Piotr Kuczyński: Pourlopowy komentarz

piotr kuczynski2015-01-17.

Po powrocie z dłuższego urlopu stwierdziłem, że powinienem zrobić małe résumé. Wydawało się, że to, co widzę prezentuje się dosyć klarownie, ale zaburzyła tę klarowność nieoczekiwana decyzja szwajcarskiego banku centralnego (SNB). O tym niżej.

Zauważyć trzeba, że terrorystyczne ataki we Francji nie doprowadziły do spadków indeksów we Francji czy w Niemczech, krajach najbardziej narażonych na ataki fundamentalistów muzułmańskich. Mam wrażenie, że gracze nie doceniają tego problemu. Rodzi się w krajach z dużą społecznością muzułmańską coś na kształt wojny cywilizacji (wrażliwi intelektualiści bardzo nie lubią takich konkluzji). Akcja rodzi reakcję, a to może doprowadzić do potężnych zmian w rządach krajów europejskich i bardzo zaszkodzić rynkom finansowym. To jest jednak problem do osobnego omówienia.

Na rynku surowcowym kontynuowana była w styczniu przecena ropy, do której doszlusowała przecena miedzi. Mocny dolar sprzyjał grze na przecenę tych dwóch surowców. Miedź wręcz ściągała się z ropą w byciu liderem spadków. Najbliższe wsparcie na ropie WTI jest dopiero w okolicach 35 USD. Spadki cen miedzi mogą niepokoić, bo jeśli rzeczywiście jak to się kiedyś mówiło „miedź ma doktorat z ekonomii” to spadki cen tego metalu źle wróżą koniunkturze gospodarczej.

Na tle ropy i miedzi bardzo dobrze wyglądało złoto, które podtrzymało sygnał kupna. Wzrost ceny nie został zahamowany przez umocnienie dolara, a przecież cena złota jest bardzo mocno negatywnie skorelowana z dolarem. Spadała też szybko rentowność amerykańskich obligacji. Drożejące złoto i obligacje (spadek rentowności to wzrost ceny) sygnalizują, że rynki się boją i kapitały uciekają do bezpiecznej przystani, co dobrze bykom nie wróży.

Rynek akcji w USA był od początku roku bardzo zmienny i nerwowy. Zły dla byków przełom roku po paru dniach zakończył się mocnymi zwyżkami indeksów, a potem indeksy znowu zaczęły spadać. Ściągały je w dół spadki cen surowców. Eksporterom amerykańskim nie mógł się też podobać silny dolar. W dniu pisania tekstu plusem było to, że wsparcie z 6. stycznia wytrzymało, ale indeksy oddaliły się od średniej 50. sesyjnej. Rynek był o krok od wygenerowania poważnego sygnału sprzedaży.

Europejskie giełdy odłożyły na bok obawy o wybory w Grecji i dzięki czekaniu na decyzje ECB (22.01) były mocniejsze od amerykańskich. Poza tym słabnące euro pomaga europejskim eksporterom (szkodzi amerykańskim), co też graczom może się podobać. Posiedzenie ECB z pewnością będzie wielkim wydarzeniem. Niekoniecznie dobrym dla byków, bo jeśli Mario Draghi, prezes ECB da rynkom to, co one chcą, a indeksy nie będą chciały rosnąć to wynikiem będzie potężna przecena.

Kurs EUR/USD od początku roku kontynuował mocny trend spadkowy z łatwością przebijając się przez poziom 1,20 USD i notując kolejne sześcioletnie minima. Wynikało to oczywiście przede wszystkim z oczekiwania na decyzje ECB, który będzie musiał pomóc europejskiej gospodarce. Decyzje SNB przyśpieszyły przecenę euro, bo gracze doszli do wniosku, że podejmowane są w panicznej obawie przed tym, co ECB zamierza.

SNB obniżył 15. stycznia stopy depozytowe do – 0,75 proc. (z – 0,25 proc.). Nie to było jednak istotne. Bank zrezygnował z bronienie kursu EUR/CHF na poziomie 1,20 CHF. Wprowadził to w 2011 roku w celu przeciwdziałania umacnianiu franka. Powody takiego ruchu były zrozumiałe. SNB „wydrukował” 500 mld franków w celu zakupu innych walut w obronie poziomu 1,20 franków za euro. W 2013 roku stracił na tym 9 mld franków, a w 2014 roku jeszcze więcej. Musiał kiedyś ten proceder przerwać.

