początek wstępu
Studiowanie krajowych mediów wprawia mnie w nieustanne osłupienie, choć z racji dość zaawansowanego stadium młodości nie przystoi już mi się dziwić.
wstęp
Gdy wiele lat temu wylądowałem po raz pierwszy na kopenhaskim lotnisku Kastrup, ani mi w głowie zaświtało, że po zainstalowaniu się w kapitalizmie, wstępniaki z Trybuny Ludu wydadzą mi się szczytem kultury, umiaru i elegancji. Nie musiało upłynąć dużo czasu, bym nabrał przekonania, że żaden Zachód nie istnieje i istnieć nawet nie może. Tak podpowiadała mi Intuicja – niezawodna nauczycielka Sławnej Przeszłości, związanej nierozerwalnym sojuszem z Intensywną Teraźniejszością, płynnie przechodzącą we Wspaniałą Przyszłość.
On mamił nas przeróżnymi oczojebkami na wystawach sklepowych, od których doznawaliśmy zawrotu głowy, tracąc resztki rozumku w pustakach, ale tak naprawdę, to tylko udawał przed nami samego siebie…
przeszłowstęp na 24 fajerki
Gdy dwadzieścia pięć lat temu dwaj Bliźniaczopobni Bracia zrobili kilka kroków w należytym kierunku, to znaczy przesunęli się z miejsca gdzie stało ZOMO w całkiem inne miejsce nieopodal, Cały Narut tak się z tego ucieszył, że natychmiast obalił Obżydliwą Komunę (proszę mi tu nie wypominać ortografii, bo nakładę po ryju!). a z tej radochy, że to zrobił, urządził dodatkowo obalanko gorzały w ilości 3/4 l na statystyczny Narodowy Polski Łeb.
Zamroczenie trwało dość długo, a potem kac okrutny, zgaga, otumanienie – tak wielkie, że jak to już mistrz Gałczyński przewidująco napisał w słynnym dramacie „Zielgęś” – naród rozpaczliwie wołał:
Ustroju, (kapitalistycznego), Ustroju!, a podły Ustrój narodowi ani rusz nie odpowiadał. I to do tego stopnia, że z tej bezsilnej złości Narut jął głosować na Niewłaściwe Partie. Zamieszanie było tak wielkie, że wielu ludzi ogarnął lęk. Bali się, że korzystając z Niezależnych Samorządnych Wolnych Wyborów, wskażą na Obżydliwą (nadal proszę o niepoprawianie – grzecznie póki co) Komunę, a ta wróci i przebaczy.
Zatrudniała mnie naonczas „Gazetapospolita”(potem już nawet za bardzo, jak na mój gust), której posyłałem rozmaite kawałki ze Skandynawii. Chciałem wzmocnić nieco mięśnie sercowe mych czytelników i powlewać im nieco otuchy do skołowaconych pustaków, opisałem więc jak wygląda zaawansowany kapitalyz na tzw., Zachodzie – uff, koniec wstępu…
Dzisiejsze pokolenie duńskich dwudziestolatków zostało w dzieciństwie przemaglowane przez marksistowsko-leninowski eksperyment pedagogiczny. Jak się teraz okazało, masowe pranie mózgu było całkowicie nieskuteczne. Dania od dziesięcioleci nie miała tak apolitycznej młodzieży jak dzisiejsza.
Towarzysz dziecko
W jednym z kopenhaskich żłobków nie wolno było opowiadać dzieciom bajek. Personel pedagogiczny uznał, że bajki mają szkodliwy wydźwięk. Upiększają bowiem rzeczywistość i przeszkadzają najmłodszym dzieciom zdać sobie sprawę z prawdziwej natury kapitalistycznego społeczeństwa. Zamiast więc opowiadać bajki, wychowawczynie i wychowawcy zawozili dzieci autobusem do stoczni B&W, by maluchy poprzez bezpośredni kontakt z klasą robotniczą mogły wznieść się na wyższy szczebel świadomości klasowej.
