02.06.2020

Jestem ateistą.
Mam głowę wolną od wszystkiego, co wkładają do głów księża, pastorzy, popi, mułłowie, ajatollahowi, lamowie i wszyscy inni podobni od tysięcy lat.
Nie jestem owieczką, która potrzebuje pasterzy .
Mam swój katalog moralny mówiący mi, jak i według jakich zasad mam żyć.
Zarówno ja jako ja, jak i jako członek mojej krajowej i ogólnoświatowej wspólnoty.
Wybieram naukę zamiast bajek, mitów i bzdurnych zakazów lub nakazów.
Nie narzucam innym swoich poglądów.
Nie używam zdobytej w wyniku religii władzy, aby zmusić innych do posłuszeństwa wobec religijnych doktryn.
Nie zmuszam ani prawnie, ani w wyniku „nacisku społecznego”.
Akceptuję, że wierzący w jakąkolwiek religię chcą żyć według jej przykazań.
To ich wola, mimo że często im współczuję i martwię się o nich.
Nie zmuszam nikogo, aby stał się ateistą i żył według własnego katalogu moralnego.
Mam wolną wolę i wolny rozum.
Bycie ateistą jest wspaniałe.
Rozumiem, że dla wierzących, tak wychowanych od dzieciństwa i indoktrynowanych przez wymienionych na samej górze „pasterzy owieczek” jest to trudne i słabo wyobrażalne.
Rozumiem.
Ale żadnego boga nie ma.
A jeżeli uważacie, że jest — to naprawdę nie potrzebujecie żadnych wyżej wymienionych pośredników, aby z nim rozmawiać.
Ukłony ateistyczne z sympatią i z miłością.


Ten tekst to właściwie deklaracja Autora i nie potrzebuje komentarzy, ale podejmę temat.
Żeby o czymś dyskutować potrzebna jest definicja tematu dyskusji. Otóż definicje boga są różne, nawet w ramach jednej religii. Jeśli ktoś mówi „wierzę w boga” a ktoś inny „nie wierzę”, to takie deklaracje nic mi nie mówią. Powinien jasno określić w co konkretnie wierzy bądź nie wierzy.
Sądzę że Autora odrzuca wykorzystywanie religii przez jej kapłanów i wyznawców do wpływania na innych ludzi. („Nie narzucam innym swoich poglądów. Nie używam zdobytej w wyniku religii władzy, aby zmusić innych do posłuszeństwa wobec religijnych doktryn. Nie zmuszam ani prawnie, ani w wyniku nacisku społecznego”). Ale to już jest natura ludzka a nie założenia religii. Także naukę wykorzystują niektórzy w tym samym celu.
To wszystko są poglądy i wyobrażenia ludzi. A w każdej religii są różne poziomy wiedzy i świadomości i wierni którzy się poruszają na pewnym poziomie wiedzy i poznania. A nawet tam gdzie są jakieś święte księgi, mamy do czynienia z różną ich interpretacją i na przykład wyznawcy Allacha mają różne odłamy, które się zwalczają (nawet krwawo), choć nie ma między nimi wielkich doktrynalnych różnic. Jest też wiele rytuałów i one głównie konstytuują praktyki religijne, a ogromna większość wyznawców wszelkich religii skupia się na rytuałach i nie wnika w teologię. To są religie które narzucają pewne nakazy i zakazy i obiecują nagrodę po śmierci za ich wypełnianie.
Nie wszystkie religie i kapłani indoktrynują. Przytoczę dla przykładu słowa Buddy, którego kiedyś słuchacze zapytali, jak mają się odnieść do różnych głosicieli religii. Powiedział:
„Nie wierzcie jedynie dlatego, że pokazano wam pisane świadectwo jakiegoś starożytnego mędrca i nie dawajcie wiary jedynie na podstawie autorytetu waszych nauczycieli czy kapłanów. Powinniście zaakceptować jako prawdę i jako drogowskaz w waszym życiu to, co zgadza się z waszym własnym rozsądkiem i waszym własnym doświadczeniem, po dogłębnym zbadaniu; i to, co jest pomocne tak dla waszego dobra, jak i dla dobra innych żyjących istot.”
Tu zaznaczę, że buddyzm jest specyficzną religią, nie jest taką religią wiary jak np. katolicyzm. Pewien lama, z którym robiłem wywiad do książki, porównał zasady buddyzmu do książki kucharskiej. Kucharka, która dostała do rąk taką książkę, ma pewne zaufanie do tego co tam jest napisane, ale sama to wszystko wypróbuje i w ten sposób zweryfikuje prawdziwość tekstu.
