13.07.2020

To prawda, że historia się nie kończy i że nie staje w miejscu. Ale od 12 lipca br. będzie się toczyć w zdecydowanie złym kierunku. Najmocniej dostaną w dupę ci, którzy zapewnili rządowi sukces. Wieś, prowincja, mówiąc w dużym uproszczeniu. Ale to już niczego nie zmieni.
„Reszka”, bo tak padło, choć mógł być i „orzeł”. A jeśli się trzymać tandetnej symboliki, w której orzeł to ruch, zmiana, swoboda, reszka jest tym co nas trzyma, krępuje. W ten sposób – nie skrywam – staram się ulokować niniejszy komentarzyk w „Rozprawce”.
Oczywiście możemy się pocieszać, że jak na warunki wyborów, które stwarzała władza, to prawie połowa głosów na Trzaskowskiego jest sukcesem. Jak zawsze, k…, moralnym! Teraz Kaczyński przyłoży się do tego, aby kluczowe rozstrzygnięcia polityczne nie zapadały na zasadzie; orzeł czy reszka. Tym bardziej że prawdopodobieństwo jego wygranej w uczciwych wyborach maleje. Kryzys może nie będzie bardzo głęboki, lecz będzie. Warunki życia większości raczej się pogorszą, władza nie stanie się sprawniejsza, bo niby dlaczego?
Na pierwszy ogień pójdą niezależne media, co już zapowiedzieli: Ziobro i paru innych. I samorządy. Może nawet nie będzie zmiany prawa o samorządach. Kaczyński nie lubi żadnego prawa, nawet własnego. Każde to imposybilizm. Utrudnia podejmowanie decyzji ad hoc. Władza ma narzędzia, by wytypowany samorząd sparaliżować. Sądownictwo ma już w większości opanowane. Niebawem w kraju może nie być żadnej instancji, którą by nie mógł zarządzać Kaczyński.
Zarządzanie to siłą rzeczy będzie coraz mniej sprawne, gorsze. Tym bardziej władza będzie bezwzględna. Im bardziej będą się pogarszać warunki życia, im gorzej państwo będzie się wywiązywać ze swoich zadań, tym bardziej będzie potrzebowało swoich ludzi. Tym większa w ludziach będzie pokusa urządzania się w czarnej dupie. Spirala będzie się nakręcać.
Oczywiście kiedyś się to musi skończyć. Angielski sędzia, w anegdocie, mawiał, że nie skazuje ludzi na śmierć, bo to zrobił Bóg. A on tylko wyznacza termin. Może to być termin bardzo odległy, a może zaskakująco bliski. Wiele się dzieje i to coraz szybciej.
Jaki będzie mechanizm końca? Najgorszy to rewolucja, wojna domowa i „sędziami wówczas będziem my”. Dobrego końca złego systemu historia, jak dotąd, nie zna. Optymalny? System będzie tak się psuł, że do jego beneficjentów i decydentów dotrze, że już dalej nie idzie i że trzeba z tego jakoś wyjść. I to na swoje. „Polak z Polakiem”, ew. zgniły kompromis – zależnie od punktu widzenia i późniejszego interesu. Raz się udało, może, ale nie musi, się powtórzyć.
Ważne by była ta druga strona, jakaś struktura, by było komu walczyć i się dogadywać. W tej chwili jest i to mocna. Może się jednak rozsypać z minuty na minutę i dobrze by do tego nie doszło.

Ernest Kajetan Skalski
Ur. 18 stycznia 1935 w Warszawie) – dziennikarz i publicysta,
z wykształcenia historyk.

Trzymajmy się jest nas 50% to jest dużo i warto o tym pamiętać warto tez się szukać i odnajdywać
Chciałbym podzielać Pana optymizm jednak to nasze policzenie ludności pokazuje, że konserwatystów jest ok. 10 mln, modernistów ok. 10 mln, ok. 1-2 mln nie mogło zagłosować z przyczyn obiektywnych (zdrowie, niepełnosprawność, podróże, wakacje itp) i ok. 7-8 mln mających w du…e własny kraj. To fakt, że tych 10 milionów modernistów to w większości świadomi ludzie, a nie koniunkturaliści. Wobec wszystkich uprawnionych do głosowania Polaków stanowią 34% a nie 50%. Jedna trzecia dorosłej ludności to świadomi znaczenia zmian i postępu ludzie. Czy to dużo, czy mało w średniej wielkości europejskim kraju? To już pytanie do socjologów.
Te ponad 10 mln ludzi, którzy głosowali na Dudę to niekoniecznie są konserwatyści. Słowo konserwatyści oznacza świadome poczucie wartości, tymczasem ta część z nich która stanowi żelazny elektorat pisu to mieszanina wstecznictwa, cynizmu, hipokryzji, głupoty, zaślepienia, nienawiści i chciwości (socjal). Pozostała część to pewnie mieszanina wielu grup – od beneficjentów rozdawnictwa, przez uprzedzonych i riozgoryczonych do opozycji i wiele innych osób. Pośród nich dużą częśc stanowią ci, którzy w 2007 i 2011 zapewnili zwycięstwo PO. Na szczegółowe analizy poczekamy kiedy pojawią się rezultaty pracy socjologów.
