Czy podziela Pani pogląd amerykańskiego prezydenta, że ISIS nie ma nic wspólnego z religią, że terroryści Al-Kaidy, Hamasu, Hezbollahu, Boko Haram nie mają nic wspólnego z religią, że Iran nie dąży do posiadania bomby atomowej, bo irański najwyższy duchowny wydał w tej sprawie religijną fatwę (której nikt nie widział)? Czy wierzy Pani, że zapał bojowników dżihadu nie ma nic wspólnego z religią? Czy denerwują Panią zapewnienia lokalnych władz, które po każdym zabiciu, pobiciu, czy gwałcie przez muzułmanów zapewniają, że incydent nie miał nic wspólnego z religią?
We Francji cztery nastolatki pobiły młodą kobietę opalającą się w parku w bikini. Zanim cokolwiek ustalono najpierw policja, a potem prokuratura gorąco zapewniały świat, że incydent nie miał nic wspólnego z religią.
Obawiamy się rozbudzenia niechęci wobec całej grupy wyznaniowej, ale kiedy odmawiamy spojrzenia prawdzie w oczy, kiedy odmawiamy uczciwego zanalizowania problemów, karmimy przesądy. Zamiast znajdowania rozwiązań przecieramy drogę dla ksenofobicznych partii politycznych. Rośnie nie tylko islamistyczne zagrożenie, rośnie zagrożenie zniechęceniem do demokracji.
Saudyjski pisarz, Turki al-Hamad, na którym ciąży zarzut apostazji i kilka fatw, który w grudniu 2012 roku został aresztowany za serię tweetów o religii (i zwolniony bez postawienia w stan oskarżenia, zapewne żeby uniknąć międzynarodowej wrzawy) nazywa zamach 9/11 „chroniczną chorobą arabskiej psychiki”. W udzielonym niedawno wywiadzie dla saudyjskiej telewizji, al-Hamad zaczyna od absurdalnego jego zdaniem marzenia o kalifacie, teokratycznym państwie wszystkich muzułmanów. Pisarz przeciwstawia tej idei państwo narodowe oparte na stanowionym prawie. Odpowiada na pytanie, dlaczego młodzież saudyjska leci do ISIS jak ćmy do ognia? Jest to efekt prania mózgów przez religię. Dlatego, zdaniem al-Hamada, nie da się wygrać z ISIS bez walki z religijną ideologią. Młodzież porywa idea męczeństwa, ekstremistyczna religijna motywacja. Możemy – powiada pisarz – nazywać tych ludzi zagubionymi, możemy ich nazywać zboczeńcami, wszystko możemy. Nie zmieni to jednak prawdy, że ich mózgi zostały poddane obróbce przez religijną ideologię. Nie chcemy tego widzieć i w efekcie, walcząc z ISIS, przycinamy trawę nie naruszając jej korzeni.
Dziennikarz pyta al-Hamada czy odgrywa w tym jakąś rolę saudyjska myśl religijna? Pisarz nie ma tu najmniejszych wątpliwości, w Arabii Saudyjskiej przedawkowano religię. Powtarza to, co mówił już wiele razy „religia jest jak lekarstwo, możesz go potrzebować dla zdrowia, ale jak przedawkujesz, jest trucizną.” Dominujący nurt religijny jest ekstremistyczny. Uczy nienawiści do innych i uczy nienawiści do samego siebie. Narzuca nieustanne zakazy, które łamią psychikę, których nie daje się przestrzegać, które oczywiście są łamane i prowadzą do gniewu na samego siebie.
Mnie osobiście trudno byłoby się nie zgodzić z tymi opiniami saudyjskiego pisarza. Wydaje mi się rzeczą dość oczywistą, że jeśli ktoś jest gotów umrzeć za Allaha, to pewnie mocno wierzy w Allaha.
Powtarzanie, że islamski terroryzm nie ma nic wspólnego z religią, jest próbą zaczarowania rzeczywistości, wobec której czujemy się bezradni. Twierdzenie prezydenta Obamy, że żaden dobry Bóg nie akceptowałby zbrodni, może wyglądać na logiczne. Niestety podaż dobrych bogów jest bardzo mała.
Jako ateista twierdzę, że mamy bardzo silne dowody na to, że to człowiek stworzył bogów na obraz i podobieństwo swoje, a nie odwrotnie i że ci bogowie są częściej podobni do ojca Rydzyka, księdza Natanka czy posłanki Krystyny Pawłowicz niż do Dalajlamy. A przecież przy większości duchownych muzułmańskich ojciec Rydzyk to obłok w sutannie.
Dla wielu polskich katolików „Tygodnik Powszechny”, „Więź”, „Znak” to ucieczka od dominującej myśli religijnej polskiego episkopatu. Problem w tym, że są to oazy, że ten otwarty katolicyzm nie dociera do szarego człowieka, który radzi sobie inaczej – ignorując proboszcza i biskupa.
