11.12.2021
1. Wow! Węgierski Trybunał Konstytucyjny, choć obsadzony ludźmi mafiosa, odrzucił dziś rano apelację przeciwko Europejskiemu Trybunałowi Sprawiedliwości, którą w imieniu Orbána złożyła potężna minister sprawiedliwości Judit Varga, czyli tamtejsza Zi0br0. Sąd Najwyższy, niespodziewanie, wydał wyrok, zgodnie z którym węgierski wymiar sprawiedliwości nie może przyznać sobie prymatu ani wyższości nad prawem europejskim.
Amatorzy! Trybunał kulinarny pani magister nigdy by się nie dopuścił takiej zdrady…
Chociaż… W świetle sondaży, Viktor Orbán is a dead man walking. Może tamtejsza Zi0br0 et consortes usiłują ratować się przed długoletnim więzieniem po zmianie większości parlamentarnej?
Tyle, że na Węgrzech opozycja się zjednoczyła.
No i, właściwie, na miejscu kluczowych sług szajki, D.O. zacząłby się baczniej przyglądać rodzimym sondażom opinii publicznej.
Można sobie np. zacząć przypominać popularną pieśń patriotyczną: „Nadejdzie jednak dzień zapłaty / Sędziami wówczas będziem my”.
2. D.O. powtarza sobie pod nosem „kanclerz Niemiec Olof Scholz, kanclerz Niemiec Olof Scholz”, ale mu jeszcze w automat nie weszło.
No więc kanclerz Niemiec Olof Scholz w swą pierwszą podróż zagraniczną pojechał do Paryża, gdzie spotkał się z rozsądnym, cywilizowanym prezydentem Francji Emmanuelem Macronem (https://www.tagesschau.de/inland/scholz-macron-103.html). Podczas spotkania podkreślili, że „Granice Ukrainy są nienaruszalne”. Podobno jednak trochę się poróżnili: Scholz miał mówić o marszu Europy w kierunku państwa federalnego, ale Macron, na krótko przed wyborami, gdzie mu będą zagrażali z prawej, przyhamował, mówiąc, że „wierzy w państwa narodowe”.

