05.06.2026
Książka Aleksandra Kamińskiego Kamienie na szaniec powstała na podstawie zapisków Tadeusza Zawadzkiego – Zośki i była próbą radzenia sobie z rozpaczą po śmierci dwóch przyjaciół – Rudego i Alka. Rudy zmarł kilka dni po odbiciu go z rąk Gestapo, Alek został śmiertelnie postrzelony w brzuch podczas osłaniania odwrotu po udanej akcji pod arsenałem.
Za zgodą Tadeusza Zawadzkiego i kilku osób wymienionych w jego notatkach, już w lipcu 1943 roku (Akcja pod Arsenałem to 26 marzec) ukazało się pierwsze okupacyjne wydanie Kamieni… autorstwa Aleksandra Kamińskiego, harcmistrza Szarych Szeregów, czynnego członka akcji sabotażowych na terenie Warszawy, przyjaciela…
Drugie okupacyjne wydanie książki zostało uzupełnione o wydarzenie z sierpnia 1943r, kiedy w czasie ataku na niemiecką strażnicę zginął Tadeusz Zawadzki.
Kamienie miały być upamiętnieniem działalności grupy warszawskich harcerzy, miały pokazać bohaterstwo, patriotyzm, przyjaźń. Główni bohaterowie to byli uczniowie elitarnego gimnazjum im. Stefana Batorego; z dobrych, zasobnych domów, w których wpajano dzieciom szacunek do rodziców i rodzeństwa, poszanowanie tradycji, kulturę osobistą.
Do 2016 roku ukazało się dwadzieścia sześć krajowych wydań Kamieni…, nakręcono dwa pełnometrażowe filmy – Akcja pod Arsenałem oraz Kamienie na szaniec, w 1977 i 2014 roku.
Od kilku pokoleń Kamienie są obowiązkową lekturą w kl.7, 8.
Kamil Krzysztof Baczyński, kolega z gimnazjum Batorego, pisał we wrześniu 1042 roku:
My sami – tacy mali, krok jeszcze – przejdziem w mit.
My sami – takie chmurki u skrzyżowania dróg
Gdzie armaty stuleci i krzyż, a za nim Bóg.
Nie przeszli; w 2026 roku nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej ukazał się zbiór esejów pod wspólnym tytułem Zośka i Rudy – o miłości, przyjaźni i Polsce autorstwa Kornelii Sobczak, badaczki dziejów Polski okresu II wojny światowej. Esejów jest pięć, ale kolejność ich czytania nie jest istotna. Mówią o tym, co w podtytule, o dziewczynach, polityce… Wszystkie w kontekście książki Kamienie na szaniec.
Ze wstępu autorki: Moim celem nie było obalenie pomników bohaterów Polski Walczącej, raczej delikatne odbrązowienie i poszerzenie cokołu na którym je ustawiono, pokazanie tła, które często ginie w opowieściach o tamtych ludziach i czasach. Jednocześnie bardzo zależało mi na tym, żeby nie mówić Czytelniczkom i Czytelnikom, co mają myśleć, ale raczej, przedstawiając szerszy kontekst, zaproponować możliwości innych spojrzeń, podpowiedzieć, na co można zwrócić uwagę.
I tak jest; to nie nachalne narzucanie własnego zdania, ale sugestia, że mogło być trochę inaczej. To podanie nieco innej wersji. Bo tak naprawdę, to autorka lubi Kamienie i ich bohaterów.
Pierwszy esej, najdłuższy, zawiera hamletowskie pytanie: byli czy nie byli?... (gejami) Nie ma jednoznacznej odpowiedzi, są domysły, przypuszczenia, ślady w zapiskach Zawadzkiego, np. wspomina on o codziennych wieczornych telefonach, wielogodzinnych rozmowach, czasie spędzanym tylko we dwóch, a nawet o tym, że lubili się przytulać… Autorka przytacza dwie rozmowy (przeprowadzone w 2010 r.) z żyjącymi jeszcze ich bliskimi koleżankami. Jakie są ich wspomnienia o chłopcach: czy były jakieś insynuacje, podejrzenia? Odpowiedzi brzmiały; nie wiem, nie pamiętam, absolutnie nie, niemożliwe. Domniemania – bo byli ładni, bo nie mieli doświadczenia z dziewczynami, bo się kochali platonicznie, bo w starożytności tak było.
