Kiedy ktoś mnie pyta o to, jak powinny być zorganizowane badania naukowe, odpowiadam: „Tak jak projekt Manhattan”.
Czyli jak?
- Po pierwsze, trzeba mieć dobrze zdefiniowany cel. W projekcie M była to bomba atomowa.
- Po drugie, trzeba mieć fundusz 5-10 mld Euro rocznie. W projekcie M było to prawie 30 mld USD (przeliczone na obecną wartość dolara) na 4 lata.
- Po trzecie, trzeba mieć zatrudnionych kilkudziesięciu geniuszy. W projekcie M było 20 noblistów (przeszłych i przyszłych) i bardzo wielu do Nobla aspirujących (np., Oppenheimer, który Nobla nie dostał pewnie z powodów swoich poglądów).
- Po czwarte, trzeba mieć za koordynatora kogoś z wielką charyzmą i umiejętnością zarządzania, a nie naukowca-neurotyka. W projekcie M rządził generał Groves, paskudny typ, ale niezwykle skuteczny. Za stronę merytoryczną odpowiadał jednak wspomniany Oppenheimer, wielki fizyk z temperamentem filozofa.
Te cztery elementy spowodowały, że projekt M zakończył się wielkim sukcesem.
Czy teraz mamy na świecie realizowane takie projekty?
Volkswagen wydaje na B+R rocznie około 7 mld Eur, ale żadnego noblisty chyba nie zatrudnia. Inne firmy, na przykład, Samsung, czy Pfizer, też wydają po kilka miliardów, ale wszystkie te koncerny mają sporo różnych projektów. Raczej więc nie można mówić o koncentracji wysiłków porównywalnych z projektem M.
Projekt ITER (elektrownia mająca dawać prąd z fuzji termojądrowej) wynosi kilkanaście miliardów Euro na kilkanaście lat, a szkoda, że nie dziesięć razy więcej, bo taka energia bardzo by się nam przydała. Niestety, lobby „antyfuzyjne” jest wśród naukowców tak mocne, że jest mała szansa, aby tak się stało. Na marginesie dodam, że jest to sytuacja podobna do tego pastuszka, co wołał „wilki, wilki” dla żartu, a potem, jak naprawdę wilki przyszły, to nikt nie ruszył na ratunek. O udanej fuzji hochsztaplerzy trąbili od kilkudziesięciu lat, co okazało się bujdą na resorach, i teraz nikt w nią (fuzję) nie chce uwierzyć.
Natomiast jednym wielkim nieporozumieniem jest program Unii Europejskiej, który się dumnie nazywa Horizon 2020. Niestety, jest to nie Horyzont, a horyzoncik widziany z pozycji leżącego twarzą do ziemi, i w dodatku w bagnistym dołku. 11 mld Eur rocznie na całą Europę i na wszystkie rodzaje nauk, to kpina ze zdrowego rozsądku. USA wydają na badania ze 400 mld Euro, a cała Europa około 200 mld. Gdyby te 11 mld Euro trafiło w całości do Polski, to miałoby sens! Byśmy wtedy z 0,7% PKB na badania wylądowali gdzieś w okolicy 2%, czyli minimum dla krajów cywilizowanych.
Problem największy w tym, że Wszyscy teraz upatrują sanacji polskiej nauki w tym, że Ministerstwo Nauki wspierać będzie tych, co będą uczestniczyć (czyli uzyskają z tego programu finansowanie) w Horizonie2020. Jako ten, który w poprzednim siedmioletnim programie (Framework VII) miał jedną z najwyższych ilości grantów UE w Polsce, mam moralne prawo stwierdzić, że to jakiś absurd. Gdyby ten Horizon był na poziomie 200 mld Euro rocznie, to warto byłoby upatrywać w nim panaceum na niedowład europejskiej i polskiej myśli badawczej. Za 11 mld Eur możemy wyprodukować najwyżej przysłowiowe „waciki”.
Polska wydaje na badania i rozwój około 5 mld Eur, czyli jest to 2,5% z tych 200 mld Euro, co wydaje Europa. 2,5% z 11 mld to 0,25 mld. Niestety, mamy naukowców znacznie gorszych niż w innych krajach, więc bym obstawiał, że uda się nam rocznie z Horizonu wyciągnąć 100 mln Eur. Czyli „peanuts” w skali kraju.
