17.07.2019

W Białymstoku ruszy 20 lipca pierwszy w tym mieście Marsz Równości.
Jeżeli ruszy. A nawet jeżeli ruszy, to czy spokojnie przejdzie?
Miejscowe władze kościelne, Radio Maryja, fundamentaliści religijni, nacjonaliści, kibole oraz PiS-owscy urzędnicy mobilizują mieszkańców do protestów. Będzie sodoma i gomora – przestrzegają. Przewodniczący klubu PiS w sejmiku podlaskim Sebastian Łukaszewicz nazwał inicjatywę „marszem dewiantów”. Białostocki metropolita abp Tadeusz Wojda określił marsz jako „obcą inicjatywę”, zagrażającą naszym dzieciom.
Sługa boży. Niechaj ci, którzy wierzą w Boga – odpuszczą mu nienawistny język. Pozostali – niech mu wybaczą.
Kobieta to kobieta, a mężczyzna to mężczyzna. W Piśmie Świętym nie ma nic na temat zmiany płci. Brońcie więc Jezusa! Jakby coś się działo, to będziemy rozgrzeszać. Nie lękajcie się! Bóg rozpozna swoich!
„Prawdziwi” Polacy i katolicy wiedzą, co mają robić. Na ten dzień zgłoszono już 50 kontrmanifestacji i pikiet. Zgłoszenia nadal napływają. Z inicjatywy marszałka województwa podlaskiego, Artura Kosickiego (PiS), zapowiedziano piknik rodzinny na trasie „tęczowych”. Wszystko po to, aby zablokować marsz. Miasto szykuje się do obrony „chrześcijańskich wartości”. Ma być telewizja CNN.
W jakiej atmosferze przejdzie marsz? Jego uczestnicy z tęczowymi chorągiewkami zostaną zwyzywani od dewiantów, zoofilów i sodomitów. Z megafonów popłyną ostrzeżenia, że „tęczowa ideologia” zagraża chrześcijańskiej cywilizacji i polskiemu narodowi. Pojawią się obraźliwe transparenty. Może coś poleci w stronę maszerujących?
Oby tylko tyle. To będzie trudny dzień dla miasta – zapowiedział prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski. Lepiej zostać w domu.
Uczestników marszu będzie chyba niewielu (dotychczas zgłosiło się około 1,4 tys.). Niektórzy nie przyjdą z obawy o własne bezpieczeństwo. Ale liczba nie jest najważniejsza. Ich marsz, odważny i historyczny, może wywołać refleksję, że odmawianie praw drugiemu człowiekowi z powodu jego rasy, wyznania czy orientacji seksualnej jest niemoralne. I że na posiadających już te prawa, łącznie z Arturem Kosickim i Sebastianem Łukaszewiczem, ciąży chrześcijański i obywatelski obowiązek solidarności wobec tych, którzy dopiero o te prawa walczą.
Być może więc będzie to piękny dzień dla miasta.
Dariusz Wiśniewski
