Andrzej Koraszewski: Czarna rozpacz egipskiego dysydenta

09.03.2020

Kairskie slumsy, wylęgarnia islamizmu.
Kairskie slumsy, wylęgarnia islamizmu

Gdzieś na drugim roku studiów przeczytałem teorię Maksa Webera o protestantyzmie jako etyce kapitalizmu, równolegle czytałem wspaniały esej Stefana Czarnowskiego o reakcji katolickiej w końcu XVI i na początku XVII wieku, co skierowało moją uwagę na związki między religią a rozwojem społecznym i gospodarczym.

Fascynowało mnie pytanie, jak reformacja wpływała na zmianę struktury społecznej i sposobu myślenia elit, ale również jak kontrreformacja unowocześniła i umocniła feudalne struktury i feudalną mentalność. Z czasem porzuciłem socjologię dla historii gospodarczej, co pozwalało koncentrować się raczej na faktach niż na spekulacjach. Nie jest prawdą, że protestantyzm zmieniał ludzi w anioły, zaledwie poluzował stanowe bariery, pozwalał na większą ruchliwość społeczną, dawał więcej wolności i więcej partnerstwa w relacjach między ludźmi.

Katolicyzm i prawosławie nie mogły wykorzystywać potencjału intelektualnego swoich społeczeństw w takim stopniu, w jakim udawało się to krajom protestanckim. Rosła przewaga cywilizacyjna i militarna. Protestantyzm nie zmieniał ludzkiej natury, zmieniał relacje między ludźmi. Pamiętam moje zdumienie, kiedy natrafiłem na prace Arthura W. Lewisa, brytyjskiego ekonomisty pochodzącego z Karaibów, który poświęcił swoją karierę poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, dlaczego w jednych krajach reformy ekonomiczne się udają, a w innych nie.  Jego zdaniem główną przyczyną jest władza ziemiaństwa, feudalna struktura społeczna, ziemiaństwo dominujące w armii, w administracji, w oświacie. Ucieczka w wyjaśnianie zapaści cywilizacyjnej przez kolonializm, obcą przemoc, monopole.

We wszystkich krajach opóźnionych w rozwoju powtarza się ten sam wzór niskiej wydajności w rolnictwie i wysiłków budowania nowoczesności, na podstawie zysków z eksportu prymitywnie produkowanych płodów rolnych oraz prymitywnie wydobywanych surowców naturalnych. Niska innowacyjność, niski poziom wdrażania innowacji, ucieczka talentów, tyrania biurokracji i poczucie beznadziei oraz nieustające pretensje elit do ludu i ludu do elit. Jednym z efektów takiego modelu jest urbanizacja przez pauperyzację, miasta slumsy i ciągłe rewolucyjne wrzenie. Lewis dostał nagrodę Nobla w 1979 roku, ale częściej cytowano go w Chinach niż w Ameryce Łacińskiej czy w Afryce.  

Rolnictwo w Egipcie wymaga radykalnej reformy.
Rolnictwo w Egipcie wymaga radykalnej reformy.

Powróciłem myślami do czasów, kiedy zajmowałem się historią gospodarczą, czytając esej  egipskiego autora podpisującego się Luqman El-MasryDowiadujemy się, że jest to pseudonim kogoś z Kairu, kto zawodowo zajmuje się analizą stosunków między Arabami a Izraelem.

Przypomniałem sobie, jak w 1975 roku byłem w  Polsce i spotkałem Jakuba Karpińskiego, który znaczącym głosem szepnął mi, żebym koniecznie przeczytał wydaną w Paryżu książkę Marka Tarniewskiego. Polscy autorzy nie mają już powodu ukrywania się za pseudonimami, ale egipski autor ma poważne powody, żeby nie ujawniać swojego nazwiska, chociaż prawdopodobnie egipska bezpieka nie ma żadnego problemu z ustaleniem, kim jest autor.           

El-Masry zaczyna od pytania, jak Egipt, który kiedyś był wielką i zachwycającą świat cywilizacją, osunął się do statusu zacofanego kraju bez znaczenia. Co właściwie definiuje Egipcjan jako naród, co ukształtowało wierzenia i przekonania społeczeństwa, dlaczego Egipcjanie postrzegają Palestyńczyków jako przyjaciół, a Izraelczyków jako wrogów?

Autor pisze, że Egipt ma strategiczne partnerstwo ze Stanami Zjednoczonymi, ale Egipcjanie, podobnie jak Arabowie uważają, że USA to wstrętne państwo spiskujące z Izraelem przeciwko nim. Zastanawia się nad paradoksem, że Egipt ma traktat pokojowy z Izraelem, ale wizyta w Izraelu uważana jest za akt państwowej zdrady.          

Próbując wyjaśnić te sprzeczności, El-Masry pisze, że egipska tożsamość została Egipcjanom narzucona, że Egipcjanie czują się najsilniej związani z tymi, którzy zniszczyli ich przeszłość, powodując, że Egipt stał się własnym cieniem. Pisze: „musimy odrzucić wierzenia, które zostały nam narzucone podczas stuleci arabskiej okupacji”.     

