Andrzej Koraszewski: Dziwny apel do teoretycznie przyzwoitych

15.09.2021

Sala Zgromadzenia Ogólnego ONZ (Źródło: Wikipedia)
Sala Zgromadzenia Ogólnego ONZ (Źródło: Wikipedia)

Zgromadzenie Ogólne Organizacji Narodów Zjednoczonych W Jednej Sprawie rozpoczęło we wtorek 14 września kolejną, już 76 sesję. 313 polityków z krajów demokratycznych, domyślając się, ku czemu zmierza przyszłość, w przeddzień tej sesji wystosowało apel o zakończenie instytucjonalnego znęcania się Narodów Zjednoczonych nad Izraelem. Niby nic nowego. Jak się wydaje najciekawsza była akcja w 2006 roku, kiedy to skandal osiągnął tak wielkie proporcje, że nakazano przemalowanie tabliczek Komisji Praw Człowieka ONZ na Radę Praw Człowieka ONZ i już po kilku dniach okazało się, że trudna i skomplikowana operacja nie przyniosła spodziewanego rezultatu.

Niektórzy twierdzą, że groteskowa obsesja Komisji Praw Człowieka ONZ przed decyzją o jej likwidacji związana była z osławioną konferencją w Durbanie w 2001 roku i jest w tym sporo racji, ale nie zapominajmy, że już w 1976 Zgromadzenie Ogólne ONZ z inicjatywy świętej pamięci Związku Radzieckiego uchwaliło rezolucję dekretującą, że syjonizm jest rasizmem (którą po upadku ZSRR anulowano i uznano za najbardziej haniebną w historii tej wspaniałej instytucji, a która niektórym do dziś wydaje się prawem międzynarodowym). Pamiętajmy jednak, że od pierwszych dni istnienia ONZ to forum było boiskiem, na którym Watykan toczył liczne rozgrywki, żeby przypadkiem Jerozolima nie wpadła w ręce Żydów, tu również wymyślono nadzwyczajny status palestyńskich uchodźców, tu również systematycznie zajmowano się taką interpretacją Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, żeby nie było wątpliwości, że wymyślili ją Żydzi, a naruszają w zasadzie tylko Izraelczycy.               

List 313 polityków skierowany do rządów państw członkowskich Unii Europejskiej oraz innych krajów demokratycznych nosi tytuł Transatlantic Declaration: End Discrimination Against Israel at the UN. Sygnatariusze zwracają się do teoretycznie przyzwoitych z uprzejmą prośbą, żeby raczyli rozważyć możliwość skromniejszego niż dotąd popierania inicjatyw państw, które nawet teoretycznie do przyzwoitych nie należą, a które systematycznie kierują wysiłki Narodów Zjednoczonych na potępianie Izraela, żeby przypadkiem nie zajmować się potępianiem czegokolwiek innego.  W liście (deklaracji) czytamy:

My, 313 polityków z obu stron Atlantyku i z różnych partii politycznych wzywamy kraje członkowskie Unii Europejskiej, aby pomogły zakończyć systematyczną dyskryminację Izraela na forum ONZ.

Wymieńmy tylko kilka przykładów: W 2020 roku Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło 17 jednostronnych rezolucji przeciwko Izraelowi i tylko sześć rezolucji wspominających sześć z 192 państw członkowskich, [skarconych] za naruszanie praw człowieka. Rada Praw Człowieka ONZ koncentruje się wyłącznie na Izraelu, z osobnym, stałym punktem obrad (Nr 7), podczas gdy łamanie praw człowieka we wszystkich innych krajach rozważane jest pod jednym punktem obrad (Nr 4). Obecnie 21 procent rezolucji przyjętych przez Radę Praw Człowieka ONZ dotyczy Izraela. We wrześniu ubiegłego roku  Rada Gospodarcza i Społeczna ONZ potępiła tylko Izrael za rzekome naruszanie praw kobiet.         

W sytuacji narastającego w świecie antysemityzmu nieustające, nieproporcjonalne, rytualistyczne potępianie na forum ONZ wyłącznie Izraela jest szczególnie niebezpieczne i musi się wreszcie skończyć. Izrael zasługuje na uwagę i krytykę, podobnie jak każdy inny kraj. Ale zasługuje również na równe traktowanie – nic mniej i nie  więcej.

Czy teoretycznie przyzwoici politycy państw członkowskich Unii Europejskiej i innych krajów demokratycznych mogą wiedzieć, że istnieje tu jakiś problem? Mogą, a nawet czasem o tym wspominają (na ogół w zamkniętym gronie, półgębkiem i bez wpływu na zachowania ich przedstawicieli w ONZ).

