Kamila Durczoka jest mi zwyczajnie żal. Tak po ludzku. Nikt nie zasługuje bowiem na to, by jego życie prywatne, bez jego zgody, stało się medialnym spektaklem. W dodatku spektaklem spreparowanym z mieszaniny faktów prawdziwych, półprawd, plotek, spekulacji i insynuacji. W naszym europejskim kręgu kulturowym każdy ma prawo do ochrony swego życia prywatnego, co jest wyrazem wolności. Zaś granicą tej naszej wolności jest wolność drugiego człowieka.
Ale nawet jeśli taka granica zostaje przekroczona, to istnieją prawne i zwyczajowe mechanizmy, które do chwili zapadnięcia prawomocnych wyroków sądowych, chronią tożsamość sprawcy a czasem i ofiary. Dlatego w publikacjach używa się inicjałów a nie pełnych nazwisk osób oskarżonych, nawet wówczas gdy wszyscy wiedzą o kogo chodzi, na zdjęciach zasłania oczy lub zamazuje twarze, a sądy w sprawach drażliwych często wyłączają jawność rozprawy. To, że ktoś jest znany i rozpoznawany, że może mieć wpływ na kształtowanie się poglądów innych ludzi, nie oznacza, że jego prywatność podlega przez to mniejszej ochronie. Większa transparentność dotyczy tylko tych, których stanowiska pochodzą z wyborów – od radnego aż po prezydenta. Ale i w stosunku do takich osób istnieje granica transparentności, a jest nią dobry smak.
Mario Vargas Llosa czasy, w których żyjemy nazywa „cywilizacją spektaklu”, a jedną z charakterystycznych cech tej epoki widzi w zatarciu granicy pomiędzy „życiem publicznym” a „życiem prywatnym” i to do tego stopnia, że to drugie „stało się pojęciem pustym” . „Zniknięcie sfery prywatności – pisał Llosa w 2011 roku w felietonie dla El País – fakt, że nikt nie szanuje spraw osobistych drugiego człowieka, że stały się one przedmiotem kpiny, budząc masowe zainteresowanie, i że powstał cały przemysł zasilający bez przerwy i bez pardonu ten powszechny voyeuryzm, jest przejawem barbarzyństwa. Wraz z zanikiem sfery prywatności wiele z najwspanialszych kreacji i funkcji człowieczeństwa marnieje i upadla się, poczynając od form takich, jak erotyzm, miłość, przyjaźń, wstyd, obyczajowość, twórczość artystyczna, sacrum, moralność”.
Otóż bez względu na to, czy Kamil Durczok dopuścił się mobbingu i molestowania czy też nie, dziś jest ofiarą takiego właśnie barbarzyństwa.
Swoje wnioski Llosa formułuje na marginesie uwag o aferze WikiLeaks wywołanej przez Juliana Assange’a, który ujawnił w Internecie „sekrety” korespondencji służb dyplomatycznych na tematy polityczne, ekonomiczne, społeczne i kulturalne. Assange uczynił tak, powołując się na prawo społeczności międzynarodowej do jawności działania urzędników światowego mocarstwa.
Piszę o tym, bowiem przy pomocy podobnej argumentacji tygodnik „Wprost” starał się przekonać opinię publiczną o szlachetności intencji towarzyszących publikacji fragmentów stenogramów z nieoficjalnych rozmów „przy kieliszku” prowadzonych przez kilku wpływowych polskich polityków. Tymczasem w obydwu przypadkach doszło do naruszenia poufności komunikowania się urzędników między sobą i zaspakajania niezdrowej ciekawości tych, którzy uważają, że wszyscy powinni wiedzieć wszystko o wszystkich bez względu na konsekwencje. Natomiast różnica pomiędzy WikiLeaks a tygodnikiem „Wprost” polega na tym, że za Julianem Assange rozesłany został międzynarodowy list gończy natomiast „śledczy” pod komendą Sylwester Latkowski zostali wyróżnieni przez środowisko dziennikarskie prestiżową nagrodą Grand Press. Przypomnijmy także, że gdy prokurator przyszedł do redakcji „Wprost” by zabezpieczyć dowody przestępstwa, pan Latkowski urządził widowisko medialne strojąc się w szaty obrońcy wolności słowa i prawa dziennikarza do chronienia źródeł informacji.
Całe to zamieszanie przez kilka godzin nadawały „na żywo” kanały informacyjne z pełnymi oburzenia komentarzami zasiadających w studiach dziennikarzy. Kilka osób się na to nabrało, a Monika Olejnik tak się tym przejęła, że podczas konferencji prasowej Donalda Tuska, w imieniu środowiska dziennikarskiego, zadeklarowała wotum nieufności wobec premiera i wyraziła zdumienie, że pomimo wyraźnych sugestii niektórych dziennikarzy, w tym także jej osobiście, nie odwołuje on swoich ministrów.
