Jacek Pałasiński: Drugi obieg (123)14 min czytania

()

15.11.2021

1. Jedno małe słówko, a może oznaczać śmierć. Tak, jak komenda „pal”.

Miało być „phase out” a jest „phase down”.

„Out” dałoby naszym dzieciom i wnukom szanse na przeżycie.

„Down” być może skazuje je na śmierć.

P.T. Czytelnicy wiedzą, o co chodzi, D.O. ma nadzieję?

Może być zdjęciem przedstawiającym 2 osoby i tekst „INDEPENTENT ME NPNONIS 1 nATVE Cop26: Emotional Alok Sharma apologises as coal phascout text Û mn deal watered down' Sutte INDEPENDENT Alok Sharma makes tearful apology forlast-minute changes to Cop26 deal”
Alok Sharma płakał i przepraszał za zmianę „phase out” na „phase down”. Gdyby ktoś nie pamiętał, to brytyjski deputowany, przewodniczący COP26 w Glasgow.

Zmianę z „out” na „down” – jak piszą światowe media – „zawdzięczamy” Chinom i Indiom.

2. À propos: Al Jazeera pisze (https://www.aljazeera.com/…/delhi-shuts-schools-as…), że w New Delhi kazano zamknąć szkoły, a rząd rozważa „lockdown z powodu zanieczyszczenia”. Zła jakość powietrza w stolicy Indii prawdopodobnie utrzyma się co najmniej do 18 listopada z powodu „słabych wiatrów”.

A kiedy wiatry już nadejdą, cały ten bury syf przeleci nad inne miasta i wioski Indii i świata.

3. Co zostało uzgodnione na COP26?

  • Dokument wzywa kraje do ponownej publikacji swoich planów działań na rzecz klimatu, do końca przyszłego roku, z ambitniejszymi celami redukcji emisji do 2030 r.
    D.O. już sobie wyobraża, co napisze szajka.
  • Tekst podkreśla potrzebę zwiększenia przez kraje rozwinięte, poza obecne 100 miliardów dolarów, funduszy, które przekażą tym krajom, które już odczuwają skutki zmian klimatycznych,.
  • Przywódcy z ponad 100 krajów, reprezentujących około 85% lasów świata, obiecali powstrzymać wylesianie do 2030 roku.
    D.O. już pisał: do 2030 szajka nie pozostawi w Polsce już żadnego lasu. Potem szajka dotrzyma obietnicy i nie będzie wycinać.
  • 100 krajów zobowiązało się zmniejszyć o 30% obecne emisje metanu do roku 2030.
    Metan jest jednym z najsilniejszych gazów cieplarnianych i jest obecnie odpowiedzialny za jedną trzecią powodowanego przez człowieka ocieplenia. Większość pochodzi z hodowli bydła i utylizacji odpadów.
    D.O. już sobie wyobraża Polaków, przechodzących na wegetarianizm i hodowców bydła, przerzucających się na produkcję brokułów.
  • Ponad 40 krajów – w tym głównych użytkowników węgla, takich Polska, Wietnam i Chile – zgodziło się odejść od węgla. Z nadal wytwarza się zeń około 37% światowej energii elektrycznej.
    I prawie 70% polskiej. Na początku lutego br. szajka przyjęła uchwałę ws. Polityki Energetycznej Polski do 2040 r. Przewiduje, że w r. 2030 udział węgla zmaleje do 56%.
    D.O. już sobie wyobraża zamykanie Bełchatowa, Kozienic, Turowa – żeby wymienić tylko największych trucicieli.
  • 450 prywatnych organizacji finansowych, które wspólnie mają 130 bilionów dolarów, zgodziło się wesprzeć „czystą” energię odnawialną i wycofać wszelkie finansowanie z przemysłu spalającego paliwa kopalne. Pożywiom, uwidim: BBC np. pisze, że „ta inicjatywa może oznaczać niewiele więcej niż ćwiczenie z PR”.

D.O. doda ze smutkiem, a nawet przerażeniem, że osiągnięte na COP26 „rozwodnione” porozumienie, nie jest dla sygnatariuszy prawnie wiążące.

