Elżbieta Skotnicka-Illasiewicz: Zieleniak – zstąpienie do piekła3 min czytania

()

hale banacha2015-02-22.

Piszę te kilka zdań wspomnień, kiedy dociera do mnie wiadomość, że władze Ochoty, mojej rodzinnej dzielnicy, chcą „ustroić” powstające na miejscu Hal Banacha centrum handlowe  nazwą miejsca,  które w mojej pamięci   zasługuje raczej na ciszę, pochylenie głowy i zadumę nad dramatem wydarzeń , których było świadkiem.

Mieszkałam z Rodzicami w czasie wojny w nowo wybudowanym domu na rogu Grójeckiej i Słupeckiej.  Okna narożnego pokoju stołowego wychodziły na obecny dom akademicki na Placu Narutowicza, w czasie wojny zajęty na  koszary,  głównie  jednostek gestapo. Tak liczne zgrupowanie wojska na Ochocie  zadecydowało w znacznej mierze, że  walki powstańcze zostały przez Niemców bardzo szybko opanowane.  Po dziesięciu dniach powstania spędzonych w piwnicy,   wrzaskiem i popychaniem wygnano nas na podwórko i uformowano kolumnę obstawioną wojskiem.  Miałam wówczas zaledwie cztery i pół roku, toteż moja dziecięca pamięć nie utrwaliła egzekucji mieszkańców sąsiedniej kamienicy, a jedynie uciekającą ofiarom gęś, tak jak nie pamiętam egzekucji niesprawnych  współmieszkańców naszego domu, a jedynie rozstrzeliwanie  psów, naszych towarzyszy zabaw na podwórku, zakłócających ordnung formowanej  kolumny.

Był 10  dzień upalnego sierpnia. Byliśmy jedną z pierwszych grup wygnańców warszawskich. Całą drogę od domu na Zieleniak niosła mnie na rękach moja mama, która była w zaawansowanej, bliźniaczej  ciąży. Ludzie porzucali bagaże, bo musieli trzymać ręce podniesione do góry.  Mama, trzymając mnie na  rękach nie mogła rąk podnieść i prosiła, żebym ja je podniosła  – odmówiłam i to mi zostało do dzisiaj.  W rozmowach  rodzinnych prowadzonych po latach  rodzice wspominali, że w tej tragicznej kolumnie ludzie zachowywali jeszcze swoje identyfikacje: ostrzegali się, wymieniali pełne przerażenia obawy (przecież przed chwilą stracili sąsiadów)  pomagali sobie (szczególnie mojej mamie), mimo dramatycznej sytuacji wiązały ich różne  zażyłości sąsiedztwa: pani Zofii z trójki, inżyniera spod siódemki, czy małej dziewczynki  Jadzi z parteru. Zachowywali jeszcze swoje miejsca w sąsiedzkiej wspólnocie. Przepędzenie ich na  niedawny rynek, zawalony resztkami straganów i gnijących resztek towarów był pierwszym etapem zejścia do piekła. To kim byli,  pozostawili  za ogrodzeniem strzeżonym przez niemieckich strażników, o tym kim stąd mieli wyjść decydowała ślepa wola tych, którym powierzono funkcje dozoru nad spędzonym tłumem – opitych alkoholem i żądzą zdobyczy własowskich żołdaków. Mój brat, wówczas jedenastolatek, przypominał, że przy przekraczaniu granicy  obozu trzeba było pokonać rosnący próg usypany z kluczy. To dowód porzucanej racjonalności: nadzieja, że gdy „oni” nie będą mieli kluczy, to nie ograbią mi mieszkania. Na okrucieństwo strażników mniej byli narażeni ci, którzy niczego nie mieli: pierścionków na opuchniętych palcach – bo takim obcinano ręce, wisiorków i medalików na szyi – bo takie zrywano  bez ich rozpinania, dziewczęcej kobiecości, bo takie gwałcono.  Zieleniak, bo to miejsce wspominam, był dla  relatywnie nielicznych zakończeniem życia, ale dla wszystkich miejscem odzierania ich z ludzkiej godności. Zstąpieniem do piekła.

Ktoś, kto chciałby wspomnienie tego miejsca zawarte w jego nazwie wykorzystać dla celów komercyjnych wykazuje bądź brak znajomości najnowszej historii naszego miasta, bądź elementarny brak wrażliwości. Zieleniak to istotnie miejsce przedwojennego i wojennego targu, na które okoliczni rolnicy, do chwili wybuchu Powstania, zwozili swoje produkty. Tragiczna zmiana jego funkcji w czasie powstańczej tragedii budzi w pamięci Warszawiaków grozę i bolesne wspomnienia. Słowo Zieleniak i miejsce, które oznacza,  zasługuje raczej ( jak wspomniałam wcześniej)  na ciszę, pochylenie głowy i zadumę nad dramatem wydarzeń, których było świadkiem.

Elżbieta Skotnicka- Illasiewicz

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

One Response

  1. j.Luk 23.02.2015