08.05.2026
Historia magistra vitae est – to powiedzenie zna każdy. Niektórzy wprawdzie dodają złośliwie, że to taka nauczycielka, która jeszcze nikogo niczego nie nauczyła, ale prawdą jest, że wiele zależy od uczniów.
Skojarzenia dotyczące tego przysłowia przyszły mi do głowy kiedy brałem się za produkcję albumu dotyczącego I wojny światowej. Dlaczego akurat I wojny? Z dwóch powodów. Po pierwsze uważam, że brak dostatecznej wiedzy o tej wojnie stanowi ogromną szkodę dla rozumienia problemów współczesnego świata, ponieważ gros problemów, z którymi borykamy się obecnie ma swoje źródła właśnie w I wojnie światowej, w jej przyczynach, przebiegu i powojennych rozstrzygnięciach.
Pierwszy z brzegu przykład: jeden z efektów I wojny – odebranie imperium osmańskiemu jego posiadłości na Bliskim Wschodzie i to co nastąpiło po tym fakcie. Bez znajomości tej części historii trudno zrozumieć co się w tamtym rejonie dzieje do dziś. Współczesnemu człowiekowi nie obeznanemu z historią trudno uwierzyć, że jeszcze stosunkowo niedawno, bo raptem wiek temu, wzajemne, wrogie nastawienie Żydów i Arabów nie miało miejsca, a winą za stan obecny na dobrą sprawę należy obciążyć kogoś trzeciego.
Liczba nowych państw utworzonych po I wojnie uświadamia, że powstał zupełnie nowy świat, co było wynikiem nagromadzenia się problemów, których stary nie był w stanie opanować i rozwiązać.
Po czasie okazało się, że wojna także ich nie rozwiązała, a wręcz przysporzyła nowych.
Po drugie – uzyskałem dostęp do kilkunastu tysięcy fotografii z okresu I wojny, fotografii prywatnych, w większości nigdzie nie publikowanych, które są zbyt cenne, by nadal pozostawać w głębinach ludzkiej niepamięci.
Album zaplanowałem jako pokaz tychże fotografii w kilku częściach, do których po kolei pisałem wprowadzenia.
Ponieważ nie jestem już pewny, że zdołam tę rzecz wydać, postanowiłem uchylić choć rąbka wiedzy jaką dają te fotografie.
Jedną z części albumu chciałem poświęcić propagandzie. Temat o tyle ciekawy, że obecny w życiu człowieka niemal od zawsze i raczej nie próbujący nas opuścić.
Czym bowiem jest propaganda i co decyduje o tym, ze jest tak ponadczasowa?
Teoretycznie rzecz biorąc definicja propagandy jest prosta. Zasadza się na usiłowaniu przekazania odbiorcy treści na jakich nam zależy i to zgodnie z naszym ich rozumieniem. To część techniczna. Natomiast jeśli chodzi o cel to bywa on nieco bardziej zakamuflowany, czasem wręcz ukrywany lub zafałszowywany. Chodzi głównie o to, by odbiorca uwierzył, że podsuwane mu treści są prawdziwe, a ich interpretacja podawana mu przez nas ma na celu jego dobro, że robimy to w jego interesie.
Przyjąć jednak należy, iż mimo naszych przyzwyczajeń, nie zawsze wydźwięk słowa propaganda musi być negatywny. Pamiętam zdziwienie z dzieciństwa gdy w rodzinnym zbiorku pieśni religijnych wydanym w XIX wieku znalazłem utwór o tytule „Śpiew rodaków w propagandzie w Rzymie”. Musiałem dopiero dowiedzieć się o Kongregacji Propagandy Wiary założonej w Rzymie przez papieża Grzegorza XV, by zrozumieć początki owego pojęcia.
