Andrzej Koraszewski: Pożar w domu wariatów14 min czytania

()

2015-07-16.

 Z różnych stron słyszymy głosy, że pożar w domu wariatów jest nieunikniony, a dyrektor rozdaje pacjentom zapałki przekonując nas, że są to zajęcia terapeutyczne. Straszą nas. Nie chcemy się bać. Obawiamy się, że może nam się udzielić jakaś nierozważna panika.
Urodziła się Pani pod parasolem. Atomowy parasol nie wzbudzał wielkiej sympatii, a jednak dawał jakieś poczucie bezpieczeństwa. Nazywano to równowagą strachu. Ten parasol wspierało założenie o racjonalności, które w tym przypadku oznaczało przekonanie, że nikt nie jest wariatem i nie rozpocznie konfrontacji prowadzącej do obustronnej zagłady. Równowaga strachu działała. Od wojny upłynęło 70 lat, trzecie pokolenie Europejczyków nie zna wojny. W historii naszego kontynentu to niebywałe.
Jest taka piosenka Toma Lehrera z lat sześćdziesiątych – Kto następny. Lehrer, wówczas student matematyki, był bożyszczem naszego pokolenia. W tej akurat piosence, napisanej z okazji udanych testów atomowych Chin, zastanawiał się, kto będzie następny. Przewidywał żartobliwie Południową Afrykę, Egipt, Luksemburg, Monako i… Alabamę. Futurologia zawodowych futurologów i piosenkarzy ma identyczne prawdopodobieństwo sprawdzenia się. Egipt nigdy nie stworzył bomby atomowej, Izrael podobno ją ma, ale zamiast testów, które normalnie stanowią informację dla świata, że pojawiło się kolejne mocarstwo atomowe, świat dowiedział się o izraelskiej bombie atomowej od faceta, który postanowił to światu opowiedzieć. Izraelczycy następnie faceta złapali i zabrali ponownie do Izraela. Był to bez wątpienia najtańszy sposób poinformowania świata o posiadaniu atomowej siły odstraszania. (Oczywiście gdybyśmy próbowali tej sztuki, to nikt by nam nie uwierzył, wie Pani jednak jak to jest.) Tom Lehrer nie przewidział również, że niebawem w bombę atomową uzbroją się Pakistan i Indie. Świat był pewien, że Izrael, nawet jeśli posiada bombę, to jej nie użyje. Rywalizujące ze sobą Pakistan i Indie to była jednak troszkę nowa jakość i zaufanie świata do teorii równowagi strachu znów trochę zmalało. (Konflikt między Pakistanem a Indiami tli się cały czas, ale do otwartej konfrontacji nie dochodzi i niektórzy sądzą, że jedyną rzeczą, która powstrzymuje Pakistan przed uderzeniem na Indie, jest groźba przerodzenia się wojny w konflikt atomowy.)Następna była Korea Północna. Nasze zaufanie do rozsądku Pakistańczyków było jeszcze mniejsze niż do Rosjan i Chińczyków. Pakistańscy generałowie budzili dreszcze, ale były to dreszcze umiarkowane, gdyż zagrożenie było wyraźnie skierowane przeciwko Indiom, a to nie budziło prawdziwych wzruszeń ani w Ameryce, ani w Europie. Pies, który może nas pogryźć, jest często postrzegany jako bardziej agresywny od psa, który może pogryźć sąsiada.

Teoria równowagi strachu stanęła w obliczu prawdziwego testu dopiero w obliczu koreańskiej (północno-koreańskiej) bomby atomowej. Po pierwsze, wszystkie decyzje są tam w rękach jednego człowieka, przekonanego o swoim boskim umyśle. (Żaden psychiatra nie może nam powiedzieć jak się zachowa, kiedy dojdzie do wniosku, że zupa była za słona.) Po drugie, a to na obecnym zakręcie historii może okazać się zgoła groźniejsze, dyktator gotów jest podzielić się zdobytą technologią z każdym gangsterem gotowym do podpalenia świata.

