09.01.2022

1. Wow! Znakomity Marcin Matczak w sobotniej „Wyborczej” (https://wyborcza.pl/…/7,124059,27978516,marcin-matczak…). D.O. musi przyznać, że kilka lat temu, z pewnym sceptycyzmem patrzył na początki kariery medialnej tego profesora teorii i filozofii prawa, ale dziś – cóż – jest to bez wątpienia jeden z najwybitniejszych, najbardziej kompetentnych i błyskotliwych polemistów i to nie tylko polskich. D.O. czyta maniacko media światowe i dlatego prof. Matczaka spokojnie zalicza do co najmniej europejskiej czołówki. Gorąco poleca lekturę!

2. Starzec ma za sobą chwile, miliony chwil. Złe i dobre, brzydkie i piękne. Ludzka pamięć jest selektywna: z dziesięciu, powiedzmy, milionów chwil kasuje dziewięć milionów dziewięćset pięćdziesiąt tysięcy. Z pozostałych pięćdziesięciu tysięcy, wyrazistymi czyni w pamięci pięćset. Pozostałe czterdzieści dziewięć tysięcy pięciuset gdzieś są, ale nie wiadomo gdzie. Czasami wdzierają się do owej pięćsetki, jakiś widok, dźwięk, czy zapach, czynią je nagle jaskrawymi. Czasami pojawiają się same, bez żadnej jasno określonej przyczyny. Często bywa tak, że te złe i brzydkie wyskakują przed szereg nocą, upodlając i tak już podłe życie starca. Za to w dzień, zwłaszcza słoneczny, potrafią życie opromienić.
Świadomie, czy podświadomie – bo, obcowanie z dobrem i pięknem nie zawsze bywa uświadomione – ludzie wyposażyli się w narzędzia utrwalania takich opromienionych chwil. Przez mnemotechnikę, przez zapisane słowa, przez obrazy, później przez fotografię. By w chwilach wyzutych z dobra i piękna, móc sobie te chwile odtworzyć i ulżyć w cierpieniu.
Ale są zapewne ludzie, którzy dobrych i pięknych chwil nigdy nie mieli, więc nic nie jest w stanie przynieść im ulgi.
Pisze prof. Matczak we wspomnianym felietonie:
Demokracja sadystyczna zaczyna się jak zwyczajna demokracja – wyborami, które ktoś wygrywa. Drobna różnica, która z czasem narasta, polega na tym, że wybory wygrywają sfrustrowani ludzie, którzy nienawidzą siebie. Wygrana pozwala im przenieść tę nienawiść na innych za pomocą instytucji państwowych i państwowych pieniędzy. Bo jak się nienawidzi ludzi prywatnie, za swoje, to się oszczędza, przecież pieniądze na ulicy nie leżą. Ale jak można nienawidzić publicznie, za publiczne, to można sobie pozwolić na prawdziwą rozrzutność.
Normalna demokracja zaczyna się spisaniem listy problemów, które zwycięzca powinien rozwiązać. Sadystyczna przygotowuje listę wrogów do zaatakowania. Następnie realizuje plan ataku konsekwentnie i dynamicznie.