Dla mnie sprawa jest jasna. Ja po prostu nie widzę potrzeby żadnej dyskusji o tzw. duchowości. Nie wiem, co to jest i nie jest mi ona w żaden sposób potrzebna, podobnie jak nie widzę potrzeby poszukiwania żadnego „przewodnika duchowego”, opowiadanie zaś o owcach i pasterzach po prostu obraża moją inteligencję. Wszystko, co dzieje się we Wszechświecie, nie ma też dla mnie żadnego celu, a jedyną uniwersalną przyczyną wszystkiego jest przypadek. W związku z czym wszelkie rozważania typu mitologicznego i antropomorfizacje wymyślonych bóstw mogą mnie tylko zadziwić siłą ludzkiej fantazji. Zresztą, jak się dobrze przyjrzeć, nie taką wielką: wszystkie religie opowiadają mniej więcej tę samą bajkę, co nie jest żadnym świadectwem jej prawdziwości, ale dowodem właśnie ubóstwa intelektualnego twórców.
Bardzo piekna deklaracja, którą powinni poznać wszyscy wierzący, a zwłaszcza ci spośród nich, którym ich przewodnicy przedstawiają ateistów jako diabłów wcielonych. Uważam, że skromność to pięna cecha, jednak gdy występuje w przestrzeni publicznej w nadmiarze, to dochodzi do tego, że reprezentowane przez ludzki spromnych stanowisko sie nie przebija. Tak więc poza szacunkiem zachęcam też do większej obecności w debacie publicznej, w której (to dotyczy nie tylko Polski, ale i Iranu i innych sfanatyzowanych wspólnot) ateizm nie ma dobrej prasy.
Dziękuję 🙂
Pozwolę sobie na jeszcze jedną uwagę. W naszym kraju proste stwierdzenia wymagają często odwagi i uzasadnienia. Niepijący muszą tłumaczyć się z tego że nie piją, nawet zdrowia gospodarzy. Ateiści są traktowani jak jacyś upośledzeni i wyznanie niewiary wymaga często determinacji. Podobnie mają wyznawcy-niekatolicy. Te wszystkie sprawy wydają się wynikać z niskiego poziomu cywilizacyjnego.
Zaraz po wojnie mąż mojej kuzynki zamieszkał w Londynie. W sobotę wybrał się do synagogi i zabłądził w nieznanej mu okolicy. Zauważył Anglika, który kopał sobie w ogródku, więc podszedł i zapytał go o drogę do synagogi. Anglik podszedł do płotu i uprzejmie pokazał mu jak ma iść dalej. W pewnym momencie mąż kuzynki zauważył, że Anglik ma na rękawie opaskę wskazującą na to że jest faszystą. Nie przeszkodziło mu to jednak zachować się uprzejmie.
Ależ Szanowny Panie, cóż Pan tu wygaduje? Przecież „wszyscy wiedzą”, że ateiści niby to nie wierzą w Boga, a tak naprawdę to go nienawidzą; że co rano modlą się do Lenina, który jest ich bogiem; że nie potrafią kochać, bo skoro Bóg jest miłością, a oni go odrzucili, to odrzucili też miłość – to przecież jasne. I tego typu inne kwiatki.
Bardzo ładny tekst – przede wszystkim jasny i prosty, w najlepszym tego słowa znaczeniu. Być może jakiś wierzący go zrozumie – ale szczerze mówiąc, nie wierzę w to. Im trudno jest sobie wyobrazić, że można po prostu nie wierzyć. „W coś przecież trzeba wierzyć!”. Pewnie, ale dlaczego akurat w niewidzialnego przyjaciela? Tyle jest pięknych rzeczy na świecie – miłość, przyjaźń, bezinteresowność, przebaczenie – i do tego wszystkiego niepotrzebny jest żaden bóg. Dla większości niepojęte. Jest fizyka – o wiele bardziej pasjonująca niż opowiastki o cudach. Jest inżynieria – która nawet nas, obeznanych z techniką, potrafi zadziwić. Jest kosmos – wciąż niezbadany, podobnie jak dno oceanu.
A przyczyna tego jest jedna – ludzie boją się śmierci i nie potrafią jej zaakceptować. Wolą oszukiwać sami siebie – bo to daje im nadzieję, że jednak jeszcze kiedyś spotkają swoich zmarłych bliskich. To w sumie zrozumiałe. Przyznanie się przed sobą, że dotąd żyło się w Matriksie i wyjście z niego wymaga niesamowitej odwagi. Są chwile, na szczęście rzadkie, kiedy i ja żałuję, że wybrałem nie tę pigułkę – ale odwrotu już nie ma.
Pozdrawiam i życzę zdrowia i dalszej pogody ducha. „Jeszcze więcej optymizmu” – jak powiedziałby zapewne KO-wiec z „Rejsu”.
Dziękuję 🙂