2015-08-07.
Kiedy mówimy o Rosji – czy Związku Radzieckim – w kontekście informatyki czy Internetu – od razu pojawia się pewien kłopot natury psychologicznej.
Z jednej strony większość ludzi ulega dość zrozumiałym uprzedzeniom i resentymentom, wzmacnianym w starszym pokoleniu pamięcią o określeniu cybernetyki (kto nie wie: tak przed laty nazywano informatykę; w Polsce słowo informatyka pojawiło się zresztą dopiero w roku 1968, zaś wprowadził je do użycia prof. R. Marczewski, twórca maszyny EMAL) w osławionym „Słowniku Filozoficznym” jako „łże-nauki” – co uzasadnia mniemanie, iż na wschód od Polski była jakaś mentalna czarna dziura. Skoro to było wyszydzane i zakazane…
Nakładała się na to prostacka radziecka propaganda sprzed lat, która wywoływała skutki dokładnie przeciwstawne zamierzonym: ponieważ wedle niej absolutnie wszytko zostało najpierw wynalezione w Rosji lub ZSRR (kpiliśmy z tego podejścia siarczyście, uznając np., że klatkę wynalazł uczony rosyjski Schodow – bo wszak mówimy klatka schodowa, żeby użyć najbardziej cenzuralnego żartu na ten temat…), przeto każde faktyczne osiągnięcie „z tamtej strony” było automatycznie podawane w wątpliwość…
Z drugiej strony – jak ktoś ma trochę oleju w głowie, musi sobie zdawać sprawę, że takie lekceważące podejście jest kompletną brednią. Gdyby za Bugiem była faktycznie jakaś informatyczna próżnia, to nigdy w życiu nie skonstruowano by tam własnej broni jądrowej (opowieść o skopiowaniu przez ZSRR osiągnięć USA w tej dziedzinie można spokojnie włożyć między bajki – choć radzieccy szpiedzy zdobyli podobno ogólne plany bomby atomowej, to jednak ich uszczegółowienie i prace nad konkretnymi konstrukcjami wymagały zupełnie nowych obliczeń, a przeprowadzenie tychże – bardzo zaawansowanej techniki obliczeniowej; przypomnijmy też, że pierwszą bombę wodorową odpalono właśnie w ZSRR); bez potężnego zaplecza obliczeniowego nie byłoby też mowy o technice satelitarnej – a wszak pierwszym sztucznym satelitą naszej planety był radziecki Sputnik…
No więc – co tam tak naprawdę było?
Dziś już wiemy na ten temat całkiem sporo. Faktycznie, w okresie pierwocin informatyki, to znaczy do wieku XIX, Rosja nie ma się czym specjalnie pochwalić – jeśli nie liczyć starożytnych szczotów, czyli liczydła – który to sprzęt niezależnie powstał w kilku regionach świata. Pierwsza wzmianka o rosyjskim autentycznym osiągnięciu w dziedzinie techniki obliczeniowej, to wiadomość o ty, że w 1876 wielki matematyk rosyjski Pafnutij Czebyszew (autentycznie wielki, jeden z gigantów światowej matematyki, z ogromnym wkładem szczególnie w teorię prawdopodobieństwa) skonstruował dość prymitywny sumator, który w ciągu kolejnych pięciu lat udoskonalił do „pełnowymiarowego” czterodziałaniowego arytmometru. Jest to jednak osiągnięcie wtórne – i choć nie ma podstaw, by wątpić w jego oryginalność, trzeba pamiętać, że zachodni świat był już w tej dziedzinie dalej.
Pafnutij Czebyszew
Następną licząca się datą w historii rosyjskiej informatyki jest rok 1912. W tym właśnie roku według projektu A. N. Kryłowa w Rosji zbudowano urządzenie do rozwiązywania równań różniczkowych zwyczajnych; było to spore osiągnięcie – pamiętajmy bowiem, że w tym czasie elektrotechnika była w powijakach, więc wykorzystanie je nie było możliwe. Podobne zadanie rozwiązujący aparat elektroniczny ARR powstał w Polsce dopiero po wojnie, o czym pisałem w jednym z artykułów.