W tym miejscu czytelnik unosi brwi, bo przecież dzisiejsi Egipcjanie to Arabowie. Autor twierdzi jednak, że najnowsze badania DNA pokazują, że Egipcjanie mają zaledwie 20 procent domieszki arabskich genów.

Jakie to ma znaczenie? Wydaje się, że bardzo ograniczone. Dla egipskiego autora istotny jest fakt, że podbój Egiptu przez Arabów około roku 640 pozbawił Egipcjan ich pierwotnej tożsamości i zmusił do przyjęcia tożsamości arabskiej. Tę arabską tożsamość cechuje, między innymi, umiłowanie teorii spiskowych, które jest obecne we wszystkich krajach arabskich. Oczywiście miłośników teorii spiskowych spotyka się wszędzie na świecie, ale te teorie stanowią samą podstawę panarabskiej kultury.

Przekleństwem Egiptu jest determinizm, przekonanie, że ludzie nie mają wpływu na losy swojego kraju, że państwo może zaledwie reagować na zewnętrzne zagrożenia wsparte przez wewnętrzną piątą kolumnę. Rewolucja 1952 roku przebiegała pod hasłami zaczerpniętymi z niezwykle popularnych w Egipcie Protokołów Mędrców Syjonu. Egipcjanie – pisze El-Masry – zadowalają się przekonaniem, że są bezsilnymi ofiarami podstępnych „innych”, którzy na tajnych zebraniach decydują o ich losie i o losie całego świata. Egipcjanie są przekonani, że mogą tylko modlić się i prosić Allaha, żeby miał ich w swojej opiece.           

Egipski autor zwraca uwagę na fakt, że panarabizm nie prowadzi do współpracy, że ani wspólny język, ani wspólna religia nie pomagają, ponieważ nie ma wspólnych interesów. Politycy, którzy najgłośniej nawoływali do jedności, tacy jak prezydent Egiptu Gamal Naser, prezydent Syrii Haqfez Assad, Saddam Husajn czy Muammar Kaddafi, byli dbającymi wyłącznie o własne interesy krwawymi dyktatorami, bez żadnych zdolności przywódczych.      

Kiedy w 1958 roku z inicjatywy Nasera doszło do połączenia Egiptu i Syrii, Egipt po raz pierwszy od pięciu tysięcy lat przestał istnieć. Ta unia rozpadła się po trzech latach, raz jeszcze pokazując, że cała idea panarabizmu opiera się na złych przesłankach.  

El-Masry przekonuje, że pora porzucić podwójne standardy, irracjonalny lęk przed jakimś Judeo-Egiptem, utopijne marzenia, że islamizm wyprowadzi kraj z  biedy i skorzystać z okazji, by wejść z Zachodem i z izraelskim sąsiadem w sojusz, tak żeby można było z nim współpracować bez obawy prześladowań ze strony służb bezpieczeństwa. (Daje do zrozumienia, że Zachód mógłby zawrzeć z Egiptem jakąś Umowę stulecia). „Kiedy Egipcjanie nauczą się więcej o otaczającym ich świecie, docenią wartości, które pozwalają strzec praw człowieka i ludzkiej godności. To może skłonić ich do stowarzyszania się z krajami takimi jak Izrael, których obywatele są bardziej szczęśliwi i bardziej bezpieczni, i którzy są chronieni przez rządy prawa”.      

Ten tekst zatytułowany „Problem egipskiej tożsamości” uświadomił mi raz jeszcze, jak trudnym zadaniem jest wyciągnięcie społeczeństwa z feudalnej mentalności, jak uporczywie powtarzane błędy pogłębiają cywilizacyjne opóźnienie, jak bardzo religijna tożsamość może okazać się kajdanami uniemożliwiającymi reformy gospodarcze pozwalające na przebudowę struktury społecznej. Generał Sisi daje więcej głasnosti, powtarza swoje apele, żeby instytucje religijne zreformowały nauczanie religii i łaskawie zechciały porzucić wychowanie do nienawiści, uderza w organizacje terrorystyczne, ale traktuje wyrozumiale tych, którzy do terroryzmu zachęcają, nie ma żadnej koncepcji pierestrojki, bo na nią nie ma zgody właścicieli ziemskich, ani zrozumienia dla takich działań ze strony marzącej o wolności inteligencji.

W eseju egipskiego dysydenta wyczuwa się rozpacz i przekonanie, że „tu się nigdy nic nie zmieni”. Doskonale wie, że wszystko, czego może się spodziewać, to zarzutu, że jest sprzedawczykiem działającym na rzecz Judeo-Egiptu.

W 1968 roku Władysław Gomułka wrzeszczał, że Polak ma mieć tylko jedną ojczyznę. Antoni Słonimski odpowiedział kpiąco, że on to rozumie, ale dlaczego to musi być Egipt? Moglibyśmy powiedzieć – Polak i Egipcjanin – dwa bratanki.        

Andrzej Koraszewski

Publicysta i pisarz ekonomiczno-społeczny

Ur. 26 marca 1940 w Szymbarku, były dziennikarz BBC, wiceszef polskiej sekcji BBC, i publicysta paryskiej „Kultury”.

Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com