I nikt, z wyjątkiem Ewy Milewicz, przynajmniej głośno, przeciwko tej deklaracji nie protestował. Dziś pani Olejnik żartuje sobie, nie bez wdzięku, że gdyby kilka miesięcy temu przyjęła propozycję objęcia posady naczelnej tygodnika „Wprost”, teraz musiałaby „w cudzych mieszkaniach (…) grzebać ludziom w szufladach”. Zdaje się jednak nie pamiętać, że była wśród tych, którzy kilka miesięcy wcześniej dali panom Latkowskiemu i Majewskiemu przyzwolenie na takie grzebanie. Czym się bowiem, w wymiarze etycznym, różni grzebanie w cudzych walizkach od podsłuchiwania cudzych rozmów?
W dobrym towarzystwie nie czyta się cudzych listów, nawet gdy leżą otwarte, nie podgląda przez dziurkę od klucza i nie podsłuchuje pod drzwiami a szpiegowanie, nawet w interesie własnego kraju, zawsze miało w sobie coś dwuznacznego.
Ale istnieje jeszcze jeden aspekt na który trzeba koniecznie zwrócić uwagę. Otóż gdy Sylwester Latkowski publikował kolejne taśmy kelnerów, można było usłyszeć, że trzeba stanąć po stronie naczelnego „Wprostu”, bo choć nie jest postacią krystalicznie czystą i przez kolegów specjalnie lubianą, to sprawa o którą walczy – trzymając kurczowo w objęciach srebrnego Appla – wymaga solidarności z Latkowskim, niemal takiej, jak solidarność państw UE w konfrontacji z Putinem. Dziś, gdy ośmielony akceptacją środowiska dziennikarskiego dla swoich metod działania, naczelny „Wprostu” wziął na celownik prominentnego przedstawiciela tego środowiska, akceptacja dla jego metod na tyle zmalała, że jakby jej nie było. Przebąkuje się nawet, że diabeł przebrał się w ornat i na mszę dzwoni. Głupia sprawa?
Kazimierz Żórawski



Chcę dodać do uwag red. Żórawskiego, że w pełni podzielam jego zdanie. Sformułuję swój sąd dosadniej: to, co zrobił p. Latkowski (o ile wiem, jedyny w Polsce redaktor naczelny pisma, uważanego przez niektórych za poważne, bez wyższego wykształcenia i na dodatek z „szemraną” przeszłością) i jego współpracownicy, oceniam jako niebywałe świństwo i łajdactwo, sprzeczne z wszelkimi kanonami dziennikarstwa. Już publikowanie osławionych „taśm” było skandalem; to co zrobiono w sprawie red. Durczoka przekracza wszelkie granice. Znamienne, że SDP, tak skore do rozdawania bez powodu „hien roku”, tym razem nabrało wody w usta. Organizacja ta stanęła tym samym tuż obok Latkowskiego – i powtarzam swój sąd: wstyd jest dziś być jej członkiem.
A spieszącym się z potępieniem Durczoka za „niemoralne i naganne postępowanie” chcę poinformować, że dopóki jego rzekoma ofiara nie wystąpi publicznie z oskarżeniem z imieniem i nazwiskiem, i dopóki dwie inne osoby w żaden sposób z nią niezwiązane tego nie potwierdzą – w ogóle nie ma sprawy. Jest chamskie świństwo. A firmy, które reklamują się we „Wprost” powinny wziąć pod uwagę, że kontynuując to – moczą się w gównie.
@BM
Latkowski to po prostu zbój i ma na to nawet papier potwierdzony powagą Rzeczpospolitej Polskiej.
Z wszystkich przymiotów tego człowieka, brak wyższego wykształcenia jest najmniej istotny.
A tak na chłopski rozum. Jeśli mamy słowo przestępcy przeciwko słowu uczciwego obywatela i żadnych dodatkowych danych to oczywiste, że nie wierzymy przestępcy.
Brawo Autor i brawo panie Bogdanie!
Dodam, że to pełzające i rozlewające się coraz szerzej łajno miało inny haniebny początek – sprawę Piesiewicza, po której o ile pamiętam, nawet dziś pokrzywdzony nie miał na tyle rozsądku i charakteru, by nie wydawać ocen o konieczności nienagannych postaw osób uznawanych za publiczne.