Ktoś może powiedzieć, że nie pieniądze są najważniejsze, a docenienie przez zagranicznych recenzentów. Skomentuję takie przekonanie przykładem:
Pół roku temu złożyliśmy (jeden jako koordynator, drugi jako wykonawca) dwa wnioski grantowe do jednej z szufladek Horizonu2020. Budżet tej szufladki wynosił 90 mln Eur. Wniosków złożonych było ponad 200 na okrągłą sumę 1,5 miliarda Euro. Recenzenci ostro oceniali i ponad „thresholdem” było zaledwie 12 wniosków, w tym oba nasze. Niestety, do finansowania zostało zakwalifikowanych 6, w tym żaden nasz, ale za to z konsorcjum samochodowym, które zgarnęło prawie 50 mln Euro (czyli ponad połowę kasy). Znalezienie się dwa razy w pierwszej dwunastce na 200 wniosków, to niezły wynik. Niestety, z punktu widzenia Ministerstwa Nauki tylko pierwsza szóstka się liczy.
Zamiast oglądać się na fantasmagorie Horizonu2020, namawiam Rządzących, aby prześledzili dokładnie drogę, jaką wykonała Korea Południowa stając się mocarstwem technologicznym startując z pułapu niemal zerowego. Co zrobili Koreańczycy?
Po pierwsze stworzyli półpaństwowe czebole (Samsung, LG, Daewoo, i in.), które dostały polecenie inwestowania w nowoczesne technologie.
Po drugie stworzyli szkolnictwo (od przedszkola do doktoratu) na bardzo wysokim poziomie.
Po trzecie dosypywali z roku na rok coraz więcej budżetowych pieniędzy na naukę. Teraz Koreańczycy wydają na B+R (firmy i budżet) około 60 mld Eur rocznie, co w przeliczeniu na głowę wynosi około 1200 Eur. Statystyczny Polak wydaje na ten cel dziesięć razy mniej.
I tym optymistycznym akcentem kończę. Optymistycznym, bo jeżeli Korei się udalo, to dlaczego u nas miałoby się nie udać?
Hazelhard



Szanowny Panie Hazelhardzie, a gdzie W? B+R+W – chyba potrzebna kasa także na wdrożenia?
Z poważaniem – cheronea
W jest w R. Oczywiście jest to semantyka- po polsku mamy B+R, po angielsku R&D. A tak sobie myślę, że podziały B, R, W nie mają wielkiego sensu…
„O udanej fuzji hochsztaplerzy trąbili od kilkudziesięciu lat, co okazało się bujdą na resorach, i teraz nikt w nią (fuzję) nie chce uwierzyć.”
.
Jak zwykle, polecam ksiązke „Sun in a Bottle: The Strange History of Fusion and the Science of Wishful Thinking”. Dostępna na Amazonie. Warto przeczytac jedną ksiazkę zanim się wyda kilkadziesiat miliardow euro.
.
„a szkoda, że nie dziesięć razy więcej”
.
Reaktory jądrowe byly budowane tak: najpierw malutki, potem większy, a potem jeszcze większy. Przystępując do następnego etapu było wiadomo, ze poprzedni etap zadziałał. Kazdy następny krok byl oparty na sukcesie poprzedniego kroku. Natomiast w projekcie syntezy („fuzja” to po polsku „strzelba”, więc moze jednak warto uzywac innego okreslenia?) wiadomo, ze zadne poprzednie urządzenie nie zadziałało. Kazdy następny krok byl oparty na porazce w kroku poprzednim. Wiec moze warto by napisac na drzwiach do ITERa „nadzieja jest matką głupich ludzi i ogromnych wydatkow”?
.
Stawiam hipotezę, ze celem ITERa są wydatki. Jakze słodko jest dostawac miliardy i nie musiec demonstrowac sukcesu. Nie tylko w nauce. Sukces w przyszłym zyciu to podstawa wiary. Jak się okazuje, nie tylko religijnej. Mozna takze wierzyc w nieograniczoną energię w jakiejs blizej nieokreslonej przyszłosci.
„Niestety, mamy naukowców znacznie gorszych niż w innych krajach…”
.
Niedawno przeczytalem, ze zapytano Napoleona „kiedy zaczyna sie wychowanie dziecka?” Odpowiedz: „dwadziescia lat przed urodzeniem”. Podobnie mozna zapytac „kiedy zaczyna sie wychowanie naukowca?” Odpowiedz: „najpozniej w przedszkolu, do ktorego uczeszczaja jego przyszli rodzice”.
.
Warto wiec przypomniec, ze sabotaz polskiej nauki rozpoczyna w polskiej podstawowce na lekcjach religii. Nie poprzez tresci, jakie sa tam przekazywane. Poprzez sam fakt, ze te lekcje sa tam prowadzone kosztem innych przedmiotow.