Te słowa natchnęły D.O. taką oto refleksją: „jakie dobre i piękne momenty może sobie przywołać ten zły, stary człowiek, który z taką obsesyjną konsekwencją realizuje to, co profesor nazywa »demokracją sadystyczną«”?
D.O. myśli, że człowiek ten nie zaznał nigdy dobra i piękna bądź też był zawsze na nie obojętny, bądź też miał od zawsze wywrócone kryteria dobroci i urody. Jedyne, co może przywołać wieczorami, kiedy zjawia mu się pod powiekami twarz zmarłego z jego winy brata, to sadystyczna satysfakcja, że kogoś skrzywdził, upokorzył, że komuś zaszkodził, a innym uprzykrzył życie tak, że stało się nie do zniesienia, tak, jak uchodźcom w polskich obozach koncentracyjnych.
Historia obfituje w takie postaci, które zaskakująco często stają się przywódcami. Dlaczego? D.O. nie jest psychologiem, tylko logika podpowiada mu, że w gruncie rzeczy w każdym człowieku tkwi jakaś cząstka sadyzmu. Taki wniosek musi się nasuwać, kiedy się obserwuje dzieci, lub wspomina własne dzieciństwo. Dawanie upustu instynktom sadystycznym jest wśród ludzkich maluchów dość powszechne. Wychowanie domowe, reguły społeczne, strach przed karą i inne czynniki, w większości z nich te instynkty ukrywają gdzieś głęboko, ale nie eliminują. Ale kiedy pojawia się ktoś, któremu ani matka, ani szkoła, ani współżycie społeczne tego wrodzonego sadyzmu nigdy nie ukryły, łamiąc wszelkie reguły, zaproponuje swoje przywództwo, wtedy i z „normalnych” ludzi wychodzą sadyści czerpiący rozkosz z patrzenia na cudze cierpienia.
3. D.O. nie lubi poświęcać zbyt wiele uwagi socjopatom, więc rzadko przytacza ich elukubracje; jeśli to czyni dziś, to wyłącznie dla zilustrowania ciągu myślowego. Otóż człowiek, który idealnie odpowiada wizerunkowi, nakreślonemu przez prof. Matczaka, brutalny cham, pozbawiony wszelkiej empatii i czerpiący rozkosz z unieszczęśliwiania i upokarzania, ogłosił w radiostacji pewnej sekty satanistycznej, że wpajanie najwyższych wartości humanistycznych i deontologicznych uczniom szkolnym to nic innego, jak „demoralizacja”.
Niestety, widać to na przykładzie wielu kapłanów Kościoła, który przeszedł głęboką dewiację antychrześcijańską, o demoralizacji pouczają nas ludzie do szpiku kości niemoralni, a o chrześcijaństwie – czciciele Bestii.
4. Ofiarą irańskich czarnków stał się irański pisarz i reżyser Baktash Abtin, krytyk reżimu w Teheranie. Zmarł w więzieniu, gdzie zaraził się covidem.
Wiadomość ta wywołała ostre protesty przeciwko władzom irańskim, ale tylko wśród odważnych i przyzwoitych i to tylko w sieci wiadomości, bo protesty uliczne brutalnie dławi policja, „Basidż”, czyli młodzieżowe bojówki złożone z ultraprawicowych fanatyków religijnych, oraz gwardia strażników rewolucji islamskiej,, którzy stworzyli równoległe państwo, równoległe władze, równoległą armię z równoległym dowództwem.

Abtin był obrońcą praw człowieka, filmowcem i członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Irańskich, zaangażowanym w promowanie wolności słowa i w walkę przeciwko cenzurze w Iranie. Opublikował wiele książek z zakresu historii, socjologii i krytyki literackiej.
15 maja 2019 r. Sąd Rewolucyjny w Teheranie skazał go na 5 lat więzienia pod zarzutem „nielegalnego zgromadzenia i zmowy przeciwko bezpieczeństwu narodowemu” oraz na kolejny rok za „rozpowszechnianie propagandy przeciwko państwu”, która to propaganda polegała na napisaniu historii Stowarzyszenia Pisarzy, krytykującego od dziesięcioleci rządy ajatollahów. Elementem obciążającym było odwiedzanie grobów poetów i pisarzy-dysydentów.
Abtin rozpoczął odbywanie kary 26 września 2020 r. w osławionym więzieniu Evin w Teheranie. W ostatnich tygodniach miała miejsce mobilizacja, by domagać się zwolnienia chorego pisarza: za późno, już go zabili.
5. Wracając do publicystyki na wysokim poziomie, to D.O. natknął się w „la Repubblice” na felieton wybitnego dziennikarza Umberto Galimbertiego. Gdy mieszkał we Włoszech, D.O. zawsze chętnie go czytał i słuchał, gdy pojawiał się, jako gość, w telewizjach: mądrze prawił.
Do felietonu dołączone było zdjęcie Galimbertiego. D.O. go nie poznał: zestarzał się, jakby zmniejszył się, wyłysiał i zapuścił brodę, jak to często zdarza się starcom, którzy nie muszą się już nikomu podobać, ani zważać na absurdalne konwencje korporacyjne i społeczne.
Ale pisze… Jak on pisze! Jak Galimberti! Oto jego felieton w rubryce „Odpowiedzi” [na listy do redakcji]. W cywilizowanych krajach wybitnych dziennikarzy nie wyrzuca się jak zużytego jednorazowego długopisu, pozwala im się służyć społeczeństwu, dopóki mają jeszcze siły i ochotę to robić. Rzuć okiem, Czytelniku: czyż D.O. nie ma racji?
Umberto Galimberti
Jaki jest związek między chrześcijaństwem a Zachodem?