A i teraz panu Żakowskiemu zabrakło rozwagi, by nie nadawać tonu domagania się publicznych rozpraw na temat tajemniczego dziennikarza uprawiającego mobbing i molestowanie. Czy nie powinna się zapalić nad głową pana Żakowskiego żarówa na samą nazwę WPROST i szemraną przeszłość jego redaktora naczelnego? Tylu ludziom rozum odebrało?
Czas do ch….y się ocknąć!
Mam nadzieję, że przypadek pana Durczoka, da do myślenia wszystkim zajmującym się mediami.
Kto mieczem…,no w tym przypadku,… kto piórem wojuje…
Światek dziennikarski, nie raz chełpił się, że gazetą nie tylko muchę można zabić…
Media bez pardonu eliminują skąd się da różne patologie (niestety nie tylko..), może więc czas posprzątać we własnym środowisku?
Te tasmy sluzyly do szantazowania czlonkow rzadu. Wiadome sluzby wiedzialy o nich znacznie wczesniej niz podalo to Wprost. Sluzby panstw osciennych tez wiedzialy. Nalezy dziekowac redaktorowi naczelnemu panu Latowskiemu, ze je w koncu ujawnil, bo jak dlugo jeszcze mieli ci kelnerzy chodzic z nimi po Warszawie.
Jakoś Panom Bujakom czy Ankom nie przeszkadza, że działania Latkowskiego praktycznie odsunęły polską politykę zagraniczną od spraw Ukrainy na boczny tor. I to w krytycznym momencie dla Ukrainy napadniętej przez wojska Putina, gdy minister Sikorski miał na tę politykę największy wpływ w Unii Europejskiej. Kogo Panowie tu reprezentujecie? Demokracja i porządki w Waszych ustach to demokracja i porządki zielonych ludzików.
@andrzej Pokonos
sądzę, że Pan źle ocenił moją wypowiedź.
Absolutnie zgadzam się z autorem tekstu i redaktorem BM, uważam że redaktor Durczok został zaatakowany w haniebny i podły sposób. I zapewne nie chodziło o p. Durczoka, tylko raczej o TVN, jako spółki giełdowej, aktualnie wystawionej na sprzedaż. Ale to drugie dno tego ataku.
Przy okazji,chciałoby się, żeby media wyciągnęły jednak z tego „przypadku” naukę.
Warto, zanim oskarży się kogokolwiek(polityka, celebrytę, samorządowca,dziennikarz itp.) mieć w garści twarde, niepodważalne i sprawdzone w kilku miejscach dowody. Inaczej zawsze będziemy babrać się w rynsztoku.
i jeszcze jedno, do tego co wyżej napisałam.
Właśnie z takich latkoskich warto byłoby światek medialny oczyścić.
@Anna: przepraszam, źle zinterpretowałem Pani tekst (bez okularów…). Czytałem w podróży i wręcz wziąłem Panią za kogoś innego. Jeszcze raz przepraszam.
W pełni podpisuję się pod stwierdzeniami Autora i redaktora BM. Dodam tylko, że cała ta sprawa jest przekroczeniem kolejnej, nieprzekraczalnej granicy piętnowania ludzi na podstawie nieujawnionych i niepewnych źródeł. Co więcej dokonywanie publicznego linczu na znanym dziennikarzu jest kolejnym przykładem fatalnego kierunku ewolucji niektórych mediów. Ten fatalny kierunek oznacza pogoń za sensacją za wszelką cenę i to „bez trzymanki” jako skutek tabloidyzacji mediów. Strach pomysleć co bedzie dalej – do jakiego świństwa skłonni będą posunąć się publicyści aby zaistnieć medialnie i podnieść parametry komercyjne swojego medium?
Najgorsze jest to, że znany dziennikarz został osądzony, skazany i część opinii publicznej wykonała nań wyrok zanim cokolwiek udowodniono. Wolność dziennikarza jest tak zobowiązującą bronią, że powinna iść w parze z odpowiedzialnością. W postepowaniu redakcji „Wprost” widać wyłacznie wolność i zupełny brak odpowiedzialności.
z wczorajszej (25go lutego) Gazety Prawnej:
„Z orzecznictwa sądowego wynika, że na etapie wykorzystania materiałów prasowych istotne jest przede wszystkim rozważenie znaczenia informacji z punktu widzenia usprawiedliwionego zainteresowania społeczeństwa oraz obiektywne, wszechstronne ich przedstawienie, podanie wszystkich okoliczności i niedziałanie pod „z góry założoną tezę” (Wyrok SN z 11.02.2011 r., ICSK 334/2010, Lex Polonica nr 2811292, s. 11). Teza w tym artykule była z góry czytelna: Kamil Durczok zażywał kokainę i dopuszczał się rozpasanych zachowań. Dziennikarze wydali wyrok prasowy do czego nie są uprawnieni.”
