My, Polacy, zazwyczaj doskonale umieliśmy ramię w ramię przeciw Wrogowi.
Nawet z dużo mniejszą siłą, niezbyt nowoczesnym orężem, ale duchem wielcy stawaliśmy w szranki jak jeden mąż.
To zbitek wyrażeń znanych nam od zawsze. Bohaterscy MY!
Jako naród zniewolony byliśmy niemal monolitem, jeśli nie liczyć małych odszczepieńców, kolaborantów i oportunistów, ale to zawsze był jakiś margines, marginesik, bo znakomita większość – ramię w ramię zniszczyć wroga!
Dzisiaj w Polsce nie ma wroga. Znaczy – okupanta, najeźdźcy, zniewoliciela, nie ma jak stanąć przeciw komuś, kto nam zagraża.
A jednak mam wrażenie – ba!, nawet pewność – że to ja jestem czyimś wrogiem, że ktoś zwiera szyki przeciwko… mnie. Nam.
Czy Polak bez Wroga czuje się niepewny, gorszy? Czy życie bez wrogów jest uboższe, nudne? Czy Polak potrzebuje poczucia zagrożenia, żeby mu raźniej płynęła krew? Widzę, wiem, że tak. KTOŚ emocjonalnie chory wszczął schizofreniczny podział Polaków na MY i ONI. Ta choroba natychmiast znalazła znakomitą pożywkę i rozlała się szeroko. Nagle w wolnej Polsce, bezwojennej i żyjącej w pokoju od 70 lat (inni mówią od 30 i to też w pewien sposób trafne, bo choć podczas rządów PZPR pokój był, to nie byliśmy suwerenni i to wkurzało) pojawia się obłąkańczy człowiek a za nim zausznicy i zgrabnie wyodrębniają z naszego Narodu – Wrogów!
Od dawna, od Smoleńska, mam wrażenie jakiegoś totalnego Matrixu.
Ci, którzy z różnych powodów uwierzyli w zamach są super, a inni – niewierzący – są zdrajcami i wszystkim, co najgorsze.
Dygresja. Tuż po tym wypadku przemówiłam się (ładne określenie na niezgodę) z kolegą na ten temat. Twierdziłam, że ten krzyż spod Pałacu Prezydenckiego podzielił Polaków jak nożem. Wściekł się na mnie, że wieszczę ohydę.
Po pół roku napisał, że miałam rację.
Gorzka to racja. I stale mnie zdumiewa to, że gdy w czasach realnego socjalizmu umieliśmy wspólnie żyć w tej naszej Polsce – przy jednym stole siedzieli wierzący i niewierzący, partyjni i bezpartyjni, zagorzali zwolennicy owego socjalizmu, jako nowego ładu i jego przeciwnicy. Jedli obiad, pili wódeczkę, trochę sobie pogadali, ale nadal byli znajomymi, rodziną.
Dzisiaj Polak pisze do Polki zaniepokojonej owym podziałem i piszącej o swojej niezgodzie na tę Polskę, którą chce nam zafundować chory z chęci zemsty człowiek, takie słowa: „I słusznie się boisz. Już jesteś na liście. Zobaczymy się w październiku.„
CO TO JEST?!
Jak mogliśmy wszyscy do tego dopuścić, żeby aż tak ustawiono nas przeciw sobie?
Jak możemy godzić się na to, że jeden człowiek z tej samej ojczyzny wygraża drugiemu i to całkiem poważnie? Że jeden Polak obrzuca drugiego kamieniami, wymachuje kijem do bejsbola tylko dlatego, że tamten/tamta ma inne poglądy religijne czy polityczne?! I że za tym wszystkim stoją purpuraci chętnie zaangażowani do tej wojenki polsko-polskiej.
Jak to jest, że tysiące ludzi stanęło po „Jedynie Słusznej Stronie” przeciw swoim sąsiadom, braciom, przeciw innym Polakom?
Wiem, to się zdarzało już wcześniej – różnych szaleńców zna historia, którzy krzykiem i obiecankami, populizmem i specyficznym językiem, podobającym się tłumom sprawiali, że szli za nimi otumanieni ludzie.
Prof. Wojciech Burszta: „Co rok silnie manifestuje się to podczas Marszu Niepodległości, gdzie jego entuzjaści mogą grupowo potwierdzać się we własnym światopoglądzie, a jednocześnie pokazać całemu światu, że 11 listopada nie jest dla wszystkich, ale tylko dla tych, którzy myślą tak jak oni. I że istnieje fundamentalny podział „my – oni”, a z owego „my” wykluczeni są wszyscy, którzy w tym marszu nie idą.”
