Znajomi i Nieznajomi…
Określający się jako Katolicy.
Zapytam się Was: Czy na Waszej drodze do Boga potrzebujecie pośredników?
Wytłumaczcie: dlaczego potrzebujecie pośredników. Czyli księży?
Potrzebujecie wielkich budowli? Potrzebujecie spowiedzi szeptanej do ucha mężczyźnie siedzącym w konfesjonale? Potrzebujecie posłuszeństwa do każdego słowa mówionego przez proboszcza z ambony?
Tego potrzebujecie w Waszej drodze do Boga?
Pewności, że Papież (jako wysłannik Boga, choć wybieralny) jest nieomylny? Składek płaconych podczas ślubu, chrztu, bierzmowania a na końcu płatności za pogrzeb? Składek podczas kolędy?
Naprawdę potrzebujecie tego wszystkiego w Waszej drodze do Boga?
A może można prościej? Może wystarczą Wasze słowa, jakie do Boga mówicie? Skoro Bóg zawsze i wszystko słyszy. Nawet te słowa, jakie mówicie w swojej głowie.
To po co Wam pośrednicy?
Księża, prałaci, biskupi i nawet Papież. Bo kim oni są? I jakim prawem mówią, że są „głosem Boga”?
Wierzycie, że są głosem Boga? Jesteście pewni?
Jesteście pewni, że tylko mężczyźni mogą być pośrednikami na Waszej drodze do Boga? A dlaczego tymi pośrednikami nie mogą być Kobiety? W czym są gorsze od mężczyzn?
Tylko tym, że są Kobietami?
Jak się czujecie odrzucając Kobiety jako Waszych pośredników w drodze do Boga? Uważacie, że są gorsze i że nie zasługują na bycie Waszymi pośrednikami do Boga?
Wytłumaczcie mi to.
A skąd wiecie, że Bóg nie mówi bezpośrednio do Was? Bo może Wasze modlitwy są ważniejsze dla Niego niż te wysyłane poprzez pośredników?
Popatrzcie też proszę na historię Waszego Kościoła. Czyli na historię tego, co Wasi pośrednicy czynili. To potworna i krwawa historia tego, co ci pośrednicy czynili.
Miliony zabitych – w wyniku czego?
W wyniku tego, co ci pośrednicy w Waszej drodze do Boga mówili. Poznajcie, proszę historię działań tych „pośredników”.
Tak, wiem i znam historię pozytywnych działań kościoła katolickiego. Działań robionych również rękami tych „pośredników”. Ale, sumując, tych działań to jest strasznie mało w stosunku do zbrodni przez nich nakazanych.
Popatrzcie również na dzień dzisiejszy.
Odpowiedzcie:
Dlaczego ci „pośrednicy”, nie tylko w Polsce, zawsze popierają skrajne prawicowe ugrupowania? Dlaczego nigdy nie poparli najnormalniejszych osiągnięć nauki, chociażby takich jak „in vitro”?
Dlaczego zawsze mówili, że władza Królów jest nadana przez Boga?
Dlaczego w każdej armii „pośrednicy” poświęcali armaty i idących na śmierć? Z każdej strony frontu. Z obu stron frontu pośrednicy wmawiali żołnierzom, że idą na słuszną wojnę. I że Bóg ich wspiera.
Tak jest i dzisiaj. Bez frontu. Bez milionów śmierci.
Jest inaczej. W białych rękawiczkach pośrednicy mówią kto jest prawdziwym Polakiem – a kto nie. I, jak zawsze, pośrednicy stoją po stronie strasznej.
Więc pomyśl.
Zanim pójdziesz do kościoła pośredników, klękniesz, posłuchasz i dasz na tacę. Bóg wysłucha Ciebie bez nich.
Nie bój się.


Panie Walterze! Stawia Pan nadmierne wymagania ludziom nienawykłym do posiadania własnych poglądów i w pełni samodzielnego podejmowania decyzji. Przecież całe kościelne wychowanie wiernych polega na odbieraniu im tej zdolności.
Oczywiście nie dotyczy to wszystkich wiernych, ale niestety głównego nurtu (aktualnie po polsku mówi się „mainstreamu”).
„A co powiedzą sąsiedzi?”
