Roman Czubiński: Dyzma. Nadal6 min czytania

()

dyzma2016-04-03.

Jak to? To jest książka?!” Taki właśnie zdumiony okrzyk usłyszałem kilka razy, zwierzywszy się komuś, że przeczytałem właśnie „Karierę Nikodema Dyzmy”. Niezbyt dobrze świadczy to o wyrobieniu literackim niektórych moich rówieśników, choć z drugiej strony trudno o lepszy dowód uznania dla serialu z R. Wilhelmim w tytułowej roli.

Niedawno wróciłem do lektury powieści. Uderza trafność literackiej diagnozy Dołęgi-Mostowicza i jej aktualność. Minęło osiemdziesiąt z górą lat, rządy piłsudczyków, podobnie jak kilka innych mniej lub bardziej sympatycznych epok w dziejach Polski, przeszły do lamusa historii – a jakże wiele cech mentalności społecznej wcale się tam nie wybiera.

Nadal pokutuje cielęca, toksyczna fascynacja „silnym człowiekiem, któremu wolno więcej (zwłaszcza – kosztem ludzi słabych), ponieważ silnym człowiekiem jest. Nadal za oznakę owej „siły” uchodzi głównie gburowatość, miałkość umysłowa i niezrozumienie tego, co w świecie trudne, niejasne i skomplikowane. Nadal jakże łatwo zdobyć popularność, krzycząc – byle odpowiednio głośno – że niewygodne dla NAS w danym momencie zasady to po prostu „g…!.

Nadal (choć może lepiej powiedzieć – „znowu”?) poglądy streszczone w haśle „jeżeli tam trocha hołoty powyzdycha, to i czort z nią” nie budzą w wielu kręgach potępienia, lecz aprobatę. Nadal parawany „etosu”, „ideowości”, „propaństwowości” i innych pięknych haseł skrywają nieraz ordynarne szwindle – i mało kto kwapi się do ich zdemaskowania. Nadal do najskuteczniejszych środków walki politycznej zalicza się pomówienie. Nadal rozmaite niedouki i chamy (często – również łajdacy), jeśli tylko sprawnie posługują się pseudopatriotyczną „byczą propagandą”, z łatwością owijają sobie wokół palca ludzi skądinąd dobrych i uczciwych.

Wartości, na których musi opierać się każda społeczność pragnąca przetrwać i rozwijać się – praworządność, odwaga cywilna, racjonalizm, gotowość do rozumnego kompromisu – jak za czasów Dyzmy, tak i dziś przegrywają często z kolesiostwem, zamiłowaniem do wygody, małymi interesikami „silnego człowieka” i jego lizusów. A gdy już (rzadko!) pojawia się szansa, że tym razem będzie inaczej – nadal łatwo o takich, którzy w najlepszych intencjach gorliwie i skutecznie przekonują innych, że danego chama i łajdaka trzeba jednak poprzeć, używając wyszukanych argumentów w rodzaju: „życie to nie siu bździu.

Niezbyt optymistyczny obraz, prawda? Jeśli taka wydała się Państwu pierwsza część tekstu, to… drugiej lepiej nie czytać. Analogie między obecną sytuacją a obserwacjami autora „Kariery…” dotyczą bowiem nie tylko Dyzmy i jego popleczników. Również wśród tych, którzy nie mają co do chytrego krzykacza złudzeń, podobieństwa bywają aż nadto wyraźne.

Jednym z niewielu, którzy poznali się na Dyzmie, jest w powieści Żorż Ponimirski. Podupadły hrabia łączy ogromną inteligencję i przenikliwość z całkowitą nieumiejętnością obchodzenia się z ludźmi. Postać tragiczna, ale… czy nie z własnej w dużym stopniu winy?