Sadziłam, że tyle lat po wojnie, coraz lepiej wykształceni będziemy umieli to zrozumieć i nie damy się, że będziemy lepszym, mądrzejszym narodem. Ale myliłam się. Kibole lżą i wygrażają sobie pięściami, choć przecież oglądają ten sam spektakl! Podczas ustawek gotowi zabijać. Polak – Polaka!
Narodowcy wygrażają pięścią wszystkim, którzy nie są z nimi głosząc brunatne hasła i udając wielce zaangażowanych katolików. Czciciele wiary w Zamach a tym samym w spiskową teorię Jarosława Kaczyńskiego w towarzystwie inaczej myślących czują się nieswojo. Podkreślają swoją odrębność. Nie ma mowy o jakimkolwiek dogadaniu się. PiS nie mówi o reszcie Polaków inaczej jak „Wy…”.
Nagle staliśmy się wrogami naszych rodaków, bo myślimy racjonalnie, bo mamy wiedzę i wykształcenie, bo nie dajemy sobą manipulować widząc więcej i szerzej, bo oddzielamy gusła od nauki, bo chcemy nowoczesnego, rozwijającego się kraju, nie w oparciu o świętą księgę i pouczenia purpuratów, a o naukę i osiągnięcia humanistów. Dajemy się dzielić, skłócać poglądami, ideologią, wiarą, polityką, bo jesteśmy… słabi? Bo nie umiemy być równie zajadli? Hamuje nas kultura, wychowanie w pokoju i szacunku dla innych poglądów. Może to źle? Może dzisiaj klasa, kultura, spokój w dyskusji i grzeczność to cechy niepożądane, bo z góry skazują nas na przegraną?
Czytam, czytam, oglądam i myślę – jak to się stało, że daliśmy się tak podzielić?
Małgorzata Kalicińska



Trudno wygrać w szachy z bokserem, trudno dyskutować z głuchymi krzykaczami…
„Nawet z dużo mniejszą siłą, niezbyt nowoczesnym orężem, ale duchem wielcy stawaliśmy w szranki jak jeden mąż.”
Pierwsze słyszę, ale co tam, zawsze się można dowiedzieć czegoś nowego.
Co do podziałów to jak czytam, że „my jesteśmy ci lepsi, mądrzejsi, bardziej wykształceni, nie omamieni przesądami, a oni ciemni, nie dorastają nam do pięt intelektem i w ogóle” itp. to zastanawiam się kto te podziały wprowadza? Najprostsza logika wskazuje, że my (Bogdan, spokojnie, mówię o „logice konwersacyjnej 🙂 )
Jezeli proponuje sie spoleczenstwu czekoladowego orla, nie ma sie co dziwic. Druga sprawa, obchody 11 Listopada nie sa przeciw komus, czemus. Nie twoje swieto, zostan w domu. W pochodzie kazdy mile widziany. W historii naszego narodu, byl bardzo krotki okres, gdy moglismy sie laczyc i isc na wroga. Musielismy sie laczyc by bronic domu. Jest wiele krajow w Eurpie, ktore slabsze, mniejsze nie doswiadczyly naszych dramatow. Moze to co nas od nich rozni, to znacznie wiekszy procent zdrajcow renegatow – „Polska to postaw czerwonego sukna”.
Ale bzdura. Jak zwykle. Czyli święto 11 Listopada należy wg szanownego @W. Bujaka do narodowców. Pogratulować!
@ andrzej Pokonos
Dokladnie tak jest. 11 Listopada nalezy do narodowcow, nalezy do Polakow. Pozostawiam to juz panu jak nazwac tych „pink” co chca orla w czekoladzie. Jestem pewny ze pan BM nie swietuje 11 Listopada. Wiecej nawet, ono mu przeszkadza. I co pan z tym zrobi?
Ma pan cholerną rację. Jedynym moim świętem są moje własne urodziny. Nie przypadkiem – jak by powiedział pewien prawicowy dupek – przypadają w wigilię. A 11.11 z uwagi na stałe rozruchy jest mi wstrętny.
Autorka wprawdzie przesadziła z naszym „trzymaniem się kupy” w czasach zagrożenia, niemniej faktem jest, że mały trol skłócił naród tylko dlatego, że go zlekceważono.
Może warto aby ten tekst po poprawkach przeczytał w środkach masowego przekazu ważny polityk obecnego rządzącego ugrupowania przed wyborami jesiennymi. Czasem warto mówić o własnych błędach.
Bogdanie, łamiąc się opłatkiem zawsze będę podkreślał, że to Twoje urodziny!!!
Co do naszej winy, to jest nasza wielka wina, że odpuściliśmy sobie sprawy edukacji, pozwoliliśmy na zamianę matematyki i fizyki na religię, pozwoliliśmy na durnowacenie młodego pokolenia. I teraz mamy to, co mamy.