniem arabskim. Pierwsze pogromy żydów w Hiszpanii zaczęły się jeszcze w XI wieku.
.
Teraz sprawa wsadzania do jednego worka XIX wiecznego nacjonalizmu i wynikających z niego pogromów i dyskryminacji Żydów i w końcu holokaustu z dzisiejszymi nastrojami anty izraelskimi. Dziś antysemityzm europejski ma nieco inne źródła. Choć skrajna prawica czy wspomniany Orban działają nadal pod wpływem tych XIX wiecznych i starszych antyżydowskich uprzedzeń i chcą je wykorzystać do swoich politycznych rozgrywek w najbardziej prymitywny sposób. Trudno np Orbanowi jawnie upominać się o Węgrów zamieszkujących ościenne państwa jak Słowacja, bo natychmiast wyleciałby z Unii Europejskiej.
Europa Zachodnia krytykuje dziś Izrael za dyskryminowanie Palestyńczyków, osiedlanie się na ich ziemiach. Nie mam zamiaru wybielać Palestyńczyków i kraje arabskie podsycające nastroje antyżydowskie w swoich krajach i wywołujące ataki terrorystyczne na ludności żydowskiej. Ale dziś Żydzi izraelscy są nie tylko ofiarami tych ataków. Zła wola występuje po obydwu stronach barykady. Jaka będzie przyszłość tego konfliktu? Chciałbym być optymistą. Jak dotąd ile razy dochodzi do rozmów i rozładowania napięcia w Izraelu, z jednej czy drugiej strony znowu odzywają się siły wrogie pojednaniu Żydów z Arabami.
.
I tu wchodzimy na polsko-ukraińskie podwórko. Szanowny Art powyżej pokazał gdzie ma możliwość pojednania Polaków z Ukraińcami. W ten sposób Polacy i Ukraińcy, czy byłe narody Jugosławii mogą się nawzajem oskarżać, atakować i mordować w nieskończoność. I być wykorzystywane przez inne narody do ich własnych rozgrywek. To co pokazał szanowny ARTysta to najbardziej prymitywny sposób nie rozwiązywania palących problemów między zwaśnionymi obecnie czy w przeszłości narodami. To podsycanie do nowych waśni. A chętnych na ich wykorzystanie mamy z boku u naszych granic. Ktoś zatem musi być mądrzejszy.
.
Czy Polska była gołąbkiem pokoju dla Ukraińców, podbitych uprzedno wraz z Białorusią przez barbarzyńską Żmudź, zanim ta stała się częścią Królestwa Obojga Narodów. Stosunki polskiej Korony z Ukrainą to nie jest jasna karta naszej historii. I teraz pytanie: czy zbrodnie wołyńskie dokonał naród ukraiński jako całość?
.
Druga sprawa to znaczenie UPA dla Ukraińców, dla ich historii i tożsamości. Nie mają Ukraińcy wielu bohaterów narodowych i nieszczęściem dla Polaków jest, że widzą w UPA i Banderze korzenie swojej niezależności i tożsamości. Mamy dylemat. Dla nas tacy idole są nie do przyjęcia. Czy jesteśmy lub będziemy gotowi, aby z tym żyć, budując pokojową koegzystencję z Ukrainą? Nasze rany są świeże. Oni mają swoje rany. Może zamiast czepiać się nawzajem przeszłości należy rozmawiać o teraźniejszości i przyszłości? A sprawy rozliczeń odebrać politykom i politykującym i zostawić historykom?
.
Mamy w rękach złoty róg. Wdzięczność Ukraińców za wsparcie, jakiego od nas doznają od ćwierć wieku. Nie zmarnujmy tego. Nie budujmy swojego „Bliskiego Wschodu” bo jak widać, wystarczy niewiele, aby skłócić całe narody. A w jedności siła. Siła której dziś nam trochę brak.
miałbym nadzieję, że nie powstają w stosunkach polsko- ukraińskich takie dylematy, jak dotyczący akceptacji charakteru działań upa, za cenę bierzącej koniunktury…, przemilczenie nie jest metodą a w tym przypadku per saldo przemyci do współczesności przyzwolenie nacjonalizmów z ich konsekwencjami, do środowisk, które nie bez racji opisuje JK. Nazywanie rzeczy po imieniu i kierowanie się ku przyszłości metodą być oczywiście może, jeżeli obie strony ją podejmą. oligarchie i ksenofobie dalej istnieją na zachodniej Ukrainie, a także inne pokolenie, które ma prawo budowy nowoczesnego społeczeństwa opierając się na kontaktach i z Europą Zachodnią, Środkową i z Rosją, to co moglibyśmy robić to wręcz zadbać by nie było ono wykorzystane instrumentalnie, nie tyle w imię koniunktury co przyszłości tego państwa. Metody Putina są istotnie nieszczęściem, lecz Rosja to znacznie więcej niż Putin, jest tam niestety i Zyrinowski, lecz jest i Kudrin.