To jest najgorsze…
Moj dzisiejszy wpis na FB: Jeśli ktoś jest naprawdę wierzący, i naprawdę mu zależy, to istnieją w Polsce inne poważne kościoły i związki wyznaniowe. Ja akurat jestem ateistą, więc owszem wierzę, ale głownie w przyzwoitość i to mi wystarcza. Innymi słowy: jeśli Bóg istnieje, to On nie jest takim idiotą, żeby wierzyć w polski Episkopat. Albo wynajmować polskich biskupów do pracy dla siebie. Polski Episkopat to są gnojki. Jeśli ktoś naprawdę szanuje Boga, to nie będzie się zadawał z gnojami. Może sobie znaleźć przyzwoitego księdza, na przykład Bonieckiego albo Lemańskiego. Albo przyzwoitego pastora. Albo rabina. A jeśli kogoś na to nie stać, to sam jest gnojkiem i ma to, na co zasługuje.
https://www.facebook.com/wskulski
@NARCIARZ2
“Może sobie znaleźć przyzwoitego księdza, na przykład Bonieckiego albo Lemańskiego. Albo przyzwoitego pastora. Albo rabina. A jeśli kogoś na to nie stać, to sam jest gnojkiem i ma to, na co zasługuje.”
Boniecki to uosobienie “chodzącej” duchowości. Pewnie gdyby urodził się gdzie indziej zostałby rabinem, pastorem… i też by miał zakaz wypowiadania się w mediach.
Instytucjonalny, hierarchiczny formalizm religijny zabija wszelką duchowość i jej naturalny, filozoficzny namysł nad istotą tego, co ludziska – nie znajdując właściwych słów – metaforycznie określają jako boskie. Na płaszczyźnie tzw. dobrych relacji międzyludzkich rzeczywiście wystarczy to określić “zwykłą przyzwoitością”. Ten próg dla wielu jest jednak za wysoki. To wymaga zrozumienia, empatii. Niestety dużo łatwiej dać na tacę i zapomnieć o problemie.
Jeśli ktoś tego nie rozumie i nie czuje, to nawet nie wie, że go na to nie stać. Z tego też powodu nie nazwałbym go gnojkiem. Zawsze jednak ponosimy konsekwencje swojej niewiedzy.
Każdy kto myśli inaczej, niż ja ten jest gnojkiem – taka zasada jak Pan widzi. Niezależnie od wyznania bądź jego braku.
Pisze Pan „hierarchiczny formalizm religijny zabija wszelką duchowość i jej naturalny, filozoficzny namysł nad istotą tego, co ludziska – nie znajdując właściwych słów – metaforycznie określają jako boskie”.
Aby coś zabić to coś musi istnieć. Społeczeństwo na ogól nie składa się z filozofów, ani z ludzi, którym nadmiar wolnego czasu pozwala na pochylenie się nad „istotą zjawiska”. Wiele razy już tu powtarzałem, że religia w wielu społeczeństwach, w tym w polskim, jest bardziej sprawą kulturową, niż jakąkolwiek inną. Jest rodzajem spoiwa i jeśli chce się czuć przynależność do jakiejś grupy (a to jest psychiczna potrzeba większości ludzi od zawsze), trzeba się tym spoiwem wysmarować do imentu. Pytania, które zadaje Walter są oczywiste, ale źle adresowane, bo do wszystkich. Większość nie odpowie, a nawet się nad nimi nie zatrzyma. Spotykamy się często z agresją ze strony ludzi, którym takie pytania zadajemy. Dlaczego? To oczywiste – powodują one czasem powstawanie wątpliwości, które w efekcie mogą poluźnić więzy przynależności do grupy, a to już jest niebezpieczne dla nich i oni to czują. Każdy człowiek broni się przed niebezpieczeństwem. Religia jest tu tylko instrumentem, który pomaga ludziom określić swoje miejsce w świecie. Nie każdego stać na znalezienie własnego z rozmaitych przyczyn i nie sądzę, by można było mieć do nich o to pretensje.
Każdy wybór, w tym także ich, powoduje konsekwencje. Oni to wiedzą i godzą się na to, co też jest normalne. Każdy życiowy wybór ma swoją cenę i oni ją płacą, bo w ich mniemaniu rzecz jest tego warta.
