Hazelhard: Model badań naukowych4 min czytania

()

grzyb atomowy2015-03-12.

Kiedy ktoś mnie pyta o to, jak powinny być zorganizowane badania naukowe, odpowiadam: „Tak jak projekt Manhattan”.

Czyli jak?

  • Po pierwsze, trzeba mieć dobrze zdefiniowany cel. W projekcie M była to bomba atomowa.
  • Po drugie, trzeba mieć fundusz 5-10 mld Euro rocznie. W projekcie M było to prawie 30 mld USD (przeliczone na obecną wartość dolara) na 4 lata.
  • Po trzecie, trzeba mieć zatrudnionych kilkudziesięciu geniuszy. W projekcie M było 20 noblistów (przeszłych i przyszłych) i bardzo wielu do Nobla aspirujących (np., Oppenheimer, który Nobla nie dostał pewnie z powodów swoich poglądów).
  • Po czwarte, trzeba mieć za koordynatora kogoś z wielką charyzmą i umiejętnością zarządzania, a nie naukowca-neurotyka. W projekcie M rządził generał Groves, paskudny typ, ale niezwykle skuteczny. Za stronę merytoryczną odpowiadał jednak wspomniany Oppenheimer, wielki fizyk z temperamentem filozofa.

Te cztery elementy spowodowały, że projekt M zakończył się wielkim sukcesem.

Czy teraz mamy na świecie realizowane takie projekty?

Volkswagen wydaje na B+R rocznie około 7 mld Eur, ale żadnego noblisty chyba nie zatrudnia. Inne firmy, na przykład, Samsung, czy Pfizer, też wydają po kilka miliardów, ale wszystkie te koncerny mają sporo różnych projektów. Raczej więc nie można mówić o koncentracji wysiłków porównywalnych z projektem M.

Projekt ITER (elektrownia mająca dawać prąd z fuzji termojądrowej) wynosi kilkanaście miliardów Euro na kilkanaście lat, a szkoda, że nie dziesięć razy więcej, bo taka energia bardzo by się nam przydała. Niestety, lobby „antyfuzyjne” jest wśród naukowców tak mocne, że jest mała szansa, aby tak się stało. Na marginesie dodam, że jest to sytuacja podobna do tego pastuszka, co wołał „wilki, wilki” dla żartu, a potem, jak naprawdę wilki przyszły, to nikt nie ruszył na ratunek. O udanej fuzji hochsztaplerzy trąbili od kilkudziesięciu lat, co okazało się bujdą na resorach, i teraz nikt w nią (fuzję) nie chce uwierzyć.

Natomiast jednym wielkim nieporozumieniem jest program Unii Europejskiej, który się dumnie nazywa Horizon 2020. Niestety, jest to nie Horyzont, a horyzoncik widziany z pozycji leżącego twarzą do ziemi, i w dodatku w bagnistym dołku. 11 mld Eur rocznie na całą Europę i na wszystkie rodzaje nauk, to kpina ze zdrowego rozsądku. USA wydają na badania ze 400 mld Euro, a cała Europa około 200 mld. Gdyby te 11 mld Euro trafiło w całości do Polski, to miałoby sens! Byśmy wtedy z 0,7% PKB na badania wylądowali gdzieś w okolicy 2%, czyli minimum dla krajów cywilizowanych.

Problem największy w tym, że Wszyscy teraz upatrują sanacji polskiej nauki w tym, że Ministerstwo Nauki wspierać będzie tych, co będą uczestniczyć (czyli uzyskają z tego programu finansowanie) w Horizonie2020. Jako ten, który w poprzednim siedmioletnim programie (Framework VII) miał jedną z najwyższych ilości grantów UE w Polsce, mam moralne prawo stwierdzić, że to jakiś absurd. Gdyby ten Horizon był na poziomie 200 mld Euro rocznie, to warto byłoby upatrywać w nim panaceum na niedowład europejskiej i polskiej myśli badawczej. Za 11 mld Eur możemy wyprodukować najwyżej przysłowiowe „waciki”.

Polska wydaje na badania i rozwój około 5 mld Eur, czyli jest to 2,5% z tych 200 mld Euro, co wydaje Europa. 2,5% z 11 mld to 0,25 mld. Niestety, mamy naukowców znacznie gorszych niż w innych krajach, więc bym obstawiał, że uda się nam rocznie z Horizonu wyciągnąć 100 mln Eur. Czyli „peanuts” w skali kraju.

Ktoś może powiedzieć, że nie pieniądze są najważniejsze, a docenienie przez zagranicznych recenzentów. Skomentuję takie przekonanie przykładem:

Pół roku temu złożyliśmy (jeden jako koordynator, drugi jako wykonawca) dwa wnioski grantowe do jednej z szufladek Horizonu2020. Budżet tej szufladki wynosił 90 mln Eur. Wniosków złożonych było ponad 200 na okrągłą sumę 1,5 miliarda Euro. Recenzenci ostro oceniali i ponad „thresholdem” było zaledwie 12 wniosków, w tym oba nasze. Niestety, do finansowania zostało zakwalifikowanych 6, w tym żaden nasz, ale za to z konsorcjum samochodowym, które zgarnęło prawie 50 mln Euro (czyli ponad połowę kasy). Znalezienie się dwa razy w pierwszej dwunastce na 200 wniosków, to niezły wynik. Niestety, z  punktu widzenia Ministerstwa Nauki tylko pierwsza szóstka się liczy.

Zamiast oglądać się na fantasmagorie Horizonu2020, namawiam Rządzących, aby prześledzili dokładnie drogę, jaką wykonała Korea Południowa stając się mocarstwem technologicznym startując z pułapu niemal zerowego. Co zrobili Koreańczycy?

Po pierwsze stworzyli półpaństwowe czebole (Samsung, LG, Daewoo, i in.), które dostały polecenie inwestowania w nowoczesne technologie.

Po drugie stworzyli szkolnictwo (od przedszkola do doktoratu) na bardzo wysokim poziomie.

Po trzecie dosypywali z roku na rok coraz więcej budżetowych pieniędzy na naukę.  Teraz Koreańczycy wydają na B+R (firmy i budżet) około 60 mld Eur rocznie, co w przeliczeniu  na głowę wynosi około 1200 Eur. Statystyczny Polak wydaje na ten cel dziesięć razy mniej.

I tym optymistycznym akcentem kończę. Optymistycznym, bo jeżeli Korei się udalo, to dlaczego u nas miałoby się nie udać?

Hazelhard

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

18 komentarzy

  1. cheronea 12.03.2015
    • hazelhard 12.03.2015
  2. narciarz2 12.03.2015
  3. narciarz2 12.03.2015
    • j.Luk 13.03.2015
  4. PK 13.03.2015
  5. hazelhard 13.03.2015
  6. hazelhard 13.03.2015
    • PK 14.03.2015
      • hazelhard 14.03.2015
        • PK 14.03.2015
  7. Marian. 14.03.2015
  8. hazelhard 15.03.2015
    • PK 17.03.2015
  9. narciarz2 16.03.2015
  10. narciarz2 16.03.2015
  11. narciarz2 16.03.2015
  12. hazelhard 17.03.2015