Miałem okazję obserwować z bliska tę bez mała chińską rewolucję kulturalną przeszczepioną na skandynawski grunt. Moja dorosła dziś córka uczęszczała w latach 70. do przedszkola. Pewnego dnia, po przyjściu do domu, dziecko zaczęło intensywnie przyglądać się mojej twarzy.
„Powiedz mi, czy byłeś dawniej małpą? — zapytała. — Jesteś nawet podobny do małpy”. „Nie — powiedziałem — nigdy nie byłem małpą”. „To znaczy, że babcia nią była — stwierdziła autorytatywnie. — Bo ludzie pochodzą od małp”. „Skąd o tym wiesz? ” — zapytałem. „Tak nam powiedziano w przedszkolu”.
Po kilku dniach poszedłem z córką na spacer. Kiedy znaleźliśmy się obok Kościoła Marmurowego, jednej z największych kopenhaskich świątyń, dziecko nawiązało do rozmowy na temat teorii ewolucji. „Wiesz, to nie była prawda, co ci mówiłam. Ludzie wcale nie pochodzą od małp. Lise (kierowniczka przedszkola) wszystko nam dokładnie wytłumaczyła. Ludzie, rośliny, zwierzęta, domy — wszystko to zostało stworzone przez jednego pana, który mieszka bardzo wysoko i jest najmądrzejszy ze wszystkich. Zapomniałam tylko, jak ten pan się nazywa”.
Agitacja w przedszkolu
Relacje mojej córki były żywym świadectwem wewnętrznych walk w przedszkolu. Przedszkole im. Królowej Karoliny Amalii było jedną z najstarszych komunalnych placówek dziecięcych kopenhaskiego śródmieścia. Starało się ono dochowywać wierności swej stuletniej tradycji. Jednak nawet to renomowane przedszkole nie mogło uchronić się całkowicie przed działalnością hunbejwinów z opanowanego przez komunistów i radykalną lewicę Ogólnoduńskiego Związku Pedagogów Dziecięcych (BUPL) .
Apolityczna kierowniczka przedszkola, osoba w „wieku rozsądku” i wychowawca starej daty, starała się w sposób oględny skorygować ideologiczną agitację swego personelu. Ale jej wysiłki były sabotowane przez zdrowy rewolucyjny narybek pedagogiczny. Skutki tego sabotażu stały się widoczne już po kilku dniach. O ile pierwsze dwie opowieści, te na temat ewolucji gatunków i inspiracji duchowej, wydały mi się nawet zabawne, o tyle następna wzbudziła me obawy o przyszły rozwój córki. „To, co ci powiedziałam o tym panu, w ogóle nie jest prawdą”. Tego pana wcale nie ma tam na górze, a ci, którzy wierzą, że jest, są rekcyjni”. „Co to znaczy: rekcyjni? ” — zapytałem. „Powinieneś wiedzieć, bo wszystko na świecie dzieli się na rekcyjne i postępowe. Rekcyjne to znaczy złe, a postępowe jest dobre. Jest dużo dorosłych, co albo popierają rekcję, bo to jest dla nich wygodne, albo jej ulegają, bo nie są świadomieni. Dzieci muszą być postępowe i gażować się w walce z rekcją”.
Zaangażowani, ale niedouczeni
Do dziś nie wiem, czy owo „gażowanie się w walce z rekcją” wynikało z dziecięcego borykania się mojej córki z wymową wyrazów obcych, czy raczej było skutkiem niedouczenia zajętych przygotowywaniem rewolucji pedagogów. Pewne fakty z teraźniejszości przemawiałyby za tym ostatnim. Jak wykazały niedawno przeprowadzone badania, co czwarty absolwent duńskiej szkoły dziesięcioklasowej ma poważne trudności z czytaniem. Mają je również licealiści i studenci wyższych uczelni.
