Kobietą być, to bardzo trudne. Kobietą myślącą i zachowującą się po ludzku (no bo przecież nie po bosku!) — znacznie trudniejsze. A już damą być, to ho-ho…
Bunt towarzyszył kobiecie od zarania. Zrazu nie dawała się zepchnąć z gałęzi w przepychankach o lepsze na niej miejsce. Później, strzegąca ogniska domowego, szykująca strawę i wydająca na świat potomstwo, coraz bardziej świadoma swojej roli i wartości, próbowała oporu wleczona za kudły pod groźbą użycia maczugi do jaskini. Nie złamały jej nawet średniowieczne stosy. Stopniowo pięła się na swoje obecne miejsce w hierarchii społecznej.
Lecz nie tylko oporem, protestem i głośnym dobijaniem się o swoje kobiety zaszły tak wysoko. Arsenał metod był kompletny — od całkowitej uległości i stopniowego gromadzenia gratyfikacji, do taktycznego ich zdobywania sprytem i podstępem, żeby nie powiedzieć zbrodnią w skrajnych przypadkach. Koniec końców otrzymała płeć przeciwna poziom równoprawny – oficjalnie, nieoficjalnie zaś uzyskała nawet wyższy, mając niebagatelny wpływ na męskie „kierowanie” światem za pomocą tajnej, choć i tak ogółowi znanej broni kobiecej. Nie zmienia to absolutnie faktu, że kobiety, nie zasypiając gruszek w popiele, nadal muszą bronić swojego status quo organizując najrozmaitsze akcje protestacyjne. Jak ten czarny protest w pierwszy październikowy poniedziałek. Ku nerwowemu rechotowi samców czarnosecinnych i ich zauroczonych „cywilnych” popleczników, modeli typu waszczyk’16, aduda czy inne oburzone hosery.
Oczywiście nie wszystkie panie i nie wszędzie osiągnęły współczesny status. W krajach kultury islamskiej na przykład kobiety zmuszone są udawać się na emigrację, by z przysługujących im cywilizacyjnych osiągnięć korzystać, by chociaż poszaleć za kółkiem porządnej bryki w atmosferze decybeli „zepsutej” muzyki zachodu. Choć i tam dopada je nierzadko prawo szariatu lub honorowe zabójstwo. Ale już takie wyedukowane i ucywilizowane saudyjskie księżniczki, korzystające obficie z petrodolarków tatusiów, dla higieny psychicznej wypadają na kilka dni do Stanów na szaleństwa – zakupowe na 5th Ave (to zupełnie co innego niż przez Internet) i… bezkarne, w nocnych lokalach, gdzie wydekoltowane miniówy na szpilach, gdzie pazurki, szminki i drinki. Tam się dopiero czują kobieco.
Ach, damą być — niedościgłe marzenie wielu. I na wyspach bananowych bananówkę pić — żartował niegdyś Dam-ski tandem polskiej piosenki Osiecka-Rodowicz. A przecież damy jak to damy, różne:
Żelazna, choć z krwi i kości, za żelazną konsekwencję, jak ta zapamiętana po wsze czasy Angielka. Z gronostajem, pędzla mistrza Renesansu Leonarda. Pikowa — przewrotna i mściwa. Kameliowa — melodramatyczna. Damą była również według ówczesnych standardów Wanda co nie chciała Niemca.
Pierwsza swego czasu dama mocarstwa po przeciwnej stronie Atlantyku pokazała klasę w czasie afery rozporkowej swego męża, na czym zresztą oboje skorzystali: on zyskał na sympatii społeczeństwa, ona, oprócz tego samego, ambicjonalnego kopniaka. Startuje teraz mając wielką szansę w gonitwie po dwa w jednym — o miano Pierwszej Obywatelki i Pierwszej Damy jednocześnie, w tym europejskim przykładem zatrumpionym obecnie kraju.
