Z opublikowanego właśnie sondażu IPSOS dla OKO.press wynika, że PiS ma obecnie 40 proc. poparcia, a razem z Kukizem 51 proc. Poparcie dla PiS wśród prostych ludzi na wsi rośnie i przekracza 50 proc.! Jaki wstyd! Polacy, jaki to straszny wstyd! Kim jesteśmy, my, naród zasiedziały w samym środku Europy, w XXI wieku? Jeśli nic nam jakiesi „trybunały” i „konstytucje”, to może chociaż „leśne ruchadła” i „córki leśnika”? Albo może opętańcza wycinka Puszczy Białowieskiej? A jak nie, to może szaleństwo w oczach Macierewicza? Nie! I to nie, i tamto nie! Ani wstydu, ani gustu. Nic. Tępota, prostactwo, bezwstyd. I tak na okrągło. Tępota, prostactwo, bezwstyd… Ad infinitum.
Czyżby narody były bez winy? […] Epoka demokratyczna uczyniła z lizusostwa polityków względem grup społecznych niemalże zasadę moralną. Zwłaszcza całość społeczna jest poza wszelką krytyką. O narodach źle mówić nie wolno. Są zawsze bez skazy!
A skoro o narodach nie można, to nie można też o ludowych ich warstwach, boć te są przecież samą ich solą i korzeniem. Niech inteligencja zajmuje się sobą, a naród i lud zostawi w spokoju. Bo jak nie, to może ten lud gnaty komuś przetrącić. Dość tego! Czas powiedzieć sobie, że po epoce glorii (karnawału Solidarności i transformacji demokratycznej po roku 1989) nastała epoka wstydu dla naszego narodu. Sami zgotowaliśmy sobie spektakl zwijania demokracji i rządów prawa oraz wypinania się gołą d… na Europę i świat.
I na tym spektaklu – my, naród Polski – wciąż bawimy się setnie. Tak, nasza wina, nasza bardzo wielka wina. Kaczyński to nasza wina! Macierewicz to nasza wina! Ziobro to nasza wina! Nasza, bo to przez nas, ludzi kulturalnych, zazdrośnie strzegących swego świata przez obcymi, jest nas mniej niż tych niewymownie „innych”. Tych, co i w cuda uwierzą, i pół litrem nie pogardzą, i na Żyda bluzną. Demokracja prawdę ci powie. […]
W wyborach i sondażach biorą udział nie tylko tacy, co mają „opinię”, bo są w miarę inteligentni i kulturalni, a w dodatku mają jakieś „pojęcie o wyobrażeniu”. Otóż w demokratycznych wyborach biorą udział wszyscy – mądrzy i głupi, dobrzy i źli, kulturalni i prostacy, święci i zbrodniarze, porządni i podli, przeciętni i wielcy. I każdy z nich ma po jednym głosie. Tak samo w sondażu. Mamże tłumaczyć, kogo jest więcej? Mających jakieś pojęcie o państwie i polityce czy tych drugich? Mających jakieś obywatelskie ideały czy tych drugich? Szanujących państwo i prawo czy tych drugich?
Opuściliśmy prostych ludzi, zostawiliśmy sam na sam z demonami przeszłości, z zabobonem, kołtunem, panem, wójtem i plebanem – to i teraz mamy. Wiejska i małomiasteczkowa Polska, pańszczyźniana i rozbiorowa, katolicka i komusza, siadła nam teraz na karku, batem i butelką wywija, a buciorami w nerki kopie. Wio! Oj, mamy wesele. Mamy tu dzisiaj niezłe Bronowice.
Ten sondaż, dla mnie, przyznam, niespodziewany, to wiadomość tragiczna, bo stanowi dowód, dowód jak najbardziej empiryczny, że poparcie dla reżimu nie spada, gdy tenże się radykalizuje i umacnia swój autorytaryzm. Już nie dla jednej trzeciej, jak można było się łudzić dwa lata temu, lecz dla połowy Polaków demokracja nie znaczy nic, a najbardziej żenujące ekscesy korupcji i warcholstwa nie robią na prowincjonalnej Polsce żadnego wrażenia.