O umiejętnościach w zakresie ortografii nie trzeba nawet wspominać. Wystarczy wczytać się w reklamy rozlepiane w kopenhaskich autobusach. Jedna z nich, zachwalająca kursy dokształcające, głosiła, że kurs wyposaża absolwentów w większy zakres komptęcji. Elewacje kopenhaskich domów były do niedawna upstrzone hasłami. Moda na graffiti jest w odwrocie, ale dotychczas można zauważyć ślady walki na slogany. Któregoś dnia dostrzegłem wymalowane farbą pytanie: Dlaczego wszystkie kobiety po czterdziestce są „lespijkami”? „Może i są — głosiła dopisana kredą odpowiedź — ale piszą ortograficznie”.
Pedagogiczne katechizmy
Historia skandynawskiej pedagogiki dziecięcej w owych latach byłaby nader pouczająca, nikt jednak nie podjął wysiłku jej usystematyzowania i opisania. Jedną z niewielu fragmentarycznych prób jest artykuł b. pedagoga, a obecnie dziennikarza, szefa działu informacyjnego Rady Nordyckiej Ole Lindboe, zamieszczony w dodatku książkowym tygodnika „Weekendavisen”. Z opisu wynika, że moja córka nigdy nie znalazła się w oku cyklonu.
Oto w jednej z placówek dziecięcych w samym sercu Kopenhagi, w żłobku „Røde Ko” („Czerwona Krowa”) , jesienią 1973 roku odbywała się burzliwa dyskusja na temat ustalenia priorytetów wychowawczych. Pedagodzy wespół z rodzicami odbyli wiele zebrań w celu opracowania regulaminu żłobka. Po wielu wysiłkach dzieło było gotowe. W preambule dokumentu można było przeczytać: „Zadaniem placówki winno być podnoszenie poziomu świadomości klasowej dzieci i wykształcenie w nich umiejętności agitowania przeciwko ustalonym w burżuazyjnym społeczeństwie normom podziału funkcji między mężczyzną a kobietą”. Zdanie, jak pisze Ole Lindboe, znalazło się w tekście regulaminu, ponieważ wśród rodziców przeważały wojujące „czerwone pończochy” (ówczesna duńska nazwa feministek — przyp. aut. ).
Kiedy moja córka zaczęła uczęszczać do szkoły, nauczyciele odrzucali na zebraniach propozycje zgłaszane przez rodziców z motywacją, że są one reakcyjne, bo pozostają w sprzeczności z naukami pedagogicznymi Makarenki. „Poemat pedagogiczny” Makarenki był biblią ówczesnej duńskiej pedagogiki, wydawaną w dużych nakładach i kupowaną w ogromnej ilości egzemplarzy przez biblioteki publiczne.
Wszystkiemu winni automobiliści
Takich katechizmów pedagogicznych było więcej, niektóre znacznie wyprzedzały w radykalizmie swój sowiecki pierwowzór. Jedną z najbardziej rozpowszechnionych książek o wychowaniu dzieci była „Czerwona książeczka o maluchach” napisana przez szwedzką autorkę Francis Vestin i często wydawana w duńskim przekładzie. Myślą przewodnią „czerwonej książeczki” było wychowywanie nowego człowieka. Ważną rolę w procesie wychowawczym odgrywało zwalczanie automobilizmu, ponieważ samochód jest kapitalistycznym wynalazkiem. „Dziecko miejskie należy szkolić w zwalczaniu automobilizmu: Wyjdź na jezdnię, gdy tylko przejście będzie wolne. Idź powoli. Masz chodzić powoli, żeby inni zdążyli wejść na jezdnię, nim zdołasz przejść na drugą stronę ulicy. .. Dzieci są skuteczną partyzantką anty samochodową, bo kierowcy boją się przejechać małego chłopca lub dziewczynkę lub rozjechać wózek dziecięcy. .. Weź pędzel z czerwoną farbą i smaruj po samochodach, które usiłują cię wyminąć na pasach. Dzieci z powodu swego wzrostu najlepiej nadają się do tej roboty”. W podobny sposób należy uczyć dzieci odnoszenia się do policji. „Nie mów nigdy źle o człowieku odzianym w mundur policyjny, mów o mundurze. Mów podobnie, jak mówi się o pijaku: to smutne, że musi się upijać”.
