Tym razem to nie urodziny ani okrągła rocznica, ale wystawa w Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie i konferencja – poświęcone znanej mi tylko ze słyszenia poetki – stały się pretekstem tej notatki.
Wiedziałem, że zginęła w 1944 roku w Krakowie. Była Żydówką, której los, dzięki sile poezji nie pozostał anonimowy, jak milionów innych. To było dla mnie ważne doświadczenie, zwłaszcza dlatego, że zdałem sobie sprawę dla ilu ludzi jej życie i twórczość jest tak istotna. Wprawdzie pierwszy o niej napisał już w 1955 roku Michał Głowiński w miesięczniku „Twórczość”, ale książki posypały się dopiero w XXI wieku. Konferencja stanowiła też końcowy akord wystawy otwartej 29 października 2015, a zamkniętej 29 lutego 2016 roku.
„Swojskość, obcość, różnorodność. Wokół Zuzanny Ginczanki (1917-1944)” to tytuł konferencji, która odbyła się w Muzeum Literatury w dniach 27-28 lutego 2016. To kolejna próba przedstawienia postaci polskiej poetki żydowskiego pochodzenia, jednej z bardziej utalentowanych, a jednocześnie niedocenionych kobiet piszących w dwudziestoleciu międzywojennym.
Poetka – czarująca magią słowa, mistrzyni satyry i ciętej riposty. Publikująca odważne liryki na pierwszych stronach „Wiadomości Literackich”, złośliwe satyry na łamach „Szpilek”, smakująca słowa w jedynym wydanym tomiku O Centaurach. Tak czytam w programie, ale usłyszane referaty w całej rozciągłości to potwierdziły.
Jej życie było udane i intensywne. Kobieta – piękna, młoda, odważna. Gwiazda przedwojennej Warszawy, bywalczyni przy kawiarnianym stoliku Gombrowicza, ulubienica Tuwima, popijająca kawę w Małej Ziemiańskiej, tańcząca w Adrii i w Oazie, kochająca życie towarzyskie. Tak było do czasu II wojny światowej, która zmieniła jej życie w koszmar.
Niezwykłą postać i twórczość Zuzanny Ginczanki można było poznać dzięki archiwaliom z kolekcji Muzeum Literatury – rękopisom i fotografiom z prywatnych albumów Ginczanki, jak również poprzez dzieła sztuki współczesnej, które w metaforyczny sposób będą odnosić się zarówno do jej życia, jak i poezji.
Katalog wystawy Zuzanna Ginczanka. Tylko szczęście jest prawdziwym życiem nie tylko przedstawia ekspozycję ale jest też zapisem spotkań polskich intelektualistów z postacią i twórczością Zuzanny Ginczanki: m.in. Irena Grudzińskiej-Gross, Marii Janion, i Agaty Araszkiewicz, pomysłodawczyni całości.
Ale najważniejszy jest wiersz Ginczanki, który za mną chodzi od kilku dni, więc i czytelnikom go polecam:
Non omnis moriar – moje dumne włości,
Łąki moich obrusów, twierdze szaf niezłomnych,
Prześcieradła rozległe, drogocenna pościel
I suknie, jasne suknie pozostaną po mnie.
Nie zostawiłam tutaj żadnego dziedzica,
Niech więc rzeczy żydowskie twoja dłoń wyszpera,
Chominowo, lwowianko, dzielna żono szpicla,
Donosicielko chyża, matko folksdojczera.
Tobie, twoim niech służą, bo po cóż by obcym.
Bliscy moi – nie lutnia to, nie puste imię.
Pamiętam o was, wyście, kiedy szli szupowcy,
Też pamiętali o mnie. Przypomnieli i mnie.
Niech przyjaciele moi siądą przy pucharze
I zapiją mój pogrzeb i własne bogactwo:
Kilimy i makaty, półmiski, lichtarze –
Niechaj piją noc całą, a o świcie brzasku
Niech zaczną szukać cennych kamieni i złota
W kanapach, materacach, kołdrach i dywanach.
O, jak będzie się palić w ręku im robota,
Kłęby włosia końskiego i morskiego siana,
Chmury prutych poduszek i obłoki pierzyn
Do rąk im przylgną, w skrzydła zmienią ręce obie;
To krew moja pakuły z puchem zlepi świeżym
I uskrzydlone nagle w aniołów przerobi.
Stanisław Obirek
Czytaj też:
- Alina Kwapisz-Kulińska: Podglądanie Zuzanny (1)
- Alina Kwapisz-Kulińska: Podglądanie Zuzanny (3)
- Alina Kwapisz-Kulińska: Podglądanie Zuzanny (4)



.
A co na to powie PiS? Czy Ginczanka w tym wierszu nie stawia w złym świetle narodu polskiego?
.
A tak na poważnie, przepadam za tym wierszem. Nie tylko ze względu na tragiczny wydźwięk. Te słowa:
.
…moje dumne włości,
Łąki moich obrusów, twierdze szaf niezłomnych,
Prześcieradła rozległe, drogocenna pościel
I suknie, jasne suknie…
.
takie proste przecież, ukazują ciekawy, rzadko ujawniany rys duszy kobiety.