16.02.2023

To już postanowione: spylamy. Tylko szastnięcie nóżką, ze dwa krzywe uśmiechy, kilka obłudnych całusków, jakieś niechlujne papa i już nas nie ma. Nastanie cisza, umilkną wszelkie jazgoty i opozycyjne pomówienia. I wtedy naród odczuje różnicę pomiędzy tym, co miał, a tym, co stracił, gdy z nas zrezygnował. Dowie się, jak było fajnie, gdyśmy rządzili. Gdy nikt nie miał pojęcia, o co chodzi; kiedy wolno było bić zgodnie z klauzulą sumienia; znęcać się nad odmieńcami; gdy, mówiąc szczerze, obowiązywała w tej sprawie partyjna wstrzemięźliwość, sądy były legalne po naszemu, niektórym ludziom żyło się po ludzku i kwitł dobrobyt; wtedy naród zatęskni za nami. Podobnie jak za powrotem do naszego rozumienia demokracji, konstytucji i innych fanaberii.
Opozycyjni zwycięzcy będą zmuszeni przyznać, że choć szykanowaliśmy i skazywaliśmy na potępienie, to przecież nie wszystkich. Przeważnie byliśmy lojalni wobec członków naszego sortu i jeśli tępiliśmy, to tylko tych, co nam się nie podobali.
Powyższy tekst napisałem pięć lat temu i, jak to człowiek młody, byłem przekonany, że szczęśliwy koniec PiS-u (Polskiej Partii Uczciwości z „Rancza”), nastąpi niebawem.
Z tym „niebawem”, to się wygłupiłem, gdyż ani mi przez myśl nie przeszło, że pomimo tylu idiotyzmów popełnianych przez dwie kadencje, są jeszcze ludzie gotowi po raz trzeci wyjść na durni.
Dlaczego dokonujemy lichych wyborów, wiemy. A skoro o tym wiemy, to dlaczego nic z tego nie wynika? Tego typu zdziwienia towarzyszą mi od lat i wygląda na to, że jako naród, ciągle tkwimy w emocjonalnej katatonii.
źródła obrazu
- jastrzab: BM
