2015-01-24. Prokuratura Wojskowa opublikowała kolejne stenogramy odnoszące się do katastrofy smoleńskiej.[…]
Podstawowa informacja wynikająca ze stenogramów i analizy dokonanej przez biegłych krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych jest taka, że prezydencki tupolew nie dostał zgody smoleńskich kontrolerów na zejście do wysokości 50 metrów, o czym mówili członkowie załogi Jaka. Cały czas mowa była o 100 metrach. […].
Oczywiście mamy sporo dodatkowych informacji o chaosie, przerażeniu ludzi pracujących na lotnisku, nieprzestrzeganiu procedur przez pilotów Jaka i o mgle. Tej prawdziwej, która gęstniała szybko i uniemożliwiała lądowanie. Specjaliści mogą analizować poszczególne słowa czy zdania, ale ogólnego obrazu to nie zmienia – już samolot wiozący dziennikarzy w ogóle nie miał prawa podchodzić w tych warunkach do lądowania i powinien był odlecieć na inne lotnisko. […]
Nie podważam wagi ujawnionych stenogramów. Dobrze, że coraz więcej dokumentów staje się jawnych, że ujawniane są kolejne ekspertyzy. Ich moc propagandowa jest oczywiście ograniczona, bowiem zwolennicy teorii spiskowych, a nawet ci, którzy wprawdzie koncepcje zamachowe uważają za bzdury, ale mają tak zwane „wątpliwości”, czyli mają polityczny namiar na widzenie tej lotniczej katastrofy, będą trwali przy swoim. Żaden stenogram ich nie rozwieje, zaraz wymyślą nowe problemy – jeśli nie trotyl na tupolewie, to coś innego równie bezsensownego, ale politycznie podniecającego.
Żaden nowy dowód nie zostanie uznany przez zespół Antoniego Macierewicza za coś innego niż kolejna manipulacja. Bo przecież i tak stanie grono – ostatnio liczące już ponad 50 osób, w tym wielu tzw. ekspertów – zaświadczające, że były wybuchy i samolot rozpadł się nad ziemią. Albo został zniszczony w jeszcze jakiś inny, niewątpliwie przebiegły sposób. A już jako argument ostateczny pojawi się ten, że największym skandalem jest, że oddaliśmy śledztwo ruskim. Bzdura, nieprawda, ale powtarzają to osoby obdarzone nawet uniwersyteckimi tytułami. I tak już będzie. […].
Ponoć pokazane stenogramy są jednymi z ostatnich, jakich prokuratura oczekiwała. Mogłoby to oznaczać, że smoleńskie śledztwo zmierza do końca, a publikowanie stenogramów ma oswajać opinię publiczną z ostateczną decyzją, którą może być tylko umorzenie sprawy. Czyli nowa polityczna awantura.
Nawet jeśli była jakaś wina kontrolerów ze Smoleńska – choć wydaje się, że główną ich winą było to, że dostali zadanie, które ich przerosło (zakazać lądowania polskiemu prezydentowi i to bez wyraźnego rozkazu z Moskwy?) – to i tak ich nie osądzimy. A ci, którzy katastrofę bezpośrednio spowodowali, nie żyją. Przez te wszystkie lata dość już mamy wiedzy na temat lekceważenia procedur, braków wyszkolenia, oszczędnościach na szkoleniu, beztrosce w przygotowywaniu lotów VIP –ów, lataniu do Smoleńska nawet wtedy, gdy to lotnisko straciło w gruncie rzeczy status lotniska. Tylko dlatego, że było wygodne, bo blisko Katynia, a więc o wymogach bezpieczeństwa wiele nie myślano. Latami się udawało, to dlaczego miało się tym razem nie udać? […].
Powiedziałabym, że jeśli gorączkowo szukamy winnych wśród kontrolerów ze Smoleńska – opublikowane stenogramy żadnej ich winy nie dowodzą, raczej przemawiają na ich korzyść, pokazują bezradność – to może więcej wymagajmy od siebie. Choć milej byłoby zrzucić winę na „ruskich”. Stenogramy w bardzo złym świetle stawiają zresztą załogę Jaka-40, która też lekceważyła procedury (i polecenia kontrolerów). Doprawdy trudno w nich znaleźć jakieś okoliczności łagodzące dla ogólnego, bardzo krytycznego oglądu polskich, najbardziej reprezentacyjnych skrzydeł obsługujących najważniejsze osoby w państwie.
Dlatego właściwie na dziś można mieć jeden postulat – o jak najszybsze zakończenie smoleńskiego śledztwa. Bez politycznych kalkulacji, najlepiej przed piątą rocznicą katastrofy lub tuż po niej. Szczątkowe informacje już właściwie nie robią wrażenia, czasem wręcz pogłębiają chaos. Werdykt prokuratorów i tak będzie budził polityczne emocje. Zapewne wielkie emocje. Ale niechże się wreszcie pojawi.
Janina Paradowska
Blog Autorki w portalu Polityka.pl
Tamże całość felietonu


„Bez politycznych kalkulacji, najlepiej przed piątą rocznicą katastrofy lub tuż po niej. ”
Cieszę się, że p. Paradowskiej dopisuje humor. Bez ustanku.