19.12.2021
1. Odkąd D.O. mieszka tam, gdzie mieszka, ma stałą trasę przechadzek, kiedy jest ładnie i ciepło i przejażdżek, kiedy jest brzydko i zimno. Kiedy kilka lat temu zaczął tam się pojawiać, były pola, wierzby, trochę topoli i dużo krzaczorów. Fotografował tam sarny, które wydawały się nie obawiać człowieka, bażanty, zające. Wiosną wwąchiwał się w zapach świeżo obsianej, czarnej i mokrej ziemi, wymieszany ze smrodem roundupu, którego żadnemu polskiemu rolnikowi nie może zabraknąć, bo zastrajkuje, a Unia, klimat, pszczoły moją się iść bujać.




Dzisiaj to wszystko jest pogrodzone: pracowicie umieszczane słupy, na nich siatki o rzadkich okach. Saren nie ma od półtora roku, a kiedy D.O. zobaczył dziś niedaleko stamtąd znajomego bażanta, to się ucieszył, jak na widok kogoś z rodziny. A jeszcze niedawno hurtowo wrzucał zdjęcia pozujących mu kur i kogutów.
Pewnie taka jest cena postępu.

Dla nabywców słomiany miś w prezencie!
A postęp… Polska powinna coś na ten temat wiedzieć, ale ma chyba amnezję.
2. D.O. nie kończy się zdumiewać, jak krótką mają pamięć nawet ludzie w jego wieku! Przechodzą obojętnie koło szklanych wieżowców w centrach burych i zasyfionych niegdyś miast, wsiadają do pięknych, elektrycznych autobusów i jeszcze piękniejszych tramwajów, przejeżdżają po gładkim asfalcie przez czyste, pięknie wsie, w których nie ma już domów starszych niż 25 lat i …nie odczuwają, tak, jak D.O., rozpierającego poczucia dumy??? Dziwne… Przecież powinni pamiętać, jak Polska wyglądała za pierwszej komuny! A nawet młodsi: z pewnością widzieli zdjęcia i filmy z tamtych czasów i mogliby sobie porównać teraźniejszość z całkiem nieodległą przeszłością. W co inteligentniejszych łepetynach mogłoby powstać nawet pytanie: „jak to się stało, jakie są przyczyny tego fenomenalnego przeobrażenia”?
I duma Polaków powinna być wielka jak kiedy…
Nie, właściwie nie ma niczego w historii narodu, zwanego dzisiaj „Polakami”, z czym to osiągnięcie dałoby się porównać.
Kochany Stefan Bratkowski pewnie wytknąłby D.O. czasy Kazimierza Wielkiego, kiedy to – mówił – chłopi byli tak bogaci, że król dekretem zakazał im noszenia na co dzień złotych łańcuchów. Roman Giertych przypomniałby D.O. bitwę pod Kircholmem, choć D.O. by mu odpowiedział, że po cholerę się tam rycerstwo polskie pchało, skoro to był spór o spuściznę tronu szwedzkiego między Karolem Sudermańskim a Zygmuntem III Wazą? By nie wspomnieć o fakcie, że długofalowym efektem tamtego zwycięstwa było zajęcie Inflantów przez Szwecję, skąd przez dziesięciolecia mogli nękać Rzeczpospolitą.
A wszyscy pozostali wypomnieliby D.O. bitwę pod tzw. Grunwaldem (Tannenbergiem po niemiecku; Musis Žalgirio po litewsku). Ale D.O. wzruszy tylko ramionami, pytając: kiedy wreszcie przyznamy, że rycerzy „polskich” było po stronie krzyżackiej więcej niż po „polskiej”, choć to była tylko częściowo strona polska, bo była głównie litewska (dowództwo) i żmudzińska (decydujące o zwycięstwie oddziały). A dla Litwinów, zwycięzców tej bitwy, bitwa stała się początkiem narodowej klęski, bo popełniwszy błąd z nawiązaniem unii personalnej z Polską w XVI i XVI wieku, została przez nią pociągnięta w otchłań niebytu w wieku XVIII.
Ale to tylko taka dygresja. Można wierzyć w te wszystkie nacjonalistyczne legendy, a to w duchu antyrosyjskim, a to w antyniemieckim, ale co inteligentniejsze łepetyny powinny sobie zadać pytanie: i co z tego? Co z tego, że to mężni, przepojeni patriotyzmem Polacy tymi gołymi ręcami pokonali już to Szweda, już to Niemca, już to Tatarzyna? Jakie korzyści z tych zwycięstw odniosła Polska i Polacy?