W eseju O Polsce jest mowa o tym, że Zośka należał do ONR, jego wizerunek znajdował się na ulotkach werbujących do tej organizacji. Ten delikatny, dziewczęco ładny chłopiec i bojówki? A ówczesny rektor Politechniki Warszawskiej, profesor, autorytet naukowy, ojciec Zośki to pierwszy z rektorów warszawskich uczelni, który wprowadził getto ławkowe dla studentów-Żydów. Potem zakaz ten ogarnął wszystkie warszawskie szkoły wyższe; we Lwowie przez pewien okres zawieszono zajęcia na Uniwersytecie im. Jana Kazimierza, by zapobiec pogromom Żydów. Taki to był czas…
Rudy, udręczony, skatowany umiera na rękach przyjaciela, słuchając wiersza Testament mój Słowackiego… Jest owym kamieniem rzuconym na szaniec, zza którego można się bronić i atakować. Najbardziej wzruszająca scena w książce i filmie. Fikcją literacką, choć adekwatną do sytuacji, jest jej przywołanie; natomiast prawdą jest odwaga i wierność złożonemu przyrzeczeniu. Nie wolno być zdrajcą; wiedział o tym Dante, umieszczając ich w ostatnim kręgu Piekła.
Książkę czytałam z mieszanymi uczuciami – ciekawością, wzruszeniem, niedowierzaniem… Ale nic, o czym przeczytałam, nie zmieniło w zasadniczy sposób mojego postrzegania Kamieni. Nawet różowa, „dziewczyńska” okładka z dwoma ślicznymi chłopcami. I tak to chyba miało być.
Helena Kapri

Kluczowe zdanie ze wstępu do książki: „Moim celem nie było obalenie pomników bohaterów Polski Walczącej, raczej delikatne odbrązowienie i poszerzenie cokołu na którym je ustawiono”… To dobrze, że o powstaniu i jego uczestnikach zaczyna się dyskutować, zamiast wpajać 'narodowi’ powstańczy mit. Tragiczna prawda o tym zrywie, który kosztował życie ok. 200 tysięcy ludzi i wymazał z mapy stołeczne miasto, nie prędko się przebije do polskiej świadomości. Dla niej cierpienie, męczeństwo, ofiara itp. hipostazy są ważniejsze aniżeli przemyślana decyzja odpowiedzialnego dowództwa. Ktoś powiedział, że w powstaniu strzelaliśmy do wroga brylantami… Ale kto nam zabroni – wszak my, Polacy mamy gest!
Podzielam wzruszenie Autorki tego subtelnego omówienia ważnej książki. Debata o przeszłości w Polsce nawet się nie zaczęła. Ciąży nad nią siedem ciężkich tomów Dziejów Polski krakowskiego autora, który nie tylko wzmacnia mity, ale walnie przyczynił się do wyboru jednego z najbardziej dwuznacznych typów na jedno z najważniejszych stanowisk w państwie. W takim kontekście niuanse się nie przebija. Dzisiaj nad Wisła słychać tylko werble i fanfary.
Bardzo dobry, wyważony i potrzebny tekst, bo z szacunkiem pokazuje, że ci wspaniali ludzie ujawnili w czasie okupacji i wojny najlepsze swoje cechy. Nie chcieli umierać, ale nie uchylili się od najważniejszego egzaminu w życiu, a to, że byli ludźmi z krwi i kości, tylko czyni ich bliższymi czytelnikom.
Autorka słusznie odbrązawia bohaterów bez odbierania im wielkości. Dzięki temu „Zośka i Rudy” stają się nie spiżowym pomnikiem, lecz żywą opowieścią o miłości, przyjaźni, wyborach i Polsce w czasie próby.
Mit ruchu oporu, powstania warszawskiego, oraz żołnierzy wyklętych narastający od początku XXI wieku w narracji patoprawicy PiS jest całkowitym zafałszowaniem historii. Z klęski – dramatu narodowego, przykładu braku realizmu i braku odpowiedzialności uczyniono sztandar fałszywej dumy, wręcz pychy narodowej. Może kolejne pokolenia otrząsną się z tego chocholego tańca.
Diękuję za polecenie tej książki Znajdzie się w stosiku książek do przeczytania.