11.02.2021

Zgłoszony ostatnio projekt wprowadzenia prawa, na mocy którego rząd mógłby nałożyć na wydawców i firmy działające na rynku medialnym nową daninę (czytaj: podatek) od reklam zamieszczanych na łamach czy w sieci, jest kolejnym dowodem na konsekwentną realizację planu przejęcia i utrzymania władzy przez Jarosława Kaczyńskiego.
Niech nikt nie udaje zaskoczenia ostatnimi posunięciami rządu Mateusza Morawieckiego. To jest realizacja zapowiedzianego planu zbudowania swoistego rządu dusz, uzyskania takiego wpływu na poglądy elektoratu, który wraz z socjalnymi wypłatami 13 i 14 emerytur czy innych pomysłów na rozdawanie przez rząd publicznych pieniędzy, zapewni trwałość poparcia i wygrywanie kolejnych wyborów przez obóz rządzący.
W planie ogólnym, na poziomie makro, to szkoła pod rządami „wybitnego” prawnika Katolickiego Uniwersytetu Przemysława Czarnka, a także wszystkie instytucje kultury pod rządami innego profesora pełniącego już drugą kadencję funkcję wicepremiera, pierwszego wicepremiera jak mówiła o Piotrze Glińskim będącego jednocześnie ministrem kultury i dziedzictwa narodowego była już premier Beata Szydło, mają zapewnić wychowanie nowego człowieka, człowieka wolnego od miazmatów zgniłej kultury Zachodu, żarliwego patrioty i gorliwego katolika.
Tak jest zawsze, gdy dzieje się rewolucja. Rewolucja zmiata stary porządek społeczny i tworzy nowy, czasem nawet wprowadza nowy kalendarz i nową periodyzację dziejów.
W Polsce w 2015 roku zaczęła się rewolucja; i trwa. Jarosław Kaczyński buduje swoją wersję satrapii z nim jako satrapą. Zaczyna się nowy etap polskiej rewolucji.
Nietrudno jest dostrzec, kto jest wzorem dla Kaczyńskiego. To Viktor Orban rządzący samodzielnie od lat na Węgrzech pokazał, jak można opanować rynek mediów stwarzając takie warunki, w których prowadzenie działalności wydawniczej przestaje się opłacać. Ostatnie posunięcie Kaczyńskiego, jakim było przejęcie przez państwową spółkę Orlen praktycznie całego rynku wydawnictw regionalnych, pokazuje drogę, którą pójdzie w przejmowaniu dużych – a nawet międzynarodowych – firm wydawniczych. Państwowych pieniędzy nie zabraknie. Państwo nie kupuje bowiem gazet czy tygodników, nie wykupuje od zagranicznych koncernów stacji czy programów telewizyjnych – państwo kupuje pewność, że władzy raz zdobytej (przez przypadek) nie odda nigdy.
Takie jest marzenie każdego satrapy, niezależnie od ustroju, w jakim satrapia powstaje.
Zostawię na boku wszystkie niuanse prawne i ekonomiczne, zawarte w rządowym planie opodatkowania wpływów od reklam. Jest ich multum, od celowego unikania nazwy podatek (bo wtedy taki podatek mógłby wejść dopiero w przyszłym roku), przez zasłonę dymną, jaką jest zapowiedź, że robimy to po to, aby opodatkować światowych gigantów takich jak Google czy Facebook, po krańcowo cyniczne wskazanie celu, dlaczego tak trzeba robić. Rząd twierdzi, że z uzyskanych pieniędzy poprawi sytuację finansową w państwowej służbie zdrowia i doposaży takie placówki kultury narodowej jak muzea. I mówi to ta sama formacja, która w ubiegłym roku przeznaczyła dwa miliardy, powtarzam dwa miliardy złotych na swoją, partyjną telewizję Jacka Kurskiego odrzucając wniosek opozycji parlamentarnej, by przekazać te pieniądze na walkę z rakiem.
To dobry moment, aby przejść do sprawy zasadniczej, jaką jest, moim zdaniem, sprawa zawarta w pytaniu – czym albo kim jest teraz, w 2021 roku polskie społeczeństwo? Czy można budować na założeniu – a Jarosław Kaczyński buduje – że ludzie nie myślą, że ludzka pamięć jest ulotna, że to, co było w zeszłym roku już się nie liczy? Tylko wtedy wydatek każdych pieniędzy na partyjną telewizję Jacka Kurskiego ma sens. Jacek Kurski udowodnił, że jego filozofia zawarta w słynnym „ciemny lud to kupi” skutecznie realizowana przez zespół nazywający się dziennikarzami, wciśnie każde kłamstwo odbiorcom TVP – a to oni tworzą twarde jądro PiS-owskiego elektoratu.
Siła przekazu telewizyjnego tkwi w znanym powiedzeniu – to jest prawda, bo mówili o tym w telewizji. Pamiętam tamte czasy, tak wtedy było.
Ale czy nadal tak jest?