Jest ewidentna korelacja: pierwsze wygenerowało drugi i teraz, być może, oba zmierzają ku końcowi.
Moja wiedza historyczna jest ograniczona, więc zastanawiałem się, czy może mi ona pomóc w potwierdzeniu lub zaprzeczeniu następującej tezy: jestem przekonany, że chrześcijaństwo było motorem nauki, która pozwoliła zachodniemu człowiekowi dominować nad innymi cywilizacjami i która, począwszy od kolonializmu po dziś, doprowadziła do globalizacji i powstania współczesnego społeczeństwa, a w konsekwencji do utraty wszelkiej tożsamości osobistej i zbiorowej.
Nie tylko istnieje ścisła korelacja między chrześcijaństwem a nauką, ale także między chrześcijaństwem a Zachodem. Tezę tę poparł także teolog Gianni Baget Bozzo, który zadał sobie pytanie: „Czy chrześcijaństwo przetrwa koniec Zachodu? I odwrotnie: czy Zachód przetrwa koniec chrześcijaństwa? Te dwie rzeczywistości są ze sobą ściśle powiązane.
Związek między chrześcijaństwem a nauką jest całkiem oczywisty, jeśli prawdą jest, że Bóg oddaje świat człowiekowi w panowanie, czyni to, ponieważ człowiek jest istotą stworzoną na obraz Boga, a zatem żyje na szczycie wszelkiego stworzenia: „A wreszcie rzekł Bóg: «Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!» Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę” (Rdz 1,26).
Ta koncepcja radykalnie oddziela tradycję judeochrześcijańską od greckiej, według której natura była, według Heraklita, owym „niezmiennym tłem, którego nie stworzył żaden człowiek ani żaden bóg”, a zatem niezdominowanym całkowicie przez człowieka, z kolei poczętego nie u szczytu stworzenia, ale – jak wszystkie żywe istoty – jako istota, która się rodzi, rośnie, rodzi i umiera, zgodnie z niezmiennymi prawami natury.
Gdybyśmy postępowali zgodnie z mądrością grecką, dziś ziemia nie znalazłaby się w katastrofalnym stanie, w jakim się znajduje.
W 1620 Franciszek Bacon, stawiając pierwsze kroki, od których miała zacząć się współczesna nauka, napisał, że dzięki nauce przyczyniamy się do odkupienia, ponieważ możemy zmniejszyć kary za grzech pierworodny, czyli trudy pracy i bólu. Bólu, który Bóg zadał mężczyźnie i kobiecie: do niewiasty powiedział: «Obarczę cię niezmiernie wielkim trudem twej brzemienności, w bólu będziesz rodziła dzieci» […] Do mężczyzny zaś rzekł: «w trudzie będziesz zdobywał od niej [ziemi] pożywienie dla siebie po wszystkie dni twego życia» (Rdz, 3,16-19).
Nauka rodzi się zatem w doskonałej ciągłości z teologią doktryny chrześcijańskiej. Ale nie tylko. Od chrześcijaństwa, które zakwalifikowało przeszłość jako zło (grzech pierworodny), teraźniejszość jako odkupienie, przyszłość jako zbawienie, nauka idzie wraz z tym odczytywaniem czasu, kwalifikując przeszłość jako ignorancję, teraźniejszość jako badanie, a przyszłość jako postęp.
Przyszłość jest zawsze pozytywna, ponieważ jest ożywiana nadzieją: zbawienia dla religii i zdrowia dla nauki.
Wierzący, agnostycy i ateiści należą do chrześcijaństwa, ponieważ chrześcijaństwo to nie tylko religia, ale kultura, w istocie zbiorowa nieświadomość ludzi Zachodu, którzy patrzą na przyszłość jako na obietnicę, zbawienie od zła przeszłości.
Tak więc Marks myśli również o niesprawiedliwości społecznej, która charakteryzuje teraźniejszość i przeszłość, tak samo Freud myśli o traumach i nerwicach, które mają swój początek w przeszłości i perspektywach uzdrowienia w przyszłości.
Chrześcijańską wizję czasu odnajdujemy w nauce, która patrzy na przyszłość jako na postęp, w utopii, która umieszcza ją w odległej przyszłości, a nawet w rewolucji, której utopia wymaga w najbliższej przyszłości.
I nawet śmierć Boga, ogłoszona przez Nietzschego, nie ma wpływu na chrześcijańską wizję czasu, a tym bardziej na koncepcję człowieka u szczytu stworzenia, który w związku z tym może rozporządzać ziemią i wszelkimi zamieszkującymi ją formami życia jako rzeczywistością, nad którą bez wahania może sprawować swoją władzę, nie ograniczając się do korzystania z ziemi, ale, jak przypomina nam Heidegger, doprowadzając ją bez ograniczeń do jej zużycia. Ale „Zachód” oznacza „zachód słońca”, a ku zachodowi Zachodu oraz zachodowi chrześcijaństwa, które go zainaugurowało i nacechowało, jesteśmy już w drodze.
6. Laureat pokojowej nagrody Nobla, premier Etiopii Abiy Ahmed Ali, rozkazał zbombardować obóz dla przesiedleńców w miejscowości Dedebit w północno-zachodniej części Tigraju, w pobliżu granicy z Erytreą. Tigraj to północno-wschodni region Etiopii, którego mieszkańcy, etnicznie i lingwistycznie odmienni od reszty kraju, od wielu dekad walczą o niepodległość. 50 tys. km2, ponad 7 milionów mieszkańców (dla porównania: Szwajcaria ma 40 tys. km2 i 8 milionów mieszkańców) – jest też dość duża diaspora. Etiopia jest krajem zdominowanym przez dwie grupy etniczne: Oromo i Ahmara: stanowią prawie połowę ludności kraju. Prawie 10% – to grupy nieosiągające 1 procenta całości, Tigrajczycy – to stanowią 5% ludności Etiopii i oni najsilniej domagają się własnej państwowości, uważając się na naród okupowany.

