Jerzy Łukaszewski: Pamięć o zmarłych

sep2015-10-31.

W polskiej – i nie tylko polskiej – kulturze utarło się, że o zmarłych mówi się dobrze, albo wcale. Wyjątki robi się jedynie dla postaci historycznych co jest o tyle uzasadnione, że nadmierna delikatność mogłaby znacząco fałszować ich obraz. Należy więc poświęcić delikatność wobec persony dla zachowania historycznej prawdy.

Kłopot bywa z politykami, których wszyscy pamiętają i oceniają skrajnie, bo nie wychodzi to na dobre ani historycznej prawdzie, ani personie, której pamięć zużywa się w gorących dysputach.

Jest jeszcze gorzej, kiedy ze strony rodziny tych zmarłych nie widać ani krzty zachęty, by zostawić w spokoju pamięć o bliskim im człowieku. Podobno bliskim.

Skąd ta wątpliwość?

Ano z obserwacji tego co już się dzieje, a dziać będzie zapewne w stopniu daleko większym i to w najbliższej przyszłości.

Od jakiegoś czasu media donoszą o sporze jaki wywołał w Szczecinie pomysł postawienia tam pomnika Lecha Kaczyńskiego. Rodacy w ogóle nauczyli się w ostatnich latach „wojny pomnikowej” i popełniają wszystkie możliwe błędy, jakie popełnić może ktoś, kto przede wszystkim walczy, myślenie zostawiając sobie na emeryturę, albo jeszcze odleglejszą perspektywę.

Narodowa dyskusja na temat pomników przeszłości, na którą składa się obalanie reliktów komuny i powiększanie zbiorów muzeum w Kozłówce, teoretycznie powinna nauczyć nas ostrożności ze stawianiem jakichkolwiek pomników zważywszy ich przyszłe możliwe losy. Póki co nie uczy. Czasem bywa to żenujące, czasem tragikomiczne, najczęściej bezmyślne.

A wydawałoby się, że to takie proste – skoro polityka bieżąca decyduje o obalaniu pomników jakiejś postaci, obalanie połączone ku uciesze gawiedzi z brukaniem pamięci o niej, to jakim cudem nie przyjdzie nikomu do głowy, że z obecnie stawianymi „na chama”, „na siłę” nie stanie się tak w przyszłości?

Już dziś widzę potrzebę powołania do życia Ministerstwa  Stawiania i Obalania Pomników i założę się, że będzie miało ono pełne ręce roboty. Co zmiana polityczna, to nowe zamówienia, przetargi na obalenie tego czy owego itd. Podatki, VAT, ruch w branży kamieniarskiej – przyszłość państwowych finansów w różowych kolorach. Tak trzymać!

Nie przypuszczałem nigdy, że zostanę kiedyś obrońcą śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Za życia poużywałem sobie na tej postaci co niemiara i być może za pokutę, muszę teraz wziąć go w obronę. Przed kim? Przed tymi, którzy podobno byli jego największymi zwolennikami.

Wróćmy do wspomnianego Szczecina. Pomysł postawienia tam pomnika byłego prezydenta od początku był kontrowersyjny. Szczecin to nie miasto PiSlamistów, choć i tych – jak wszędzie – tam nie brakuje. Gospodarz dysponujący jakim takim rozumem wie, że nic tak nie szkodzi miastu, jak skłócenie mieszkańców. W dłuższym okresie czasu jest to w stanie zaszkodzić jemu samemu. Nie wykonuje więc głupich ruchów nawet jeśli hołd z wazeliną ma mu przynosić chwilowe korzyści. No, chyba że czuje czyjeś wsparcie lub parcie.

Gospodarze Szczecina poszli na awanturę z mieszkańcami.

Na zdrowy rozum – jeśli dochodzi do takich szwindli z „zebranymi głosami za” to świadczy, że nie może być to jedynie lokalna inicjatywa. Chyba, że za lokalną uznamy naciski ze strony kogoś wprawdzie posłującego z tego terenu, ale tak naprawdę nie mającego mentalnie nic z nim wspólnego. Nie wymieniam, albowiem nomina sunt odiosa, a rzecz ma charakter tak klasyczny, tak szkolny, że wydarzyć się mogła wszędzie i niewykluczone zresztą, że jeszcze się wydarzy. Szczecin to tylko przypadkowy przykład.

Ponieważ zbliżamy się do jakże refleksyjnego Święta Zmarłych, ważniejsze wydało mi się w tym momencie co innego.

Pan Lech Kaczyński jaki był – każdy widział, że strawestuję księdza Chmielowskiego. Wierzę, że dla brata i reszty rodziny był kimś bliskim, drogim, kochanym. Chcę w to wierzyć. To byłoby bardzo normalne.

Ale jeśli tak, to jak jest możliwe, że ta rodzina wpycha swego drogiego zmarłego w sytuacje, o których z góry wiadomo, że będą komentowane dla niego skrajnie nieprzyjaźnie, że będzie jego pamięć obrzucana wszystkim co najbrudniejsze nawet jeśli tylko w poczuciu posiadanej racji? Kamienna karykatura czy kawał wyszpeconego złomu jest tego wart?