.
Lekcje religii sa przygotowaniem do sredniowiecza. A w sredniowieczu nie bylo nauki w obecnym sensie tego slowa. To wlasnie jest celem tych lekcji, i to wlasnie w Polsce obserwujemy.
@narciarz2, określenie „fuzja” jest jak najbardziej prawidłowe w przypadku łączenia dwóch elementów. Fuzja to nie strzelba jako taka, lecz dwururka, czyli właśnie takie połączenie. Istnieje wiele rodzajów strzelb jednolufowych.
We wszystkim innym się z panem zgadzam w 100%.
dobrze zdefiniowanym celem jest zrozumienie, wydaje mi się, że nie wymyśliliśmy tu nic lepszego niż granty; projekt Manhattan to zdaje się kwestia wyścigu zbrojeń, nie sposób odmówić mu skuteczności jednak ja po wizycie w Hiroszimie nie podawałbym takiego przykładu.
@Narciarz2
Co do fuzji… Ja nie jestem w tej dziedzinie specjalistą i mogę tylko polegać na opinii Innych, którzy wiedzą więcej. Ty jesteś takim jednym Innym, i przyjmuję Twoją negatywną opinię. Znam jednak kilku Innych, których równie wysoko cenię, i mają zdanie przeciwne. Wiem jedno: tego rodzaju technologii nie da się stworzyć za małe pieniądze. Dlatego podejrzewam, że te kilkanaście miliardów na ITER to pieniądze wyrzucone w błoto (0,1% szansy, że się uda). Może 100 miliardów podniosłoby ten procent, na przyklad, do 10.
Co do religii, to jest niezły artykuł w ostatniej Polityce na temat katolicyzmu Polaków.
@PK
Jestem, oczywiście, jak najdalszy od twierdzenia, że zrzucenie bomb na Hiroshimę i Nagasaki, było moralnie słuszne. Była to zbrodnia wojenna i ci, co ją zlecili powinni usiąść razem z hitlerowcami w Norymberdze na ławie oskarżonych (podobnie jak ci, co zlecili bombardowanie Drezna, czy Stuttgartu). Chciałem znaleźć równie spektakularny sukces technologiczny z obszaru cywilnego, ale… nie udało mi się!
oczywiście, może komentarz był zbyt pryncypialny, a propos projektu Manhattan, niedawno przypadkiem słyszałem, że niezwykle skuteczny był tam także pewien sierżant, bo naukowcy też ludzie…
wracając do tego mojego rozumienia, czasem ważne historie rozpoczynają się przypadkiem, pewnie jak w życiu, kiedyś np. zajmowałem się nadprzewodnictwem, w osiemdziesiątych latach odkryto je w odrębnej klasie związków, o takch parametrach że w zasadzie określiło to odrębną dziedzinę, odkrycie w zapewne świetnie zorganizowanym laboratorium IBMa pod Zurichem, ale.. przypadkiem jako, że zajmując się ferroelektrykami, stąd sądzę graty takie ważne, i recenzje.
@PK
Grafen też się zaczął od odrywania z grafitu warstw taśmą samoprzylepną. Jednak żeby z grafenu powstała komercyjna technologia potrzeba grubych miliardów.
Obecna nauka, oprócz technologii, ma wiele pytań bez odpowiedzi. Ciemna materia, paradoks EPR (czy informacja może się przemieszczać szybciej niż światło), i wiele innych. Te problemy też wymagają wielkich pieniędzy…
pewnie potrzeba, lecz dlaczego mielibyśmy jeszcze subsydiować z budżetu firmy per saldo pewnie wtedy mniej wydając na uniwersytetach.
Pierwsze próby fuzji thermonuklearnej rozpoczęły się chyba(?) w latach sześćdziesiątych.
W 2005 roku w Caderache zaczęto budowę centrum naukowego pozyskiwania energi nuklearnej.
Przeciwnikiem tego projektu /ITER/ był Georges Charpak o którym francuska Wikipedia pisze:
fizyk francusko-polski,laureat Nagrody Nobla z fizyki w 1992 roku /physicien franco-polonais lauréat du prix Nobel de physique de 1992/.
http://fr.wikipedia.org/wiki/Georges_Charpak
*
Charpak urodził się 8 marca 1924 roku w Dąbrowicy.Na początku lat trzydziestych wraz z rodziną osiedlił się w Paryżu.
Wstąpił do PCF-Francuskiej Parti Komunistycznej tuż przed II W.Sw.W 1956 r.oddał legitymacje z powodu „utraty zaufania do ZSRR,z którą była ściśle związana francuska PCF” .