Jesteś waść z gminu, a chamy przecie honoru nie mają” – potrafi wygarnąć prosto z mostu zdeklasowany, lecz wciąż butny arystokrata. Czy nam to czegoś nie przypomina? Wielu intelektualistów ma tendencje do utożsamiania całego społeczeństwa (a w każdym razie tych jego członków, którymi warto zawracać sobie głowę) jedynie z własną warstwą – lub innymi, z którymi stykają się bezpośrednio na górnych piętrach hierarchii (luminarzami polityki, biznesu etc.). Tymczasem (przykład pierwszy z brzegu) skutki transformacji ustrojowo-gospodarczej wyglądają z owych pięter „nieco” inaczej, niż z parteru czy wręcz sutereny – z perspektywy wsi popegeerowskiej, miasteczka na ścianie wschodniej czy nawet mojego, dużego w końcu miasta w centrum Polski. Błędy w odczytywaniu nastrojów społecznych łączą się ze złym identyfikowaniem potrzeb, to z kolei prowadzi do oderwania się (autentycznych!) elit od reszty społeczeństwa, któremu powinny z pożytkiem dla niego przewodzić. PiS włazi w szkodę.

Na ile można wnosić ze skąpych, ale wymownych wzmianek innych bohaterów, a także z wypowiedzi samego książątka (choćby z tej przytoczonej przed chwilą) – przesadnie głębokiego szacunku wobec ogólnoludzkich, w tym – chrześcijańskich, wartości moralnych Żorż nie żywi. Czy nie przypomina nam to jakże częstej u wielu członków obozu antyPiSowskiego obsesyjnej niechęci wobec religii (a także, nieraz, jej wyznawców)? Osobista niewiara wielu intelektualistów jest ich prywatną sprawą, postulaty rozdziału Kościoła od Państwa bez wątpienia zasługują na poparcie – nie wtedy jednak, gdy ich głosiciele ustawiają się na pozycji „wrogów Pana Boga. Skutecznie odstrasza to od obrońców demokracji wielu Polaków, którzy wprawdzie z nauką Kościoła żyją nieraz na bakier – wiedzą jednak o Nim wystarczająco wiele, by rozumieć, że pedofile czy malwersanci stanowią patologiczny i tępiony margines całej organizacji, a nauka i religia nie wykluczają się nawzajem, lecz uzupełniają.

Przez pierwszy okres znajomości z Dyzmą Ponimirskiego pochłania bez reszty pragnienie odzyskania majątku od (doprawdy mało przyjemnego) bezprawnego posiadacza. Zaślepiony nienawiścią hrabia nie dostrzega jednak, że wykorzystywany jako narzędzie parweniusz wyrasta na znacznie groźniejszego przeciwnika. Ocknął się dopiero w jakiś czas po tym, jak „Kunika diabli wzięli; za późno… Czy nie przypomina nam to stosunku dużej części elit solidarnościowych do PRL? Myślowy automatyzm „antykomunistyczne = dobre”, choć był na przykład w latach 80. psychologicznie zrozumiały i mógł wydawać się słuszny, prowadził do akceptowania w obozie „S” demagogii, agresji, nawet nacjonalizmu – czyli właśnie tego, co tak pięknie demonstruje rządząca dziś partia. Skutkiem ubocznym było także ułatwienie owej partii uprawiania groteskowego „antykomunizmu po komunizmie” i zawłaszczenia (prawem kaduka) całej legendy opozycji przeciw autorytarnym rządom PZPR. „Całe PiS – do bani, ale Zioberko robi dobrą robotę” – słyszałem w latach 2005-2007 niejeden raz od inteligentnych skądinąd ludzi, których do takiego wniosku skłaniała właśnie retoryka Ziobry skierowana znów przeciw „czerwonym”, tym razem spod znaku SLD. Dodajmy, że Dyzma uczy się szybko, więc zdumiewająco wiele brzydkich zwyczajów Kunika potrafi przejąć i twórczo rozwinąć…

Suma wszystkich błędów hrabiego doprowadza do wydania Dyzmie na żer nie tylko rodzinnej posiadłości Ponimirskich, ale i własnej, niczego nieświadomej siostry. Pozostaje tylko „śmiech histerii i pogardy” – to piskliwy, to znów płaczliwy…

Jeśli dzisiejsza obrona demokracji ma zakończyć się inaczej – wielu jej uczestników powinno, jak się wydaje, niejedno sobie przemyśleć.

Roman Czubiński

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

8 komentarzy

  1. narciarz2 03.04.2016
  2. Poltiser 03.04.2016
  3. PK 04.04.2016
  4. otoosh 04.04.2016
    • Roman Czubinski 06.04.2016
  5. BM 04.04.2016
    • Roman Czubinski 06.04.2016
      • PK 07.04.2016