Możemy im nagwizdać.

STOP. Przerwa. Będzie przypowieść.

4. D.O. dużo podróżował i bywał w ciepłych krajach. Tak ciepłych, że można było zwariować. Albo zdechnąć. Materializują mu się pod powiekami wspomnienia tego razu, kiedy w New Delhi wyciągnął rękę nad stołem, żeby wziąć dokument do podpisania i zobaczył, jak jego palce pozostawiają na powierzchni stołu pięć strumyczków wody. Organizm zareagował na te 48 czy 49 stopni Celsjusza i 95% wilgotności gwałtownym wydzielaniem potu, tak gwałtownym, że ściekał po palcach strumykami.

Kiedy przechadzał się po potwornie zatłoczonej stolicy Indii, dostrzegł, że tutejsze kobiety są piękne, lecz ich ciała są odrażająco oblepione sari przesiąkniętymi potem.

Pewnie: D.O. był białym przybyszem z Europy i mieszkał, choć biedny w ojczyznach, w pięciogwiazdkowym hotelu z air conditioningiem i własnym, potężnym generatorem energii elektrycznej, zważywszy, że robiące bokami elektrownie raz po raz wyłączały dostawy prądu. Ale tubylcy AC nie mieli. A kiedy D.O. wyjechał „w plener”, szybko odkrył wsie, w których energii elektrycznej w ogóle nie było.

Kiedy indziej, jadąc z Phoenix do Los Angeles obrzeżami ukochanej Mojave Desert stwierdził z przerażeniem, że w jego samochodzie przestała działać klimatyzacja. Zaczął się poważnie obawiać o siebie. Skończyło mu się paliwo i zjechał z „Interstate” w bok, zatankować. Dokoła była pustynia i stacja benzynowa z napisem „Najwyższy termometr świata”. Rzeczywiście spory. A na nim: 128 stopni Fahrenheita. Czyli 53,3 stopnie Celsjusza. D.O. stał krótko na zewnątrz i, trzymając pistolet z dystrybutora w baku – śmiał się. Raz, że rozśmieszyły go te warunki, zupełnie nienadające się do życia, dwa, że ucieszył się, że w jego samochodzie AC jednak działa, tylko nie wyrabia.

Może być zdjęciem przedstawiającym na świeżym powietrzu i pomnik
Najwyższy termometr świata w Baker, Kalifornia

Przy okienku zapytał kasjerkę, czy te 128 stopni, to rekord. – „A gdzie tam – odpowiedziała – w zeszły piątek były 132”!

Może być zdjęciem przedstawiającym droga
Tu D.O. doświadczył, jak to jest, kiedy w cieniu jest 53,3 stopnia Celsjusza. Nie jest fajnie.

D.O. był jeszcze w wielu upiornie gorących miejscach planety: do Sahary dobierał się ze wszystkich stron, był 4 stopnie od Równika w Afryce i mijał Równik w Ameryce Środkowej. I dlatego wie.

Wie, że jeśli temperatura wzrośnie choćby o jeden jeszcze stopień, to nie tysiące, nie miliony: miliard ludzi rzuci się do ucieczki na Północ i na Południe, byle dalej od piekielnego upału, od morderczej suszy, od pustyni, na której nie chce rosnąć nic do jedzenia, od pewnej śmierci.

Nie będą się oglądać na nic: pa prawa, na zakazy, na granice, na mury i zasieki: będą szli, bo będą musieli ratować życie własne i dzieci. A to instynkt, którego nie sposób powstrzymać.

Nich ich nie będzie obchodziła religia miejsc, do których będą zmierzać, nic ich dorobek cywilizacyjny.

Może być zdjęciem przedstawiającym tekst „The world is getting warmer Annual mean land and ocean temperature above or below average, 1850 to 2020 1°℃ 0.8℃ 0.6℃ 0.4℃ 0.2℃ 0°C -0.2℃ -0.4°C -0.6°℃ 1850 1900 Note: Average calculated from 1951 to 1980 data Source: University of California Berkeley 1950 2000 BBC”
Jest cieplej. Będzie bardziej.