Dla połowy Polaków liczy się tyko kasa i „porządek”, czyli swojskość. Czyli jakieś ogólne prostactwo i nadęcie, odzwierciedlające ich samopoczucie, łagodzące ich lęki i dające złudzenie, że skoro rządzą tacy sami jak oni, to ich godność jest zabezpieczona. Ta druga, kulturalniejsza połowa narodu stała się zakładniczką tej pierwszej. I dobrze nam tak! Myśleliśmy, że wystarczy „iść do miasta”? Iść „na studia”? A babcia niech słucha sobie Rydzyka? A wujek niech sobie chla? A ksiądz niech stawia sobie plebanię na trzy piętra i obściskuje? A śmieci dalej do lasu? I tak dalej.
Myśmy uciekli ze swoich środowisk, zamiast powrócić tam, by wyrównać swoje rachunki – by oddać rodzicom, dziadkom, sąsiadom to, co się im od nas należało: odrobinę wiedzy o świecie. Ale nam się nie chciało. Dlatego to nasza wina, nasza wina. I niełatwo już będzie ją naprawić. Bo tymczasem Kaczyński może robić, co chce, i dopóki będzie kasa w chłopskim portfelu, tacy ludzie będą rządzić. Jakże nisko upadliśmy, skoro musimy modlić się o katastrofę gospodarczą, by ratować się z katastrofy politycznej i moralnej narodu…


Nie wiem kogo ma na myśli Autor pisząc „my”. W „Weselu” Wyspiańskiego, które jest nieustająco trafną diagnozą społeczną Polaków, przynajmniej jasne jest KTO mówi „myśmy wszystko zapomnieli”, wówczas podział klasowy był bardzo wyraźny.
Autor tymczasem odwołuje się nie do „starej” inteligencji, lecz do inteligencji z awansu społecznego. Oczekuje, że skończywszy nauki „w mieście” każdy powinien powrócić na wieś i tam – niczym Siłaczka – nieść oświaty kaganiec. Od razu widać, że Autor w prawdziwej, zapyziałej polskiej wsi nigdy nie był. Bo nie pisze wrócić gdzie i co tam konkretnie rozbić.
.
Państwo ludowe, co to w sojuszu robotnika z chłopem i żołnierzem budowało nową Polskę, a następnie demokratyczne państwo prawa, nie zadbało o jakąkolwiek infrastrukturę na wsi, gdzie inteligencja z awansu mogłaby osiąść i robić to, co w mieście robi. Zarówno w okresie PRL, jak i w okresie demokracji, partia chłopska zawsze współrządziła; miewała nawet swoich premierów. I jak sięgam pamięcią, przedmiotem troski partii chłopskiej nigdy nie była edukacja na wsi, podniesienie jej poziomu cywilizacyjnego, czy podobne cele. Poza okresem elektryfikacji i umożliwieniem przekazania państwu ziemi w zamian za rentę (lata 70 XX wieku), a potem wprowadzeniem ubezpieczenia społecznego dla rolników na powszechną skalę, przedmiotem troski partii chłopskiej był sznurek do snopowiązałek, ceny skupu, talony na traktory, a potem dopłaty do rolnictwa. Żadnego pędu do budowania na wsi infrastruktury w celu zmodernizowania wsi, unowocześnienia jej, wyedukowania, zrobienia tam miejsca dla nowej inteligencji. Żadnej wizji.
.
Oczekiwanie, że w XXI wieku ludzie – zdobywszy ciężkim trudem wykształcenie – powrócą na wieś, by tam robić za XIX-wieczną siłaczkę, jest XIX-wiecznym pięknoduchostwem inteligenta miejskiego i jest tak samo trafne, jak bredzenie krakowskiej inteligencji na weselu w Bronowicach, kiedy usiłowała nawiązać kontakt z chłopami, nie mając pojęcia o życiu na wsi.