Tak, o Kudrinie też tu wspomniałem ostatniej nocy, to bardzo obiecujący polityk. Co do reszty, to mypowiedziałem swoje zdanie także poniżej. Myślę, że prezydent Komorowski nie omieszkał dyskutować spraw przeszłości z Poroszenką. Wierzę, że przyjdzie czas na prawdziwe pojednanie. To co się teraz dzieje, jest krokami milowymi do wspólnej przyszłości. Nie przejmowałbym się tymi wiecami, poparcie polityczne dla skrajnej prawicy maleje znacznie. W końcu jak ktoś zrobi reportaż z wieców miesiączkowych z krzyżami i pochodniami Kaczyńskiego, też może wywołać za granicą wrażenie, że hołota przejmuje władzę w Polsce. Polityka to interesy i dystans. A my chcemy wszystko załatwić tu i teraz.
załatwić ? Ukraina otrzyma poparcie prawne i gospodarcze w ramach procesu stowarzyszeniowego, otrzymuje także ograniczoną pomoc natowską a i my pozostajemy otwarci na nowe inicjatywy poparcia, oby procesów które warto poprzeć. Natomiast Europa nie powinna się wobec tego konfliktu dawać, ani chcieć, polaryzować. Nie oznacza to bycia obojętnym lecz popieranie kraju, który jest w konflikcie z Rosją, bezkrytycznie dlatego, że jest w konflikcie z Rosją – takie mam wyczucie wobec niektórych działań polityków, do niczego dobrego sądzę nie prowadzi. Jedynie tyle chciałbym powiedzieć.
Dla mnie to co dzieje się na Ukrainie to wielka szansa na demokratyzację samej Rosjii. O tym mogą świadczyć tezy głoszone przez Kudrina, którego gwiazda może teraz zabłysnąć. A co do jednomyślnej Europy? To prawie niemożliwe. Ale trzymajmy kciuki.
@ aP na Ukrainie przede wszystkim zabija się ludzi i to wyznacza wymiar nieszczęścia. Jakiś czas temu Tygodnik Powszechny dał ciekawy cykl reportarzy z Donbasu, z pozycji mieszkańców znalazłem w nich nieufność wobec Kijowa, niechęć wobec metod separatystów i świadomość przynależności kulturowej z Rosją. To nie jest prosty konflikt i niepolaryzowanie się wobec niego w żadnej mierze nie oznacza chęci dążenia do jednomyślności w Europie, natomiast ortodoksja takiej chęci właśnie może Europę rozsadzać.
Na wiosnę ub roku popełniłem tekst na SO poświęcony naszym trzem sąsiadom na Wschodzie. „Nasi sąsiedzi na Wschodzie. Co dalej”. Chyba w dyskusji pod tym tekstem wspomniałem wtedy, że nie jest wykluczone, że wschodnia część Ukrainy może się oderwać od niej, co w sumie może wyjść na dobre samej Ukrainie. I dziś prezydent Poroszenko nie kryje się z tym, że te zbuntowane prze zielone ludziki „republiki” mogą sobie odejść do Rosji. Takie rejony, o niepewnym statusie i ciążące do bliższej etnicznie Rosji to pole minowe doskonale rozgrywane przez Rosję Putina. Pamiętajmy o tym. Nie Ukraina zaczęła ten konflikt. A ofiarą padają niewinni ludzie na jej wschodzie.
„Mamy w rękach złoty róg. Wdzięczność Ukraińców za wsparcie, jakiego od nas doznają ..”
A mógłby pan, panie Andrzeju wskazać jakiś przejaw tej wdzięczności?
