Ernest Skalski: Zapędzili się3 min czytania

()

kobieta2016-04-12.

Duchowni KK i Jarosław Kaczyński wiedzą co to ciąża i poród, lecz osobiście to ich nie dotyczy. Nie czują sprawy. Najmłodsi obywatele, pytani przez sondażownie, są uświadomieni i nawet aktywni seksualnie, lecz ciąż i porodów jest w tej grupie jeszcze niewiele – pierwsze dzieci przeważnie rodzą się później niż w poprzednim pokoleniu – i to, jak dotychczas, nie jest ich osobisty problem. Dlatego w tej grupie opór przeciw antyaborcyjnej ustawie jest stosunkowo niewielki.

Ale kobieta, która już była w ciąży – jest w stanie poczuć się w sytuacji, w której donoszenie ciąży mogłoby oznaczać jej śmierć i zostawienie dzieci już urodzonych. Usunięcie tej ciąży już mogłoby jej nie grozić więzieniem, bo z tego postulatu Kościół się zgodził wycofać, lecz narażałoby na więzienie jej męża i tego kto przeprowadził aborcję. Mężczyzna, który ma już za sobą poród żony, siostry, córki – może sobie wyobrazić co to jest zgwałcenie którejś z tych kobiet, a do tego zmuszenie jej do urodzenia dziecka poczętego z gwałtu.

Ciąża i poród – u kobiety i bliskich, zainteresowanych osobiście – powodują napięcie i wywołują obawy. Nawet gdy wszystko przebiega i zapowiada się dobrze. Świadomość nieodwracalnie uszkodzonego płodu i zagrożenie dla ciężarnej to trauma. A do tego ma teraz dojść wzrost strachu i groźba nieuchronności nieszczęścia przy utrudnieniu robienia badań prenatalnych. W obawie by ich wynik nie skłaniał do aborcji za wszelką cenę, odsuwa się możliwość leczenia płodu, jaką daje współczesna medycyna.

Większość ludzi inaczej podchodzi do tego co jest problemem, który nawet rozumieją i oceniają, ale który ich bezpośrednio nie dotyczy – nie mam ziemi rolnej i nie zamierzam nabywać – a inaczej do pięciuset złotych w kieszeni i z drugiej strony – do tego co jest już dramatem, a może się stać katastrofą. Jedno i drugie przynosi skutki w polityce.

Kościół instytucjonalny ma na widoku dla ludzi ich dobro wieczne i od wieków uważa, że nie musi liczyć się z koszmarem jaki w tym celu może im stwarzać za dni ich na ziemi. Wygląda na to, że się zaparł i zawiesił nakaz miłości bliźniego na tym odcinku. Wystarczy, że nie postuluje ”ukarania bez przelewania krwi”, czyli spalenia na stosie. Zaś Jarosław Kaczyński ma krótszy horyzont i może uważać, że największym szczęściem, jakie może zapewnić rodakom jest rządzenie nimi. Ale nawet najwięksi dyktatorzy wiedzą czy czują, że nie jest dobrze mieć przeciw sobie zdecydowaną większość zmotywowaną osobiście.

Gdy rządził w latach 2005 – 2007 miał tego pełną świadomość i skutecznie wytrzymał nacisk Kościoła, domagającego się, jak teraz, całkowitego zakazu aborcji.

Coś mu się stało, że tym razem poparł to żądanie tłumacząc się swoim katolicyzmem i wywierając, delikatną jak na niego, presję na swoich posłów. Liczył zapewne, że kupuje sobie dalsze poparcie Kościoła – nie widząc, że w tym przypadku jest ono dlań politycznie ”plusem ujemnym”. Pycha, początki ślepoty politycznej? (Przypominam, polecany już przeze mnie, artykuł Ewy Wilk w 15. numerze ”Polityki”). A Beatę Szydło, żonę i matkę trzech synów, jej usytuowanie w hierarchii PiS pozbawiło chyba ludzkiej empatii. Oczywiście, była za zakazem, a teraz, na zlecenie prezesa, musi udawać, że to nie tak, bo problem jest, ale…nie wiadomo co i tak dalej. Niektórzy nazywają to mówieniem w trzecią stronę.

Na razie Kaczyński robi z niej durnia i nie wiadomo co zrobi z problemem.

Ernest Skalski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

4 komentarze

  1. Allchemicus 12.04.2016
  2. slawek 12.04.2016
    • Allchemicus 13.04.2016
  3. otoosh 13.04.2016