W kraju takim jak Polska ignorowanie księdza nie pociąga za sobą poważnego zagrożenia, nie mamy religijnej policji, czasami mamy wątpliwą przyjemność obcowania z radnymi z PiS. W krajach muzułmańskich (i w niektórych środowiskach muzułmańskich na Zachodzie), radykalny islam dysponuje środkami fizycznego przymusu. Kilkadziesiąt lat temu robotnik, który wstąpił do ORMO (to była taka Ochotnicza Rezerwa Milicji Obywatelskiej, wysyłano ich, żeby bili studentów), wyjaśniał mi swoją filozofię: „albo bijesz, albo jesteś bity, prosta sprawa”. Bycie częścią aparatu przymusu jest atrakcyjne, daje poczucie władzy i bywa lukratywne. Aparaty przymusu to tylko niewielka część społeczeństwa, ale kiedy po ulicach biegają gromady uzbrojonych zbirów, powiedzenie, że się ich nie kocha, wymaga heroizmu.
Wspominałem Pani o Qancie Ahmed, brytyjskiej lekarce pakistańskiego pochodzenia, pięknie wierzącej muzułmance. Czytałem kilka dni temu wywiad z nią, w którym wyjaśniała, że ten dzisiejszy muzułmański fundamentalizm zaczął się wraz z „rewolucją islamską” w Iranie, w 1979 roku. To pociągnęło za sobą lawinę zdarzeń w samym Iranie, w Afganistanie, w Pakistanie, w Arabii Saudyjskiej i w innych krajach. We wcześniejszym okresie nawet jeśli odwoływano się do praw islamskich, to te najbardziej barbarzyńskie nakazy nie były praktykowane. Kamienowania kobiet nie praktykowano od stuleci. Nie praktykowano obcinania rąk za kradzież, dyskryminacja innowierców była, ale nie miała tych proporcji, które przybrała obecnie. We wprowadzaniu islamizacji Arabia Saudyjska konkurowała z Iranem.
Oanta Ahmed przypomina, że kiedy powstawał Pakistan, a więc na rok przed utworzeniem Izraela, nie-muzułmanie stanowili w tym kraju prawie jedną czwartą społeczeństwa. Dziś jest to zaledwie trzy procent. Równocześnie jest to kraj, który zasiada w Radzie Praw Człowieka ONZ i nadzoruje przestrzeganie praw człowieka w innych krajach. Jej zdaniem to świadczy o rezygnacji Zachodu z obrony wartości demokratycznych na rzecz pseudodemokracji. O samym islamizmie mówi:
„Islamizm jest bardzo wyszukaną ideologią XXI w. Przypomina marksizm, choć jest jeszcze bardziej szkodliwy, gdyż ma charakter religijny. Dlatego też islamistyczny antysemityzm jest groźniejszy od nazistowskiego antysemityzmu, nawet jeśli trudno wyobrazić sobie równie piekielne zjawisko jak Holocaust czy, broń boże, coś równie strasznego.
Myślę, że naziści w swoich antysemickich poczynaniach nie mieli podobnej religijnej legitymizacji, co islamiści. Co islamiści mówią niepiśmiennym muzułmanom lub żydom czy chrześcijanom? Mówią, że ich religia nakazuje postrzegać żydów jako wrogów; że to religijny dżihad nakazuje dokonywanie męczeńskich operacji. To jest motywowana religijnie fikcja.”
Czy zaprzeczanie, że mamy do czynienia z fanatyczną religijną ideologią jest problemem? Mam wrażenie, że świat znalazł się w pułapce szacunku dla religii bez jakiejkolwiek analizy jej zawartości. Wiara jest świętą krową, wiara w świętą krowę, wiara w kasty i prawo traktowania należących do danej kasty jako podludzi, wiara że Bóg oczekuje zabijania niewiernych.
Kiedy prezydent Obama prowadził swoją pierwszą kampanię prezydencką mówił, że gdybyśmy zobaczyli człowieka z nożem pochylającego się nad dzieckiem to wezwalibyśmy policję, nie czekając aż anioł powstrzyma jego rękę. Spodziewalibyśmy się, mówił wówczas kandydat na prezydenta Ameryki, że władze odbiorą Izaaka Abrahamowi.
Barack Obama obiecywał wtedy obronę jednej z najważniejszych wartości demokracji – państwa świeckiego.
W 2008 roku Barack Obama zdawał się rozumieć, że nakazy religijne nie mogą być świętą krową, że mogą być zbrodnicze, że jak wówczas powiedział:
„Demokracja wymaga by ludzie motywowani religijnie przekładali swoje dążenia na uniwersalne, nie zaś religijne wartości.”
To jest podstawowa zasada świeckiego państwa gwarantującego wolność wyznania i pokój religijny.