Swego czasu w niemieckim parlamencie paskudna prawicowa partia polityczna wezwała do rewizji sposobu głosowania Niemiec w ONZ w sprawie Izraela i chociaż niemiecki minister spraw zagranicznych publicznie przyznał, że problem jest poważny, to posłowie rządzącej koalicji stanowczo sprzeciwili się tej niecnej propozycji.

Pytanie o to, jaki będzie efekt tego listu, wydaje się bezprzedmiotowe. W mediach namiętnie zajmujących się już pomordowanymi Żydami praktycznie nie ma żadnej informacji. W mediach izraelskich wiadomość wylądowała na czołówkach, pisano o nim sporo w mediach żydowskiej diaspory w Europie i za oceanem. Być może najciekawsze jest pytanie, kto właściwie podpisał ten dokument.       

W liście wymienieni są wszyscy sygnatariusze z informacją o ich krajach pochodzenia i politycznych afiliacjach. To bardzo ciekawa lektura. Mamy tu czterech polityków z Polski (w tym dwóch, Michał Kamiński i Paweł Zalewski, w dwunastoosobowej grupie inicjatywnej). Jest tu Radosław Sikorski oraz Jerzy Hardie-Douglas. Moglibyśmy zapytać, kogo nie ma. Nie ma polityków takich jak Tusk, Hołownia, Kamysz lub Czarzasty. (Czyżby uważali, że mogłoby to im zaszkodzić, czy może nic nie wiedzą o tym, jak od lat zachowują się przedstawiciele naszego kraju na forum ONZ?) Z maleńkiej Republiki Czeskiej widzimy 22 polityków praktycznie z wszystkich partii politycznych. Deklarację podpisało 31 polityków niemieckich i tylko 9 polityków francuskich. (Jeśli ktoś się dziwi, to być może  niesłusznie). Z Wielkiej Brytanii 40, ale z katolickiej Hiszpanii tylko 10. Dominują politycy partii konserwatywnych, lewicy prawie nie widać. Z 16 polityków amerykańskich 14 wywodzi się z Partii Republikańskiej i 2 z Partii Demokratycznej. Teoretycznie przyzwoici nie widzą powodu, żeby się w takie rzeczy angażować. Czy warto szukać odpowiedzi o przyczynę tego dziwacznego podziału? Możemy tu zaledwie spekulować, a to zawsze trochę niebezpieczne. W „Gazecie Wyborczej” bombastyczny tytuł: „Biała chrześcijańska tożsamość Europy to fikcja. Islam jest jednym z dopływów” Michał Nogaś pisze o książce kandydującej do nagrody Nike. Książka nosi tytuł Lajla znaczy noc i jest wytworem Aleksandry Lipczak, która opisuje w niej, jak bardzo obecność muzułmanów w Hiszpanii wpłynęła na dzisiejszą kulturę, a nawet na kuchnię, była w Andaluzji i opisuje, jak to społeczeństwo pod rządami muzułmanów bardzo chętnie się islamizowało, a jeden nawrócony na islam Żyd to został nawet wezyrem. Dziś do Andaluzji zjeżdżają wszelkiej maści konwertyci na islam, nawet byli komuniści, którzy doszli do wniosku, że marksizm im nie odpowiada, że islam jest im bliższy.

W Granadzie spotkałam też mnóstwo kobiet w kolorowych turbanach – Nowozelandek, Amerykanek, dziewczyn z RPA, które przybyły do Andaluzji, by w jej słońcu i wśród dawnej architektury wieść szczęśliwe życie współczesnych muzułmanek.

Nie wiem, czy istnieje jakiś związek między listem 313 polityków do europejskich rządów a opowieścią o książce kandydującej do nagrody Nike, ale dla mnie nie jest to tak całkiem bez związku i po części może wyjaśniać, dlaczego rządząca prawicowa koalicja będzie udawała, że żadnego takiego listu nigdy nie dostała.

P.S. Jak informuje UN Watch Polska w 2009 roku odmówiła udziału w konferencji Durban II. Obecnie wszystko wskazuje na to, że rząd wicepremiera Kaczyńskiego wyśle swojego przedstawiciela na ten cyrk nienawiści do Izraela. Muszę się o tym dowiadywać z mediów zagranicznych, bo u nas opozycyjnych mediów takie rzeczy nie interesują.  (Z byłych krajów socjalistycznych z konferencji Durban IV wycofały się: Bułgaria, Chorwacja, Czechy i Węgry.)   

Andrzej Koraszewski

Publicysta i pisarz ekonomiczno-społeczny

Ur. 26 marca 1940 w Szymbarku, były dziennikarz BBC, wiceszef polskiej sekcji BBC, i publicysta paryskiej „Kultury”.

Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com