Reakcyjny „Kubuś Puchatek”
Innym wziętym autorem był Stig Broström, który napisał dzieło „Kapitalistyczna i marksistowska pedagogika”. Pouczał on wychowawców skandynawskich dzieci: „Nasze społeczeństwo, system kapitalistyczny zamierza poprzez publiczne wychowanie i nauczanie tak kształtować przyszłe pokolenie, by mogło bez trudności zostać wchłonięte przez system”. Autor zalecał przeciwdziałanie temu poprzez zaostrzanie walki klasowej i podnoszenie poziomu świadomości klasy robotniczej, w czym ma również pomóc wychowanie dzieci. „Świadomość społeczną należy wyrabiać już w bardzo wczesnym wieku, jeżeli dziecko ma wyrosnąć na dobrego członka kolektywu. Należy również bardzo wcześnie zacząć rozwijać umiejętności dziecka w dziedzinie krytyki i samokrytyki. Na personelu pedagogicznym żłobków spoczywa szczególna odpowiedzialność za zaszczepienie dzieciom doświadczeń socjalistycznych”.
Obowiązującym wzorem dla członków BUPL była koszarowa pedagogika radziecka i NRD- owska, pedagogów nękał więc jeden podstawowy problem. Dzieci były częściowo pod wpływem rodziców. Dlatego trzeba było przekonać matki i ojców, że należy rozwijać u dzieci właściwą świadomość klasową. Drugi problem stanowiła spontaniczna i niekontrolowana, buntownicza wręcz w odczuciu pedagogów, chęć zabawy. Grupa socjalistycznych językoznawców, zgrupowanych wokół czasopisma „Bixen”, przyszła więc w sukurs pedagogom. Wprowadzono do obiegu dwa terminy na oznaczenie harców dziecięcych: wyobraźnia i fantazjowanie.
Fantazjowanie polegało na wybujałej wyobraźni, która nie mieściła się w społecznie uwarunkowanej rzeczywistości otaczającej dziecko. Wyobraźnia, w przeciwieństwie do indywidualistycznego i pełnego egoizmu fantazjowania, była nacechowaną solidarnością formą uzewnętrzniania się mającą na celu wzmocnienie więzi społecznych i więzów ludzkiej wspólnoty.
Dużą rolę w kształtowaniu wyobraźni odgrywały książki dla dzieci. Dlatego niektóre z nich były zwalczane. Przykładem reakcyjnej literatury dziecięcej był „Kubuś Puchatek”. Wzór postępowego i godnego polecenia piśmiennictwa dla najmłodszych stanowiło dzieło Svena Wermströma pod wielce wymownym tytułem „Towarzysz Jezus”.
W owych latach udzielano też dzieciom lekcji poglądowych. Wychowankowie żłobków i przedszkoli byli wożeni nie tylko do zakładów przemysłowych, gdzie mieli nawiązać żywy kontakt z przodującą klasą społeczeństwa. Grupa pedagogów z robotniczej dzielnicy Vesterbro w Kopenhadze lansowała wycieczki do bogatych północnych dzielnic podmiejskich. Dzieci wożono do willowej Gentofte, by mogły na własne oczy zobaczyć całą obmierzłość kapitalizmu.
Dziś, po dwudziestu latach, teorie pedagogiczne ówczesnych wychowawców przedszkoli stały się reliktem przeszłości. Ówczesne przedszkolaki są dwudziestokilkuletnimi ludźmi. Z wyjątkiem niewielkiej grupki „autonomistów” – skrajnych anarchistów będących bardziej elementem folkloru miejskiego niż zjawiskiem politycznym – mało kto ma zainteresowania polityczne. „Fantazjowanie” wzięło górę nad „wyobraźnią”. Absolwenci ówczesnych przedszkoli są całkowicie pochłonięci urządzaniem się. Nikt z nich nie walczy z automobilizmem jako zjawiskiem burżuazyjnym. W walkach, jakie toczą, chodzi o zdobywanie coraz lepszych samochodów.