Informatycy rosyjscy mają – ciekawostka – swoje święto. Obchodzą je w naszą Barburkę – 4 grudnia. Tego dnia w 1948 roku państwowy komitet Rady Ministrów ZSRR do spraw wdrożenia najnowszej techniki do gospodarki państwowej zarejestrował – po numerem 10475 – wynalazek I. S. Bruka i B. I. Ramiejewa – elektroniczną maszynę liczącą. Czyli pierwszy rosyjski komputer. I to jest data, od której wypada liczyć dzieje rosyjskiej informatyki na poważnie. Liczy więc sobie ona lat 67.
W dwa lata później grupa S. A. Lebiediewa uruchomiła w Kijowie w pełni sprawne urządzenie liczące.
S. A. Lebiediew
Siergiej Aleksiejewicz Lebiediew (ur. 2 listopada 1902 w Niżnym Nowgorodzie, zm. w roku 1974) był to rosyjski naukowiec – profesor od 1936 roku – specjalizujący się w elektrotechnice i informatyce, członek Rosyjskiej Akademii Nauk. Uważany jest – całkiem zasłużenie – za ojca radzieckich komputerów. Z tego tytułu otrzymał w ZSRR wszystkie w zasadzie możliwe do uzyskania nagrody i zaszczyty naukowe. Jego rolę w informatyce radzieckiej można porównać do roli Głównego Konstruktora – Korolewa – w kosmonautyce.
Pierwszy jego komputer nosi nazwę MESM, co się dość banalnie tłumaczy jako mała elektroniczna maszyna licząca. Rosjanie chętnie podkreślają, że była to historycznie pierwsza maszyna matematyczna, uruchomiona na kontynencie europejskim (po maszynach brytyjskich – ale to nie kontynent – które w ogóle dzierżą prym w skali światowej). Niezupełnie się to zgadza, bo przecież w Niemczech już od dawna działał słynny Konrad Zuse…
Ale niech będzie.
Nie wnikając w szczegóły techniczne – był to całkiem przyzwoity jak na owe czasy komputer, potrafiący wykonać 3000 operacji na… minutę; dziś nas to rozbawia, ale wtedy był to wynik godny uwagi. Zajmował – jak to w tych czasach komputery – „pokoik” o powierzchni 60 m2 . Ciekawostka: pierwszym zadaniem rozstrzygniętym przez MESM było wyznaczenie rozwiązań pewnego prostego równania różniczkowego drugiego rzędu, co nastąpiło 6 listopada 1950 roku.
Oto on:
MESM
Kolejną konstrukcją Lebiediewa był BESM. Tan skrót z kolei wykłada się – równie mało romantycznie –jako duża (niektórzy wolą tłumaczenie: szybka) – elektroniczna maszyna licząca. Właściwie była to już całkiem spora seria maszyn.
BESM-1 został uruchomiony jesienią 1952 roku. Była to maszyna wykonana w technice lampowej (użyto 5000 lamp), w znanej na świecie architekturze von Neumanna, liczyła z szybkością 8-10 tys. operacji arytmetycznych na sekundę. To już było coś: w roku 1953 BESM-1 był najszybszym komputerem w Europie. Istniał tylko jeden egzemplarz tego komputera.
Następną maszyną z serii BESM był BESM-2, udoskonalona wersja poprzednika, licząca już z szybkością 20 tys. operacji na sekundę. W latach 1953-56 wykonano 7 egzemplarzy tego komputera pod nazwą „Strieła”, w roku 1957 rozpoczęto jeszcze doskonalszą serię pod marką „Ural-1”; ta seria liczyła już prawie 200 egzemplarzy. To właśnie Urale obliczały trajektorie radzieckich rakiet kosmicznych…
Ale doskonalenie maszyn o architekturze BESM szło też inną drogą. W roku 1955 powstała maszyna M-20, nieco później – przeznaczona już tylko dla wojska maszyny M-40 (rok 1957) i M-50 (rok 1959); były to już maszyny, wykorzystujące częściowo technikę tranzystorową, a więc nowej generacji.