A jak zmienną może być tylko kobieta dokładnie pokazuje Pierwsza Dama RP Anno Domini 2016. Wzbudzająca kontrowersje, chwalona i ganiona za to samo jednocześnie, nie do końca poznana. Zachwycająca (niektórych! – red.) stylem ubierania się i prowadzenia właściwej jej pozycji, choć może za skromnej i niezbyt medialnej działalności u boku i w cieniu swego męża, co nie jest sprawą prostą, gdy tenże sam jest bokiem i własnym (? – red.) cieniem. Klasę pokazała w stylu wspomnianego już duetu piosenki : To nie mój styl z musztardówki pić i wypięła się na skwaśniałą i zgorzkniałą śmietankę wybierając pogodniejszego Woody’ego Allena w miejsce pokrętnej martyrologii smoleńskiej. By w kilka dni później u boku jednak tegoż wspomnianego zmierzyć się z nieprzychylną reakcją zwolenników KOD-u w czasie amerykańskiej wizyty. Lecz nie słychać jej głosu w podstawowych kwestiach rozstrzyganych w tej chwili w kraju, a przydałby się choć jeden w tym związku z głuchoniemym czy też sprawnym inaczej. Obfotografowana nie tak dawno w płomiennej czerwieni, pozostawiła bez odpowiedzi pytanie o kolor stroju w czarny poniedziałek. Zaprawdę — La donna e mobile…
A te wszystkie – pożal się boże – damki i damulki polskiego politykierstwa, celebryctwa i plebejstwa… Które cechuje prymitywizm w sztuce bez koneksji ze Sztuką.
Jak dla przykładu te perełki usadzone na rządowej grzędzie w kurniku o ambicjach arki Noego. Wszystkowiedzące i zacietrzewione kwoki rozgdakane i roztrzepotane na każdy temat, upośledzone nie tylko kurzą ślepotą, ale i takimże móżdżkiem. Wespół z paroma rojącymi się w pobliżu podejrzanej konduity kogutami tego samego chowu nabitymi jak fuzja nie z tego świata energią i to pod bacznym okiem naczelnego eunucha RP temperującego bądź prowokującego towarzystwo dla utrzymania jedynie słusznej linii. Podobno spietrany ostatnio pozycją własnego cienia ów cerber co bardziej krewkich zamierza wysłać z poufną misją specjalną na Kubę, gdyż tam jeszcze castrują w majestacie prawa i sprawiedliwości, ale i to ma wkrótce zaniknąć z powodu wypalenia formuły.
Tymczasem te kokosze moralne atrapy same złotych jaj nie znoszące, podrzucają kukułcze jaja następnym pokoleniom. Jak ta kokocha X zgodnie z tresurą drepcząca w kółko z nerwowym trzepotem skrzydeł i osiągająca wyjątkowo wysokie tony gdaknięć publicznych. Nie nadaje się, by tracić dla niej głowę. Podobnie jej zaufane kancelaryjne alter ego, Y. Jak rozegzaltowana i do łez wzruszona własną ignorancją z pogranicza bezmózgowia Z. od wychowania piskląt. Jak socjalna od kurnika, stada i seniorów. I do niedawna jeszcze translatorka, tłumaczka z kurnikowego na drugosortowe.
Poza ścisłym haremem zdarzają się jeszcze większe kurioza. Taka panna, co to od losu dostała zadatek na kierowcę w Pegeerze. A jak zdryfowała i porwał ją nurt naukowy, to szoferem nie została i zadatku nie zwróciła, z bezdennego rozżalenia rzuciła się w jeszcze głębsze odmęty wiejskiego politykierstwa, gdzie nawet karty woźnicy nie potrzeba, wystarczy hipokryzja i komunikatywny furmański.
Damą nie bywa się we własnym mniemaniu lub od przypadku do przypadku. Damą się jest, z urodzenia i/lub wychowania. Inaczej wcześniej czy później wypełznie źdźbło z podgumowanych szpilek lub inne szydło z worka, albo nawet przed kamerami w porze zwiększonej oglądalności wyskoczy jak Filip z konopi frazą: „Srał pies głosowanie! — przechodzisz pan do następnego etapu”
A mówią ostatnio w Polsce, że to nie w KOD-zie, a w kobietach cała nadzieja. Oby!
I oby tylko nie uszykowały nam koszul Dejaniry.
WaszeR Londyński
Wszelkie skojarzenia z rzeczywistymi osobami są przez redakcję autoryzowane — prosimy zatem kojarzyć na własną odpowiedzialność.

