Zbigniew Szczypiński: Co tam Panie w polityce?

08.08.2020

No to po wyborach… Mamy — co mamy; jest tak, jak być miało, a to, że był prawie remis w drugiej turze – 10 milionów na 10 milionów, to nasz sukces, ale i tak bez szans w ewentualnym starciu z przejętym państwowym aparatem decydującym o tym, czy wybory są ważne w specjalnej Izbie Sadu Najwyższego.

Sąd zdecydował, że są ważne, bo wygrał ten, który miał wygrać. Stawiam dolary przeciw orzechom, że decyzja byłaby inna, gdyby to Rafał Trzaskowski miał o te 400 tysięcy głosów więcej niż Andrzej Duda.

Nie ma sensu odnosić się do uroczystości zaprzysiężenia Andrzeja Dudy na drugą kadencję; można odnotować tylko, że Izba zachowała powagę, gdy padały słowa o dochowaniu wierności Konstytucji, czyli było tak, jak o to prosił Donald Tusk…

O tym, co powiedział i czego nie powiedział prezydent Duda w swoim pierwszym wystąpieniu napisano już wiele i nie będę dokładał do tego pieca. Niniejsza uwaga dotyczy tego, kto w tej chwili „robi politykę” w obozie Zjednoczonej Prawicy.

Jest tą osobą, moim zdaniem, Zbigniew Ziobro.

Pamiętamy, jak oceniał on „sukces” premiera Morawieckiego w negocjacjach brukselskich; pamiętamy inicjatywę Solidarnej Polski w sprawie wypowiedzenia ratyfikowanej 6 lat temu konwencji w sprawie zwalczania przemocy wobec kobiet. Dodajmy do tego ostatnie inicjatywy „Pana Zbyszka” w sprawie wprowadzenia specjalnego rejestru organizacji pozarządowych otrzymujących wsparcie z zagranicy – dokładnie tak, jak wprowadzono to już w Rosji Putina.

Wszystko to dzieje się tuż przed zapowiedzianą na jesień konwencją partyjną PiS i rekonstrukcją rządu Mateusza Morawieckiego.

Powiem wprost – to jest prawdziwa polityka, która albo przyniesie sukces Ziobrze, albo pozwoli Jarosławowi Kaczyńskiemu (gdy będzie się mu to opłacało) pokazać inną twarz, na przykład „europejczyka”. Co na tle Zbigniewa Ziobry będzie łatwe.

Tak czy owak, zawsze Nowak jak kiedyś się mówiło…

Przestrzegając przed nadmiernym przywiązywaniem wagi do gier i zabaw „pisowskiego ludu” — to nie jest tego warte — pytam: a co po drugiej stronie sceny politycznej? Pytam: jak ma się proces powoływania ruchu obywatelskiego Nowa Solidarność i czy nadal ma tak się on nazywać?

Ruch obywatelski ma to do siebie, że robią go obywatele, nie liderzy partyjni. Nawet tacy, którzy dostali 10 milionów głosów w drugiej turze, gdy obowiązywała prosta reguła: albo ten, albo ten. Jak dotąd nie słychać o jakichś wydarzeniach związanych z powoływaniem tego politycznego bytu. Sytuacja epidemiczna nie sprzyja takim działaniom i jeszcze długo tak będzie.

Czy jednak władze Koalicji Obywatelskiej mają jakiś plan, czy ktokolwiek się tym zajmuje?

Czas ucieka, wieczność czeka (to jeden z lubianych cytatów papieża Wojtyły) …

Na teraz trzeba odnotować wojnę środowisk LGBT z władzą; wojnę, w której racja jest po stronie upokarzanych środowisk ludzi czujących się źle w państwie PiS — ale wszystkie środki represji są po stronie władzy. Obserwując wydarzenia i ich eskalację, odnoszę wrażenie, że działania aktywistów środowiska LGBT są na rękę władzy, pozwalają na utwierdzaniu ich żelaznego elektoratu, zwierania szeregów przeciwko „zboczeńcom”. Dla Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry to wręcz prezent, w doskonałym czasie, dokładnie wtedy, gdy trzeba podkreślać swoją tożsamość.

Nie znaczy to, że akcje protestu nie powinny być podejmowane. Powinny, ale mądrze. Nie jest tak trudno przewidzieć zachowania władzy. Trzeba podejmować takie działania, które władzy trudno byłoby sprzedać opinii publicznej jako obrazę uczuć religijnych (to bardzo pojemne pojęcie, ale nadal mamy taki zapis w prawie). Jest tyle obszarów, w których można pokazywać obywatelskie nieposłuszeństwo. Nie trzeba dekorować tęczową maseczką i sztandarem figury niosącego krzyż w kościele na Krakowskim Przedmieściu (mam w pamięci te wszystkie lata, gdy studiowałem na UW, na Wydziale Filozofii i Socjologii, który mieścił się w budynku bezpośrednio przyległem do tego kościoła). Naprawdę można w Warszawie znaleźć wiele innych, lepszych miejsc, by pokazać swój sprzeciw przeciwko temu, co mówi i robi ta władza w stosunku do środowiska LGBT.

Jest czas urlopów, upały letnie i susza, urlopy i wypoczynek — tym zajmują się ludzie, to normalne. Ale ludzie „robiący w polityce” tak nie mają, tu nie ma czasu na odpoczynek.

Tu trzeba „gryźć trawę” jak w Bundeslidze…

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk


Ur. 11 sierpnia 1939 w Gdyni – poseł Unii Pracy na Sejm II kadencji. Działał w pierwszej „Solidarności”. Po ponownej legalizacji związku, od 1991 kierował Ośrodkiem Badań Społecznych w zarządzie regionu NSZZ „Solidarność” w Gdańsku.

Przewodniczący Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com