Znacznie później, bo w XIX wieku słowo propaganda zaczęło mieć częściej negatywny wydźwięk, ponieważ zaczęło być używane w polityce, przez zwalczające się obozy polityczne, które ze szczególnym upodobaniem stosowały tzw. propagandę czarną czyli mającą na celu częściową lub całkowitą deprecjację przeciwnika politycznego. Drugą stroną propagandy jest ta, która w odbiorcy ma stworzyć wrażenie, że wszystko co mu mówimy jest lekiem na nękające go problemy, a często i lekiem na problemy, których istnienia on sam jeszcze nie zauważył.
Przeglądając zdjęcia i kartki pocztowe z czasu Wielkiej Wojny mające znaczenie ewidentnie propagandowe zauważamy kilka istotnych elementów. Po pierwsze – myśl propagandowa nie charakteryzuje się najwyższymi lotami. To zrozumiałe – nie jest przeznaczona dla intelektualnych elit, a kierowana jest do tzw. przeciętnego człowieka. Socjologowie na takiej podstawie mogliby od biedy stworzyć model „zwykłego człowieka” tamtych czasów.
Na potrzeby propagandy wykorzystywano też fotografię czasem robioną celowo jak np. zdjęcia jeńców wojennych („jesteśmy zwycięzcami – zobaczcie!”), ale także przypadkowych ujęć, które się do tego nadawały. Jeszcze jedna istotna rzecz. Przeglądając „wytwórczość” propagandową zauważamy, że na dobrą sprawę nieważne było, która strona które z nich produkowała. Wszystko było do siebie podobne, tak co do pomysłu, a czasem nawet wykonania. Zdjęcia „uduchowionych” panienek wzdychających do walczącego żołnierza są do siebie czasem tak podobne, że wystarczyłoby zamienić na nich język podpisów, by mogły być użyte przez drugą stronę.
Warto się im przyjrzeć także pod tym kątem. Jeśli Czytelnik zauważy jakieś podobieństwa między ówczesną propagandą, a dzisiejszą – tym lepiej. Zrozumie, że pewne działania wobec człowieka nie zależą od czasów, w których się dzieją.
Cele i środki bywają ponadczasowe.
Na użytek wojennej propagandy „zmobilizowano” także niektórych artystów.
Po stronie niemieckiej był to np. Teo Matejka (Od ok 1907 roku podpisywał się „Matejko”), który był autorem wielu rysunków przedstawiających męstwo niemieckiego żołnierza. W latach późniejszych związał się z ruchem hitlerowskim.
Po drugiej stronie rysunki wojenne produkował m.in. Carlos Schwabe, uznany i ceniony autor ilustracji książkowych mający na koncie współpracę z Zolą, Baudelairem i in.
Człowiek ostatecznie lądował na froncie i jego oczom ukazywała się rzeczywistość odbiegająca od tego co widział na propagandowych widoczkach. Czasem nawet bardzo. A jednak propagandowe obrazki produkowano w dalszym ciągu i to wcale w nie zmniejszającej się ilości. Jak wówczas się czuł ich odbiorca? Wierzył jej czy też jego postawa na froncie była już efektem innych czynników?
Czy dziś ludzie zachowują się inaczej będąc obiektami działań propagandy?
Nie jest łatwo odpowiedzieć na takie pytania.
A może warto spróbować?
P.S. Na koniec kilka zdjęć ze wspomnianej kolekcji. Na jednym żołnierze w okopie strzelający z … łuków wprost do okopów przeciwnych. Przyjrzawszy się dokładnie widzimy, że strzały owinięte są karteczkami. Karteczkami z czym? Ano właśnie z propagandą namawiającą stronę przeciwną do poddania się.
Plus propaganda skierowana do żołnierza Polaka będącego we wszystkich armiach konfliktu.






Jerzy Łukaszewski

„…jeden z efektów I wojny – odebranie imperium osmańskiemu jego posiadłości na Bliskim Wschodzie i to co nastąpiło po tym fakcie. Bez znajomości tej części historii trudno zrozumieć co się w tamtym rejonie dzieje do dziś. Współczesnemu człowiekowi nie obeznanemu z historią trudno uwierzyć, że jeszcze stosunkowo niedawno, bo raptem wiek temu, wzajemne, wrogie nastawienie Żydów i Arabów nie miało miejsca, a winą za stan obecny na dobrą sprawę należy obciążyć kogoś trzeciego..”
