Wybierając się na spotkanie – promocję książki Fałszerze pieprzu. Historia rodzinna w sobotę 3 grudnia wiedziałem, że zetknę się z jej nowym wcieleniem – autorką książki. Nie wiedziałem jednak, że będzie to tak mocne wejście w serce naszych polskich sporów. Monika Sznajderman znalazła bowiem sposób na opowiedzenie wyjątkowego splotu rodzinnego. Jest córką Ojca Marka Sznajdermana, ocalonego z Zagłady Żyda. Rodzina Ojca była nieobecna w rozmowach przy stole. W każdym razie córka takich rozmów nie zapamiętała.
Dlatego musiała zrekonstruować losy żydowskich przodków, odnajdując ślady ich istnienia w przedwojennej prasie, archiwach, zapisach hipotecznych, książkach telefonicznych. Analizuje stare fotografie i zbiera ślady rozproszone pomiędzy Miedzeszynem, warszawskim gettem, Radomiem, Złoczowem, Oświęcimiem i Australią, odtwarzając światy ich życia i ich śmierci. Z rodziną Matki było łatwiej, po prostu większość przeżyła i dzieciństwo małej Moniki było nasycone wspomnieniami i anegdotami z życia kilku pokoleń Lachertów. Byli w niej ludzie wybitni, sławny architekt, dyrektor wielkiego koncernu w carskiej Rosji, prominentny działacz Stronnictwa Narodowego. Ich dzieje toczą się w Warszawie, w Moskwie, na Wołyniu, wreszcie – w majątku Ciechanki na Lubelszczyźnie.
Organizatorzy Wydawnictwo Czarne i Muzeum POLIN przywołali na ogłoszeniu anonsującym spotkanie słowa autorki:
„Wydana właśnie książka antropolożki kultury Moniki Sznajderman nie jest, wbrew tytułowi, pozycją historyczną. To książka o pamięci. A właściwie o dwóch pamięciach, które się w żadnym miejscu nie spotykają. I o losach, które od stuleci toczyły się równolegle, nigdy razem. Losach moich dwóch rodzin – polskiej i żydowskiej”.
Spotkali się na łamach tej książki, której głównym adresatem jest milczący dr Marek Sznajderman. Był zresztą na prezentacji zadedykowanej mu przez córkę książki. Jego obecność była o wiele bardziej znacząca niż nas, Czytelników, zadających liczne pytania. Te dwie rodzinne tradycje się wreszcie spotkały. Wbrew obawom nie było to spotkanie wykluczające, wprost przeciwnie, obie rodziny się sobie przyglądają z sympatią i empatią. Połączyło je świetne pióro Moniki Sznajderman.
Ale przecież milczenie dr Sznajdermana nie było całkowite. W książce Barbary Engelking Na łące popiołów: ocaleni z Holocaustu, opublikowanej w 1993 roku mówił: „Nie czuję się ofiarą, uważam, że to mnie wzbogaciło”.
Można też o jego historii przeczytać w III tomie zupełnie niezwykłych świadectw Dzieci Holocaustu mówią… Dotychczas opublikowano pięć tomów, a każdy zwiera nieprawdopodobne wręcz historie uratowanych. Razem z żywo rozwijającym się ruchem przypominającym heroiczne dokonania Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata, historie ocalonych z Zagłady Żydów stanowią ciągle jeszcze za mało wykorzystane bogactwo kart historii tych strasznych czasów.
Dla mnie ta książka jest praktyczną realizacją postulatów badawczych obecnych w wydanej ostatnio po polsku książce Michaela Rothberga, Pamięć wielokierunkowa. Pamiętanie Zagłady w epoce dekolonizacji. Jej autor proponuje „nową perspektywę w badaniach pamięci zbiorowej i jej związku z tożsamością grupową”. A jego głównym zamiarem jest „zgłębienie logiki dominujących narracji o pamięci i tożsamości, logikę zero-jedynkową, która zwykle łączy się z rywalizacją oraz odkrywam przeciwtradycję, w której upamiętnianie Zagłady spotyka się ze skutkami kolonializmu, niewolnictwa i niezakończonego procesu dekolonizacji”. Wydaje mi się, że ta nowa perspektywa jest nam żywotnie potrzebna do naszych własnych badań nad przeszłością
Zgadzam się z autorem Pamięci wielokierunkowej, że jego ujęcie umożliwia odejście od konkurencyjnego traktowania przeszłości jako swoistego pola bitwy, z którego muszą wyjść zwycięscy i pokonani. Jeśli przyjmiemy paradygmat wielokierunkowego charakteru pamięci to każdy na tym zyska. Jak pisze Rothberg:
„Istotny zysk poznawczy, jaki wynika z postawienia na wielokierunkowy, a nie rywalizacyjny wymiar pamięci, dotyczy tego, co przynosi analiza przypadków historycznych, a mianowicie, że za pojawienie się pamięci w przestrzeni publicznej często odpowiadają bodźce, które początkowo mogą wydawać się nieistotne albo nawet niestosowne”.
Takim bodźcem w dzisiejszej Polsce może być swoista obsesja rządzącej partii na temat historii. Gdy się okaże, że nie można jej pisać tylko piórami wybranych dziejopisów, może wtedy będzie można włączyć głosy innych. Choćby tych, którzy pamiętają jak to naprawdę było. Agresywna i wykluczająca perspektywa historyczna nie tylko nikomu nie służy, ale wszyscy stają się jej ofiarami, poczynając od tych, którzy się jej tak ochoczo oddają.