Są powody, żeby przypuszczać, że następny będzie Iran. Iran ma technologię od Korei Północnej, trochę z Rosji, a tak w ogóle to tajemnica budowy bomby od dawna nie jest tajemnicą, proces jest kosztowny, ale odpowiednich fachowców można bez trudu wykształcić, albo kupić.  Fachowcy rozprawiają o inwestycjach towarzyszących, takich jak rakiety dalekiego zasięgu, konstrukcja głowic, zapalników i temu podobne, ale kto wie, czy nie ważniejszy jest w tym wszystkim czynnik ludzki.

Czy zastanawiała się Pani nad pytaniem jak wyglądałby dziś świat, gdyby w wyścigu do zbudowania bomby atomowej wygrali naziści, gdyby mieli, powiedzmy pod koniec 1944 roku, kilkanaście bomb o sile takiej jaką miały bomby zrzucone na Hiroszimę i Nagasaki? Trudno o wątpliwości, że te bomby zostałyby użyte i że zmieniłyby losy świata.

Takie spekulacje wydają się dość jałowe. Mam wrażenie, że historia jest beznadziejną nauczycielką. Uczciwie mówiąc nie jest żadną nauczycielką. Nauczycielami są ludzie, a ludzie oglądający historię wyciągają z niej wnioski takie lub inne.

Każdemu się zdaje, że pozwala historii przemawiać swoimi ustami, więc mówiąc nadętym głosem, że historia jest wielką nauczycielką, mówimy tylko, że grzebaliśmy w startach zakurzonych papierów i wiele rzeczy, o których czytaliśmy, kojarzy nam się z dniem dzisiejszym.

Pożar w domu wariatów bywał już nie jeden raz, piromanów uważamy z reguły za ludzi nie całkiem normalnych, trudno jednak powiedzieć co to właściwie znaczy. Odmawiamy piromanom racjonalności. Podpalenie zagrody znienawidzonego sąsiada, to praktyka stara jak świat, praktyka, w której kryła się osobliwa racjonalność, pod hasłem – wszystkie chwyty dozwolone.

Czy zwróciła Pani uwagę na to, że nie zawsze zakładamy, że inni są podobni do nas, wierzymy jednak, że nawet jeśli są złymi ludźmi, to cenią swoje życie. Inni mogą być  dolegliwi. Czasami nawet dziecku mamy ochotę dać klapsa. Dlatego stare powiedzenie powiada, że jeśli chcesz pokoju, przygotuj się do wojny. Potem zaczyna się równowaga strachu i złośliwego sąsiada próbujemy mitygować. Dlatego polityk mówi:

„Powinniśmy przy pomocy wszystkich środków, które są w naszej mocy unikać wojny, analizować możliwe przyczyny wybuchu wojny, próbować je usuwać poprzez dyskusję w duchu współdziałania i dobrej woli. Nie umiem sobie wyobrazić, by taki program mógł być odrzucony przez społeczeństwo w tym kraju, nawet jeśli oznacza to nawiązywanie bezpośredniego kontaktu z dyktatorami.”

Irytują nas ludzie ostrzegający przed polityką umiarkowania i rozwagi. Te pełne rozwagi słowa polityka skłaniają do szacunku i zaufania. Przynajmniej tak długo, jak długo nie otrzymujemy informacji, że są to słowa Neville’a Chamberlaina namawiającego do porozumienia z Adolfem Hitlerem. Potem, po napaści Hitlera na Polskę brytyjski premier mówił to samo, co w rok później mówił z rozgoryczeniem Józef Stalin, że Adolf Hitler kłamał. Zawierał porozumienie z zamiarem złamania go. Jednak za oceanem, w Ameryce, nadal dominowała wówczas filozofia umiarkowania i współpracy, nazywało się to ładnie izolacjonizmem. Izolacjonizm utracił swoją atrakcyjność dopiero po Pearl Harbor, 7 grudnia 1941 roku, w pół roku po ataku na ZSRR.