*
Nie jestem historykiem, ale teza, że to I wojna światowa „stworzyła” trwającą ponad sto lat wrogość Arabów i Żydów, wydaje mi się zbytnim uproszczeniem. Przez lata śledzenia konfliktu arabsko-żydowskiego wyrobiłem sobie zdanie o źródłach i przyczynach tego antagonizmu, graniczącego z nienawiścią. Jestem ciekaw czy ten mój pogląd jest zgodny z faktami, czy może też czegoś nie uwaględnia ?
Z tego co wiem I wojna światowa otworzyła nową fazę konfliktu, ponieważ rozpad imperium osmańskiego i wejście Palestyny pod kontrolę brytyjską stworzyły warunki, w których zderzyły się dwa nowoczesne ruchy narodowe: syjonizm żydowski oraz arabski nacjonalizm palestyński. Sam spór nie narodził się z dnia na dzień, lecz dojrzewał już pod koniec XIX wieku wraz z rozwojem idei powrotu Żydów do Palestyny i stopniowym napływem osadników na te tereny.
Przed I wojną światową Palestyna była częścią Imperium Osmańskiego i zamieszkiwała ją w ogromnej większości ludność arabska, zarówno muzułmańska, jak i chrześcijańska, obok mniejszej społeczności żydowskiej. Pod koniec XIX wieku narodził się jednak polityczny syjonizm, który głosił potrzebę stworzenia żydowskiego domu narodowego w Palestynie. Dla wielu Żydów w Europie była to odpowiedź na antysemityzm, prześladowania i brak bezpieczeństwa, natomiast dla miejscowej ludności arabskiej coraz wyraźniej stawało się to zapowiedzią przyszłej zmiany struktury własnościowej, demograficznej i politycznej.
Decydujący zwrot nastąpił podczas I wojny światowej, gdy Wielka Brytania zaczęła składać polityczne obietnice różnym stronom. Z jednej strony Londyn zachęcał Arabów do walki przeciw Turkom, dając im nadzieję na szeroką niezależność po wojnie, z drugiej zaś w 1917 roku ogłosił Deklarację Balfoura, w której poparł utworzenie w Palestynie „siedziby narodowej dla narodu żydowskiego”. Właśnie ta podwójna polityka jest często wskazywana jako działanie „trzeciej strony”, która nie stworzyła całego konfliktu od zera, lecz nadała mu wyjątkowo niebezpieczną dynamikę.
Po wojnie Palestyna znalazła się pod mandatem brytyjskim. Formalnie Brytyjczycy mieli administrować tym obszarem i przygotować go do stabilnego rozwoju, lecz w praktyce zarządzali terytorium, na którym obie społeczności miały sprzeczne cele polityczne. Żydzi, korzystając z międzynarodowego uznania dla idei domu narodowego, rozwijali własne instytucje, organizacje i osadnictwo, natomiast Arabowie palestyńscy odbierali to jako proces wypierania ich z życia politycznego i gospodarczego. Imigracja żydowska oraz zakupy ziemi przez organizacje syjonistyczne nasilały niepokój po stronie arabskiej, nawet jeśli wiele transakcji miało formalnie legalny charakter.
W latach dwudziestych i trzydziestych napięcie przerodziło się w otwarte starcia. Dochodziło do zamieszek, ataków i akcji odwetowych, a brytyjskie próby ograniczania raz jednej, raz drugiej strony nie usuwały istoty problemu, czyli pytania, kto ma polityczne prawo do Palestyny. Z czasem konflikt przestał być tylko lokalnym sporem o ziemię czy administrację i stał się starciem dwóch nacjonalizmów, z których każdy uważał swoje roszczenia za historycznie i moralnie uzasadnione.
