04.10.2019

Mam siostrę. To oczywiście nic nadzwyczajnego; przytrafiło się to wielu ludziom i jakoś z tym żyli. Nawet jeśli tak jak w moim przypadku, była to starsza siostra.
Sęk w tym, że moja siostra jest maniakalną oglądaczką programów informacyjnych, albowiem polityka jest jej pasją. Prawdopodobnie odziedziczyła to po rodzicach, którzy podzielali tę namiętność z nieznanych mi powodów. Nieczuła na moje namowy, by skupić się raczej na niezwykłym smaku i aromacie tłustej greckiej chałwy z uporem tkwi przed odbiornikiem i chłonie.
Ostatnimi czasy siostra coraz bardziej się denerwuje. Niezależnie od tego, którą stację TV ogląda. Nie ma to zresztą znaczenia, bo i tak wszystkie pokazują tych samych aktorów politycznej sceny. Denerwują ją jednak scenariusze.
Siostra przejawia coraz większe fanaberie. Żąda np. aby nie traktować jej jak idiotkę. Z pozoru słuszny i prosty postulat, ale jak się okazuje, w praktyce niezwykle trudny do realizacji.
Polityk, a celują w tym aktorzy jednego, jedynie słusznego zespołu wędrownych kuglarzy, wypowiada coś głośno (a stacje TV z wywieszonymi ozorami galopują, by nie uronić ani słówka) na dowolny temat, a siostra w krzyk!
Przyjechał do Gdyni minister Błaszczak i w obecności mieszkańców stwierdził, że będzie wodował nowy okręt wojenny. Zgromadzona publiczność popatrzała na siebie, popukała się w głowę (okręt był i jest w planach na trudnym do uchwycenia etapie ich zaawansowania), ale wszyscy przyjęli to w miarę spokojnie. Osobiście byłem nawet pełen podziwu dla ministra. Gdyby powiedział to w Zakopanem – phi! – tak to każdy potrafi. Ale powiedzieć to tu, gdzie niemal każdy ma, a to krewnych, a to znajomych czy kolegów z podwórka, którzy w jakiś sposób związani są z zakładami pracującymi dla morza – to jest sztuka!
No a siostra w krzyk! – Czy on mnie uważa za idiotkę?! Nie chciałbym sprawiać siostrze przykrości mówiąc, że to pytanie retoryczne, ale …
Wędrując po Śląsku Pinokio twierdzi, że sfinansował przebudowę ulicy i nie wzrusza go twierdzenie pani prezydent miasta, że takiej ulicy nie ma. W innym mieście bez skrupułów łączy ze sobą różne dzielnice miasta twierdząc, że to to samo i nie waha się nawet na chwilę.
Garkotłuk, który dostał się do Europarlamentu definiuje polskość. Więcej – przydziela certyfikaty polskości! I nikogo to nie rusza.
Paru aspirujących do lepszych stanowisk komediantów stwierdza, że mamy jedną z najlepszych służb zdrowia w Europie, choć każdego dnia atakują nas doniesienia o zamykaniu oddziałów szpitalnych i nawet powieka mu nie drgnie.
Führerek wycierający sobie co chwila gębę „prawdziwą polskością” nie potrafi powiedzieć jednego zdania bez rusycyzmów. Inna rzecz, że patrząc na internetowe komentarze liczba poczynionych błędów ortograficznych staje się powoli wyznacznikiem stopnia patriotyzmu. Osobny, ale jakże ciekawy temat.
A siostra w krzyk!
Ten sposób „rozmowy” z wyborcami staje się coraz bardziej powszechny.
Święty i apostolski Kościół Katolicki grzmi gromko, że „zawsze bronił Polski”, choć nawet bardzo przeciętny student historii umie na egzaminie wymienić wiele przykładów wręcz przeciwnych, od potępienia wszystkich powstań narodowych zaczynając. Mianowanie niemieckich biskupów dla ziem polskich w październiku 1939 roku było nie tylko złamaniem konkordatu. Było czymś więcej.
I co? I nic, KK dalej swoje.
A siostra w krzyk!
Sam zaczynam się zastanawiać, jak to jest możliwe?
Byłem ostatnio na imprezie, w której uczestniczyło wielu PRL-owskich opozycjonistów. Pod groźbą zawłaszczenia ich porcji napojów żądałem przypomnienia sobie roli i wagi braci K. w procesie odzyskiwania przez Polskę suwerenności. Żaden nie mógł sobie przypomnieć mimo czynionych wysiłków.
Ale jeden z braci wciąż powtarza, że „gdyby nie jego brat…”
Przecież moja siostra nie jest jedyną osobą pozostałą przy życiu, która pamięta tamte czasy. Zwolennicy tego pana również. I co? Pozwalają sobie tak kłamać w żywe oczy? Dlaczego nie reagują?
A siostra w krzyk!
Kiedyś miałem na to proste wytłumaczenie. Znałem w PRL pana, który sekretarzowi zakładowemu kłaniał się w pas, a jeśli ten łaskawie podał mu rękę na przywitanie – zwyczajnie robił pod siebie ze szczęścia.
W 1990 roku, podczas pierwszych wyborów samorządowych znalazłem nazwisko tego pana jako kandydata najbardziej antykomunistycznego ugrupowania, jakie dało się znaleźć.
Tłumaczyłem to sobie odruchem jaki mają osoby spóźnione na pociąg historii, które radykalizmem usiłują nadrobić zmarnowana szansę, której nie dały im wykorzystać wrodzone tchórzostwo, kunktatorstwo i parę innych niezbyt chwalebnych cech.