Dlatego D.O. przyłącza się do Aloka Sharmy i wraz z nim płacze, że „out” mordercy naszych wnucząt zamienili na „down”.

STOP! Przerwa. Będzie kolejna przypowiastka.

5. Profesor Michał Leszczyński sprowokował D.O., więc D.O. czuje żądzę zemsty. „Ale chyba nie napiszesz, jak się robi oliwki”? – zapytał.

A napiszę!

Oliwki rosną na drzewach. Rodzaje tych drzew to cultivar. Niektóre cultivar nadają się do tłoczenia – żeby była oliwa, „ἔλαια” po grecku, „olea” po łacinie; nazywa się je z włoska „cultivar da olio”.

Niektóre – rzadsze – nadają się do spożycia w postaci owocu i wtedy nazywa się je „Cultivar da mensa”.

Owoce mogą być „heavy duty” – oliwkowy, smaczny chłam, nadający się do sosów i potraw, albo też na przekąskę, albo mogą być szlachetne, że aż niebo w gębie.

Te ostatnie to przeważnie „olive dolci giganti” – gigantyczne oliwki słodkie.

Ważne: oliwka zerwana z drzewa NIE NADAJE SIĘ do jedzenia. Ważne: te „da mensa” – stołowe – zrywa się przeważnie we wrześniu, zupełnie niedojrzałe.

Wszystkie zerwane oliwki zawierają glikozyd oleuropeiny, co czyni je tak gorzkimi, że odgania ptaki i ludzi.

Wszystkie oliwki, by były jadalne, trzeba obrabiać, przez odgoryczanie.

Najprostszy i najpowszechniejszy system obróbki polega na odgoryczaniu ich w solance, rzadziej w sodzie. W zależności od cultiwar – o większym lub mniejszym stężeniu, dłużej lub krócej.

Do odgoryczenia, na każdy kilogram oliwek daje się litr wody i 100 g grubej soli (solanka 10-procentowa).

Należy je gotować przez 10 minut i pozostawić do ostygnięcia; następnie całość wlewa się do hermetycznej beczki i zamyka. Po 60 dniach oliwki się odsącza i ponownie zalewa solanką; tym razem na 1 litr wody dodaje się 80 g gruboziarnistej soli (tzw. „druga”, przeważnie 8-procentowa solanka) i znów szczelnie się je zamyka. Będą gotowe do spożycia po 2 miesiącach, a ich trwałość w niehermetycznym naczyniu to ok. 8 miesięcy.

I teraz tak: w dyskontach trafiają się małe paczuszki oliwek drylowanych, po kilka złotych, typu 3 zł za 100 g.

D.O. by tego nie jadł, choć są jadalne. Natomiast bez wahania używa ich do sosów pomidorowych: wzbogacają i urozmaicają smak. W proporcjach quodlibet. Można je też zgrubnie rozgnieść, jeśli ktoś nie lubi „obcej” konsystencji w jednolitym sosie.

I to jest miejsce na duże ALE.

Ale D.O. zna się na rzeczy i do „spożycia indywidualnego” wybiera WYŁĄCZNIE „olive dolci giganti”. I WYŁĄCZNIE włoskie. To prawdziwa rozkosz, niebezpieczna, bo to jednak zawiera sporo tłuszczu – do 20% wagi – a przestać to wciągać jest trudno.

O co chodzi?

Ano o to, że szowinista kulinarny D.O. wie, że Włosi, ci najlepsi, ambitni, swoje cenne „olive dolci giganti” potrafią robić w drugiej solance wręcz 1-procentowej. To wymaga dłuższego leżakowania, specyficznych warunków konserwacji itp., ale efekt wart jest tych wszystkich wysiłków. Słodycz i rozkosz.

I na zakończenie D.O. zdradzi, że najlepszy cultivar na „olive dolci giganti” to Nocellara del Belice a Belice to subregion na zachodnich zboczach Etny.