D.O. nie będzie po raz kolejny przypominał, o co poszło w tym trwającym już od ponad roku konflikcie zbrojnym, kosztującym życie tysięcy ludzi po obu stronach. Tigrajczycy w każdym razie do konfliktu przygotowani byli – dzięki diasporze głównie – znakomicie; jak D.O. informował, kilka miesięcy temu zdobyli spore połacie kraju, podchodząc niemal do rogatek Addis Abeby. Nastąpiła brutalna kontrofensywa wojsk rządowych, które odbiły część zdobyczy Tigrajczyków, ale nie zdobyły decydującej przewagi. Walki naziemne w związku z tym niemal ustały, ale rząd co jakiś czas dokonuje ataków z powietrza.
Ostatni z nich był skierowany przeciwko obozowi dla uchodźców tigrajskich, głównie kobiet i dzieci, szukających schronienia przed walkami w spokojniejszej części Tigraju.
Samoloty laureata pokojowej nagrody Nobla zabiły co najmniej 56 osób, głównie kobiet i dzieci. Pragnący zachować anonimowość informatorzy dostarczyli agencji Reutera zdjęcia ze szpitali, w której przebywają ranni w tym ataku (patrz poniżej).
7. Zwolennicy byłego prezydenta Albanii Saliego Berishy przypuścili wczoraj szturm na siedzibę opozycyjnej Partii Demokratycznej. D.O. przypomina, że Berisha (najsłuszniej w świecie) został w zeszłym roku wyrzucony właśnie z Partii Demokratycznej, której był liderem, po tym, jak dostał zakaz wjazdu do USA z powodu korupcji. No, po prostu był symbolem albańskiej korupcji, nie on jeden zresztą… Berisha chciał skompromitować sprawcę tego, co uważa za swoje nieszczęście, obecnego przewodniczącego partii Lulzima Baszę, b. popularnego burmistrza Tirany.