Uważam jednak, że czas tej decyzji był bardzo źle dobrany – przed decyzjami ECB i przed wyborami w Grecji. Najwyraźniej bankowcy wpadli w panikę obawiając się konieczności wyprodukowania kolejnych setek miliardów CHF. Poza tym sposób przeprowadzenia takiej decyzji był wręcz kuriozalny. Banki centralne zazwyczaj przygotowują rynki na ważne decyzje. Wypowiedzi decydentów powodują, że rynki mają czas na dopasowanie się do nowych warunków.

Banki zaskakują wtedy, kiedy chcą zaskoczyć – to zdecydowanie nie było celem SNB. Dwa dni przed decyzją wiceprezes SNB mówił o niewzruszalności poziomu 1,20 CHF – jak widać SNB nie tylko nikogo nie przygotował, ale nawet oszukał. Decyzja banku uderzyła nie tylko w spekulantów, a może nawet przede wszystkim nie w nich. Nie bez powodu indeks szwajcarskich akcji spadał nawet o kilkanaście procent. Eksporterzy w Szwajcarii zostali zaskoczeni i mocno to odczują. Bardzo mocno.

Odczuli to też już oczywiście polscy kredytobiorcy walutowi. Kurs EUR/CHF spadł w okolice 1 franka za euro, a kurs CHF/PLN oscylował w przedziale 4,20 – 4,30 PLN. Mocno wzrosły również kursy EUR/PLN i USD/PLN (ten ostatni dąży ku szczytom wszech czasów). Po decyzji SNB załamały się też polskie indeksy, które były już na dobrej drodze do wypracowania trendu wzrostowego.

Co prawda GPW po fatalnym grudniu rozpoczęła równie źle styczeń. Najwyraźniej to bardzo złe zachowanie wynikało nie tylko z tego powodu, że słabo zachowywały się inne giełdy. Rynek szykował się na zmniejszenie obowiązkowego poziomu posiadania akcji przez OFE z 75 na 55 procent portfela. Po kilku dniach sytuacja się jednak zmieniła, a indeksy wrysowały nawet tuż nad dolnym ograniczeniem długoterminowego trendu bocznego formację podwójnego dna, co należało traktować jako wstępny sygnał kupna.

Decyzja SNB doprowadziła jednak do tego, że WIG20 wymazał dokładnie ten sygnał kupna. Szkodziły bykom przede wszystkim spadki cen akcji banków. To nie mogło dziwić, bo po pierwsze kredytobiorcy walutowi będą mieli jeszcze większe problemy ze spłatą kredytów, banki będą musiały tworzyć rezerwy a po drugie teraz z pewnością włączą się politycy. 600 tysięcy kredytobiorców do duży elektorat i z pewnością pojawią się pomysły, żeby ulżyć kredytobiorcom obciążając kosztami tej pomocy banki.

Co może się dziać dalej? Dużo zależy od tego, co będzie się działo na świecie. Frank się „odblokował”, więc nadal będzie zastępnikiem złota w chwilach napięcia na rynkach lub w polityce. Jeśli na świecie będzie panował spokój to frank będzie tracił. Jeśli jednak pojawią się poważne problemy to frank będzie nadal zyskiwał.

Kluczowe są teraz decyzje ECB (22.01) i wynik wyborów w Grecji (25.01). O zagrożeniu wynikającym z posiedzenie ECB pisałem wyżej. Jeśli chodzi o wybory parlamentarne w Grecji to Grecy oczywiście znowu są straszeni tym, co się stanie, jeśli wybory wygra SYRIZA, obiecuje się im obniżki podatków i różne inne cuda, więc zapewne wybiorą tak jak chcą tego rynki, ale gdyby tak się nie stało to możemy wejść w okres potężnego niepokoju zarówno na rynku walutowym jak i na rynku akcji.

Jeśli wyniki tych wydarzeń nie zadowolą rynków to ucieczka do bezpiecznej przystani będzie franka umacniała. Jeśli nic złego się nie wydarzy to zakładam, że niedługo SNB będzie interweniował, co chwilowo doprowadzi EUR/CHF w okolice 1,10 CHF. To znaczy, że CHF/PLN ma szansę spaść w okolice 3,90 – 4,00 PLN. To uspokoiłoby sytuację, podniosło ceny akcji banków i umożliwiło wzrosty indeksów. Pozostaje czekać – za tydzień będziemy wiedzieli dużo więcej.

Piotr Kuczyński

www.macronext.pl

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com