Psssss… i morowe powietrze nacjonalizmu uszłoby w zderzeniu z historyczną PRAWDĄ.
Tymczasem z tego, co osiągnęli na przełomie XX i XXI wieku, Polacy mogą być naprawdę dumni, dumni ponad podziałami!
I na dodatek, to osiągnięcie jest tym wspanialsze, że dokonane mimo metastazy tego samego raka, który doprowadzał w przeszłości do śmierci Polski jako państwa i Polaków, jako narodu.
3. I tak sobie pod szarym, pochlipującym niebem jechał D.O. przez to, co kiedyś było mazowiecką wsią, wściekłość i żądza zemsty ustępowała ogólnej melancholii… Aż… Patrzy: dom. Nowy, jeszcze nie całkiem wykończony. Betonowa wylewka pod taras jeszcze goła. Ale środek już przytulny. Przez wielkie okno (wspaniały wynalazek budowlany ostatnich dekad) widać było gruby fotel, a w fotelu panią. Ale to nie dom, nie okno, nie fotel, ani nie pani, sprawiły, że D.O. się zatrzymał i patrzył jak zaczarowany. To było coś, co skakało przed oknem.
Z rozcapierzonymi łapami, bęc, bęc, bęc, w szybkich, regularnych odstępach, skakał szary kocur. Skakał rozpłaszczony na szybie, czyli czymś, czego kocury nie lubią, bo nie można w to wbić pazurów. Kocur miał już dosyć wolności, spacerów, polowań, emocji, dosyć chłodu i mżawki, chciał do domu. A w fotelu siedziała pani i nic o tych kocich emocjach nie wiedziała. Więc on bęc, bęc, bęc: wysoko w górę, w regularnych odstępach, dziesięć, piętnaście, trzydzieści razy. W milczeniu, bez miauków.
Za czterdziestym bęc, bęc, pani odwróciła głowę w kierunku szyby, bęc, bęc zauważyła, wstała z fotela i ruszyła w głąb domu. Bęc, bęc ustało i pobiegło truchtem dookoła, w kierunku drzwi wejściowych.
Bęc, bęc jako kod komunikacyjny to dla D.O. nowość! Zawsze uważał, że schemat Jacobsona jest niekompletny bez opisu kodów komunikacyjnych. Sam podjął kiedyś próbę uzupełnienia schematu o opis kodów komunikacyjnych: linearnego, wizualnego, akustycznego i wizualno-akustycznego i był z siebie dumny, ale to było prawie pół wieku temu i po dumie nie ma śladu.
No, ale „Bęc, bęc” nie przewidział i nie uwzględnił, więc mu głupio.
4. Jeżdżąc pod szarym, chlipiącym niebem D.O. żałował, że nie jest socjologiem i nie umie w sposób zadowalającym wytłumaczyć zjawiska bierności rodaków w obliczu wszechogarniającego zła, które – to powinien rozumieć nawet idiota! – wcześniej czy później i ich pochłonie i zmiażdży. Bo nauczony lekturami podręczników historii i własnym doświadczeniem D.O. wie, że naturalną, niemożliwą do pohamowania tendencją zła, jest eskalacja. Że zło, raz wprawione w ruch, będzie coraz gorsze, coraz źlejsze. Zło musi się rozkręcać, samonapędzać, świadome, że jeśli, osiągnąwszy pewien poziom zła, zatrzyma się w swym źle, to sczeźnie, zginie, zostanie pokonane przez dobro. I to dobro wcale nie musi być najdobrzejsze, wystarczy, żeby było tylko nieco lepsze od zła. Jak PO od pisu.
Zło, w zderzeniu z dobrem nie ma szans. I dlatego zło musi być coraz gorsze.
To takie oczywiste, to tak gwałtownie wyskakuje na człowieka z każdej książki o historii, najeżonej wojnami, okrucieństwem, złem wielorakim, teraz i zawsze i na wieki wieków.
Dlaczego zatem rodacy dają złu przyzwolenie, choć zło staje się coraz gorsze z prędkością śmiertelnej zarazy?