Nie sądzę byśmy mieli prawo osądzać ludzi za ich wybory pyszniąc się naszym „wybitnym intelektem”, co do którego też można mieć wątpliwości widząc, że jedynym jego przejawem jest pogarda dla odmiennych poglądów. (Walter, to nie do Ciebie).
Olga Lipińska, która w swojej specjalności czyli kabarecie, może być porównana osiągnięciami tylko do Marii Curie Skłodowskiej w fizyce i chemii, nazwała tych ludzi o których pisze W.Chełstowski URZEDNIKAMI PANA BOGA.
I to zupełnie wystarczy.
Tia. A zanim wydam parę setek na bilet Real – Borussia, mogę posłuchać Waltera i pójść samemu poharatać w gałę. Bez pośredników, bez wielkich zadaszonych budowli etc. Czysty bezpośredni kontakt z piłką. A ile goli nastrzelam, jak nikt mi w tym nie będzie przeszkadzał … .
@ PPP
I wyjdzie zarówno taniej, jak i zdrowiej – czego serdecznie życzę 🙂
@J.LUK – “Każdy kto myśli inaczej, niż ja ten jest gnojkiem – taka zasada jak Pan widzi.”
Sprowadza mnie Pan na ziemię?
Mam przyjąć do wiadomości, że tego rodzaju gra się toczy i to symetrycznie?, takie obecnie obowiązują reguły i nie ma co bujać w obłokach, tracąc czas na czcze dywagacje?
Chyba mogę przyjąć to ze zrozumieniem, zwłaszcza gdy dotyczy osób, które posiadają potrzebę zredukowania poziomu narastającego napięcia, tyle że nie muszę takiego nastawienia naśladować, zachowując prawo do zdania odrębnego. W rozwinięciu Pana wypowiedzi też nie znajduję jednoznacznego potwierdzenia tej tezy, raczej próbuję Pan zastosować proste objaśnienie przyczyn obserwowanego obecnie zjawiska. Przyznam, że gdybym miał wybrać jedną przyczynę, to chyba musiałbym się z Panem zgodzić. Tak, religijność kulturowo uwarunkowana bardzo dużo wyjaśnia. To prawdopodobnie dla znaczącej części społeczeństwa rodzaj formalnej metody identyfikacji ze wspólnotą … i pewnie dla wielu jedyna. W tak budowanej tożsamości, identyfikowanej jednoznacznie z poczuciem wartości, bezwarunkowa (dogmatyczna) zaciekłość w obronie własnego status quo można uznać za naturalną konsekwencję.
Nie odbiegając daleko od takiego punktu widzenia, można jeszcze inaczej to ująć: to terror (sub)kulturowy, rodzaj intersubiektywnego zaczadzenia, z którym “nie warto” walczyć.
Jedni sobie powiedzą: oficjalnie nie będę “kopał się z koniem”, swoje jednak będę myślał i robił; inni zaś …w to święcie uwierzą.
To oczywiście nie ma nic wspólnego z indywidualną religijnością, za to mocno powiązane jest ze społeczną funkcją religii o statusie panującej.
Ta częściowo odwrócona przyczynowo wersja wydaje mi się nie mniej ciekawa. W konsekwencji tego rodzaju myślenia przywołany “koń” nie miał żadnych problemów z przejęciem pełni władzy.
Nie odkryję niczego nowego gdy przypomnę, że tak widzimy jak myślimy. Stąd wolę zachować dystans do prostych objaśnień. To są drogi skróty.
Wywyższanie zaś ma zawsze coś w sobie (dla autora takiej intencji) poniżającego. O tym pisał już prawie dwa tysiące lat temu Marek Aureliusz. Pan o tym też wspomina na końcu wpisu.
Autorski tekst Pana Waltera Chełstowskiego unika epitetów i chyba lepiej poruszanego tematu ująć się nie da…. no może jedynie inaczej.
Pozdrawiam.
Apel słuszny, tylko adresatów, na tym forum, chyba niewielu.
Spróbuj Pan opublikować to w „Gościu Niedzielnym”.
O ile pod względem materialnym dogoniliśmy trochę przez te 28 lat kraje Zachodu, to w tej akurat dziedzinie zrobiliśmy kilka kroków do tyłu. I „zawdzięczamy” tę Polskę Parafialną świętemu JP 2, szefowi obcego państwa, który kierował się tegoż państwa interesem.