Urszula Glensk: Kwota

legutko2015-09-15.

W kontekście uchodźców pierwszy raz usłyszałam słowo „kwoty” w wypowiedzi europosła i profesora Ryszarda Legutki. (n/z) Rozumiałam, że jest to kalka z języka angielskiego, ale nie rozumiałam dlaczego profesor humanista tak bezrefleksyjnie używa nieadekwatnego wyrazu, mówiąc o ludziach. Mój dystans do całej wypowiedzi Legutki wzmagał się z każdym jego zdaniem, w którym powtarzał, że możemy przyjąć z Syrii tylko chrześcijan. Tak jakby poczucie niebezpieczeństwa i cierpienia było związane z wyznawaną religią, a nie z kondycją człowieka. Odsyłam do eseju Leszka Kołakowskiego, w którym filozof przestrzegał: niech nam się nie wydaje, że odcięcie palca mniej boli w świecie, gdzie panuje przemoc i cierpienie niż w bezpiecznych krajach Zachodu. Nawet powiedziałabym, że bardziej boli w brutalnym świecie, bo tam nie ma numeru 112 i służb ratunkowych, które mają w ręku znieczulającą farmakologię.

Pominę w tym miejscu segregacyjny pomysł, że należy przyjmować do Polski jedynie chrześcijan.

Idąc tropem wypowiedzi Legutki, interesuje mnie kariera słowa „kwota”, które używane jest w publicznych (i pewnie prywatnych) dyskusjach o uchodźcach.

Angielskie słowo quota znaczy tyle co limit, przydział. W języku polskim kwota oznacza „pewną sumę pieniędzy”. Przed dekadą w polskiej dbacie publicznej pojawiło się określenie „kwota mleczna”, kiedy minister Jarosław Kalinowski tłumaczył polskiej opinii publicznej unijne ograniczenia w produkcji mleka. Wówczas milk quotas przełożone zostało na „kwoty mleczne”, choć z punktu widzenia logiki polszczyzny powinno się mówić o limitach mlecznych. Niemniej, w kontekście rolniczym jest to rodzaj pewnej terminologii, która nie ma większego znaczenia. Tym bardziej, że określenia „kwoty mleczne” czy „kwoty produkcyjne” są neutralne i odnoszą się do języka kalkulacyjnego i technicznego.

Inaczej ma się sprawa z przekładem pojęcia refugee quota jako „kwota uchodźców”. Tu widać cały absurd homonimicznego tłumaczenia, w którym wykorzystano identyczne brzmienie wyrazów (quota – kwota) i pominięto fakt, że co innego znaczą.

Nagle technologiczny język zmienia się w język nieetyczny. Co znaczy termin kwoty w odniesieniu do liczby ludzi? Człowiek zostaje w tym języku uprzedmiotowiony. Staje się „czymś” do rozliczenia, dowiezienia, przekazania, a nie kimś, komu trzeba pomóc. Następny krok tego języka dostawców to „kontyngent”. Pasuje do kwot.

Czemu służy dehumanizacja języka, to już wszyscy wiemy. Najpierw był „ten Żyd”, a potem „pasożyt”, a potem „insekt” i „zaraza”. I strach. I mur.

Z kim walczył Karol Młot? Dobry uczeń, który czytał Pieśń o Rolandzie, powie, że z Saracenami. A czy Saraceni to też ludzie?

Czy po kilku miesiącach dyskusji o uchodźcach da się jeszcze zamienić język kalkulacyjny na język polski? „Kwota uchodźców” przywodzi na myśl inne skojarzenia niż liczba uchodźców. Kwoty mleczne, kwoty produkcyjne, ale nie kwoty ludzkie. Ludzi nie pakuje się do skrzynek, ani nimi nie płaci, ani się ich nie kupuje. Chyba, że jest się handlarzem niewolników.

Żyjemy w świecie kwot. Nie tylko tych do zapłacenia.

Urszula Glensk

Print Friendly, PDF & Email

10 komentarzy

  1. jureg 2015-09-15
  2. hazelhard 2015-09-15
    • wejszyc 2015-09-15
      • hazelhard 2015-09-15
  3. MaSZ 2015-09-15
    • hazelhard 2015-09-15
      • Magog 2015-09-15
  4. Federpusz 2015-09-15
    • wejszyc 2015-09-15
  5. Brentano 2015-09-15
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com