2016-05-02. Kto pamięta stary kawał z okresu trudnej przyjaźni radziecko-chińskiej, ten pojmie o co chodzi. Otóż ponoć ostatnie przemówienie Prezesa Polski było na żywo tłumaczone na chiński. Po pierwszym akapicie tłumacz powiedział „ping” – i zamilkł. Gdy Prezes skończył, tłumacz rzekł „ping-pong” – i znów zamilkł. Nie jest to bynajmniej dowód niezwykłej zwięzłości chińszczyzny. (zastępca)
1 min czytania
02.05.2016
0