Kto normalny i przyzwoity pozwoliłby na szkalowanie pamięci o swoim bliskim za cenę wątpliwej wartości kukły, z której śmiać się będą nawet „ozdabiające” ją gołębie?

A to już się dzieje, świat bywa bezlitosny.

Niestety jedyny wniosek, jaki się nasuwa jest mało pochlebny dla podobno największych jego wielbicieli. Wniosek, który mówi o braku elementarnych uczuć rodzinnych, empatii, że o zwykłym poczuciu przyzwoitości nie wspomnę.

Każdy człowiek zrobił w życiu coś dobrego, nawet jeśli niechcący. Dobrze jest zapomnieć o wadach, głupstwach czy małościach, a zachować pamięć o tych cechach i działaniach, które pozwalają wspomnieć go mile, z uśmiechem.

Jeśli jednak na siłę przypisuje mu się cechy, których nie posiadał, dzieła których nie dokonał, w sytuacji gdy żyją miliony pamiętających go i będących onegdaj z nim w gorącym sporze, to dlaczego to się robi? Kto jest aż tak „naiwny” by wierzyć, że krzykiem narzuci się milionom swoją rację? Dla uczczenia jego pamięci? Pozwolę sobie powątpiewać.

Jeśli swego „drogiego zmarłego” używa się w politycznej grze dla osiągnięcia swoich własnych celów nie bacząc na krzywdę, jaką wyrządza się jego pamięci, to jak nazwać takie postępowanie?

Naprawdę nie trzeba wysiłku, by zrozumieć, że wypychanie go na siłę na piedestał spowoduje reakcję dokładnie odwrotną od spodziewanej.

Zapomnieliśmy komentarze, które krążyły z PRL na temat wielu ze stawianych wówczas pomników? A czym ta sytuacja się różni? Niczym. Dokładnie niczym.

Drogi panie Nadpremierze i Nadprezydencie, Jarosławie przez lud nad Wisłą uwielbiony!

Pan naprawdę ma za co być wdzięczny bratu, na którego plecach najeździł się pan „na gapę” aż zajął pan wymarzone przez lata miejsce. Gdyby nie jego chwilowa popularność za czasów Buzka, nie byłoby PiS, nie byłoby pana w parlamencie i wszystkiego tego co najlepsze się panu przytrafiło.

Nie czuje pan ani krzty wdzięczności? Nie podpowiada ona panu, że jest pan mu coś winien? Choćby tyle, by zachować go we wdzięcznej pamięci krewnych, znajomych i politycznych zwolenników?

Po co naraża pan jego pamięć na to co nieuchronnie musi ją spotkać?

Otaczają pana pochlebcy, którzy mają na względzie swój mały, prywatny interes. Oni są, łagodnie mówiąc, obojętni wobec tragicznie zmarłego, ale wiedzą, że jego wychwalanie pod niebiosa może być szczeblem w drabinie ich kariery. Będą więc panu kłamać w żywe oczy, wyśpiewywać peany na cześć pańskiego brata łypiąc z ukosa, czy aby na pewno pan słyszy i czy rejestruje pan kto najgłośniej śpiewa.

To już też było. Pamięta pan dowcipy o Stalinie i ludziach, którzy pierwsi przestawali klaskać? Jakiś wniosek?

Mamy Święto Zmarłych. Wspominamy ludzi, którzy odeszli i którym należy się z naszej strony choćby odrobina szacunku.

Pańskiemu bratu również. Nawet od jego byłych politycznych przeciwników.

To naprawdę łatwo uzyskać. Wystarczy zgromić akolitów za bezsensowne używanie jego postaci do załatwiania swoich spraw. O tych sprawach ludzie szybko zapomną, ale wyszydzanie postaci pańskiego brata zostanie w pamięci na długo. Sądzi pan, że on by tego chciał?

Będzie miał pan coraz więcej pokus podsuwanych przez ludzi małych duchem. Stać pana na to, by ich przejrzeć i sprzeciwić się im? Serdecznie panu tego życzę.

Wszyscy kiedyś odejdziemy. I niejednemu z nas nie byłoby przyjemnie, gdyby pamięć o nim miał spotkać podobny los. Setka pomników nie zrekompensuje jednego obraźliwego słowa, które padnie. A padnie.

Nie warto, proszę mi wierzyć – nie warto.

Jerzy Łukaszewski

 

Print Friendly, PDF & Email

10 komentarzy

  1. czytelnik 2015-10-31
  2. Magog 2015-10-31
    • czytelnik 2015-10-31
      • Magog 2015-11-01
        • czytelnik 2015-11-02
  3. slawek 2015-10-31
  4. jotbe_x 2015-10-31
  5. narciarz2 2015-11-01
    • Stary outsider 2015-11-01
  6. narciarz2 2015-11-02
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com