Moim zdaniem nie, te czasy się bezpowrotnie skończyły. Poza starymi ludźmi, wykluczonymi cyfrowo, niekorzystających z żadnych mediów społecznościowych, nikt już nie ma takiego oglądu świata. Młodzież żyje w sieci, czytelnictwo prasy papierowej kurczy się. W perspektywie dziesięciu lat skurczy się definitywnie. Walka o rząd dusz przeniesie się do Internetu, a wtedy pomruki władzy będą tylko pomrukami. No, chyba że zaczniemy wzorować się nie na Orbanie a na Chinach. Wszystko możliwe. Rząd dusz wart jest każdych pieniędzy.
Pomysł na przejęcie rynku medialnego poprzez stworzenie takich warunków, że nikomu poza państwem nie będzie się opłacała taka działalność może okazać się skuteczny.
Orbanowi się udało, może się udać Kaczyńskiemu.
Ale nawet wtedy decydujące będzie to, jak wielkie będą elektoraty, jak wielu ludzi opowie się po stronie narracji opartej na zaprzeczaniu podstawowych praw logiki, przekazu odrzucającego naukę na rzecz wiary – zwłaszcza tej, którą prezentują urzędnicy pana boga, przekładającej doraźne korzyści materialne nad realne zagrożenia autorytarnej władzy.
To są proste wybory. Każdy ma możliwość opowiedzenia się po jednej lub po drugiej stronie.
Ufam, że przewagę zyskają zwolennicy demokracji – jakkolwiek ją pojmują – nad tymi, którzy z lenistwa umysłowego czy zwykłego wygodnictwa nie pójdą na wybory i będą gotowi zadowolić się doraźnymi, małymi korzyściami.
Zobaczymy, jaki będzie wynik tej konfrontacji. Mam nadzieję, że pokojowej.

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Właśnie nie jestem pewien czy to dalszy ciąg rewolucji. Pewnie taki był cel w założeniu, ale sposób w jaki sie go forsuje jest zupełnie nieracjonalny. NIe skonsultowano go z koalicjantami, którzy razem dysponuja ponad 30-ma głosami w Sejmie.
*
Cała ta wrzutka ze „składką z reklam” została wywołana jednocześnie z konfliktem w partii Gowina. JK już w 2007 próbował skonsumowac przystawki i wtedy przegrał. Wygląda na to, ze próbuje powtórzyć ten manewr celowo i świadomie, zdając sobie sprawę, że nie radzi sobie z pandemia i z gospodarką jednocześnie. W perpektywie kilku miesięcy przyspieszone wybory moga jeszcze pisowi dac silna pozycje parlamentarną – za rok czy dwa to moze juz byc klęska.
Niezależnie od rzeczywistych zamiarów już swoje ugrał. W społeczeństwo (no dobra, w jego część) wsiąkła kolejna dawka krzywd, jakie wyrządzają nam obcy, szczególnie Niemcy. Niezależnie od dalszych losów projektu, to kiedyś zaprocentuje.
Ale nie wśród młodzieży, tych którzy za trzy lata pójdą do wyborów – będzie się działo..
Tak, to prawda, to może być powtórka z rozrywki 2007 roku ale tylko wtedy gdy zakładamy racjonalność działań prezesa. Moze być też tak, ze tu zadnej racjonalności nie ma, jest tylko chęć odwetu za majowe wybory kopertowe. Bliski jest mi taki pogląd, że Jaroslaw nie panuje już nad swoimi emocjami, poczucie wszechwładzy jaką miał przez ostatnie lata, pełna izolacja od prawdziwego życia dala taki skutek. Przecież to co dzieje się na Nowogrodzkiej to jest sztuczna „bańka” a nie realne zycie.. Nawet wejście do rzadu nic nie zmieniło – czy ktoś moze wskazać na przyklady realnej pracy w gabinecie wicepremiera odpowiedzialnego za bezpieczeństwo – nie ma takich, zadne tytuły o tym nie piszą mimo że wyciekły wyniki gry sztabowej w której przegralismy wojnę w cztery dni. Jezeli takie wrażliwe informacje mogą pojawiać się w sieci to gdyby prezes rzeczywiście pracował jako czlonek rzadu ( a tam jest co robić) to moglibysmy się o tym dowiedzieć.
Szaleństwo ma to do siebie, ze się nasila i wymyka się wszelkiej racjonalności. Ale może jest inaczej, bardzo bym tego chciał – niech prezes toczy wojny w logice wojny. Lepsza taka logika niż szaleństwo…
Mnie się wydaje, że to pomysł na wykończenie mediów i Gowina zarazem. W dłuższej perspektywie. Bielan pójdzie do sądu z argumentem braku wyborów i może nawet bez pro-pisowskiego wygrać, a potem ich rozwalić jako partię. Oni nie są tak zwarci jak ziobryści. A już ostatnie co Kaczyńskiego interesuje to pandemia i gospodarka. W razie czego wyleci PMM. A chodzi przecież tylko o to, by mieć taką drużynę w sejmie żeby zawsze było >231 za. Wtedy np będzie można przegłosować ustawę, że wybory może wygrać tylko pis. pad podpisze. nie wierzę w wolne wybory za 3 lata. zbawca narodu ma dopiero 70, jeszcze spokojnie może 10 lat carować. ma jednak pewne lęki, lub paranoję, bo po co zdrowemu człowiekowi na umyśle 40+ radiowozów przed domem? nawet na słynne spotkanie kim-trump przytruchtała zaledwie garstka. czy w tym widzę nadzieję, no nie wiem