Nawet jeżeli przyjąć, że ludzi światłych, świadomych i zorientowanych na wartości zachodnie jest tylko 34%, to potencjał jest znaczny. Główny problem w tym, że po 2015 roku nie znaleźli się właściwi animatorzy, którzy byliby w stanie ten potencjał zjednoczyć i wykorzystać na rzecz sukcesu wyborczego.
*
NA razie jednak psioczmy, klnijmy, narzekajmy, smućmy sie i wkurzajmy. Należy nam się jak psu zupa, po emocjonującej I połowie 2020 roku.
Znowu się rozbijamy o te nieszczęsne terminy. Dla mnie konserwatyzm oznacza przywiązanie do istniejącego stanu uporządkowania spraw, utrzymanie dotychczasowej hierarchii wartości i odrzucanie zmian. Oczywiście mogę się mylić. Kluczowy dla mnie jest stosunek do postępu i zmiany. Trochę zaniepokoiło mnie użycie „wartości zachodnich”. To semantycznie trochę wygląda jak coś nieoczywistego dla Polaków. Aż ciarki mi przeszły po plecach kiedy pomyślałem, że większość moich rodaków może uważać wartości wschodnie (cokolwiek to znaczy) za bliższe sobie. Ogólnie mam taką samą opinię jak pańska i zastanawiałem się też, czy możliwe jest pojawienie się u nas więcej niż wybitnych liderów modernizacyjnych. Czy w ogóle jest to możliwe biorąc pod uwagę ogólnoświatowe trendy i mizerię przywództwa w demokracjach. Po ewentualnej przegranej Trumpa w listopadzie będziemy mieli jeszcze inną sytuację ze wskazaniem na presję pro-rozwojową ze strony USA.
I ja dochodzę do wniosku, że konserwatyzm w przyjętym zrozumieniu nie pasuje do populistycznej partii zachowawczej. Logiczny byłby termin reakcja/reakcjoniści. Był to termin-wytrych, czy nawet młot, do walenia wszystkich przeciwników przez początkującą władzę ludową. Ale takich jak ja, którzy to pamiętają jest już niewielu i może reakcja nie miała by paskudnych konotacji. W gruncie rzeczy nie jest obraźliwa, w przeciwieństwie do takiego wstecznictwa.
Od dawna miałem takie intuicje, że stary podział prawica/lewica, konserwatyzm/liberalizm nie obejmuje i nie nazywa w pełni dzisiejszych zjawisk politycznych jakimi są partie polityczne np. PiS, PO, czy nawet Razem. Dyskusja P.T. Panów Ernesta, Arkadiusza, @sławka i @Obirka są bardzo pomocne, żeby sobie to odrobinę precyzować i werbalizować. Nie jestem politologiem i nie będę nigdy, w związku z tym moje dywagacje, proszę przyjąć jako rozmyślania absolutnego laika. Jeżeli przyjąć mocno redukcyjny pogląd na to czym jest partia polityczna, to powiedziałbym, że jest to konstrukt społeczny, pewnego rodzaju produkt współczesnej kultury, używający dostępnych współcześnie narzędzi i technologii (ideologii, mediów, pieniędzy itp.) wykorzystujący formuły demokracji do manipulowania dużymi grupami społecznymi (poprzez ich uczucia, systemy wartości etyczno – moralnych i – nieprzypadkowo na końcu – intelekt) żeby zdobyć i utrzymać władzę. Do jakich celów jest ona używana to już inna sprawa. Chyba bardzo indywidualna każdego przywódcy i każdego szeregowego członka partii. Jeżeli takie stworzyć założenie, to tak zwane programy są przede wszystkim wyrazem szeroko pojętego marketingu i więcej mówią o tym jaki jest aktualny popyt niż o czymkolwiek więcej. Z tego punktu widzenia PiS i PO są partiami, które łączą w sobie sprzeczności. W największym skrócie, jeżeli konserwatyzm polega na zachowawczości to paradoksem jest, że PiS jako naczelne hasło ma zmianę.
Słuszna konstatacja tyle że zmiana, która polega na niszczeniu instytucji własnego państwa jest czystym szkodnictwem i wstecznictwem.
PiS jest znane z kradzieży haseł i wkładania w nie własnych treści. „Dobra zmiana” jest w istocie zmianą wsteczną, „reakcją” Red. Skalskiego albo „wstecznictwem” @sławka. „Pełzająca rewolucja konserwatywna” brzmi cokolwiek nielogicznie, choć też oddaje sens procesu. Dobrej zmianie chodzi o przywrócenie na powrót tego, co już kiedyś było i osadzenie tego w nowych realiach. Mówiąc żartobliwie jest to ożywienie mamuta znalezionego w wiecznej zmarzlinie i wypuszczenie go na wolność. Czy długo pożyje? Red. Skalski przywołał świetny przykład Chin XIX wieku i ich wybór konserwatywny w przeciwieństwie np. do Japonii. W Chinach dzięki temu nie było wstrząsu społecznego ale była za to katastrofalna zapaść polityczna, ekonomiczna i cywilizacyjna. 150 lat! To jest zastanawiające, że nie dla wszystkich jest jasne, że od postępu nie ma odwrotu. Ja winię religie za narzucanie ludziom tego anty-zmianowego sposobu myślenia. To oczywiście duże uproszczenie, bo chwile na złapanie oddechu też ludzkości są potrzebne.