Wie Pani, w czasach mojej młodości kilka razy mieliśmy wrażenie, że równowaga strachu przestała działać i zaraz dojdzie do bezpośredniej konfrontacji między supermocarstwami. Być  może jednak najgroźniejszy moment był poza naszą świadomością i uratowała nas decyzja jednego człowieka.  Jak informowała niedawno „Gazeta Wyborcza” we wrześniu 1983 roku zawiódł radziecki system ostrzegania przekazując fałszywą informację, że Ameryka rozpoczęła atak atomowy. W Stany Zjednoczone wymierzone było pięć tysięcy radzieckich rakiet z głowicami atomowymi. Dyżurujący pułkownik miał obowiązek odpalenia wyrzutni. Nie zrobił tego, więc cała sprawa jest dziś tematem filmu, a on sam, po latach otrzymuje nagrody i medale.

Dla nas dziś ciekawsze jest pytanie dlaczego Hitler kłamał, dlaczego chciał podpalić świat i jakim cudem był przekonany, że zdoła pokonać Francuzów, Brytyjczyków, Stalina i Amerykę (o płotkach nawet nie wspominając)? Wierzył Francuzom, że nie będą chcieli umierać za Gdańsk, wierzył w Chamberlaina, wierzył w amerykański izolacjonizm. Wierzył w dekadencję demokracji, a Rosjan lekceważył.

Wie Pani, setki razy zastanawiałem się jakie znaczenie ma nasz stosunek do odległych geograficznie wydarzeń. Spieramy się, czasem jesteśmy zaperzeni, a przecież nasz wpływ na to co się stanie jest właściwie zerowy. Decyzje podejmowane są nad naszymi głowami, w innych krajach.

Zastanawiała się Pani nad nazistowską obsesją antysemityzmu? Chora nienawiść oparta na patologicznej tradycji Kościoła katolickiego i kościołów protestanckich przetransponowanej na świecki język pseudonauki. Uderzająca irracjonalność tej morderczej nienawiści, która jednak miała swój w pewnym sensie „racjonalny” cel. Nienawiść do Żydów wspierała nienawiść do demokracji, do liberalizmu do wolności i nienawiść do pokoju. Nazizm nie odrzucał pokoju, przeciwnie, nazizm obiecywał pokój po Zagładzie. Komunistyczny totalitaryzm również walczył o pokój, pewnie Pani czytała, że Stalin był chorążym pokoju.

Czy obserwuje Pani zażartą konkurencję islamskich państw o to, kto bardziej nienawidzi Izraela? Islamska Republika Iranu ani na krok nie ustępuje tradycji nazistowskiej, łącząc religijne uzasadnienie tej nienawiści z bełkotem o prawach człowieka i prawie międzynarodowym. Islamskie Państwo nie bawi się we flirty z retoryką Pani czytelników, obcina głowy, krzyżuje, gwałci, pali żywcem. Jego ideologia wywodzi się z ideologii Bractwa Muzułmańskiego, tej samej, która legła u podstaw Al-Kaidy, Hamasu, prezydenta Erdogana i jego partii, ale ISIS poszło o krok dalej w swojej wierności wobec koranicznej tradycji.

Islamska Republika Iranu stosuje taktykę Adolfa Hitlera, nieustannie oskarża Zachód, często używając jego własnego języka, uznając równocześnie antysemityzm za kamień węgielny ideologii broniącej islamu przed zepsuciem kulturą Zachodu.

Amerykański historyk, Jeffrey Herf, sześć lat temu opublikował książkę pod tytułemNazi Propaganda for the Arab World (Yale University Press, 2009). Efekty tej propagandy są nadal widoczne, zlewają się ze współczesnym islamskim fundamentalizmem, w którym antysemityzm pełni tę samą funkcje, którą pełnił w ideologii nazistowskiej. Jak kilka dni temu pisał Herf, decydenci amerykańscy rzadko zwracają uwagę na ten element islamistycznej ideologii, ograniczając  dyskusję do technicznych szczegółów umowy dotyczącej programu nuklearnego Iranu.