A cóż to za samobiczowanie się, Panie Profesorze? Oczywiście, że elit winą jest to, że Kaczyński doszedł do władzy, ale zupełnie na czym innym ta wina – moim zdaniem – polega. Kaczyński, przy całej swojej perfidii i sprycie, zauważył pokład społeczny do zagospodarowania: pokład wszystkich nieudaczników, popaprańców i odpadów społecznych. W warunkach zaś, gdy profesor, mecenas i uczony ma po jednym głosie, podobnie jak menel, klient programu 500+ i notoryczny nierób w trzecim pokoleniu, a dodatkowo 3/4 społeczeństwa do są durnie, powinniśmy dać sobie spokój z demokracją, bo wyjdziemy na tym jak Zabłocki na mydle.
Pisze Pan: „Opuściliśmy prostych ludzi, zostawiliśmy sam na sam z demonami przeszłości, z zabobonem, kołtunem, panem, wójtem i plebanem – to i teraz mamy.” Otóż śpieszę donieść, że to nie myśmy tych ludzi opuścili, ci ludzie nas odsunęli, bo im tak było wygodniej. Niech Pan nie wierzy w dyrdymały w rodzaju „niesienia kaganka oświaty”. Ale o tym za chwilę. Najpierw trzeba rozprawić się z głównym argumentem, argumentem zaniedbań 25-28-lecia III RP. Jest to jawne łgarstwo. Panie Profesorze, my, to Polacy, cały czas jeszcze spłacamy długi zaniedbań komunistów i PRL. Paradoksalnie, werbalnie antykomunistyczny Kaczyński et consortes w istocie żerują dokładnie na tej samej warstwie (nizin społecznych, żeby nie powiedzieć dosadniej), co komuniści. Na czym polega główna wina komunistów – w ujęciu społecznym? Na stworzeniu iluzji, że można coś na skróty! Przecież te wioski po-pegeerowskie (to tylko przykład!) to właśnie relikt owej ścieżki na skróty, którą lansowała PZPR z przyległościami, a jakże, z ZSL/PSL na czele!Podstawową bolączką społeczną II RP było przeludnienie wsi, a nie brak ziemi uprawnej. Ok. 75% ludności kraju mieszkało na wsi, to było zdecydowanie za dużo. Brak kapitału uniemożliwiał rozwój przemysłu, który byłby w stanie wchłonąć te ogromne nadwyżki. Roztoczono prze chłopami miraż reformy rolnej, a to była tylko i wyłącznie ułuda. Dla przykładu, w województwie poleskim, NAJBIEDNIEJSZYM regionie II RP, reforma stanęła w miejscu już w 1932 r., bo nie było co parcelować. (Już pominę milczeniem ekonomiczny idiotyzm parcelacji wielkich majątków. Znane są przypadki, że przed parcelacją majątek utrzymywał 100 rodzin, po parcelacji – 20.). Komuniści twierdzili, że wymyślili kwadratowe koło: reformę rolną i przemodelowanie społeczne wsi. O tym pierwszym pisałem wyżej, bo reforma NICZEGO nie rozwiązała. [Tu dodam, że po dziś dzień ponosimy koszty spartolonego przez władze carskie uwłaszczenia chłopów. Komasację gruntów w d. Galicji zakończono za Gierka]. Wszyscy wiemy, bo pamiętamy, jak skończyła się forsowna industrializacja bez liczenia się z kosztami, płacimy za to od dawna, nie tylko po 1989 r.