Rzeczywiście: „chwile na złapanie oddechu też ludzkości są potrzebne”. To łapanie oddechu musimy w najbliższym czasie skończyć, ponieważ Europa i świat zbyt daleko nam odjedzie i zostaniemy w blokach. Musimy uspokoić nerwy po porażce wyborczej (niewielkiej) i znaleźć recepty na odwrócenie fatalnego biegu wstecznego w cywilizacyjnej podróży Polski. I to jako społeczność modernizacyjna zrobimy!
Reakcjoniści czy wstecznicy to lepsze choć nadal nieprecyzyjne określenia. Nawet celne sformułowania jak Marka Migalskiego, też wszystkiego nie wyjaśniają: „Ten miękki autorytaryzm też się nie uda, bo budują go nie groźni perfekcjoniści, lecz Gang Olsena, chytre na „pieniążki” gapy, nieudacznicy, którzy przegrywali przez całe życie z lepszymi od siebie. Dlatego tak nienawidzą III RP – bo w niej byli tylko aspirantami do władzy, do stanowisk na uczelniach, w mediach, w biznesie. W sumie to nieszczęśliwi popaprańcy. Tyle, że zrozumieli, iż takich, jak oni, są miliony i że mogą razem rozwalić państwo, w którym im do tej pory nie wychodziło.” por.: https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=3406935276004331&id=117286081635950
Niestety, jak pokazały rezultaty wyborów dla co najmniej 10,5 mln. naszych rodaków „wartości zachodnie” nie sa oczywiste. Nie wiemy czy bliższe im są „wartości wschodnie” – w wersji białoruskiej czy rosyjskiej.
*
Liderów modernizacyjnych będzie coraz więcej, bo porażka i opresja tworzą popyt na nowych Trzaskowskich. Odrębnym zagadnieniem pozostaje czy tradycyjne, polskie piekiełko w postaci marnych partyjnych aparatczyków pozwoli wykorzystać potencjał tych liderów.
Na gorąco warto komentarz Pana Redaktora Skalskiego uzupełnić kilkoma obserwacjami. „Oczywiście możemy się pocieszać, że jak na warunki wyborów, które stwarzała władza, to prawie połowa głosów na Trzaskowskiego jest sukcesem. Jak zawsze, k…, moralnym!”
*
Właśnie w tych warunkach, skrajnie nierównych , niekorzystnych i oszukańczych to zwycięstwo jest realne, a nie wyłącznie moralne! I nie chodzi mi o pocieszanie siebie czy kogokolwiek innego, a o stwierdzenie faktów:
– zawłaszczona TVPiS i rozgłosnie radiowe oprócz zakłamywania rzeczywistości, szczuły na Trzaskowskiego i opozycję, budując wokół kandydata opozycji atmosferę nienawiści i wykluczenia,
– cały aparat państwa (rząd, wojewodowie, etc.) porzucił swoje obowiązki ustawowe i lobbował na rzecz własnego kandydata posługując sie nagminnie kłamstwami, insynuacjami, pomówieniami i straszeniem zwykłych ludzi,
– MSZ zrobiło wiele aby maksymalnie utrudnić lub uniemożliwić oddanie ważnego głosu Polakom za granicami naszego kraju.
Reasumując – mamy do czynienia z oszustwem wyborczym i to wielowymiarowym. Wynik Rafała Trzaskowskiego w takim kontekście wygląda trochę inaczej niż zwycięstwo moralne! W związku ze skalą tego k…. oszustwa, porażka wyborcza RT powinna być przez nas postrzegana we właściwej perspektywie. Warto także przypomnieć, że porażki zwykle stwarzają większe szanse postępu niż sukcesy.
*
Mamy prawo do negatywnych emocji – żalu, złości, rozgoryczenia, czarnowidztwa. Musimy trochę ochłonąć, odreagować, uspokoić skołatane nerwy, ogarnąć się i wyciszyć. Na razie mamy prawo do silnych emocji negatywnych, wściekłości, rozgoryczenia i wylania własnych frustracji. Na końcu tego krótkiego czasu na odreagowanie jest miejsce na jeszcze silniejsze uruchomienie naszych szarych komórek.
Problem (dla mnie) polega na tym, że to oszustwo, jest takie misterne, pełzające, trochę niewidoczne, wielowarstowe i subtelne że trudno je nazwać tym słowem. Poszukuję innego słowa na nazwanie czegoś co odbiega jednak formą i rozmiarami od tego co był w Rosji.