 “Radykalny antysemityzm głoszony przez przywódców Iranu  – pisze Herf – jest światopoglądem tak silnie opartym na urojeniach, tak oddalonym od rzeczywistości, że jego wyznawcy z pewnością nie będą działać w oparciu o zwyczajowe normy stanowiące podstawę rozsądnego zachowania na arenie międzynarodowej. Amerykańscy decydenci nie mogą zakładać, że Iran ceni własne przetrwanie bardziej niż cel, jakim jest eliminacja znienawidzonego żydowskiego wroga.”

Irański antysemityzm, podobnie jak nazistowski antysemityzm, nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek racjonalnością, jest paranoiczny, żywi się teoriami spiskowymi o złych Żydach wpływających na wszystkie wydarzenia na świecie, ugruntowanymi przez tradycję religijną, znajdującą się w stadium skrajnego fanatyzmu.  

Od chwili powstania Islamskiej Republiki Iranu w 1979 roku jej przywódca Ruhollah Musawi Chomeini nadał antysemityzmowi teologiczną sankcję, powtarzając nieustannie, że Żydzi dążyli od zarania do zniszczenia islamu, a w współczesnych czasach, realizują ten cel poprzez założenie Izraela.

Czy zauważyła Pani jak często nasi antysemici zapewniają nas o swojej niewinności, podkreślając nieustannie różnicę między Żydem i Izraelczykiem. Nie zawsze im się to udaje i zazwyczaj nie później jak w trzecim zdaniu okazuje się, że są bezgranicznie solidarni z każdym, kto strzela do Żydów gdziekolwiek Żyda widzi, ale trudno nie dostrzec uczciwych wysiłków i gorących zapewnień, że antysemitami nie są. W Iranie zarówno Chomeini, jak i jego następca Ali Chamenei oraz cała polityczna elita tego kraju zupełnie nie zaprząta sobie głowy takimi niuansami. Herf cytuje wypowiedź Ali Chameneiego z 2001 roku, który mówił:

“Okupacja Palestyny [przez Żydów] jest częścią szatańskiego planu dominujących mocarstw, poczętego przez Brytyjczyków i kontynuowanego dziś przez Stany Zjednoczone, zmierzającego do osłabienia solidarności muzułmańskiego świata i zasiania ziaren niezgody miedzy narodami.”  To stanowisko wyrażane wielokrotnie, kończy się nieodmiennie stwierdzeniem, że stoją za tym Żydzi, którzy są nie tylko wrogami islamu, ale wrogami całej ludzkości i że Izrael jest wcieleniem zła, które musi być wymazane z mapy świata.”

Czy Jeffrey Herf ma rację stwierdzając, że po raz pierwszy od czasów nazistowskich Niemiec mamy tu do czynienia z państwem, w którym antysemityzm stanowi centralny element tożsamości systemu? Tym samym, dysponujący bronią atomową Iran byłby pierwszym krajem od czasów Hitlera otwarcie dążącym do kolejnego Holocaustu i mającym po temu środki.

Na Iran można patrzeć jak na jakiś mniejszy Związek Radziecki i twierdzić, że chociaż jego ideologia jest nam obca, to przecież jego elita na swój sposób dąży do zabezpieczenia interesów swojego kraju. Herf przypomina, że Związek Radziecki był rządzony przez ateistów kpiących z idei życia po śmierci, u których rozprawianie z powagą o powrocie dwunastego imama po apokalipsie wywołałoby paroksyzmy śmiechu. Tymczasem wiara w życie pozagrobowe jest w Iranie traktowana z śmiertelną powagą, frakcje polityczne dzielą się na wierzących w szybki powrót ukrytego imama i z drugiej strony przekonanych, że zajmie to jeszcze trochę czasu. Perspektywa zniszczenia kraju w odwecie nie wywołuje dreszczy przerażenia, w pewnym sensie przeciwnie, jest obietnicą powrotu mesjasza. Ta różnica mentalności może się okazać kluczowa, zaś odmowa dyskutowania o niej może być jednym z najbardziej kosztownych błędów ludzkości.

