24 maja 2015 roku naród polski postanowił obejść 51 rocznicę Tanga Sławomira Mrożka. Sztuka Sławomira Mrożka jest sztuką genialną. Otóż wychowywany, jakbyśmy to dzisiaj nazwali przez postmodernistycznych rodziców Stomila i Eleonorę ich syn Artur postanowił wszystko zmienić. Chce on zmienić i od nowa wychować swoich rodziców i stworzyć nową porządną rodzinę. Kiepsko mu to wyszło, a jedyne co mu wyszło dobrze, to wypromowanie lokaja Edzia. Edzio przychodzi i robi porządek. Prezydent elekt jako żywo przypomina mi Artura z Tanga z jasno określonym „kręgosłupem moralnym w porządku narodowo-katolickim”.
Czekam tylko na to, kto się ujawni w roli Edzia? Bo jak wiemy ze sztuki – to nie Artur wprowadza prawo i sprawiedliwość, ład i porządek, to Edzio właśnie rządzi stadem. Prawo i sprawiedliwość Edziowi jest zupełnie obojętne, ale ład i porządek to już tak – bo posłuch musi być. Jak na razie Artur wybił się na prezydenta elekta mając za wsparcie Edzia, który ze sceny estradowej wołał do nas „ja was wszystkich całą zgraję pozabijam i pokraję”. To jesienią się dowiemy kto wystąpi w roli Edzia. Jak wiemy co najmniej od 25 lat, Prezydent Rzeczpospolitej Polski obiecać może „wszystko wszystkim” ale niewiele z tego może zrealizować. Artur będzie celebrował przysłowiowy żyrandol, a to Edzio będzie tym, kto rządzi.
Jak powiadali klasycy Irena Kwiatkowska i Jerzy Dobrowolski „czasami to sobie żartujemy, ale czasami mówimy poważnie”. W ubiegłym roku obchodziliśmy 25 lat polskiej wolności. 25 lat to dużo – to czas jednego pokolenia. W 2001 roku na polskiej scenie politycznej powołane zostały do życia dwie partie Platforma Obywatelska i Prawo i Sprawiedliwość – partie, reprezentujące dwa zupełnie odmienne nurty postaw politycznych, społecznych i narodowych również. Co najmniej od 10 lat pojawiło się odczucie, że demokracja została zabetonowana przez owe dwie przeciwne sobie partie polityczne. Twórcy obu ugrupowań partyjnych historycznie wywodzili się ze wspólnego nurtu walki z reżimem komunistycznym.
Zarówno z jednej strony Michnik i jego przyjaciele z 1968 roku, z drugiej zaś Kaczyński, Macierewicz i inni, mają podobne życiorysy – czas „walki z komuną”. Więcej – są to ludzie z tego samego pokolenia, urodzeni w drugiej połowie lat 40. Dochodzą dzisiaj wieku 65-70 lat. Nie bez przyczyny wspomniałem datę 1968 roku. 47 lat temu, 24 lata po zdobyciu władzy przez komunistów w 1944 roku wybuchł marzec ’68. Był to bunt pokolenia dzieci Peerelu – pokolenia 20-25 latków.
To na spałowanych plecach „pokolenia Marca” ówcześni Edziowie – których doskonale wyczuł nie tylko Sławomir Mrożek, ale i Mieczysław Moczar – dorwali się do władzy i w sumie tak trwali do 1989 roku. Ówczesny przedmarcowy aparat władzy „Wiesława” Gomułki opierał się wówczas na 60-65-latkach. To za plecami członków Biura Politycznego KC PZPR – za sprawą Mieczysława Moczara – przebierali nogami młodzi gniewni Edziowe, owi 40-latkowie, Olszowski, Kociołek i Kępa, Babiuch i Szydlak i liczni ówcześni koryfeusze polskiej nauki „volksdocenci”. Ale trzeba było wyrzucić z Polski 15 tysięcy polskich Żydów, trzeba było krwawego buntu robotników Wybrzeża w 1970 roku, żeby towarzysz Gierek osadził owych licznych Edziów twardo w siodle. Marzec ’68 skończył się w Grudniu ‘70. W kolejnym Grudniu ’81 generał Jaruzelski, już nie po Tangu, a po swoistym Dance macabre, zmienił kolejny garnitur Edziów.
Edziowie dobrze się moszczą w układach jednej partii. Partii, która trzymała konfitury. W 1989 roku gdy już nie było konfitur, to i nie było chętnych do zmiany, trzeba było zmienić cały spektakl.
W prawie demokratycznych wyborach 4 czerwca 1989 roku naród wybrał wolność. Po 25 latach wolności właśnie wyrosło nowe pokolenie. Zabetonowana scena polityczna, co nie jest żadną szczególnie polską przypadłością, różne demokratyczne kraje znają do od co najmniej 150 lat, sprawiła, że to nowe pokolenie nie może się „wcisnąć” w lukę miedzy te dwie partie. Od początku wolności doświadczaliśmy takich prób wypłynięcia na powierzchnię różnych bytów „antysystemowych”; Tyminski, Lepper, Palikot, a dzisiaj Kukiz.