D.O. poleca także: Bella di Cerignola z Apulii, którą stawia na drugim miejscu w klasyfikacji najlepszych na świecie, Ascolana miękka z regionu Marche, Intosso z Abruzzo, Okrągła (Tonda) di Cagliari na Sardynii – też pyszne.

Z tym że P.T. Czytelnik nigdzie nie znajdzie informacji, jaki cultivar znajduje się w środku opakowania. No, może gdzieś w specjalistycznych sklepach we Włoszech. Ani też w iloprocentowej drugiej solance były przechowywane. Oczywiście we włoskich delikatesach można zapytać i gdzieniegdzie nawet wiedzą. Raz D.O. trafił na peryferii Szczecina na sklep włoski z Polakiem w środku, tak dobrze poinformowanym o oliwkach i oliwie, że D.O. szczęka opadła.

Ale, gdyby nie było akurat włoskiego sklepu z maniakiem oliwek i oliwy w środku to – cóż – można spróbować polegać na kolorze. Powinien być jaskrawozielony.

Ale, szczerze mówiąc, od czasu bankructwa sieci supermarketów Alma, D.O. ani razu nie widział „olive dolci giganti” w wielkiej dystrybucji. A i w Almie były horrendalnie drogie, 40 zł za bodaj 250-gramowy słoiczek.

Zieloniutkie oliwki bywają na straganach w supermarketach, ale: a. ceny są nieprzyzwoite i D.O. pod nosem szepce, żeby się w d. pocałowali; b. diabli wiedzą na co się trafi, bo jako włoskie sprzedawane są hiszpańskie, ładne, ale upiornie słone i upiornie drogie.

Koniec przypowiastek.

6. Zła wiadomość: media włoskie donoszą (https://www.repubblica.it/…/olio_d_oliva_la…/…), że tegoroczne zbiory oliwek były gorsze od oczekiwań, w związku z czym ceny oliwy pójdą mocno w górę.

À propos cen. D.O. wylicza, że świeżo wytłoczona oliwa tegoroczna, novembrina, czyli tłoczona w połowie listopada i najlepsza przed końcem roku, z rzadkiego cultivar, dającego ponadprzeciętne wartości aromatyczne i organoleptyczne typu biancolillo, nie może kosztować mniej niż 25 euro za butelkę ¾ litra.

I, skoro już przy tym jest, to gorąco odradza większe pojemniki. W odkorkowanej butelce dość oliwa szybko traci aromat. Będzie dalej dobra, ale już nie będzie powodować dreszczu rozkoszy.

7. Kolejna zła wiadomość, to ta, że w Apulii, jednej z ojczyzn dobrej oliwy, nie udaje się wytrzebić epidemii xylelli. Cóż to jest xylella? Xylella fastidiosa (czyli uciążliwa) to bakteria z klasy Gammaproteobacteria, rodziny Xanthomonadaceae, która żyje i rozmnaża się tkankach drzewa, przewodzących soki. Bardzo trudna do wykrycia, zanim drzewo nie ulegnie zniszczeniu. W drzewach powoduje syndrom szybkiego wysychania.

Może być zdjęciem przedstawiającym stoi
Xylella fastidiosa.

Media piszą (https://bari.repubblica.it/…/xylella_nel_brindisino…/…), że niedaleko Brindisi Xylella rozprzestrzenia się na równinie tysiącletnich drzew oliwnych: ponad 1100 drzew trzeba szybko wykorzenić między Ostuni i Fasano, inaczej będą dalej zarażały. Na tym obszarze rośnie około 250 tysięcy drzew oliwnych, które tworzą niepowtarzalny krajobraz. Istnieje obawa, że bakteria może zanieczyścić to bogactwo. Niektóre drzewa mogą mieć nawet 3000 lat.

Popatrzcie na te trzęsące się filmiki poniżej. Właśnie tam, zachwycony, D.O. je nakręcił.

(20+) Facebook

Koniec STOP-u.

