WaszeR Londyński: I przed szkodą i po szkodzie głupi

14.10.2019

14.10.2019

Czegoś takiego i moje oczy jeszcze nie oglądały — tego typu czyjś wykrzyknik dotyczący tłumów chcących zagłosować wyczytałem w necie wczoraj wieczorem po powrocie z lokalu wyborczego. Choć przecie w ciągu tych kilkunastu lat pobytu w Londynie zaliczyłem już kilka spektakli elekcyjnych różnego kalibru i znaczenia.

Tym razem północna gmina Wielkiego Londynu – Islington, Obwodowa Komisja Wyborcza usytuowana w podziemiach rzymskokatolickiego kościoła w Angel. Godzina 16:40 i kolejka oczekujących na wejście przypominająca te ze stanu wojennego, tworzone pragnieniem realizacji przydziału kartkowego. Różniąca się od tamtych nastrojem — nie ponura, znużona, zniecierpliwiona, tylko ożywiona, podekscytowana. Ludzie różnej kondycji i wieku, zdecydowana przewaga młodych, sporo z dziećmi. Choć czas wyprawy na głosowanie wybrany został tak, by nie trafić na czas szczytu po nabożeństwach, to zaskoczenie było kompletne tym karnym tłumem. Toż pogoda od rana nie zachęcała, a miejsce trochę jakby na uboczu, nie moloch typu ambasada, konsulat lub „polski” Ealing czy POSK na Hammersmith.

Na szczęście sprawna organizacja powodowała szybkie przesuwanie się petentów i po dwudziestu minutach uzyskaliśmy możliwość zejścia schodami do sali, gdzie wagi nabierały decyzje zwykłych obywateli. Tu również podziwu godne rozprowadzanie wchodzących do odpowiednich stanowisk. Salka nieduża, atmosfera kameralna, nieuciążliwe pokonywanie kolejnych etapów patriotycznego obowiązku.

Pierwsze wrażenie sugerowało sporą tym razem frekwencję, co utwierdzało dodatkowo zdanie zasłyszane z rozmowy telefonicznej kolejkowiczki przede mną: „Ola w Rzymie stała cztery godziny”. Cieszyć się? Może za wcześnie…

No i wyszło jak wyszło. Ci, co lamentowali przed, pewnie będą lamentować nadal i mantrować: A nie mówiłem? A ostrzegałem! Wstrzemięźliwi zacisną zęby. Rozsądni zaczną myśleć jak tę rękę z nocnika wydobyć bez… Przedsiębiorczy pchną wózek we właściwym w tych realiach kierunku.

Nowe zastępy młodych, którym zrobi się w Polsce za duszno, spakują manatki i wyjadą na saksy, dopóki Europa dla nas otwarta. Zniechęceni tu i tam rozmaitymi brexitami do Kraju powrócą.

A Ziemia nadal będzie się kręcić w tę samą stronę. A Słońce wzejdzie i po całym dniu uda się na spoczynek. A do roboty dziś — bez pardonu — iść trzeba. Na Angel jednak powiało mi wczoraj optymizmem. 

WaszeR Londyński

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com