Dodatkowym czynnikiem pogłębiającym spór była sytuacja Żydów w Europie. Rosnący antysemityzm, a następnie katastrofa Zagłady podczas II wojny światowej dramatycznie wzmocniły międzynarodowe poparcie dla idei państwa żydowskiego. Dla Arabów palestyńskich oznaczało to jednak, że koszt europejskiej tragedii miał zostać przerzucony na ludność miejscową, która nie czuła się odpowiedzialna za prześladowania dokonane na innym kontynencie. Ta rozbieżność pamięci historycznych i moralnych racji należy do najtrudniejszych elementów konfliktu aż do dziś.
W tym sensie można uznać, że I wojna światowa była punktem zapalnym nowoczesnej fazy konfliktu, ale nie jego jedyną przyczyną. Jej znaczenie polegało na tym, że zburzyła dawny porządek osmański, oddała Palestynę pod władzę imperium kolonialnego i uruchomiła sprzeczne obietnice polityczne, których nie dało się już później pogodzić. Odpowiedzialność nie spada więc wyłącznie na Arabów czy Żydów, lecz także na brytyjską politykę imperialną, która próbowała równocześnie zadowolić obie strony, pozostawiając po sobie układ niemożliwy do trwałego ustabilizowania.
Stan istniejący obecnie wyrósł z kilku nakładających się przyczyn: konfliktu dwóch nacjonalizmów, sporu o ziemię i suwerenność, brytyjskich sprzecznych obietnic z okresu wojny, nasilonej migracji i lęków demograficznych, późniejszych wojen arabsko-izraelskich, oraz nierozwiązanego problemu uchodźców palestyńskich.
*
W świetle przedstawionego stanu mojej wiedzy wydaje się, że bardziej poprawne historycznie jest mówienie nie o jednej przyczynie „nienawiści”, lecz o długim procesie narastania wrogości, w którym I wojna światowa i działania Wielkiej Brytanii odegrały rolę kluczowego katalizatora.
Panie Sławku, dobrze pan widzi przyczynę nowego konfliktu. Anglicy zawinili tu ewidentnie, nie wiem nawet dlaczego. Przez ignorancję czy z wyrachowania. Za czasów imperium osmańskiego Żydzi i Arabowie nie musieli się kochać, wystarczyło, że nie występowali wobec siebie tak agresywnie. Bo nie mogli, była nad nimi wszystkimi władza, której nie zależało na „gorącym” Bliskim Wschodzie. Jeszcze przed I wojną Albert Khan, żydowski milioner z Francji rozsyłał po świecie fotografów (później tez kamerzystów) którzy mieli za zadanie sfotografować „cały świat” Jego zbiory imponują do dziś. W tych właśnie zbiorach są nagrania rozmów m.in. z Żydami, którzy twierdzą to co mówię – ew. niechęć nigdy nie przekraczała granic nienawiści. Mam wrażenie, ze lepiej wiedzą, niż ja, dlatego przyjąlem ich punkt widzenia.
Przyczyn takiego zachowania Anglików było pewnie wiele. Pośród nich znane i stosowane przez nich metody imperialne – do I Wojny Światowej UK było mocarstwem dominujacym w Eurazji i Afryce, dopiero po tej wojnie ustąpili miejsca USA. Wygląda na to, że Imperium Osmańskie miało historycznie większe doświadczenia i lepsze metody panowania nad różnymi antagonizmami narodowymi niż Brytyjczycy. Skutki postępowania Anglików w tamtym okresie dobrze ilustruje powiedzenia znane i w naszej ojczyźnie: „chcieliśmy dobrze, a wyszło jak zwykle”. Współczesność dopełniła reszty – polaryzacja i antagonizmy przeradzające się w kolejne poziomy nienawiści prowadzą do kulminacji, która dopiero przed nami.
Myślę podobnie, a o zachowaniu Anglików w czasie tworzenia się państwa żydowskiego , skandalu na wielką skalę, można mówić godzinami. Dziś udają niewiniątka i starają się „nie interesować” tamtym regionem.