Krytykuje pan @arta częściowo słusznie. Częściowo, bo nic nam nie przyjdzie z czyichś przeprosin, jak to pokazały rosyjskie przeprosiny za Katyń. Z drugiej strony, powinien pan bardziej rzeczowo argumentować tam gdzie on mówi o tym, że Ukraina na w nosie Polskę. Bo to co widać gołym okiem, to rzeczywiście ma. Jeśli wszyscy się mylimy, co przecież jest możliwe, to powinien pan wskazać gdzie tkwi błąd.
Oczywiście, że nie zbuduje się przyszłości rozdrapując rany. Ale zamykając oczy na wszystko, byle zrobić Rosji na złość też nie.
To klasyka polityki PiSowskiej. Pani Gosiewska jest dumna, że wizytowała bojowników ukraińskich, choć Amnesty International oskarża o zbrodnie wojenne właśnie tych panów, z którymi ona obściskuje się na zdjęciu. Myśli pan, że to się nam nie odbije czkawką? Odbije się, zaręczam panu.
W dużej mierze podzielam pańskie zdanie, ale czasem zamiast „z automatu” ubliżać inaczej myślącym, lub kasować ich posty, dobrze jest odpowiedzieć sobie na pytania nawet wtedy gdy jesteśmy do czegoś głęboko przekonani. To wypróbowana metoda, jeśli się chce rzeczywiście rozmawiać, a nie jedynie głosić. Taka autohigiena mentalna.
@Jerzy Łukaszewski: nie wiem, czy Pan zdążył przeczytać usunięty pierwszy wpis nijakiego ARTa. był agresywnie nienawistny, nie zostawiając żadnego pola do współpracy z Ukrainą. Nie ja go usunąłem. Ten osobnik bezczelnie kłamie zaślepiony nienawiścią w nowym wpisie poniżej. Nie namawiam do zapominania zbrodni ukraińskich na Wołyniu. Uważam tylko, że w sytuacji obecnej nie należy stawiać jej na ostrzu noża. Bo możemy czekać na przeprosiny sto lat jak Ormianie i ich nie otrzymamy. Ukraińcy mordowali Polaków na Ukrainie, polacy mordowali żydów w okrutny sposób. Te sprawy wymagają czasu i cierpliwości. Gdy jest wojna i ważą się losy pokoju europejskiego, musimy myśleć o przyszłości. A ja nie namawiam do zapominania tych mordów wołyńskich. Tylko na zajęcie się nimi z zachowaniem innej skali niż tu i teraz, za wszelką cenę. Oni też mają do nas żal. A czas ucieka.
Ma Pan rację, pierwszego wpisu nie czytałem. Natomiast nie doczekałem się ciągle tego przykładu „wdzięczności” Ukraińców, o którym Pan pisze.
Ja nie potrzebuję niczyich przeprosin, natomiast nie umiem wciąż zdefiniować korzyści, bo to, co pokazuje Ukraina na polu dyplomatycznym, wcale nie napawa optymizmem na przyszłość.
Pozostaje kwestia tzw. „interesu narodowego” i tu jestem z Panem jednej myśli. Ale o niego, niestety, musimy zadbać sami. Jak zwykle.
O życzliwości dla Polaków mamy sporo wypowiedzi od prywatnych osób i od oficjalnych polityków. Prezydent Poroszenko wyraził bardzo wyraźnie wdzięczność Ukraińców za pomoc, jaką Polska im oferuje obecnie. Musimy jednak zdawać sobie sprawę z faktu, gdzie jest nasze miejsce w Europie. Jako kraj na dorobku z drugorzędnymi możliwościami politycznymi i militarnymi nie jesteśmy władni aby cokolwiek zapewnić Ukrainie: nie obronimy jej, nie będziemy w stanie być rękojmią w paktach międzynarodowych. Takie możliwości mają wielkie gospodarki – nazwijmy to mocarstwa. Co jest jednoznaczne. Będziemy 3-4 potęgą ekonomiczną Europy, będziemy się bardzo liczyć w polityce. Nie możemy mieć żalu (np do Ukraińców) o to, że nie mamy takiej pozycji. Poza tym, podejrzewam, że polska dyplomacja (prezydent, premier i min. spraw zagranicznych) nie prze do organizowania Ukrainie międzynarodowych spotkań, aby nie zaogniać napiętych i tak stosunków z Rosją. To wyraz pragmatyzmu obecnych polskich polityków. Oni działają w drugiej linii, to mniej wodoczne i spektakularne, ale to się dzieje. Cóż, musimy znać swoje miejsce. Nie jesteśmy pępkiem świata.