(Rzeczpospolita,1995,08.07)
posłówko 2014 – skuteczność indoktrynacji
Moja córka Naomi, dziś antropolog i koordynator inicjatyw obywatelskich w urzędzie gminnym jednej z kopenhaskich dzielnic była, wraz kolegami i koleżankami z klasy nieocenionym źródłem obserwacji. Sparaliżowani ideologicznym postępem nauczyciele próbowali zaszczepiać swym wychowankom słuszne idee. Dziecko me przynosiło ze najnowsze dowcipy szkolne, dające pojęcie o podatności na wychowywanie w duchu i solidarności z uciśnionymi ludami Trzeciego Świata…Oto na lekcji duńskiego w pierwszej klasie nauczyciel odpytuje uczniów:
– Lars, jak się pisze „dom”?
– dyyy..a – nie o! em?
– brawo!
– Lise, jak byś napisała wyraz „woda”
– ww.. ou. d’, aaa…
– znakomicie, jesteś bardzo zdolna
– Søren, masz napisać słowo „las”. Jak to zrobisz?
– Napiszę najpierw ly, potem a i na samym końcu ssy…
– No, świetnie, wspaniała klasa. Jestem z was dumny…
Wodzi wzrokiem po dzieciach i nagle wykrzykuje:
– Achchmedd! Jak się pisze „dyskrymiancja rasowa”?!
W latach dorastania mojej mojej córki „rødstrømperme” (czerwone pończochy) chodziły bez staników, bo był on symbolem zniewolenia. uwolnione z tych więzów opresji, kobiety opalały się topless w parkach miejskich i na plażach. prowadziły też intensywną agitację na rzecz związków lesbijskich. Było to bardzo na topie i zgodne z duchem postępu, bo mężczyźni z natury byli reakcyjni, a kobiety szły z duchem czasu. Nie to, żeby żyły całkiem jak bohaterki „Seksmisji”, ale kobieta, chcąca nadążać za wartkim nurtem postępu utrzymywała kontakty z mężczyznami bądź to dla celów prokreacyjnych, bądź wyznaczając im rolę wibratora, który to przyrząd nie dawał jeszcze w owych czasach dzisiejszego komfortu użycia. Prawdziwe szczęście w trwałym związku mogła zapewnić tylko inna dziewczyna, więc czołowym hasłem feministek było zawołanie „lev lesbisk” („żyj jako lesbijka”). dotyczyło ono jednak tylko trwałych związków. Wymóg wierności obowiązywał jedynie w obrębie dziewczęcej społeczności i nie rozciągał się na efemeryczne kontakty z mężczyznami. W owych czasach nie było jeszcze internetu ani smartfonów, więc rolȩ czatu pełniły puby.W piątkowe i sobotnie wieczory na tzw. trasie śmierci (jak nazywano dzielnicę pubów kopenhaskiego śródmieścia) ustawiały się kolejki. Niekiedy stało się długo, bo dziewczyny z sypialnianych osiedli na dalekich przedmieściach wyprawiały się tłumnie na trasę, ze szczoteczką do zębów i paczką prezerwatyw w torebce. Flirt ograniczał się do kilku prostych zdań, wśród których najczęściej powtarzało się zapytanie: u mnie, czy u ciebie?
