Kilka uwag związanych z filmem „Tylko nie mów nikomu”
22.05.2019

Piszę tylko kilka uwag 22 maja, a mam wrażenie, że od chwili projekcji dokumentu Tomasza Sekielskiego w sobotę 11 maja dzielą mnie lata. Tak wiele się wydarzyło i w Kościele katolickim i w polskiej polityce, a przede wszystkim w polskich mediach, które nie przestają zajmować się poruszonymi w filmie „Tylko nie mów nikomu” problemem pedofilii w Kościele katolickim.
Nie zabrakło naturalnie konkretnych propozycji jak zaradzić pokazanym w filmie problemom, a przede wszystkim jak pomóc ofiarom przestępstw dokonanych przez duchownych katolickich? Każda z nich jest warta podjęcia i mam nadzieję, że również po opadnięciu emocji zostaną one wdrożone w życie.
Zaskakuje mnie jednak pewna doraźność tych rozwiązań i chęć wpisania się na listę tych, którzy proponują „najlepsze z możliwych rozwiązań”. Oczywiście rozumiem przedwyborczą gorączkę i próby zbicia poparcia na sukcesie medialnym obrazu Sekielskiego. Jednak to nie tędy droga do uzdrowienia sytuacji w naszej młodej i kruchej demokracji.
Najważniejsze jest bowiem przestrzeganie istniejącego prawa i przywrócenie elementarnych i pierwotnych znaczeń pojęciom i słowom używanym w dyskursie publicznym. Tutaj najwięcej do zrobienia mają politycy, księża i dziennikarze. To te trzy grupy ponoszą największą odpowiedzialność za rozmazanie tych podstawowych znaczeń, a nawet przypisanie takim pojęciem jak dobro wspólne, wolność i godność osoby ludzkiej znaczeń wręcz przeciwnych.
Podobnie stało się z pojęciem ofiary i sprawcy. Dobro wspólne zostało utożsamione z interesem grupowym (partii politycznej i wspólnoty religijnej), wolność utożsamiono z bezkarnością grup trzymających władzę, a człowiek przestał się liczyć jako jedyna i nieredukowalna w swej niepowtarzalności jednostka do anonimowego elementu danych procentowych przeróżnych, często zresztą wykluczających się sondaży. To samo można powiedzieć o ofiarach, którym raczej przypisuje się chęć szkodzenia Kościołowi i klerowi, a nie wsłuchuje się w głos ludzi domagających się przywrócenia elementarnego poczucia sprawiedliwości.
Tak wiem, piszę bardziej jak moralista, a nie jak chłodny analityk. Jednak jestem przekonany, że to właśnie probierz etyczny pomoże nam wszystkim odzyskać właściwe proporcje. Warunkiem koniecznym jest odsunięcie od władzy skompromitowanych polityków uwikłanych w bronienie przestępczych i skorumpowanych grup oraz wymiana duchownych (bez pomijania najwyższych władz kościelnych), którzy ponoszą konkretną i udokumentowaną winę.
Przyszedł czas by wsłuchać się w głos prawników, którzy się nie przestraszyli ani się nie ześwinili, by zacytować jednego z nich. Dla mnie szczególnie przekonujące są teksty publikowane przez Piotra Kardasa i Macieja Gutowskiego. Już w styczniu na łamach „Rzeczpospolitej” napisali, byśmy nie odwracali się od problemu pedofilii w Kościele, a kilka dni temu postawili kropkę nad „i” pisząc, że „Kościół może odpowiadać prawnie za czyny pedofilów z filmu Sekielskich”. A skoro tak to stosujmy prawo i nie pozwólmy, by je rozmyto w zgiełku krzykliwych deklaracji czy to moralistów (zarówno z lewa, jak i z prawa) czy to polityków.