Seria BESM-ów Lebiediewa zakończyła się na maszynie BESM-6 (rok 1967). Był to pierwszy radziecki superkomputer drugiej generacji, wykonany całkowicie w technice półprzewodnikowej. Jego szybkość sięgnęła miliona operacji na sekundę. Oto ostatni zachowany egzemplarz maszyny:
BESM-6
I jeszcze jedno zdjęcie z Instytutu Jądrowego w Dubnej:
BESM-6 w Dubnej
Niektórzy specjaliści wprawdzie uznawali, że architektura BESM-6 zdumiewająco przypomina maszynę CDC 1604 produkcji amerykańskiej Control Data Corporation konstrukcji słynnego Seymoura Craya, ale Rosjanie zaprzeczają, wskazując na liczne różnice między tymi maszynami. Inna sprawa, że różnice te dotyczą szczegółów (przykład: BESM-6 dysponował pamięcią wirtualną, która w maszynie Craya nie występowała), idea konstrukcyjna jest jednak rzeczywiście bardzo podobna…
Ciekawostka: jak ktoś chce – i umie… – może sobie spróbować popracować na maszynie BESM-6. W Sieci jest specjalna witryna, odtwarzająca jej działanie (jak mówią informatycy: emulująca BESM-6). Jej adres: http://www.mailcom.com/besm6/.
Późniejszy rozwój radzieckiej (a potem rosyjskiej) informatyki nie odbiegał już specjalnie od trendów światowych, zwłaszcza po niezbyt udanym eksperymencie z maszynami słynnej serii RIAD (kopii maszyn IBM serii 360 i 370), które miały ujednolicić wytwarzanie i zastosowania komputerów w krajach realnego socjalizmu.
Zaczął się – w informatyce również – okres globalizacji… Może trochę wcześniej, niż w innych dziedzinach.
Bogdan Miś







Ciekawe, czy radzieccy cybernetycy tez żyli w takich warunkach, jak ich koledzy od konstrukcji broni atomowej i wszystkich najnowszych wynalazków?
Czytałem kiedyś coś na ten temat – przypominało to jako żywo – niektóre sceny z Bonda 🙂
Myślę, że żyli – w sensie materialnym – w niewyobrażalnym luksusie, rekompensującym pewien brak swobody poruszania się i kontaktów. Mój znajomy sprzed lat, tylko popularyzator nauki (ale numer 1 w Sojuzie) miał willę na Krymie, apartamenty w Moskwie i Paryżu (!) a jeździł (po ZSRR, naturalnie; w Paryżu miał coś innego do dyspozycji) nieseryjną, specjalnie dla niego robioną w jednym egzemplarzu, niebywale wypasioną jak na owe czasy wołgą…
Chodziło mi nie o ich warunki w sensie materialnym, a o swobodę poruszania się. Czytałem (nie pamiętam tytułu) o twórcach radzieckich rakiet i osiedlu, w którym mieszkali. Wyglądało jak luksusowe więzienie.
O ile wiem, tak właśnie było: złota klatka. Jeśli ktoś – jak wspomniany dziennikarz – miał pełną swobodę, to zapewne miał dwie posady.
Jeszcze w latach 80-tych zeszłego wieku w polskich ośrodkach obliczeniowych pracowały maszyny M-52. Obsługiwały pamięci taśmowe, czytniki kart i taśmy papierowej oraz drukarki wierszowe. Technologia w pełni tranzystorowa, podstawowym elementem był germanowy tranzystor o średnicy obudowy ok 8-10 mm, montowany na wywiniętych długich nóżkach. Procesor i pamięć mieściły się w długim rzędzie metalowych szaf…
Z czasem zostały zastąpione przez Odry i Riady.