Kiedy Mick Jagger zapowiedział swój przyjazd do Kopenhagi rozpętała się poważna dyskusja wokół listu do redakcji „Politiken” – jednego z trzech wielkich ogólnokrajowych dzienników, Jakaś dziewczyna napisała, że chciałaby z nim… – tu padło słowo, którego w żaden sposób nie wypada napisać w polskiej gazecie, a w Danii od dawna już nie jest zastępowane eufemizmami, ani się go nie wykropkowuje. Któryś z czytelników wytknął jej błąd gramatyczny i sytuacyjny: ty nie możesz Micka Jaggera, możesz najwyżej z Mickiem Jaggerem. Rozjuszone feministki starły nieszczęsnego pisacza listu na miazgę – ona świadomie tak napisała, bo należy do pokolenia wyzwolonych kobiet i ma prawo wybierać z kim chce iść do łóżka, zamiast czekać aż ją łaskawie poderwie jakiś znudzony macho, ale coś takiego nie mieści się w twoim ptasim męskim móżdżku…
Taki był sty życial w dziecięcych latach mojej córki. Gdy wkroczyła w wiek licealny, wiodącym trendem stały się monogamiczne związki i gustowny przyodziewek zamiast fabrycznie produkowanych łachmanów. W parkach nie wypadało już się obnażać i córki feministek patrzyły z niesmakiem na własne matki, dla których czas sięzatrzymał i które nadal walczyły z symbolem ucisku kobiety, choć ich biusty coraz rozpaczliwiej potrzebowały wsparcia. Matki były za bardzo rozpolitykowane, by nadążać za ewolucją obyczajów. W pokoleniu córek (i synów) przesadne interesowanie się polityką było uważane za buractwo…
Kiedy więc bardziej z dziennikarskiego nawyku, niż rzeczywistej ciekawości studiuję polskie media, przeżywam intensywne déjà vu. Reakcyjny Kubuś Puchatek z lewackiego obłędu schronił się było pod skrzydła szczerych polskich antykomunistów i przyzwoitych katolików, ale zmieniają się tylko motywacje, fanatyzm pozostaje. W Tuszynie dzieci nie będą miały placu swego ukochanego Kubusia Puchatka, bo jedna z miejskich radnych oburzyła się, że paraduje on z gołą dupą (przepraszam – PUPĄ!), a ponadto trudno określić definitywnie jego płeć, więc jest bombą z bakcylami wszetecznej ideologii dżender. Dobrze, że bufetowa wygrała ostatnio bitwę warszawską, jest więc nadzieja, że ulica Kubusia Puchatka nie zostanie przemianowana na Kota Alika. Optymizm szerzy się we mnie jak pożar na prerii, choć publicyści mejnstrimowych mediów strasznie się martwią, że PiS-owi przyrosło, bo młodzi masowo porzucają nudną Plajtformę, więc Prezes może wygrać za rok. Piszą na ten temat błyskotliwe analizy. Ta wiara w stabilność upodobań młodych wyborców jest wzruszająca. Wprowadzili oni już do sejmu Palikota, a potem Korwin-Mikkego do Europarlamentu…
WHO’s next!
natan gurfinkiel



Jeśli to prawda, to idę kupic łuk, bo postanowiłem się zastrzelić….
@otoosh: to się można deską zabić! (Dialogi na cztery nogi, 1975, Ross i ten drugi)
To sa chyba te same liczby. Gospodarczo jestesmy 40-50 lat za zachodnia Europa. Mentalnie tez, dzis cwiczymy w przedszkolach co oni robili 40 lat temu.
Proszę w przyszłości umieścić w Przedwstępie” poważne ostrzeżenie ; NIE CZYTAĆ PRZY JEDZENIU I PICIU!
Jeszcze ciut niemnożko i miałbyś mnie Pan na sumieniu…
Przeczytałem ze zdumieniem. Jak to się stało że to wszystko rozeszło się po kościach a nie nastał jakiś Lustrator, który by rozliczył wszystkich komunizujących w przeszłości?
No cóż. Zobaczyli naszych lustratorów z JK na czele i się przestraszyli.
sam się nad tym zastanawiałem. musi co duńscy uczeni opracowali technologię zamieniania lustratorów w ilustratorów…
Mody intelektualne są równie wymagające jak mody odzieżowe. Dyktatorzy mody intelektualnej są awangardą umysłowego proletariatu, ale dziwnie często są to posiadacze profesorskich tytułów na wydziałach socjologii, pedagogiki, psychologii i podobnych. Od lat głoszę tezę, że 32,5 procent nauczycieli powinno mieć zakaz wstępu na ulice, przy których stoją budynki szkolne. Niestety przywileje koszyckie przybrały nową formę, przywilejów związkowych i nauczyciel, żeby wylecieć, musi spać z uczniem lub uczennicą (ewentualnie pobić)jako, że inne wykroczenie nie anulują immunitetu. Brak znajomości angielskiego u nauczycielki angielskiego nie jest podstawą do zwolnienia, takoż niechęć do Kubusia Puchatka. W owym Tuszynie radna, która protestowała przeciwko nazwaniu placu zabaw imieniem Kubusia to nie tylko radna, to dyrektorka miejscowego liceum.
