Duchowni KK i Jarosław Kaczyński wiedzą co to ciąża i poród, lecz osobiście to ich nie dotyczy. Nie czują sprawy. Najmłodsi obywatele, pytani przez sondażownie, są uświadomieni i nawet aktywni seksualnie, lecz ciąż i porodów jest w tej grupie jeszcze niewiele – pierwsze dzieci przeważnie rodzą się później niż w poprzednim pokoleniu – i to, jak dotychczas, nie jest ich osobisty problem. Dlatego w tej grupie opór przeciw antyaborcyjnej ustawie jest stosunkowo niewielki.
Ale kobieta, która już była w ciąży – jest w stanie poczuć się w sytuacji, w której donoszenie ciąży mogłoby oznaczać jej śmierć i zostawienie dzieci już urodzonych. Usunięcie tej ciąży już mogłoby jej nie grozić więzieniem, bo z tego postulatu Kościół się zgodził wycofać, lecz narażałoby na więzienie jej męża i tego kto przeprowadził aborcję. Mężczyzna, który ma już za sobą poród żony, siostry, córki – może sobie wyobrazić co to jest zgwałcenie którejś z tych kobiet, a do tego zmuszenie jej do urodzenia dziecka poczętego z gwałtu.
Ciąża i poród – u kobiety i bliskich, zainteresowanych osobiście – powodują napięcie i wywołują obawy. Nawet gdy wszystko przebiega i zapowiada się dobrze. Świadomość nieodwracalnie uszkodzonego płodu i zagrożenie dla ciężarnej to trauma. A do tego ma teraz dojść wzrost strachu i groźba nieuchronności nieszczęścia przy utrudnieniu robienia badań prenatalnych. W obawie by ich wynik nie skłaniał do aborcji za wszelką cenę, odsuwa się możliwość leczenia płodu, jaką daje współczesna medycyna.
Większość ludzi inaczej podchodzi do tego co jest problemem, który nawet rozumieją i oceniają, ale który ich bezpośrednio nie dotyczy – nie mam ziemi rolnej i nie zamierzam nabywać – a inaczej do pięciuset złotych w kieszeni i z drugiej strony – do tego co jest już dramatem, a może się stać katastrofą. Jedno i drugie przynosi skutki w polityce.
Kościół instytucjonalny ma na widoku dla ludzi ich dobro wieczne i od wieków uważa, że nie musi liczyć się z koszmarem jaki w tym celu może im stwarzać za dni ich na ziemi. Wygląda na to, że się zaparł i zawiesił nakaz miłości bliźniego na tym odcinku. Wystarczy, że nie postuluje ”ukarania bez przelewania krwi”, czyli spalenia na stosie. Zaś Jarosław Kaczyński ma krótszy horyzont i może uważać, że największym szczęściem, jakie może zapewnić rodakom jest rządzenie nimi. Ale nawet najwięksi dyktatorzy wiedzą czy czują, że nie jest dobrze mieć przeciw sobie zdecydowaną większość zmotywowaną osobiście.
Gdy rządził w latach 2005 – 2007 miał tego pełną świadomość i skutecznie wytrzymał nacisk Kościoła, domagającego się, jak teraz, całkowitego zakazu aborcji.
Coś mu się stało, że tym razem poparł to żądanie tłumacząc się swoim katolicyzmem i wywierając, delikatną jak na niego, presję na swoich posłów. Liczył zapewne, że kupuje sobie dalsze poparcie Kościoła – nie widząc, że w tym przypadku jest ono dlań politycznie ”plusem ujemnym”. Pycha, początki ślepoty politycznej? (Przypominam, polecany już przeze mnie, artykuł Ewy Wilk w 15. numerze ”Polityki”). A Beatę Szydło, żonę i matkę trzech synów, jej usytuowanie w hierarchii PiS pozbawiło chyba ludzkiej empatii. Oczywiście, była za zakazem, a teraz, na zlecenie prezesa, musi udawać, że to nie tak, bo problem jest, ale…nie wiadomo co i tak dalej. Niektórzy nazywają to mówieniem w trzecią stronę.
Na razie Kaczyński robi z niej durnia i nie wiadomo co zrobi z problemem.



Nic dodać nic ująć. Tekst Pana Ernesta winien być wykładnią człowieka przyzwoitego w tym temacie.
Dodać można jedynie tekst z górnej stopki Naczelnego, która zawsze pasuje 🙂
„Trzy razy Stanisław Jerzy Lec:
Ci, którzy mają ideę wciąż w gębie, mają ją zazwyczaj i w pobliskim nosie.
Ciasnota umysłowa się rozszerza!
Ciemno w tym państwie, gdzie łotry na świeczniku.
(Wybrał zastępca)
Stefan Bratkowski”
Nacisk części episkopatu (dokładnie 3 osobowego prezydium) w imieniu całego KK w Polsce na całkowity zakaz aborcji ma jedno źródło. Biskupi chorują na władzę absolutną. Ich wpływy słabną w oczach, zatem stawianie na swoim jest swojego rodzaju kompensatą traconej pozycji. Czynią tak w imię egoistycznych, pogańskich żądz i ambicji, wbrew ewangelii oraz interesom KK w Polsce, wbrew Franciszkowi oraz wbrew większości społeczeństwa. JK nie ma wyjścia i musi ich popierać spłacając dług za poparcie w wyborach i licząc na dalsze poparcie. Ale zgadzam się z redaktorem Skalskim – zagalopowali się. Spowodowali niesłychane wzburzenie i determinację wielu kobiet. Forsowanie tej sprawy już wywołało i wywoła konflikt społeczny na skalę, która może mieć nieobliczalne skutki, co w połączeniu z pozostałymi sprawami może być dla PiS i KK poważnym zagrożeniem. Pycha kroczy przed upadkiem. MA rację Gowin, że przeforsowanie takiego prawa będzie poważnym krokiem na drodze dechrystianizacji Polski.
MENE, MENE, TEKEL FARES…
„Biuro Polityczne Komitetu Centralnego Polskiego Kościoła Katolickiego”
Zupełnie jak BP KC PZPR…
I tak samo skończy…
Jak to było… acha… „Sztandar PZPR wyprowadzić”…