pytanie do Tetryka – a co to jest M-52, bo ja, jako żywo, nie pamiętam takiej maszyny w żadnym ośrodku
Do JNowaka: Mińsk-52 (może zresztą 53, parę lat już minęło); pracowały m.in. w sieci ośrodków ETOB (ETO dla przemysłu budowlanego)
@Tetryk: ta germanowa technologia… Ona – w przeciwieństwie do zawodnych, lampowych ENIAKów była nie do zabicia. Właśnie musiałem doładować drugi akumulator w moim wohnmobilu (muszę wymienić ten przekaźnik, ale w taki gorąc…). Więc wygrzebałem z najdolniejszej warstwy mojego „zaplecza technicznego”, prostownik wykonany przez mojego przyjaciela z epoki wczesnego PRLu – Andrzeja Harlanda (też bywał w Dubnej, obecnie Kanada). Czwóreczka diod germanowych, transformatorek nie wiem skąd, amperomierz z niemieckiego czołgu, regulacja na oporniku z kawałka kuchenkowej spiralki… Trochę trwało, bo nie chciało mi się zmieniać na radiatorkach mokrych szmatek, żeby mocniej podkręcić, ale wszystko działa jak 50 lat temu.
też tak myslalem, ale to były Mińsk-32, następca MIńska-22. na początku lat 70-ych był pomysł importu ok. 110 Mińsków, ale na szczęście skończyło się znacznie mniejsza ilością
poza tym wg mej wiedzy maszyny serii M, to zupełnie inna seria niż Miński (z Mińska białoruskiego)
wykładnię B w BESM-ie znam jako „bystrodiestwujuszczaja…”
JNowak: Dziękuję za poprawkę, pamięć już widać nie ta… Ostatecznie dobre parę lat minęło, jak je złomowaliśmy. Związków serii Mińsk z serią M-xx nie znam, pamiętam jedynie że nasze Miński opisywane były właśnie jako M-coś tam.
polecam tę stronę i opisy maszyn
http://computer-museum.ru/histussr/alphabet.htm
a co do MESM-a – wg moich bywałych kolegów po tamtej stronie Bugu MESM był kopią Eniac-a co widać na zdjęciu, a ponadto potwierdza to powierzchnia sali. Oczywiście Rosjanie zaprzeczają.
Warto zajrzeć do rosyjskiej Wikipedii. Tam jest masa informacji o ich komputerach – i w ogóle nauce – zupełnie niedostępnych w innych językach.
Nie nalezy „ich” lekcewazyc. Lekcewazenie swiadczy o debilizmie, wyrazajac sie najdelikatniej. To niestety czesta przypadlosc Polakow.
.
Wczoraj wrocilem ze stolicy. Bralem udzial w niewielkiej konferencji organizowanej przez pewne ministerstwo. Po spotkaniu rozmawialismy sobie w trzy osoby i padlo slowo „Dubna” i ze wlasnie razem cos z Dubną robimy. Od razu zgodzilismy sie, ze to znakomicie, bo mister Putin odejdzie (oby niedlugo), a kontakty trzeba pielegnowac. Kazda inna postawa bylaby odczytana jako objaw barbarzynstwa. Takie tu panuja normy i nastroje. Mam nadzieje, ze swiatlejsza czesc polskiego spoleczenstwa mysli podobnie.
Chcialbym dodac do historii radzieckiej informatyki, ze pod koniec lat ’80 mialem przyjemnosc pracowac na Hozej na radzieckiej kopii maszyn PDP-70 firmy DEC. Bardzo estetycznie wygladaly. Nie pamietam nazwy. Kopia byla na tyle dokladna, ze wykonywala oryginalny system operacyjny. Mi sie to o tyle podobalo, ze nie musialem sie przestawiac. Nie moglem narzekac. Maszyny dzialaly niezawodnie, poza moze bulgarskimi dyskami, z ktorymi byly spore klopoty. W tym samym czasie w Palacu Kultury (ktory prawica niedlugo odesle do Zwiazku Radzieckiego) byly wegierskie kopie maszyn VAX, skadinad pod calkowitym amerykanskim embargiem. No, ale Wegrzy skopiowali, zapewne z niewielka pomoca jakiegos wywiadu. Kopie wykonywaly oryginalny system VMS. Sprawa nie byla rozglaszana z powodu owego embarga, jak przypuszczam. Niedlugo potem to wszystko pewnie poszlo na zlom, bo pecety okazaly sie szybsze, a takze nie wymagaly klimatyzacji.