D.O. żałował, że nie jest socjologiem i nie jest w stanie dać sobie samemu zadowalającej odpowiedzi na to pytanie.
5. Potem jednak z zupełnie pustej bocznej nieistotnej drożyny, D.O. wjechał na drogę nieco większą i ruchliwszą. Nie mógł sobie pozwolić już na melancholię, ani na abstrakcyjne rozważania, bo wie, że samochód może być równie dobrze środkiem transportu, jak i narzędziem zbrodni.
I wracając z chlipiącej przejażdżki, z szerszych przestrzeni na fotel przed komputerem, doznał małego objawienia.
D.O. stara się być poważnym starszym panem, więc przepisy ruchu drogowego przeważnie bierze poważnie, choć bywają idiotyczne. D.O. do do mu miał jeszcze 30 kilometrów i na tej trasie ANI JEDEN KIEROWCA nie poddał się rygorom prawa drogowego, zwłaszcza ograniczeniom dopuszczalnej prędkości! Mijany, wyprzedzany, obtrąbiany D.O. zdał sobie sprawę, że WSZYSCY kierowcy samochodów, które znalazły się w pobliżu samochodu D.O., żywią głęboką pogardę dla prawa. W ramach owej pogardy nie wahają się wystawić na poważne niebezpieczeństwo zdrowia i życia własnego, zdrowia i życia D.O. i innych ludzi, koło których ci usamochodowieni rodacy przejeżdżali.
I tak sobie D.O. smutno pomyślał, że już chyba wie, dlaczego złu tak łatwo jest się wśród Polaków panoszyć. Są zła wspólnikami w przestępstwach.
6. Nim D.O. dojechał do swego fotela, szukał odpowiedzi na pytanie: co jest dla niego ważniejsze: kłopoty TVN-u, czy tragedia nieszczęsnych uchodźców torturowanych na granicy z Polską, również przez ludzi w polskich mundurach.
TVN-owi poświęcił 20 lat swojego życia, TVN był dlań, przynajmniej przez pierwszą dekadę, radością i nadzieją, środkiem, który pozwalał mu sądzić, że się na swój malutki sposób przyczynia do wzrostu jego ojczyzny, był rodziną, był żywiołem.
D.O. mógłby odczuwać schadenfreude, bo od początku obstawał, że taryfa ulgowa, z jaką firma od początku traktowała najbardziej niszczycielskie ugrupowanie polityczne nie zaowocuje jego przychylnością, że niezależnie od liczby zapraszanych i polizywanych lejdisów i dżentelmenów z tej formacji i tak nadejdzie taki dzień, jak piątek, 17 grudnia 2021. A wraz z nim koniec nadziei na wolną i mądrą Polskę. Ale nie odczuwa schadenfreude, tylko smutek. I wściekłość.
Z drugiej strony sam był uchodźcą, wie, jaki to dramat, jaka tortura psychiczna, jaki nigdy nieopuszczający strach o najbliższych, jaka to nędza i jakie upokorzenie. Widział też ludzkie nieszczęścia pod wszystkimi słońcami i wie, że nie opuszcza się domów i swoich małych ojczyzn bez absolutnej potrzeby. Wie to i odczuwa solidarność z ludźmi, szukającymi schronienia.
Więc jest w rozterce, bo wraz z TVN-em, Polska straci nie tylko telewizję, ale i wolność, szanse na naprawę Rzeczypospolitej po pisowskiej dewastacji i – choć D.O. nie chciałby wydać się patetyczny – być może i niepodległość. Bo wobec potęg, gotowych zmiażdżyć istniejący świat, taki mały, nielubiany kraik jak Polska ma szanse na przetrwanie wyłącznie będąc nie tylko członkiem: będąc fundamentem bloku europejskiego i sojuszu wojskowego, który już niebawem zostanie wystawiony na największą próbę.
Ale wraz z trwaniem sytuacji na granicy, Polska może stracić duszę, a naród bez duszy nie tylko nie może, ale wręcz nie zasługuje na przetrwanie.
Trudna rada, trudny wybór.
7. Kiedy D.O. po przejażdżce dotarł do swojego fotela i otworzył komputer, znów zleciały się doń wszystkie nieszczęścia tego świata.