@PK
Kwestia finansowania badań w firmach komercyjnych jest problemem trudnym. Jednak nigdy nie jest tak, że firma prywatna działa w oderwaniu od uwarunkowań społecznych. Wyobraźmy sobie, że firma XXX opracowała sposób na bardzo głębokie wiercenia i uzyskiwania taniej energii geotermalnej. Wtedy wszyscy by zyskali. Oczywiście, firma XXX najwięcej, ale wszyscy inni też (z wyjątkiem producentów węgla i ropy naftowej). Dlatego bym wspierał firmę XXX z budżetu.
odpowiednia polityka podatkowa wobec R&D itd., niekoniecznie granty bezzwrotne
„Obecna nauka, oprócz technologii, ma wiele pytań bez odpowiedzi. Ciemna materia, paradoks EPR (czy informacja może się przemieszczać szybciej niż światło), i wiele innych. Te problemy też wymagają wielkich pieniędzy”
Poniewaz tak sie sklada, ze siedze w samym srodku ciemnej materii (a konkretnie eksperymentu LUX-Zepplin), to moge niejako z pierwszej reki powiedziec, ze przygotowanie eksperymentu wymaga przede wszystkim organizacji. Pieniadze sa wazne, ale organizacja jest wazniejsza. Organizacja oznacza tak prozaiczna rzecz, jak zebrania, dyskusje, setki stron dokumentacji, i biezace recenzje kazdego kroku. Te wszystkie metody sa potrzebne, zeby zorganizowac i skoordynowac wspolprace setek naukowcow, inzynierow, i technikow. Na samym koncu, w razie sukcesu, bedzie doniesienie w codziennej prasie i spekulacje, kto dostanie Nobla. Jeden, dwaj, czy trzej fizycy pojada do Sztokholmu. Dwu doswiadczalnkow i jeden teoretyk, bo takie sa zwyczaje. Codzienna praca setek naukowych wyrobnikow pozostanie nieznana szerszej publicznosci.
Fuzja jadrowa to mokry sen kazdego polityka. Wielka koncentracja mocy fizycznej bedzie prowadzic do monopolu mocy politycznej. Mechanizm bedzie prosty: duze jest piekne. Trzeba toto zbudowac, zarzadzac, i ochraniac. Trzeba zbudowac wielkie linie przesylowe. Te linie beda mialy wylaczniki, ktore mozna rozmaicie ustawiac. Mozna bedzie tych wylacznikow uzyc do wywierania presji politycznej. Jesli ktos tego nie rozumie, to przypominam slowo „Gazprom”.
.
Koncentracja ropy naftowej na Bliskim Wschodzie doprowadzila tamtejszych politykow do nadmiernego znaczenia na swiecie. Koncentracja wytwarzania energii w kilku miejscach doprowadzi szefow lokalnych rzadow do podobnej wladzy nad innymi krajami. O czymze innym moze marzyc polityk?
.
Chcialbym czytelnikow uspokoic: to sie nie uda w dajacej sie przewidziec przyszlosci. Matka Natura jakos nie lubi tej drogi. Gdyby lubila, to bysmy widzieli reakcje syntezy w mglawicach gazowych. Jest sporo mglawic i oblokow na niebie (czy w niebie) gdzie gaz jest goracy. I co? Jakos nie widac produkcji energii w tych oblokach. Trzeba zrobic gwiazde, zeby doszlo do syntezy. To nie jest dowod, ze ITER nie zadziala, ale to jest wskazowka.
A jesli idzie o przygotowanie przyszlych polskich naukowcow przez obecne polskie szkoly, to prosze bardzo:
http://chetkowski.blog.polityka.pl/2015/03/15/rekolekcje-w-szkole/
@N2
Znam trzech ubiegłorocznych Noblistów osobiście- mam nadzieję, że będziesz czwartym!!! 🙂
Co do tej fuzji, to bym się nie martwił koncentracją. Dla mnie raczej panele fotovoltaiczne w każdym ogródku są większym nieporozumieniem. Ale to tak jest- Ty więcej rozumiesz z fuzji i dlatego Ci się nie podoba, ja pewnie wiem więcej o fotovoltaice i dlatego mi się nie podoba :-).
Co do obłoków gazu, to bombę wodorową potrafiliśmy (my, ludzie) jakoś zrobić. Podejrzewam, że gdyby powtórzyć teraz projekt Manhattan (z tymi samymi Noblistami), to by ITER zadziałał.
Co do rekolekcji, to Pastafarianie ich nie robią.