Hmmm… dość tandetne intelektualnie to kopanie martwego konia. Na szczęście dla nienawidzących „koszarowej pedagogiki” i widoku „biustów wymagających wsparcia” mamy niekoszarow… niekoszerną tresurę katechetyczną i absolutny zakaz wspominania o pewnych częściach ciała a nawet całych kobietach, które z istot posiadających prawa i biusty stały się uświęconymi pokrowcami na płody.
Nie roumiem czemu wszyscy tak się rzucili na radnych z Tuszyna.
Bo i za co?
Radny, podobnie jak poseł, a nawet senator, ma prawo być idiotą, a jak już nim jest to jego psim obowiązkiem jest z tego daru korzystać, inaczej nie będzie mógł skutecznie reprezentantować innych idiotów, którzy go demokratycznie wybrali. Natomiast radny w Polsce nie ma konstytucyjnego nakazu kochania Kubusia Puchatka.
Koniec i amen.
Nakaz kochania Kubusia Puchatka nie jest też zawarty w karcie nauczyciela.
Wynika z tego, że radna i nauczycielka w jednej osobie może i ma prawo czuć niechęć do tego sierściucha.
Nie ma natomiast – jako nauczycielka języka polskiego – prawa do wyrażania swojej niechęci w sposób, jaki słyszymy w 45 sekundze tego nagrania.
https://www.youtube.com/watch?v=AflaiAoqi5U#t=52
Wśród powszechnego biadolenia na to jacy ci radni głupi, nikt jakoś nie zwrócił uwagi na to, że prawdziwym dramatem jest fakt, że języka polskiego uczą osoby nie potrafiące się tym językiem posługiwać.
Radną to sobie ta pani może być, ale nauczycielką…?
W żadnym wypadku.
A.K-B: Dzięki za umożliwienie dostępu do tej „siły pedagogicznej”. Tylko jedna, jedna myśl mnie dręczy: skąd ona wie, że ta brzytwa była zardzewiała. To pewnie, w języku zgodnym ze wspomnieniami kopenhaskimi N.G. wyobraźnia. A sam odkrywczy życiorys Milnego – oczywiście – fantazja.
*
N.G.: co do skuteczności zabiegów pedagogicznych, niesposób nie przypomnieć sobie tu Orwella, co go mamusia zabierała, jako malca, na charytatywny „slumming”, co wtedy był w modzie w lepszych sferach. Jak pisze, wzbudziło to w nim taką odrazę do angielskiego proletariatu, że postanowił tę klasę zlikwidować i został w rezultacie socjalistą, walczył w Hiszpanii i napisał co napisał. (Ja to mam chyba z „The Lion and the Unicorn”, co czytałem gdzieś w 1972, razem z drugim zbiorkiem, co nie pamiętam jak się nazywał.)
Wszyscy się rzucają na Kubusia Puchatka, a on przecież tak się nazywa tylko w jednym (genialnym) tłumaczeniu…
Znane jest inne, w którym ta postać nazywa się … Fredzia Tu-Tu…
Pełny wraży dżender…
W sumie trudno powiedzieć, na ile opisane zaczadzenie socjalizmem było wynikiem ingerencji Związku Radzieckiego a na ile wynikiem działania pożytecznych idiotów. Zapewne było to stymulowane z obydwu stron. W końcu terrorystyczna Irlandzka Armia Republikańska działała i wysadzała współbratymców za rosyjskie pieniądze.
.