Nie wiem, czy jest Pani wierząca, ja jestem ateistą od wczesnej młodości ale z katolickiego domu, w którym panował podejrzliwy stosunek do instytucji Kościoła i do religijnego fanatyzmu. Fanatyczne ideologie produkują kohorty fanatycznych umysłów. Dziś stosunkowo najczęściej docierają do nas informacje o hodowli fanatycznych umysłów przez Państwo Islamskie. Dociekliwi docierają do informacji o obozach „Pionierów wyzwolenia” Hamasu. Czy zwróciła Pani uwagę na fakt jak mało informacji dociera do nas o szkolnictwie w Iranie?

Czytałem niedawno doniesienie o „Mieście gier oporu”. W północnowschodnim Iranie, w Maszhad, mieście mającym trzy i pół miliona mieszkańców, które kiedyś było centrum perskiego życia literackiego, tego lata, po zakończeniu roku szkolnego duchowni zorganizowali akcję dla dzieci pod hasłem; „Poznaj wrogów Iranu”. Wyjaśniano im dlaczego muszą popierać Jemen i Palestynę, dlaczego Iran walczy z Państwem Islamskim, które zdradza islam, i dlaczego Ameryka jest Wielkim Szatanem.

Czy „Miasto gier oporu” miało się dzieciom kojarzyć z grami komputerowymi? Nie umiem na to pytanie odpowiedzieć. Karabiny, które dawano dzieciom do rąk był realne, a nie wirtualne. Dzieci miały poznawać wroga przez gry, dyskusje i piosenki, recytując Koran i ćwicząc z bronią. Wrzucali do wody kukły Obamy, deptali po kamieniach z namalowanymi na nich twarzami zachodnich polityków. Dzieci dostały mundury, ćwiczyły przechodzenie przez pola minowe, dowiadywały się, że islam był prześladowany od czasów Mahometa, że wszyscy zawsze spiskowali przeciwko islamowi, dlatego Iran potrzebuje technologii nuklearnej.

Doniesienie oparte było na pełnych zachwytu artykułach w prasie irańskiej. Patrzyłem na dołączone zdjęcia i pomyślałem o doniesieniu o radzieckim Szwejku, który odmówił naciśnięcia guzika i uruchomienia odwetowego uderzenia na Amerykę. Równowagę strachu mógł załamać błąd systemu alarmowego i jeśli ta historia jest prawdziwa, to świat ocaliła ludzka zdolność do sceptycyzmu. Irański system szkolenia fanatyków wyklucza sceptycyzm. Atomowy parasol, któregoś dnia okaże się złudzeniem. W odróżnieniu od wielkich tego świata nie mamy na to większego wpływu. Aplikowanie środków uspakajających nie wydaje się jednak słuszne. Pożar w domu wariatów wydaje się z każdym dniem bardziej prawdopodobny. Krzyczenie na tych, którzy są najbardziej prawdopodobnym pierwszym celem tego ataku, że niepotrzebnie panikują, może wskazywać na niedostatek informacji o głębokiej, fanatycznej wierze. Religia zasługuje na głębokie studia nawet w sferze umiarkowanego bezpośredniego zagrożenia.

 Andrzej Koraszewski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

6 komentarzy

  1. W. Bujak 17.07.2015
  2. otoosh 17.07.2015
  3. koraszewski 17.07.2015
  4. otoosh 17.07.2015
    • koraszewski 18.07.2015
      • Marian. 19.07.2015