i dalej:
„Publikacja o mobbingu realizowała zamysł dziennikarzy i obronę ważnego interesu i nie było potrzeby, aby dodatkowo poniżać i deprecjonować Kamila Durczoka. Czas najwyższy, aby sądy zaczęły zasądzać bardzo wysokie zadośćuczynienia pokrzywdzonym, co odstraszałoby tabloidy od takich niszczących ludzi praktyk dziennikarskich. Bo rzetelnym dziennikarstwem tego nazwać nie można.”
mój komentarz: no comment
jednak komentarz jest potrzebny – przeczytałem artykuły we Wprost: sprawa wydaje się prosta: redaktor powinien mieć prawo do odszkodowania od pisma; jeżeli wpływa oskarżenie i sąd podejmuje decyzję o publicznej rozprawie tym samym ponosi odpowiedzialność za możliwe konsekwencje dla stron; czy kupować pismo jest sprawą każdego z nas.
Ja się zastanawiam czym kierował się wydawca „Wprost” powierzając kierowanie tygodnikiem osobie o takiej reputacji? Normalne to to nie jest.
Niestety, nikogo to niczego nie nauczy, jestem pewien. Panienka dziennikarka za cenę chwilowego zainteresowania oskarży nielubianego kolegę nie zdając sobie sprawy, że tę samą sprawę można wykorzystać przeciwko niej. I wykorzysta się ją w stosownym czasie, idę o zakład.
Wszyscy widzą, że to już paranoja, a nikt nic nie zrobi. Bo i jak?
Tak wyglada polski gender i feminizm. Gdyby na miejscu pana Durczoka byl jakis ksiadz, och co by sie dzialo. „Panienka dziennikarka” – jak mi sie to podoba. Mam nadzieje, ze jakas pani zareaguje.
Oj dzieje się dzieje … Gdzie były te wszystkie głosy oburzenia, gdy tak samo postępowano z kapłanami Kościoła Katolickiego kiedy to bez sądów wydawano publiczny wyrok i mieszano ludzi z błotem ? Dlaczego wówczas grono elitarnie oświeconych nie podnosiło takiego larum ? Gdzie są Szczuka i Środa, które nieustannie krzyczą, że w Polsce te wredne samce kobiety krzywdzą ? No gdzie one się pochowały ??? Bo ich jakoś znaleźć nie potrafię w ciągu tych ostatnich tygodni.
Najbardziej zabawny (a może raczej przerażający) to w tym gronie jest chyba Pan A. Pokonos dla którego afera z Durczakiem ma być przykrywką dla wojny na Ukrainie i jak on sugeruje za tym mogą stać Ruscy … Ludzie przecież na ten portal prawie nikt nie zagląda więc skąd u was ta megalomania ?! Wy tak na poważnie ? I to wy śmiejecie się z Kaczyńskiego, że ona może mieć problemy natury psychologicznej ? Wy ???
@Brentano: ja już się tu głupio wysypałem na bogu ducha winną Annę. Dlatego spokojnie poradzę Panu wczytać się ze zrozuminiem w polski tekst mojego komentarza, gdzie wspominam Tfu! Latkowskiego. Bo chyba nie wie Pan o czym z kolei sam pisze powyżej. A ze swojej strony dodam, choćby po pańskim wpisie, że mój komentarz najwyraźniej trafił celnie:)
Co do pańskiej końcowej wypowiedzi: tak! Wspomniany przez Pana Ona ma problemy natury psychicznej. I stąd kłopot dla polskiej polityki, polskiej racji stanu i całej polskiej demokracji, dla której jest zagrożeniem.
O TEMPORA! O MORES!
Czas ma to do siebie że nic nie jest w stanie go zatrzymać (to stan na dzisiaj) Wszystko co nas otacza zmienia się..
A obyczaje? Te zmieniają ludzie, najwięcej ci co są słyszalni i robią to bo w danym momencie jest im wygodnie i mają dar przekonywania podparty słowem pisanym bądź objawionym na wizji.
Nadętych usteczek Stokrotki w radio nie widać a w TV znakomicie ich widok puentuje czyjąś wypowiedź..
Stary dowcip z II RP;
Telegram 1
Ojcze! Przegrałem moją część majątku w karty.
Proszę! Przyślij mi 50 zł. abym mógł kupić rewolwer i zszedł z honorem z tego świata!
Telegram 2
Synu! Posyłam Ci 50 groszy, kup metr postronka.
Skutek ten sam!