W pierwszej połowie lat 70-ych odwiedziłem byłem Wielką Brytanię. I tam na ulicach panowała walka ideologiczna na całego. I z prawej i z lewej. Tego pozostałością jest leżąca gdzieś w kącie „czerwona książeczka” powszechnie rozdawana na ulicach – z myślami Mao. Jakoś w Polsce tego nie rozdawano! I dobrze, bo nikt by tego nie studiował. Mieliśmy w końcu dosyć absurdów tego typu w naszym życiu codziennym. Gdzie ideologia marksistowska w tygodniu, w niedzielę zasuwała do kościoła. Indoktrynować można oczywiście, ale nie wielu na to się nabiera. I dobrze.
.
W czasie pobytu w Cambridge, w końcu pięknym ośrodku akademickim, spotkałem na ulicy młode ale ideologicznie z kolei wszeteczne dziewczę, które rozdawało rozkładane spore ulotki z mapą Europy, gdzie kwiatki i bławatki po lewej stronie (geograficznie) rozdzielał drut kolczasty od maszerujących wojskowych, po prawej stronie. (Tam gdzie Kaczyńscy studiowali wtedy filozofię marksitowską). Broszurka ta nawoływała do nomen-omen zjednoczenia Europy, bo według niej w europejskich domach nie będzie pokoju rodzinnego, dopóki Europę dzieli żelazna kurtyna. (A były to czasy wczesnego Gierka!) Bardzo mi się podobała ta wszeteczna ale prorocza ideologia nt losów Europy. Dziewczę było urocze, więc zagaiłem, pokazując palcem skąd jestem na tej „mapie” bez konturów krajowych granic. Nie zgadywała. Wyliczyłem jej ościenne kraje otaczające nasz kraj… Nie pomogło. Dla niej totalna abstrakcja. Gdy w końcu wytłumaczyłem, że jestem z Polski, bardzo się zdumiała. W Końcu Polacy byli już wtedy obecni w Wielkiej Brytanii, od czasu Bitwy o Anglię i gdy po wojnie osiadły tam polskie i mieszane rodziny żołnierzy armii Andersa. Ale w sklepach i barach częściej można było spotkać pracujących młodych Jugosłowian, dla których granice Europy stały wtedy otworem.
Myślę, że komunizm mamił Zachód, co jest widoczne do dziś w postawie wielu zachodnich intelektualistów. Być może dopiero demolka mitu Związku Radzieckiego w wykonaniu jego szczerego apologety i wychowanka, obecnego włodarza Kremla, nieco eroduje niektórych szukających do dziś trzeciej czy tej lewej drogi.
.
Czasy się zmieniły, Polska jest już obecna od czasu polskiego papieża, Solidarności i po prostu od momentu gdy znikły granice UE. Znają już na z naszymi dobrymi i złymi cechami. W końcu dzięki Polakom Brytyjczycy odkryli, że karp to ryba jadalna! Dlatego nie martwmy się, że w spotach widzą nas niekiedy jako złodziei i oszustów. W końcu tacy są wszędzie. Ale już jesteśmy dostrzegani. Słynne czy niesławne Polish Jokes w USA znikły z ćwierć wieku temu po nastaniu polskiego papieża, który z kolei zafascynował amerykańską młodzież, masowo! biorącą udział we wszelkich pielgrzymkach polskiego papieża do Stanów. To wprawiało w widoczne osłupienie wszystkich politycznych komantatorów amerykańskich.
.
Pamiętam jak bracia Czesi nam zazdrościli tych Polish Jokes. O nich nikt kawałów nie opowiadał! Myślę, że dzisiejsze młode polskie pokolenie nie ma już żadnych kompleksów i samo „zdobywa Zachód”. Ale musimy pamiętać, że jak ognia należy się wystrzegać wszelkich politycznych ideologów. Aby nie przeżywać absurdów PRL czy zidiociałej indoktrynacji opisanej powyżej przez wspaniałego jak zawsze Natana. Lub powracać do rządów natchnionych inaczej z PiSu.