Jerzy Łukaszewski: Uczyć się z historii – zakończenie7 min czytania

()


16.05.2026

Na zakończenie chciałbym pokazać rzecz najważniejszą. Człowieka, który znalazł się w okopach nie z własnej woli.

Jak wojna była odbierana przez jej szeregowych uczestników. Z jednej strony ludzie powoływani do wojska i tumanieni propagandą byli przekonani, że idą na wojnę, która potrwa ledwie parę tygodni, pesymiści myśleli o kilku miesiącach. Tymczasem wojna przeciągała się w sposób, który nie pozwalał wróżyć jej prędkiego końca. Armie tkwiące miesiącami w okopach bez znaczącej zmiany swoich pozycji – to było coś czego nikt nie przewidywał. Specjaliści od wojskowości tłumaczą to dziś różnymi względami, m.in. przewagą środków obronnych nad zaczepnymi, ale to tylko jeden z wariantów analizy przebiegu tej wojny.

Niewątpliwie wielki wpływ na postrzeganie tej wojny przez ówczesnych miała jej masowość. Jeśli przypomnimy, że liczba jej ofiar to niemal 9 mln zabitych i 21 mln rannych to zrozumiemy szok jaki wywoływała w wielu żyjących ówcześnie ludziach. Nie było dotąd wojny o takiej liczbie ofiar.

Innym niezwykłym obrazkiem tej wojny jest to, że jedne z pierwszych starć zbrojnych (niektórzy historycy twierdzą, że wręcz pierwsze) miały miejsce nie w Europie lecz w koloniach, konkretnie w Afryce. To też wiele mówi o ówczesnym świecie, zasięgu interesów najważniejszych politycznych graczy i możliwościach.
Takich niezwykłych odmienności charakterystycznych dla tej wojny można znaleźć

Ma przedstawić w miarę możliwości reakcję ludzi zaangażowanych w konflikt na poziomie zwykłego żołnierza. Żołnierza będącego na co dzień murarzem, woźnicą, krawcem czy profesorem gimnazjum, a zmuszonego odgrywać bardzo obcą mu rolę, jego reakcję na wszystko co się wydarzyło. Jego zachowanie na froncie , poza oczywiście okresami zbrojnych starć, jest tematem niemal zupełnie nie opracowanym. Prywatnym akcentem mojego zbioru są zdjęcia mojego dziadka. Przed wojną i po niej był murarzem, budował m.in. Gdynię. Wznoszone przez niego budowle, które widziałem były doskonałe jeśli chodzi o jakość. I ten sam człowiek burzył domy wzniesione przez innych, takich samych budowlańców jak on. Czy myślał w tedy o tym? Czy taka refleksja była mu zupełnie obca? Nie wiem, a chętnie bym się dowiedział.
Mamy możliwość przyjrzeć się żołnierzowi – człowiekowi dzięki technice, która już w tym czasie była bardzo zaawansowana, a mianowicie fotografii. Samo jej „uczestnictwo” w wojnie to temat arcyciekawy. Fotografowano działania wojenne i wszystko co z nimi związane w różny sposób i z różnych powodów.
Nie ma, a właściwie prawie nie ma jednego – człowieka. Wymóg propagandowy eliminował z góry obraz człowieka, który na tym froncie czuje się źle, wie że nie jest to jego naturalne miejsce. Człowieka, który tęskni za domem, za normalnym życiem.

Robili je masowo Niemcy i Austriacy, Francuzi i Anglicy i to bez specjalnych uprzedzeń, stąd fotografie bywają aż do bólu prawdziwe.

Jeśli chodzi o armię niemiecką to w okresie I wojny zapisała ona kolejną ciekawą kartę w historii kart pocztowych i poczty w ogóle. To przecież ta armia w okresie wojny francusko pruskiej podjęła się masowego wykorzystania wynalazku urodzonego w Słupsku poczmistrza Heinricha von Stephana, a mianowicie karty pocztowej jako tańszej i łatwiejszej w produkcji i obsłudze. Teraz z powodu niewydolności zakładów produkujących te karty dla wielomilionowej rzeszy żołnierzy, zrobiono kolejny krok. W porozumieniu z pocztą wysyłano jako karty pocztowe zwyczajne zdjęcia robione na froncie i opatrzone stemplem poczty polowej. Ta forma korespondencji pozwalała m.in. na to, że rodziny otrzymywały zdjęcia ich bliskich wprost z miejsca ich stacjonowania, co niewątpliwie było atrakcją większą, niż zwyczajowe karty pocztowe. Oryginalne wydaje się jak na front wykorzystanie przez Anglików gołębi pocztowych do pzrenoszenia informacji, ale to razcej pomiędzy jednostkami chyba.

Inna rzecz, że niekiedy te zdjęcia przedstawiające sceny dość drastyczne mogły wpłynąć na pogorszenie humoru bliskich. To dość istotna różnica między zdjęciami I wojny robionymi przez Francuzów i Niemców. Francuzi bywali „delikatniejsi”. Austriackie zdjęcia, na których dość często pojawiały się postacie powieszonych wrogów ponoć miały ten humor poprawiać. Tego już nie sprawdzimy.
Trauma tej wojny dotknęła Polaków w sposób szczególny ponieważ na skutek rozbiorów byli oni żołnierzami zwalczających się armii. Na początku trzech, później pięciu itd. Strzelali do rodaków różniących się jedynie mundurami. Na froncie też bywali różnie traktowani. Nie zawsze im ufano, co było szczególnego rodzaju „wyrzutem sumienia” zaborców. Po latach złego traktowania ze względu na przynależność narodową przyszedł czas na refleksję dotyczącą lojalności tak traktowanych ludzi. Chyba nie bez kozery legiony Piłsudskiego będące częścią armii austriackiej podporządkowane były bezpośrednio nie sztabowi generalnemu, a zarządowi austriackiego wywiadu.

Kim był człowiek w I wojnie. Jak się zachowywał, jak odbierał otaczającą go rzeczywistość, co chciał w niej zmienić?
Czy wiedział o co walczy i w jaki sposób chciał „wrócić do domu” tworząc sobie namiastkę normalności na nieruchomym froncie. Skąd brały się pomysły budowania w okopach czegoś na podobieństwo domków, w czym tkwiły źródła żołnierskiego humoru, który choć może niezbyt subtelny był jednak tejże tęsknoty wyrazem.

Na zdjęciach mam m.in. szaro bure baraki, w oknach których widnieją zrobione z papieru „firanki”, element jak najbardziej „domowy”. Zwierzęta, przedstawienia teatralne, grupy muzyczne, produkcje zabawek szczególnie rozwinięte w wojennych szpitalach – to wszystko zdradzało ogromną chęć powrotu do domu, do codziennego życia, było wskazówką tego jak bardzo nienormalnym stanem dla człowieka jest wojna.

Mam wrażenie, że to jedno nie zmieniło się do dziś.

Jerzy Łukaszewski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

Odpowiedz

wp-puzzle.com logo