8. To już dzisiaj! Joe Biden porozmawia przez zooma z Xi Jinpingiem, który właśnie został dożywotnim czerwonym cesarzem komunistycznych Chin i ma wielką chrapkę połknąć cały świat. Odkąd D.O. był w Chinach, uważa, że największym błędem, jaki mąż stanu, politolog, czy zwykły zjadacz chleba (albo klusek) może popełnić, to lekceważenie chińskiego geniusza. A kiedy geniusz bierze ślub ze złem, to geniusza zła nic nie zatrzyma.

9. Szef sił zbrojnych Wielkiej Brytanii powiedział, że jego kraj musi być gotowy na wojnę z Rosją (https://www.theguardian.com/…/uk-must-be-ready-for-war…). Generał sir Nick Carter mówi, że Rosja stała się większym zagrożeniem w Europie Wschodniej, niż wtedy, gdy obejmował swoja funkcję osiem lat temu, choć nie wierzy, by Putin chciał „gorącej wojny”.

Słynny szpieg z MI6 Christopher Steele (ten, który wie, że FSB ma kompromitujący film z Donaldem Trumpem) powiedział, że jest przekonany, iż Moskwa uważa, że jest w stanie wojny z Wielką Brytanią i jej sojusznikami.

Zapytany o ten pogląd na temat Carter powiedział:

Prawdopodobnie Rosja postrzega globalny kontekst strategiczny jako ciągłą walkę, w której, jak sądzę, wykorzystałaby wszystkie narzędzia władzy, aby osiągnąć swoje cele. Ale robiąc to, [Rosjanie] nie chcą wywołać gorącej wojny.

Więc tak, w pewnym sensie myślę, że [Steel] ma rację. Oczywiście pytanie brzmi, jak definiujesz wojnę, a ja, jako żołnierz, miałbym tendencję do definiowania wojny jako faktycznego aktu walki, a nie sądzę, żeby tego chcieli. „Ale myślę, że chcą spróbować osiągnąć swój cel w bardziej zniuansowany sposób

No tak, sądzi D.O.: Rosjanie stali się niedościgłymi mistrzami wojny hybrydowej i prowokowania zamierzonych przez siebie działań rządów, z którymi ma na pieńku. Co widać wyraźnie po tym, jak dziś geniusze z pisu ochoczo tańczą pod muzyczkę graną na Kremlu.

Sir Carter uważa, że Rosja realizuje punkty z „hybrydowego podręcznika, w którym łączy dezinformację z destabilizacją, a pomysł popychania migrantów do granic Unii Europejskiej jest klasycznym przykładem tego typu działania”. Dodał, że najprawdopodobniej sytuacja na granicy Białorusi i Ukrainy to „klasyczne odwrócenie uwagi” rosyjskiego rządu, takie, jakie stosuje „od lat”. Zapytany, czy mogłoby to przerodzić się w otwartą wojnę, Carter odpowiedział: „Nie wiem. Myślę, że musimy mieć się na baczności i upewnić się, że zwycięży odstraszanie, a co najważniejsze musimy upewnić się, że w sojuszu NATO jest jedność i nie pozwalamy na żadne luki w naszej zbiorowej pozycji”.

Niestety – doda D.O. – agenci Putina w Polsce, na Węgrzech, we Włoszech, Francji, Hiszpanii i innych krajach Europy (niebawem zobaczycie ich wszystkich w Warszawie na zaproszenie Jarosława K.) stają na głowie, by zdestabilizować Unię Europejską i NATO.

Tak, że tak.

10. À propos: jak donosi prasa izraelska (https://www.jpost.com/…/hackers-compromise-fbis…), hakerzy włamali się w sobotę do systemu poczty elektronicznej FBI, Federalnego Biura Śledczego, skąd wysłali dziesiątki tysięcy wiadomości ostrzegających o możliwym cyberataku.

Fałszywe e-maile pochodziły z legalnego adresu e-mailowego FBI kończącego się na @ic.fbi.gov, podało FBI w oświadczeniu.

Nikt nie stawia hipotezy, kto włamał się do superchronionego systemu komputerowego FBI. Nikt, poza D.O., a i on tylko w duchu ją sobie stawia, bo się boi.

Jacek Pałasiński

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.