Czego chcą partie „antysystemowe” – to jest proste, chcą być „systemowe”. Chcą umościć się w „systemie” i też mieć swoje konfitury, a za szczerym poparciem licznych Edziów narzuć swoje „prawo i sprawiedliwość”, narzucić jedynie słuszne poglądy. Ma być ład i porządek – i posłuch musi być. A Edzia trzeba lubić.



Ciekawe przywołanie Mrożkowego Tanga.
Kto będzie Edziem pokolenia 40latków – bardzo ciekawe pytanie. Czy „geniusz” okaże się brutalnym porządkowym? Wydaje mi się, że nie będzie miał dość siły, że ma tyle sprytu, by rozumieć, że to siła, która zdmuchnęła Komorowskiego z funkcji prezydenta tak sam zdmuchnie jego, jeśli spróbuje swoje rządy narzucić.
.
Z jednym się tylko zgodzić nie mogę:
„W 2001 roku na polskiej scenie politycznej powołane zostały do życia dwie partie Platforma Obywatelska i Prawo i Sprawiedliwość – partie, reprezentujące dwa zupełnie odmienne nurty postaw politycznych, społecznych i narodowych również”.
.
PO miała być niby partią liberalną. Jaką partią miał być PiS kiedy powstawał – ciężko powiedzieć. To nie była wówczas partia Macierewicza i Rydzyka. Kaczyński był politykiem proeuropejskim, jak nie Bruksela to Białoruś – twierdził.
Później zaczął się ostry skręt w prawo w obu przypadkach. PO pozbyła się Piskorskiego i Olechowskiego, zaczęła słynąć z szarpania cuglami, także to Paweł Śpiewak z PO „wymyślił” IV RP. Wspólnie przypuściły totalną krytykę wszystkich rządowych poczynań (wyjątek – awantury w Brukseli – te były dobrze oceniane) przeszły do opozycji totalnej. Nawet jak się próbowano warchołów okupujących sejmową mównicę pozbyć. W wyborach obie odniosły sukces głosząc, że wspólnie zmienią Polskę na lepszą. POPiS rządził już w niejednym mieście i sejmiku – wydawało się naturalne, że i w Polsce. Wygrało PiS. Rozmowy koalicyjne „przyjaciołom z PO” i „przyjaciołom z PiS” się nie kleiły – kłótnia o stołki przerodziła się w nienawiść.
Zasadniczego sporu ideologicznego jednak nie było. Wybryki IV RP, w tym te uznane przez Kaczyńskiego za najważniejsze elementy „naprawy państwa”: lustracja, likwidacja WSI, powołanie CBA zostały przegłosowane w takim samy stopniu przez PO jak i przez PiS. Polakom to się szybko znudziło więc w kolejnych, przyspieszonych wyborach chcieli zmian. PO przedstawiła się jako „antypis” zmieniając nieco retorykę, w działaniach i mentalności pozostając POPiSowym koalicjantem.
>
To nie fakt zabetonowania sceny politycznej drażnił. Raczej brak alternatywy. Jak nie wybierać i tak będzie POPiS – katolicko-konserwatywny rząd truchlejący na samą myśl, że jakiś biskup mógłby się skrzywić (dowodem choćby głosowanie nad dopuszczeniem do obrad projektu ustawy o związkach partnerskich).
Porównanie Polski do przedstawienia teatralnego jest trafne.
.
W Polsce nie ma sceny politycznej lecz jest scena teatralna serwowana w polskich mediach. Scenę polityczną będziemy mieli wtedy, gdy ja na swoim osiedlu będę mógł pójść na zebranie któreś z powszechnych obywatelskich partii politycznych mających setki tysięcy obywateli w swoich szeregach, tak jak na zachodzie. Te parotysięczne nomenklaturowe grupki kolesi pozorujące w mediach partie polityczne ja jako partii nie uznaję. Jak będę miał partie na swoim osiedlu, w mojej gminie, w moim powiecie to będę miał demokrację i będę mógł wybierać.
.
W Polsce nie ma zatem sceny politycznej i nie ma co betonować. W Polsce państwo jest zabetonowane przed obywatelami. Partie są szczelnie zamknięte przed obywatelami. Studia telewizyjne są zamknięte przed obywatelami. W Polsce nie ma w ogóle obywateli, bo ci zostali wykastrowani ze swoich obywatelskich praw, w tym głównie praw do suwerennego wyboru własnych przedstawicieli do Sejmu. W Polsce są już tylko kibole, a Platforma „Obywatelska” okazała się Platformą „Kibolską” serwując nam wyniszczającą ustawkę z pisowskim kibolstwem. I zaczyna ją przegrywać, bo kibole pisowscy są w tej sztuce sprawniejsi. Natomiast bezradni obywatele trzymają się od tego kibolstwa z daleka.
Historia lubi się powtarzać w kolejnych odsłonach jako farsa.