Obaj przywódcy dobrze się znają, widzieli się już podczas niemieckiej kampanii wyborczej. We wrześniu ubiegłego roku ówczesny kandydat SPD przybył do Pałacu Elizejskiego na rozmowę, z której nic nie wynikło, ale też wyniknąć nie mogło, bo – jak D.O. wspomniał – Emmanuel Macron to człowiek rozsądny i cywilizowany i w kampanię wyborczą w zaprzyjaźnionym kraju się nie miesza.
3. Nie to, co szajka: właśnie, czy lokator Pałacu Namiestnikowskiemu pogratulował już szczerze Joe Bidenowi wyboru na stanowisko prezydenta? W środę coś bredził podczas łączenia ze szczytem w sprawie demokracji w Białym Domu, że granica z Białorusią to przepaść między demokracją i jej brakiem, chociaż nie ma w Europie bardziej zbliżonego do Łukaszenkowego reżimu niż polski i węgierski (https://twitter.com/JakubKumoch/status/1469047328422174727). A w czwartek Joe Biden poinformował hurtowo szefów rządów mało liczących się krajów z Europy Środkowej – Bułgarii, Czech, Estonii, Litwy, Łotwy, Polski, Rumunii, Słowacji i Węgier – o przebiegu swoich rozmów z Putinem na temat Ukrainy. Dla mafiosa z Budapesztu to była jedyna okazja pooglądać sobie Bidena, bo jako jedyny spośród liderów UE nie został zaproszony na wirtualny szczyt o demokracji. I słusznie.
No a teraz Scholza czekają mniej przyjemne spotkania, bo w niedzielę wybiera się do Warszawy. A szajka już zasygnalizowała, że Scholz to herszt IV Rzeszy, więc rozmowy mogą być zabawne.
4. Wyprzedziła go nowa minister Spraw Zagranicznych Niemiec Annalena Baerbock. Przyjechała z wyuczoną lekcją i nie powiedziała nic ciekawego, ale dała okazję grubemu facetowi, który ponoć jest szefem polskich dyplomatołków popisać się prymitywizmem i głupotą. Frau Annalena, Europa ma wobec pani spore oczekiwania, bardzo prosimy ich nie zawieść!
5. Co na to gospodin P.?
Gospodin P. ostrzega: „Rusofobia to pierwszy krok w kierunku ludobójstwa”.
Podczas rozmowy z dyrektorem agencji informacyjnej „Rossija Siewodnia” Kiryłem Wyszyńskim, który w przeszłości porównywał sytuację rosyjskich bojców w Donbasie do Holokaustu, powiedział: To, co widzimy w Donbasie jest jasne dla ciebie i dla mnie: rusofobia to pierwszy krok w kierunku ludobójstwa” (https://www.bbc.com/news/world-europe-59599066).
Niektóre media interpretują to, jako oznakę, że Putin nic sobie nie zrobił z ostrzeżeń Bidena.
Z tego, co referował po rozmowie z Bidenem Wołodymyr Zełenski i z tego, co w czwartek wieczorem mówiła rzeczniczka Białego Domu Jen Psaki, Waszyngton nie zamierza pozostawiać wątpliwości interpretacyjnych: „Jest jasne – powiedziała Psaki – że w 2014 roku to Rosja była agresorem, a nie Ukraina”.
Tymczasem, w odpowiedzi na zmasowanie wojsk rosyjskich z trzech stron wzdłuż granicy z Ukrainą, wojska ukraińskie też się przemieściły na wschód. Ale… „Nie mamy wystarczających środków, aby odpowiedzieć na zakrojony na szeroką skalę atak Rosjan” – przyznał szef ukraińskiego wywiadu wojskowego generał Kyryło Budanow.
To, czego Ukraina obawia się najbardziej, to atak rakietowy i, ogólnie rzecz biorąc, powietrzny: Ukraina nie ma jak na nie odpowiedzieć. Cała Ukraina nie ma tylu samolotów, ile Rosja rozmieściła wzdłuż granicy, a rozmieściła tylko część swojego stanu posiadania. Jej systemy przeciwlotnicze są przestarzałe i w konfrontacji będą raczej nieskuteczne. Dodatkowo Moskwa może liczyć na marynarkę wojenną. Według eksperta wojskowego, z którym rozmawiał New York Times (https://www.nytimes.com/…/ukraine-military-russia…), Roberta Lee, „Siły Rosji obejmują gotowe do walki okręty podwodne i fregaty na Morzu Czarnym uzbrojone w pociski manewrujące oraz jednostki lądowe wyposażone w pociski balistyczne Iskander-M, podczas gdy na Ukrainie brakuje poważnych systemów obrony przeciwrakietowej. Rosyjskie rakiety mogą zniszczyć znaczną część ukraińskiego wojska w mniej niż godzinę”.
„Jeśli Rosja naprawdę chce uruchomić swoje konwencjonalne zdolności, może wyrządzić ogromne szkody w bardzo krótkim czasie” – powiedział Lee. „Mogą bardzo szybko zdewastować ukraińskie wojsko na wschodzie, w ciągu pierwszych 30-40 minut”.
D.O. tak sobie myśli, że na Polskie wojsko wystarczy kwadrans, w końcu tak znakomici specjaliści jak pan Antoni M. czy Mariusz B. Już o to zadbali!
6. Brytyjski sąd orzekł, że Julian Assange może zostać poddany ekstradycji do USA (https://www.bbc.com/news/uk-59608641). Podczas poprzedniej rozprawy, sędziowie stwierdzili, że istnieje ryzyko, że w przypadku ekstradycji Assange będzie przetrzymywany w bardzo restrykcyjnych warunkach więziennych. Jednak władze USA zapewniły, że nie spotka go te najsurowsze środki, chyba że w przyszłości popełni czyn, który na nie będzie zasługiwał.
Niektórzy uważają Assange’a za bohatera, D.O. do nich jednoznacznie nie należy.
Może jednak 10 lat, które de facto spędził w reżimie skrajnie ograniczonej wolności lub bezpośrednio w więzieniu mogłyby być zaliczone w poczet ew. wyroku pozbawienia wolności w USA?
7. Czy P.T. Czytelnicy pamiętają jeszcze wieloletniego premiera Izraela Beniamina Netanyahu? Tego, który, kiedy jeździł w odwiedziny do Trumpa, zabierał ze sobą wannę wazeliny?
No, to Trump mu się odwdzięczył. „I haven’t spoken with him since [he congratulated Joe Biden]. F*** him” – powiedział w wywiadzie, udzielonym Barakowi Ravidowi, autorowi właśnie opublikowanej książki „Trump’s Peace: The Abraham Accords and the Reshaping of the Middle East”.
No Trump nigdy nie był zbyt oryginalny. Przed nim wielu ludzi daleko od Trumpa mądrzejszych mówił o Netanyahu „F*** him”.