Stanisław Obirek



Panie Stanisławie, trudno tu mówić o obsesji partii jako całości w zakłamywaniu historii. To obsesje jedynowładcy tej partii powodują, że narzuca jej narrację, że białe jest czarne i na odwrót. Ten człowiek żyje w ogromnym zakłamaniu. Nie jest w stanie pogodzić się ze swoją historią…
Panie Andrzeju, mam odmienne zdanie. W PRL-u, Rosji Stalina czy Niemcach Hitlera można takie wyjaśnienie stosować. Jednak Polska po 1989 jest krajem demokratycznym (nawet jeśli jest to demokracja ułomna). Do władzy (i pisania historii) dochodzą ludzie popierani przez wyborców. I to oni właśnie (suweren) legitymizują nowe pisanie historii. Sądzę, że Kaczyńskiemu przypisujemy za dużo mocy sprawczej. On po prostu (tak jak Rydzyk w Kościele) wyraża to, co wielu myśli. Wniosek – nie dajmy się zwariować i piszmy wspólnie alternatywne narracje licząc na to, że „ta jedyna słuszna” wcześniej czy później się skompromituje. Oby wcześniej.
Trudno mi uwierzyć, że tylny poseł wyraża świadomie zdanie innych. Dla mnie kierowana przez niego formacja jest ułomna, bo związana z guru emocjami a nie zdrowym rozsądkiem i czeka na zdanie swojego guru, starając się wręcz wyprzedzić tok myślenia swojego guru. Dlatego wszyscy, którzy trzeźwieją, natychmiast normalnieją i odrzucają styl i racje tego osobnika.
Ja stawiałbym raczej na podobieństwo w ułomności guru i jego wyznawców. Gdzie kompkeksy i zahamowania przysłaniają zdrowy rozsądek. Dlatego nie wydaje mi się, że istnieje tutaj jakieś wzajemne sprzężenie zwrotne. Ja tu widzę znany z biologii efekt stada: najbardziej odmóżdżony osobnik pociąga za sobą całą resztę. Tak np powstają ławice ryb…
Ja tu widzę znany z biologii efekt stada: najbardziej odmóżdżony osobnik pociąga za sobą całą resztę.
Tak np powstają ławice ryb…
Dziękuję za info o ławicach, nigdy nad tym nie zastanawiałem się.
Ciekawe spostrzeżenia, w ławicy szybciej, bezpieczniej i oszczędza się energię której nigdy za wiele.
Pozdrawiam
http://www.wedkarz.pl/wp-webapp/article/3392
Dobra wiadomość z USA. Pod względem ochrony prawnej, ateizm został zrównany z innymi religiami. Mówiąc językiem zrozumiałym w Polsce, „uczucia ateistyczne” zostały zrównane w prawach z „uczuciami religijnymi”. Takie myślenie to może być wstrząs dla Polaka-katolika przyzwyczajonego do wymuszania posłuchu dla swoich przekonań przy pomocy groźby represji. A tu proszę, jakie proste rozwiązanie. Wolno mieć swoje przekonania także na ten temat.
https://pjmedia.com/faith/2016/12/22/obama-signs-new-religious-freedom-act-protecting-atheists/
wiadomość z USA. Wbrew faktom i łatwo dostępnym informacjom, wyborca Trumpa wierzy w rzeczy, których nie ma. Na przykład, 40% wyborców Trumpa wierzy, ze Trump otrzymał więcej głosów, niż Hillary. Pomimo, ze naprawdę Hillary otrzymała 2.9 miliona głosów więcej od Trumpa. W artykule wymieniono całą listę takich mitów i zabobonów. Na przykład, ze Hillary miała rzekomo związek z jakimś gangiem mającym siedzibę w pizzerii. Możemy to porównać z polską sektą smoleńską, albo z wiarą w „resortowe dzieci”. I w USA, i w Polsce, kwitnie wiara w niestworzone brednie, na podstawie których wyborcy glosują na nieprawdopodobnych łgarzy i hochsztaplerów. A co najciekawsze, wyborcy glosują wbrew własnemu interesowi ekonomicznemu tylko po to, żeby sąsiad nie otrzymał jakiejś rzekomo nienależnej mu rządowej dotacji albo pomocy. Bezinteresowna zawiść jest silniejsza od rozumu. Zarówno Trump, jak tez Kaczyński wygrali wybory na tej podstawie.
http://www.salon.com/2016/12/22/is-donald-trump-a-traitor-his-path-to-the-white-house-suggests-a-pattern-of-profound-disloyalty/
Narciarzu, dlaczego nie napiszesz że zwyczajnie boisz się tej zmiany, hę?
Jak się dostaje dupolanie to trzeba to jakoś wyjaśnić, nieprawdaż?
Najlepiej głupimi wyborcami.
https://www.youtube.com/watch?v=pbKJOa1H0LA
zachowanie tak określonego wielokierunkowego wymiaru pamięci, przeciwstawionego rywalizującemu, wręcz warunkuje postępowanie analityczne;
poznanie przyczyn zyskiwania na popularności postępowań alternatywnych wymagałoby więc takiej analizy, tym ważniejszej, że procesy społeczne istotnie mają często charakter nieliniowy (wobec warunkujących je przyczyn);
wydaje się, że łatwość przyjmowania narracji alternatywnych często była w historii związana z poczuciem wykluczenia, jako procesem, a więc pewnie możliwym bądź do uniknięcia, bądź zaadresowania, dzięki takiej analizie.