A teraz a propos tego „kaganka oświaty”. Jeśli Pan Profesor nigdy nie był nauczycielem na wsi, to niczego pan nie wie. W mojej rodzinie od 1918 roku stale ktoś pracuje w oświacie, głównie właśnie na wsi, stąd wiem to i owo. Czy wie Pan, po co II RP wprowadziła obowiązek szkolny? A dlatego, że w Kongresówce i na kresach był niezwykle silny opór chłopów przed posyłaniem dzieci do szkół. Woleli płacić kary nawet. Po prostu, dzieci były darmową siłą roboczą. (Inaczej nieco było w Galicji i Wielkopolsce). Skoro Pan nigdy nie uczył na wsi, nie ma Pan świadomości, jakie batalie (w II RP, PRL,w III RP) nauczyciele muszą staczać, a to z klerem, a to władzami lokalnymi, a to władzami szkolnymi). Niech więc Pan raczy się tego, no, od inteligencji wiejskiej. Żeby nie przedłużać jeszcze tylko jedno w skrócie. Sam chodziłem do szkół w małej miejscowości, potem w dużym mieście, wiem, na czym polega różnica, ale… Akurat tak się złożyło, że moje szkoły małomiasteczkowe stały na wyższym poziomie niż wielkomiejskie. Nie było i nie ma reguły! Jednakże ja o czym innym… Mój nauczyciel matematyki w małomiasteczkowym liceum mawiał: „Jeszcze nikt, nigdy, nikogo, niczego nie nauczył, jeśli ten ktoś nie chciał się nauczyć”. I właściwie na tym można by poprzestać. Powiem tylko tyle, że każdy program społeczno-edukacyjno-jakiśtam MUSI zakładać wkład własny zainteresowanego. Nie ma nic za darmo (poza diabła wartymi świadectwami i dyplomami), po prostu, jeśli ktoś miał pecha urodzić się w Łozinie Małej, to musi dać z siebie większy wkład własny. Nie ma zmiłuj!
A teraz a propos winy: wolna (jeszcze!) Polska istnieje od 28 lat, od tego też czasu po raz pierwszy w historii ostatnich 300 lat dzieci mają co dziedziczyć po rodzicach. Wcześniej, jeszcze w wieku XX, niektórzy dwa razy w ciągu życia tracili wszystko. I Pan wymaga, by w tak krótkim czasie odrobić zaległości PRL, II RP, rozbiorów i I RP? No bez przesady! Ale z jednym się zgadzam, wnioski wyciągnąć trzeba i np. zaprowadzić cenzus majątkowy i wykształcenia na okoliczność wyborów wszelakich.
Sprostowanie, miało być „przemodelowanie społeczne kraju” , a nie „przemodelowane społeczne wsi”.
Do @AQUINUSA:
„…pokład społeczny do zagospodarowania: pokład wszystkich nieudaczników, popaprańców i odpadów społecznych. W warunkach zaś, gdy profesor, mecenas i uczony ma po jednym głosie, podobnie jak menel, klient programu 500+ i notoryczny nierób w trzecim pokoleniu, a dodatkowo 3/4 społeczeństwa do są durnie, powinniśmy dać sobie spokój z demokracją,”
’
Wie Pan, nie wyobrażałam sobie, że można mieć w sobie tyle pogardy do ludzi.
Nawet nie wiem co powiedzieć na to.
Pani chyba nie rozumie czegoś. Kiedy płonie dom, nie można się obruszać, że kwietnik jest zadeptywany. Rzecz nie w pogardzie; ja przejaskrawiam celowo. Rzecz w tym, że Kaczyński i spółka „zagospodarowali” elektorat, na którym nie da się zbudować niczego, poza zdobyciem samej władzy: tym się obieca 500+ (nikt nie pyta, z czego), tym się obieca igrzyska (dokopanie elitom), tamtym obieca się ciemne interesy (vide Szyszko i s-ka), jeszcze innym pozwoli się realizować chore ambicje (Kurski ten od kurwizji). Czy teraz jasne?
