Marek Jastrząb: Informacyjny rollercoaster4 min czytania

()

02.04.2021

Pytania o sens i cel człowieczego życia wyznaczyły ludziom zasady postępowania. Człowiek dokonał odkrycia, że jest istotą społeczną, a jego poczynania wywierają wpływ na postępowanie innych ludzi. Ale świat się zmienia, a my razem z nim, inne więc są nasze sposoby opisywania rzeczywistości. Dysponujemy też odmiennymi środkami wyrazu. Co innego nas bulwersuje i – ogólnie mówiąc – mamy wobec niej różnorodne oczekiwania.

Styl T. Manna nie nadaje się do dzisiejszego odzwierciedlania zdarzeń, nastrojów i przeżyć. Jest to spowodowane przez czas: nikt nie ma go tyle, co wtedy, gdy pisarz prowadził nas przez parusetstronicowy ocean perypetii bohaterów. Przy czym zdajemy sobie sprawę, że przeczytaliśmy tylko jedną powieść i by wypowiadać się na temat Jego twórczości, musimy znać pozostałą. Ale to ledwie początek, bo w kolejce do czytelniczego piekła pojawia się, np. Bunin, Tołstoj, Hugo, Zola. Nie mówiąc o współczesnych.

Tyle do zaznajomienia się z wartościową literaturą, tak wiele do przeczytania, zrozumienia, narzekamy. Skąd wziąć na to wszystko czas? Od tamtej pory wzrosła nie tylko liczba ludzi, ale i ilość informacji. Nowinek, ciekawostek, zdarzeń wpędzających nas w euforię, smętne rozmyślania, czy popłoch; jest ich tyle, że nie nadążamy ich przetrawić.

A każdego dnia otrzymujemy ich coraz więcej. A wszystkie są ważne. I – by nie wyjść na umysłowego ordynusa – należy wiedzieć o nich jak najwięcej. Gruntownie, do ostatniego wióra, ze szczegółami.

Wszelako powstaje zgrzyt pod tytułem: WYBÓR; Wiedzieć tak zwane WSZYSTKO, być wszechstronnym erudytą, czyli oczytanym buldożerem – nie sposób. Choćby z tego powodu, że ludzki mózg nie jest z gumy. Ma określoną pojemność, wyporność i przepustowość, o czym tak pięknie i tak plastycznie pisał w swoich utworach Stanisław Lem. Więc ratujemy się metodą Zagłoby: chyłkiem, sprytem i fortelem. Odrzucając (poprzez agresywną negację) dotychczasowy realizm i zastępując go epigońskimi odkryciami. Np. naśladowaniem genialnych utworów J.R.R. Tolkiena.

Jego niedościgła wyobraźnia, nośny temat, specyficzna intryga, ponadczasowe przesłanie, cechy świadczące o aktualności dzieła, zostały zmutowane po wielokroć; zmodyfikowane i wtórne, pozbawione wewnętrznej głębi, eksploatowane bez umiaru, zmieniły się w parodię Jego intencji.

Akcja tych prefabrykatów nie dotyczy Ziemi, lecz obejmuje różnorodne, nieistniejące konstelacje. Mimo zmiany czasów (bardzo odległe lata) i pomimo koślawego zaopatrzenia bohaterów w nadprzyrodzone umiejętności, problemy zostały te same: dylematy, stare nawyki i przesądy ludzi szwendających się po niewyobrażalnie odległych galaktykach.

O intelektualnej nędzy podobnych „dzieł” świadczy to, że nawet stwory z gwiazdozbioru oddalonego o miliony lat świetlnych od planety Ziemia, mają problemy podobne do naszych: te same intrygi, tytuły szlacheckie i walki o to samo (np. o podatki w „Gwiezdnych wojnach”).

*

Zapanowała wściekła moda na nieustanne wymyślanie już istniejącego świata. Opętała nas tragiczna maniera wyważania dawno otwartych drzwi. Obsesja budowania przestrzeni naszpikowanej magią, cudownością. Lecz warto pamiętać, że owe maniery, podparte filozofią rodem z debilowa, odznaczają się dotkliwym brakiem faktów, a w zamian za to – rojowiskiem stereotypów.

Bajkowe miejsca przedstawiane w identycznej, powielonej scenerii, wiążą się z tymi samymi zachowaniami opisywanymi podobnie; sztampowo, tuzinkowo i banalnie. Tu przytoczę słowa H. Heinego: „…pierwszy, który porównał kobietę do kwiatu, był wielkim poetą, ale następny był cymbałem”.

Rekapitulacja

Dokonujemy systematycznych ocen. Stale je weryfikujemy. Co prawda możemy swobodnie poruszać się po przedtem nieosiągalnych obszarach wiedzy, lecz towarzyszy nam przygnębiające przekonanie, że nie potrafimy zmusić się do jej całkowitego poznania. Ograniczamy się do stwierdzenia, że znajduje się w zasięgu naszych możliwości i na tym poprzestajemy. Zadowalamy się namiastkami. Jakbyśmy znaleźli się w środku kredowego koła. Rodzi to frustrację. Okazuje się bowiem, że lawina informacji ma na nas negatywny wpływ, a cena jest za wysoka. Tym sposobem uczestniczymy w „nowym”, lecz jakże przytulnym opakowaniu nierealnego świata. Zjawisko to nazwać można ujednoliceniem myśli. Refleksji, wrażeń, sposobów widzenia; homologacja, to zrezygnowanie z niepowtarzalności człowieka, zrównanie go z pozostałymi indywidualistami i zmajstrowanie „indywidualisty w tysiącach egzemplarzy”.

Marek Jastrząb

Pisarz
Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”. Drukował także w wielu innych czasopismach swoje opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek. Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

źródła obrazu

  • jastrzab: BM