Berisha: Protest jeszcze się nie skończył! Będzie trwać aż do osiągnięcia celu. Oto wiadomość dla Baszy. „Bitwa trwa. Bardziej zdeterminowany niż kiedykolwiek. „Ten dzień dowodzi, że nasza sprawa jest sprawą żywotną dla wszystkich Albańczyków”, powiedział Berisha.
Do rozpędzenia podżeganych przez Berishę napastników policja użyła gazu łzawiącego i armatek wodnych.

Został pobity podczas protestu, Roland Bejko, sekretarz ds. samorządu w Partii Demokratycznej mówi: „Dzisiaj Sali Berisha ostatecznie odszedł z polityki. Powinien odpowiadać przed wymiarem sprawiedliwości jak każdy inny obywatel”.
Ambasadorka USA w Albanii Yuri Kim powiedziała, że jej administracja jest „głęboko zaniepokojona” napięciami w Partii Demokratycznej. „Ci, którzy podżegają do przemocy lub podważają praworządność, zostaną pociągnięci do odpowiedzialności” – powiedziała pani Kim w tweecie.

Bo suwerenność Albanii jest, jakby to powiedzieć, niekompletna.

Policja aresztowała 25 demonstrantów, w tym piosenkarza Stresi’ego. Zostali złapani na gorącym uczynku i oskarżeni o niszczenie mienia, stawianie oporu policyji i blokowanie ruchu.
Zupełnie, jak…
8. Popełnił samobójstwo 17-letni Shane, syn Sinead O’Connor. Ciało odnaleziono dwa dni po zgłoszeniu jego zaginięcia. Artystka podzieliła się tą wiadomością w mediach społecznościowych (https://twitter.com/OhSineady/status/1479606963973632003), pisząc, że młody człowiek „postanowił położyć kres swojej ziemskiej walce” i prosząc, aby „nikt nie szedł za jego przykładem”.
D.O. zastanawiał się czy o tym pisać i publikować screeny jej wpisów. Zdecydował się to zrobić z podziwu i szacunku dla tej niezwykłej artystki, symbolu godności i odwagi i jednocześnie ponadprzeciętnej wrażliwości i oczywistej kruchości.

Nie można zostać artystą bez nadzwyczajnej wrażliwości. Ale nadzwyczajna wrażliwość okupiona jest nadzwyczajnym cierpieniem. Nie zapominaj o tym, Czytelniku.
![Może być zrzutem ekranu z Twittera przedstawiającym 1 osoba i tekst „Tweet Sinead The And Only @OhSineady # This is for my Shaney. The light of my life. The lamp of my soul. My blue-eye baby. You will always be my light. We will always be together. No boundary can separate us. Ride natty ado Lucha, natty, lucha B0N youtube.com Ride natty ride Bob Marley (LYRICS/LETRA) [Reggae] (+Vi... If you liked this song, invite you to listen the rest of songs of Bob with english/españoltranscription on it. Just follow the... 1:58 AM Jan 8, 2022 Twitter Web App”](https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t39.30808-6/271603140_10227707810299730_6284496053770730024_n.jpg?_nc_cat=106&ccb=1-5&_nc_sid=730e14&_nc_ohc=1E5yFnIz0GIAX_USQ12&tn=HtVZpfQZy17euN_P&_nc_ht=scontent-waw1-1.xx&oh=00_AT-l7Ip27Cqk13pBXRByWMYVYlXnGZ9xQ1PMjP8isrO6pQ&oe=61E0278B)
Skoro tu jesteś i to czytasz, to wiesz, o czym D.O. pisze, bo musisz być ponadprzeciętnie wrażliwy.

Wrażliwość idzie zawsze w parze z bólem, a ból – zdarza się – bywa nie do zniesienia.

Jacek Pałasiński