Der Spiegel pisze (https://www.spiegel.de/…/polen-belarus-17-menschen…) „Zmarli z pogranicza polsko-białoruskiego: Iracka matka, kibicka z Jemenu, nastolatka z Syrii: od września na pograniczu białorusko-polskim zginęło co najmniej 17 osób. Ten tekst opowiada o ich marzeniach, obawach i celach”. Niestety, there is a war outside; media wszędzie robią bokami i Der Spiegel wybrał, by tekst ten umieścić za paywallem (znacie to również z praktyk TVN-u, niestety), więc jeśli nie masz, Czytelniku, abonamentu, to nie dowiesz się kim były osoby zabite przez nieludzkie traktowanie na ziemi obecnie polskiej.
8. Potem wzrok D.O. pada na włoskie „Wiadomości geopolityczne” i znajduje opis napadu policji na pomagających nieszczęsnym migrantom młodych katolików.

Nb. najbardziej agresywni faszyści pod pozorem „obrony katolików” ustawiali kordony wokół kościołów, bili i popychali polskie kobiety. Ale dziś nie ustawili kordonu wokół ośrodka pomocy KIK, by bronić katolików przez atakami uzbrojonych w karabiny bezdusznych sług reżimu.
9. W niemieckiej prasie z większych gazet tylko uważany niegdyś za brukowiec „Bild” poświęca swój własny artykuł napadowi pisu na TVN (https://www.bild.de/…/anti-freie-medien-gesetz-in-polen…)

USTAWA PRZECIWKO WOLNYM MEDIOM W POLSCE, „To bezprecedensowy atak na wolność mediów”
„Czy nacjonalistyczno-konserwatywny rząd NAPRAWDĘ odważy się pójść na pełną konfrontację ze swoim najważniejszym sojusznikiem zamorskim, Stanami Zjednoczonymi? Czy otwiera kolejny front walki z UE”?
D.O. spieszy odpowiedzieć na te ważkie pytania: oczywiście, że się odważy. Kiedy jest się agentem rosyjskim i kiedy dostało się misję maksymalnego osłabienia wewnętrznego zarówno Unii Europejskiej, jak i NATO, to się to robi na całego. Zwłaszcza, że Moskwa tradycyjnie dobrze płaci. Już nie czerwońcami, no i nie, nie rublami oczywiście: płaci dolarami. Jej agentom i jej pracownikom propagandowym nigdy niczego nie brakuje.
Pisze dalej „Bild”: „Polski parlament bezceremonialnie uchwalił w piątek kontrowersyjną ustawę o nadawaniu, która zdaniem krytyków może poważnie ograniczyć wolność i różnorodność prasy w kraju”. …
„Oświadczenia jak deklaracje wojny: Gdy tylko nadeszła wiadomość [o Lex antyTVN], chargé d’affaires ambasady USA w Warszawie, Bix Aliu, z furią napisał na Twitterze: ‘Stany Zjednoczone są „bardzo rozczarowane” uchwaleniem ustawy. Oczekujemy, że prezydent Duda będzie działał zgodnie ze swoimi wcześniejszymi deklaracjami i wykorzysta swoją przywódczą rolę do ochrony wolności słowa i przedsiębiorczości”.
TVN było jeszcze jaśniejsze: „W Sejmie doszło do bezprecedensowego ataku na wolne media. Akcja ta skierowana jest przeciwko największemu i najważniejszemu sojusznikowi Polski, ponieważ Stany Zjednoczone to podstawa polskiego bezpieczeństwa i duża część polskiej gospodarki”.
10. Tahgesschau, najważniejszy niemiecki dziennik telewizyjny, pisze w artykule pt. „Mniej pieniędzy z Warszawy”: (https://www.tagesschau.de/…/polen-deutsche-minderheit…): „Narodowo-konserwatywny rząd polski chce obciąć fundusze na naukę języka ojczystego dla mniejszości niemieckiej. Chodzi oczywiście o zwiększenie presji na Niemcy”.

11. La Repubblica (https://www.repubblica.it/…/vaticano_il_cardinale…/) pisze o pogłoskach o rychłym zdymisjonowaniu kardynała Petera Turksona, prefekta watykańskiej kongregacji ds. Integralnego Rozwoju Człowieka, dykasterium, powstałego z woli papieża Franciszka, by stało się osią odnowy Kościoła. Wybór kardynała Turksona na to kluczowe stanowisko było dowodem bezwarunkowego zaufania papieża. A sam, wywodzący się z Ghany kardynał był jednym z poważnych kandydatów do tronu piotrowego podczas konklawe, na którym w końcu wybrano Jorge Mario Bergoglio. Ks. Peter Turkson został mianowany kardynałem w 2003 roku przez Jana Pawła II, a w 2009 roku papież Benedykt XVI powierzył mu przewodnictwo Papieskiej Rady ds. Sprawiedliwości i Pokoju i już wtedy uważany był za najbardziej wpływowego kapłana afrykańskiego wszechczasów i za „papabile”.

Repubblica pisze, że decyzja o oddaleniu kard. Turksona miała podobno zapaść po inspekcji komisji pod przewodnictwem abpa Chicago, kard. Blaise’a Cupicha, ponieważ papież miał podejrzenia, że tak jak i pozostałe watykańskie kongregacje, również i ta ds. Integralnego Rozwoju Człowieka zaczęła cierpieć na elephantiasis. W ciągu ostatnich miesięcy zwolniono dwóch bliskich współpracowników kard. Turksona, którzy nie trafili – jak to zwykle bywa – na inne intratne stanowiska w Kurii, tylko powrócili do roli zwykłych księży w swoich diecezjach.
12. Tajfun „Rai” zdewastował środkowe Filipiny, jak PiS Polskę.
Zginęły co najmniej 33 osoby. Zniszczenia określono jako „alarmujące”. Ponad 300.000 ludzi uciekło ze swoich domów. Rai uderzył w wyspę Siargao w czwartek, z maksymalnym ciągłym wiatrem o prędkości 195 km/h. W piątek prędkość wiatru spadła do 150 km/h.

Zdjęcia lotnicze udostępnione przez wojsko pokazały rozległe zniszczenia w mieście General Luna, tradycyjnym celu turystycznych wypraw bożenarodzeniowych i jedną ze światowych stolic surferów. Patrz zdjęcia i wideo poniżej.



Jacek Pałasiński