Dziś, kiedy śmiałość w głoszeniu kłamstw bije wszelkie rekordy to wyjaśnienie wydaje mi się nazbyt uproszczone.
Ciekawe byłyby fachowe badania (jak tu skonstruować grupę reprezentatywną?) zwolenników pana K. na okoliczność przyjmowania ewidentnych kłamstw za prawdę. Kłamstw, z których wartości doskonale zdają sobie sprawę. Co innego bowiem okłamać kogoś kto wtedy nie żył, nie wie, nie widział, nie słyszał.
Ale oni żyli, widzieli, słyszeli. A dziś przyjmują każdą bzdurę jako prawdę objawioną. Psycholog czy socjolog mogliby błysnąć w czasie obrony pracy doktorskiej z tego tematu.
To naprawdę jest problem, bo niezależnie od tego jak dalej potoczą się losy Polski, my wśród tych ludzi będziemy żyli, będziemy wchodzić z nimi w najrozmaitsze relacje towarzyskie, pracownicze, rodzinne itp. I to wcale nie będzie łatwe, choć konieczne.
Na razie siostra krzyczy. A co dalej?
Jerzy Łukaszewski

Widocznie musimy przeżyć swoją golgotę kłamców, oportunistów, głupców, lizusów, hipokrytów, karierowiczów, wazeliniarzy i innych „…ów”. To jest rezultat tego, że jeden człowieczek wymyślił sobie swoją, przedwczorajszą Polskę a w ślad za nim podąża cała czereda klienteli politycznej, skrzętnie zbierając okruchy z pańskiego stołu. Politycy są cyniczni, ale ich elektorat może nawet jest bardziej lub równie cyniczny. Ciekawe co zrobi ten elektorat jak kryzys gospodarczy i klimatyczny zrujnuje jego świat materialny. Oskarży najsławniejszego producenta wina w Polsce? Wina Tuska?
Genialne, bo oczywiste. Niestety nagiemu królowi mimo chłodów chwilowo grypa nie grozi, mandat za ekshibicjonizm też nie.
Informuję pana że mam zamiar złożyć na pana doniesienie w prokuraturze – podejrzenie o popełnieniu przestępstwa. Skoro pańska siostra oburza się, że politycy traktują ją jak idiotkę, to zapewne była dotychczas więziona w warunkach odcięcia od informacji. To się nie mogło zdarzyć bez pańskiej wiedzy a zapewne i udziału (z tego co pan kiedyś pisał o siostrze, jest to osoba rozsądna i nie dałaby się podejść komuś obcemu).
Kiedy już siostra nasyci się nowymi dla niej informacjami i wystąpieniami polityków, proszę ją zapytać czy znalazła takich polityków którzy nas nie traktują jak durniów. Warto byłoby zamieścić tu taką listę.
Póki kłamstwo tylko bije w oczy – to normalka – wyluzuję. Kiedy zacznie bić w mordę za protest, trzeba będzie się odwinąć. Oby nie było za późno. Oby już nas nie było za mało. Goebbels mówił: jak nasze bojówki kogoś pobiją na ulicy – on się jutro do nas przyłączy. Ludzie wolą być po bijącej stronie.
Okręt wojenny to uzbrojona jednostka pływająca w służbie, także zawsze można coś zwodować.
Poważniej można to skomentować przypomnieniem krytyki morskiego dowództwa NATO z końca kwietnia: Polska powinna posiadać 3-4 fregaty umożliwiające ciągłą służbę jednej z nich w operacjach sojuszu i w drugiej kolejności okręty podwodne.
Ja również nie ogarniam tego, co widzę w kraju, czyli tego, o czym napisał Jerzy Łukaszewski. Myślę, że różne są powody ślepoty. Inne u ludzi naszego pokolenia (czyli grubo 50+. 60+), inne u młodziaków (20+, 30+, 40+), jeszcze inne u ludzi generalnie nie interesujących się polityką. U tych 50+ i 60+ to, tak mi się wydaje, chyba zmarnowana szansa zrobienia czegoś „anty-” w PRL (i to wyjaśnienie, wg mnie, nie jest uproszczone) albo poczucie, że nie zajęli należnych im miejsc (Kaczyńscy, nieżyjący Morawiecki, Gwiazda i dziesiątki jeszcze mniejszych, którzy coś jednak zrobili). Ci, których nazwałem młodziakami, a z którymi mam kontakt na co dzień, mogą za darmo dowartościowywać się pogardą dla zachowań ludzi żyjących w PRL – nigdy by nie zostali tajnymi współpracownikami, nie zapisaliby się do partii, a poszliby do lasu itp. bzdury. A że nie ma komunistów – walczą z LGBT i genderem. To jest dla nich przeżycie pokoleniowe – z braku innego. A u reszty, to chyba pieniądze. Nie generalizuję, to tylko obserwacje i wrażenia z rozmów z ograniczoną liczbą osób.
Co dalej? Ja przestałam krzyczeć jakieś 3 lata temu. Siostra też pewnie kiedyś przestanie.
Świetny tekst na podtrzymanie stanu opanowania, by znów nie zacząć krzyczeć.
Dziękuję i proszę o następne takie tabletki.
Większość mojej rodziny nie krzyczy tylko głosuje, niestety inaczej niż ja. Oni o mnie myślą pewnie podobnie, że niestety… dziwi mnie, że Joe Biden tak niemarawo polemizuje z Trumpem. Podobnie dziwi mnie niemrawość naszej opozycji. Pewnie stąd to niestety.