Jacek Parol: Studium upadku

duda2016-01-23.

Na stronie Prezydent.Pl pisze Pan o sobie tak:

„W pierwszej turze wyborów Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej 10 maja 2015 roku otrzymałem 34,76 % liczby ważnych głosów. W ponownym głosowaniu 24 maja 2015 roku zostałem wybrany na Prezydenta RP, zdobywając 51,55 % liczby ważnych głosów.
6 sierpnia 2015 roku objąłem urząd Prezydenta RP, składając przysięgę przed Zgromadzeniem Narodowym.”

Podczas wyborów prezydenckich dużo mówił Pan o swojej uczciwości, pracowitości, dbałości o najwyższe standardy moralne. Mówił Pan o wsłuchiwaniu się w głos Polaków, o chęci bycia Prezydentem wszystkich, o otwartości na dialog.

Po zaprzysiężeniu nazwał Pan siebie Niezłomnym.

Powiedział Pan o sobie dużo dobrego – i chyba na tym kończy się lista sukcesów.

Nie ja jeden dałem Panu kredyt zaufania, mając nadzieję, że trzeciorzędowy funkcjonariusz PiS jest w stanie dorosnąć do roli Prezydenta RP i zaszczytu, jaki go spotkał.

Mogło być zupełnie inaczej. Mało kto w historii Polski dostał taką niespodziewaną szansę od losu i trudno znaleźć przykład tak spektakularnej porażki.

Zaczęło się od nocnego zawezwania Prezydenta RP do posła Kaczyńskiego. Oczywiście można było zachować pozory i to poseł Kaczyński mógł pofatygować się do Pana, Panie Prezydencie, ale to miał być spektakl dla członków PiS i dla społeczeństwa. Tak to miało wyglądać. Jest wielce prawdopodobne, że wścibscy reporterzy znaleźli się pod willą Kaczyńskiego w ramach kontrolowanego przecieku.

Potem dostał Pan do podpisu ułaskawienie Kamińskiego. Jak to się odbyło, Panie Prezydencie? Nie miał Pan wątpliwości? Miał Pan czas do namysłu? Czy może ktoś od posła Kaczyńskiego wpadł bez pukania do gabinetu i ponaglał, bo Szef czeka, a szef nie lubi czekać i chce to na już?

Pewnie trochę pocieszające było dla Prezydenta i dało mu trochę oddechu, gdy poseł Kaczyński zajął się premier Szydło. Ona musiała lecieć na Bonda, podczas gdy najbliżsi posła Kaczyńskiego formowali rząd. Pan mógł odetchnąć trochę i nic nie musiał Pan robić. Szef był zajęty.

A potem przyszło najgorsze. Nocne podpisywanie ustaw, które jako prawnikowi – musiały budzić pańskie wątpliwości i sprzeciw. Dyspozycyjność w nocy, pewnie złość rodziny, wyrazy protestu i oburzenia ze strony autorytetów, promotora, byłych współpracowników.

To wtedy zaczął Pan zajadać stres? Bo mocno się Pan zaokrąglił. Jedni w silnym stresie nie mogą jeść, innych dopadają problemy gastryczne, bóle brzucha i ci podjadają. Pewnie do tych drugich Pan należy.

Dziś nie ma już drogi powrotnej. Prezydent RP nie ma drogi odwrotu. Każdy sprzeciw może wzbudzić gniew posła Kaczyńskiego. Co będzie, gdy zechce Pana odwołać? Pewnie odwoła.

Został Pan sam. Może są wokół klakierzy i przyjaciele liczący na pomoc w znalezieniu roboty. Może nawet zawłaszczona przez PiS sondażownia opublikuje specjalnie dla Pana ranking popularności polityków, w którym będzie Pan o długość konia przed Kim Ir Senem. Może poseł Kaczyński odda Panu w przyszłym roku tytuł Miss Polonia albo Ekonomisty Roku. To nieistotne. Jest Pan sam. Bez zaplecza, bez szacunku środowiska prawniczego, z którego się Pan wywodzi.

Patrzę na Pana, gdy wygłasza Pan okrągłe formułki i komunały na kolejnych uroczystościach. Nie ma Pan energii ani zapału tego fightera, który wykrzykiwał na wiecach, że w przeciwieństwie do Komorowskiego, Pan będzie energiczny, wychodzący do ludzi, aktywny i nie będzie notariuszem rządu.

Ktoś nam ukradł tego kozaka?

Jacek Parol 

 

Print Friendly, PDF & Email

3 komentarze

  1. Magog 2016-01-23
  2. slawek 2016-01-24
  3. Nela 2016-01-24
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com