Natomiast, co do melioracji tego elektoratu, to niestety tego się nie da, z wtorku na piątek. Bo nieudacznicy są w każdym społeczeństwie w dużej liczbie, natomiast w Polsce, oprócz niskiej frekwencji (ciekawe, dlaczego?), zawiodły wszystkie systemy zabezpieczające (albo ich nie było; w tym sensie, ale tylko w tym sensie prof. Hartmann ma rację). I rzecz najważniejsza, wkurza mnie oskarżanie III RP i jej elit o zaniedbanie [mam wobec niej/nich zarzuty, ale zupełnie inne]; wyjaśniam wyżej, że fizycznie nie da się w ćwierćwiecze usunąć zaniedbań/niedomogów paruset lat. Dlatego uważam, że cały czas płacimy rachunki za PRL i epoki wcześniejsze.
A tak przy okazji, to nie ja wymyśliłem, że 70-80% każdego społeczeństwa to durnie. Rzecz w tym, że w NORMALNYM społeczeństwie durnie o niczym nie decydują. Dlatego, jeśli Pani nie wie, co napisać, to proszę nie zaczynać. Mnie zirytował dogłębnie artykuł prof. Hartmanna, uważam, że nie ma racji, ba – nie przyłożył się.
Zachłystuje się Pan swoim zacietrzewieniem, aż przykro czytać. Nie wiem co napisać, gdyż zwyczajnie zatkała mnie pogarda, którą Pan prezentuje wobec reszty społeczeństwa, poza sobą samym, a i tego pewna nie jestem (wszak: kochaj bliźniego, jak siebie samego). Proszę sobie darować uświadamianie mnie, nie ma takiej potrzeby.
Protestuję przeciwko językowi, którym Pan się posługuje i przeciwko nienawistnemu myśleniu o innych ludziach.
Moje pokolenie mnie bardzo rozczarowuje; dlatego nadzieję pokładam w ludziach młodych, którzy objawili się w rewolcie lipcowej. To nowe pokolenie jest rozumne, wrażliwe, uważne na innych i uważne na język, którym się komunikuje. Myślenie o polityce opiera na wartościach.
Nikomu z nich przez gardło nie przeszłoby żadne zdanie, które Pan wyprodukował, ani nie powstałaby w głowie żadna myśl o odpadach społecznych, nieudacznikach, popaprańcach, cenzusie majątkowym i wykształcenia przy wyborach.
To co tu można jeszcze komentować ….
Przeze mnie w ogóle nie przemawia zacietrzewienie, to, co piszę, to piszę na zimno, na podstawie wieloletnich obserwacji i konstatacji. Mogą się one Pani nie podobać, ale ja nie mam zwyczaju pisania, „żeby ładnie było”.
Z tego samego powodu nie ma we mnie ani krzty pogardy, znowu jest zimna refleksja nad bezrozumnym zrównywaniem profesora z menelem, bo co, bo mają jednakowe żołądki?
Bliźnich w elektoracie PiSu nie widzę, bo oni wszystkich inaczej myślących potopiliby w łyżce wody. Inaczej: mnie nie wadzi, że ktoś myśli/mówi inaczej, mnie wadzi, że ów ktoś czyni wszystko, by ci inni zamilkli, by ich uciszyć. I wtedy nie ma bliźnich, jest walenie po szczękach. Ja na pewno nie będę nadstawiać drugiego policzka. Ale oczywiście każdemu wolno myśleć inaczej. Mnie też!
@Magdalena
Młodzież z lipcowych manifestacji to była młodzież inteligencka.
Ten problem demokracji, że żeby uzyskać głosy wyborców trzeba im wiele naobiecywać (czyli zapłacić) jest znany także w innych krajach. A kupowanie wyborców to wielki problem, bo oznacza to zadłużanie się państwa u przyszłych pokoleń. I o tym się mówi, jednak nie głośno, a Aquinus powiedział głośno i dosadnie to, co wielu myśli, a nigdy, przenigdy tego nie powiedzą, bo to jest wielkie tabu ustroju demokratycznego. Dotyczy to oczywiście również starych demokracji.