8. BBC (https://www.bbc.com/news/world-asia-59592355) opisuje mrożącą krew w żyłach historię Mr. Grahama George’a Spencera, mieszkańca Singapuru, który w parku w tymże Singapurze został napadnięty przez wydry i dotkliwie pogryziony: naliczono na nim 20 ran. Pan spencer był przekonany, że nie wyjdzie z tego żywy. Ale na szczęście wyszedł i swoją historię opowiedział. Dyrekcja parku powiedziała, że choć ugryzienia przez wydry zdarzały się już wcześniej, to akurat to stadko, które pana Spencera napadło, w przeszłości nie było agresywne. Co powinno być dla pana Spencera dużym pocieszeniem.
Patrząc na fotografię, zamieszczoną przez BBC D.O. odniósł wrażenie, że to wcale nie były wydry, tylko dinozaury.

Coś podobnego dzieje się często w Polsce: różne wydry napadają na Bogu ducha winnych ludzi, którzy wychodzą z tej konfrontacji przynajmniej mocno poturbowani.
D.O. założy się, że i ty, Czytelniku, niejedną znasz agresywną wydrę!
A teraz dwie historie z drugiej ojczyzny D.O.
9. Pierwsza: Władze Rzymu zaapelowały do mieszkańców, by bardzo oszczędnie opakowywali prezenty bożenarodzeniowe, a najlepiej, żeby ich nie opakowywali wcale, z powodu niekończącego się kryzysu śmieciowego. Parę miesięcy temu były wybory municypalne i poprzednia burmistrz Virginia Raggi przegrała m.in. z powodu nieumiejętności poradzenia sobie z problemem wywózki śmieci z ulic. Niestety, nowy burmistrz Roberto Gualtieri radzi sobie jeszcze gorzej.

A D.O. radzi adoptować hasło z tzw. black Friday: „Nie kupuj niczego, wszystko już masz”. Zasadniczo chata D.O. z kraja, ale przepoczwarzenie się Bożego Narodzenia w orgię konsumpcjonizmu wzbudza w nim poważny absmak, zbliżony do torsji. Podobno w przeciętnym domu czy mieszkaniu znajduje się 300.000 przedmiotów (https://www.nbcnews.com/…/one-four-americans-has…).
Po jakie licho?!
10. Druga: Unia Europejska uważa, że alkohol jest szkodliwy i apeluje o odstawienie go. A konkretnie robi to Specjalna Komisja ds. Walki z Rakiem – Special Committee on Beating Cancer, w skrócie „Beca” (https://www.thedrinksbusiness.com/…/european…/). Efektem może być już niebawem specjalne etykietowanie butelek z napojami alkoholowymi i obłożenie ich drakońskimi podatkami.

Ponieważ w raporcie pod pojęcie napojów alkoholowych załapuje się także i wino, zrobił się w UE kryzys nie gorszy od tych, które powstają przy opracowywaniu budżetu. Oczywiście najbardziej przeciwko rezolucji Komisji gardłują kraje śródziemnomorskie: „Atakujecie nasz styl życia”! – wrzasnęli chórem Włosi. A z nimi nie ma żartów. Ze 20 lat temu Jeszcze EWG chciała zabronić produkcji pizzy w piecach opalanych drewnem. Wtedy Włosi z całą powagą powiedzieli, że jeśli EWG ma naprawdę zamiar to zrobić, to oni, kraj założycielki, z organizacji wystąpią i niech się dzieje, co chce. Wspólnota się ugięła i może żyjemy krócej, ale za to o ileż przyjemniej!
Parę dni temu był Światowy Dzień Pizzy, więc D.O. przypomina, że jej wyrób to sztuka i jeśli nie jadłeś, Czytelniku, dobrej pizzy z forno a legna, pieca drzewnego, w dobrej włoskiej pizzerii, lepiej milcz, bo nie wiesz, o czym mówisz. Sam D.O. pizzę jada (rzadko, bo to bomba węglowodanowa, białkowa, a czasem i tłuszczowa) zaledwie w dwóch knajpach warszawskich i zupełnie nie jest ciekaw, jak to robią inni, bo rekomendacje Przyjaciół: „Tam to dają naprawdę dobrą”, zawsze kończyły się katastrofą, rozczarowaniem i niezręcznym tłumaczeniem Przyjaciołom, dlaczego noga D.O. więcej tam już nie postanie.
A do pizzy – podobnie jak do klusek – kieliszek wina jest praktycznie obowiązkowy!
Jacek Pałasiński