Wie Pani, spotkałem się niedawno z dziwnym terminem „postsekularyzm”. Nie mogłem zrozumieć, co ono mogłoby znaczyć. Mam wrażenie, że twierdzenia o braku związków islamskiego terroru z religią może mieć coś z tym „postsekularyzmem” wspólnego. Semantyczna gimnastyka jest groźną chorobą. Piekło wojen religijnych wydawało się do niedawna odległą historią, której położono kres przez rozdzielenie państwa i kościoła, przez wymuszenie pokoju religijnego. Coraz więcej muzułmanów marzy o świeckim państwie, coraz więcej ludzi Zachodu nie rozumie o czym oni mówią.
Andrzej Koraszewski
___________________________________________
Od pewnego czasu dostaję wiele listów z pytaniem, kim jest Pani Z.? Te listy pisane są do Pani Agnieszki Zagner, dziennikarki „Polityki”, która prowadzi blog „Orient Express”. poświęcony sprawom Bliskiego Wschodu. Początkowo ta formuła była tylko próbą uniknięcia komentowania na forum tego blogu, a jednak przekazywania Autorce moich uwag. Z czasem pojawił się zamysł książki. Tak więc, proszę czytelników o cierpliwość. Jeszcze przez pewien czas będę pisał wyłącznie listy do Pani Z.



Jaki ten swiat popaprany, ze napisze delikatnie ale sie prosi byc bardziej dosadnym. W Europie pelnej autentycznych narodowosci z tysiacletnia historia, kaza nam sie ich wyrzec, potepiaja w czambul wszelkie takie sentymenty. Arabow podzielono tworzac sztuczne narodowosci, i robi sie wszystko by one rozkwitly w prawdziwe nacjonalizmy.
Czy Pani Z. wie, ze Pan do niej pisze?
Oczywiście,jak mogło by być inaczej?
Pana ksiazka zapewne bedzie zatytułowana Listy do Pani Z. Ale moze bardziej by sie nadał tytuł ksiazki Wankowicza Ziele na kraterze.
Roboczy tytuł „Inne listy do innej Pani Z.” Gdybym to ja był wydawcą pewnie bym doradzał zmianę.
Czytam: „świat znalazł się w pułapce szacunku dla religii bez jakiejkolwiek analizy jej zawartości.”
To nie pułapka. To narkotyk, którym się szprycują nieszczęśliwi ludzie, a dilerzy tego narkotyku nie są na ogół ścigani przez policję (chociaż w Japonii islam jest zakazany).
@hazelhard
zakazany? w internetach pisali?
Panie Autorze,
Nie wiem co na pańskie pytanie:
„Czy wierzy Pani, że zapał bojowników dżihadu nie ma nic wspólnego z religią?”
odpowie Pani Z.
Ja-tak jak poprzednio-powstrzymam się z wyrażeniem mojego zdania.Proszę nie mieć mi tego za złe.Nie przyjmuję zdecydowanego stanowiska a do tego pewnie nie takiego jakiego Pan oczekuje.Ja zwrócę uwagę na co innego.
Wpierw pytanie:
-Czy wie Pan ile kosztuje zgładzenie jednego djihadistę?
Podpowiem.
-130 000 $…Tak,tak… sto trzydzieści tysięcy dolarów.
Tyle kosztuje produkcje amunicji,wysłanie dronu lub samolotu,przygotowanie operacji i jej wykonanie, itd…
Inne pytanie:
-Co jest potrzebne djihadiście do pozbawienia życia tak zwanego niewiernego?
Podpowiem:
-Nóż.
Teraz bezpośrednie pytanie do Pana:
-Dlaczego zwalcza Pan chrześcijaństwo a i judaizm też-tu może mylę się?
-Dlaczego(?,skoro na dzisiaj te religie są najskuteczniejszą zaporą na europejskiej drodze inwazji ortodoksyjnego islamu.
W naszych czasach powtórka zwycięstwa spod Poitiers jest niemożliwa z powodu … kosztów a i nie ma Karola Młota /nomen omen/na saracenów naszych czasów.
Widzi Pan,islam najszybciej zakorzenia się w tych krajach Zach.Europy które są najbardziej zsekularyzowane.
Mianuje się Pan racjonalistą… a gdzie ratio?
Pozdrawiam Pana…pomimo wszystko.
Szanowny Panie,
Czyżby nie wiedział pan, że Kazimierz Brandys pisał ”Listy do ani Z.”?
Chodzi Panu o tę książkę w takiej zielonej okładce? Kupiłem ją w 1964 roku (chyba u Prusa). Wydana przez PIW. Czy wie Pan, że PIW bankrutuje? Trochę szkoda, ale takie życie. Samą książkę czytałem przed publikacją, poszczególne listy były drukowane. Rozpytywałem młodych polonistów, książka jest właściwie zapomniana. Przypominam ją w moich „Innych listach do innej Pani Z.”.
Serdeczne pozdrowienia
A.K.