31.03.2021

Czy Polska to firma, wielkie przedsiębiorstwo? Większe niż te, które znamy?
Wiem, że to paradoksalne, nawet prowokacyjne pytanie, ale uprzedzam – ja tak nie myślę. Takie pytanie potrzebne jest mi tylko po to, aby przyjrzeć się systemowi władzy, procedurom podejmowania decyzji i kadrze kierowniczej – ludziom, którzy te decyzje podejmują.
Pamiętając o wszystkich różnicach pomiędzy państwem a przedsiębiorstwem, o zasadniczo innym statusie prawnym, o różnicy w wyłanianiu i powoływaniu kadry kierowniczej tu i tam, spróbujmy jednak „wejść w to” jak mówi teraz młodzież.
No to po całości. Proponuję spojrzeć na Polskę jak na firmę, mającą misje, cele i środki do ich realizacji, dysponującą zasobami materialnymi i finansowymi oraz kadrą pracowników, w tym kadrą kierowniczą.
Czy obecna Polska nie jest firmą, spółką prawa handlowego, spółką z ograniczoną odpowiedzialnością?
Na potrzeby niniejszego tekstu przyjmijmy, że tak jest. Dodam, że do formuły spółka z o.o. należałoby dodać nieistniejące w prawie określenie – „bardzo”. Pełna nazwa to Polska – Spółka z bardzo ograniczoną odpowiedzialnością.
Pierwsze pytanie – kto jest jej właścicielem, kto ma większościowy pakiet akcji? To pytanie najważniejsze, Zapamiętałem na całe życie obrazek z pierwszych lat transformacji, gdy reaktywowane zostały zapisy kodeksu handlowego z 1932 roku i zaczęły się tworzyć lub przekształcać firmy i przedsiębiorstwa. Pamiętam, jak naprawdę duży menadżer, człowiek, który był w grupie desantowej, jaka przybyła ze Śląska na Wybrzeże, by postawić tam wielką rafinerię, człowiek, który wiedział o firmie wszystko, który był w niej prezesem zarządu – został w ciągu tygodnia odwołany z funkcji prezesa, hucznie pożegnany i zapomniany. To wtedy uprzytomniłem sobie, że tylko własność, a nie władza daje pewność. Władza oparta na pieczątce jest niepewna, jako że zawsze znajdzie się właściciel większej pieczątki i to do niego należeć będzie ostateczna decyzja.
W firmach opartych o kodeks handlowy liczy się własność akcji. Mając większościowy kontrolny pakiet jest się pewnym swojej pozycji, chyba że w wyniku popełnionych błędów stracimy te akcje.
Polska jako spółka z o.o. ma właściciela. Większościowy pakiet akcji jest w rękach prezesa wszystkich prezesów. Prezes objął je w niejasnych okolicznościach, tak jak to często bywało w czasach burzliwych przemian. Powstawały wtedy fortuny i rośli ludzie, o których już nikt nie pamięta. A byli ważni i duzi. Byli…
Właściciel w spółce dba o firmę, dba o swój majątek, o swoją pozycję. Tak dzieje się, gdy właściciel ma jasno sprecyzowaną misję i cele i gdy mu zależy na swoim majątku.
Jaką misję realizuje Jarosław Kaczyński, jakie przyświecają mu cele?
To bardzo trudne pytanie – nie mam na nie precyzyjnej odpowiedzi, ale jedno wiem – gdyby to była prawdziwa firma, to dawno by już upadła, ogłosiła bankructwo.
Niejasna misja i fałszywe cele to pierwsza przesłanka słabej kondycji firmy. Drugą, bardziej widoczną jest mechanizm doboru i awansowania kadry kierowniczej na różne ważne stanowiska. Prezes w pierwszym ruchu zlikwidował tworzący się korpus pracowników państwowych, kształcony w specjalistycznych uczelniach administracji państwowej. Zlikwidowane zostały konkursy na stanowiska kierownicze, zlikwidowano też te szkoły. Zostały tylko decyzje polityczne i władza przez wpływ, najwygodniejsze forma władzy w budowaniu satrapii, państwa autorytarnego, jakim staje się Polska spółka z o.o.
Dokonując pobieżnego przeglądu kadr kierujących omawianą firmą, nie mogę wyjść z podziwu – taki zbiór przypadkowych, niekompetentnych i bez doświadczenia ludzi, jacy kierują naszym państwem, trudno byłoby sobie a priori wyobrazić. To prawie niewykonalne – ale się udało.
Rząd po jesiennej przebudowie, rząd koalicyjny, bo składający się z trzech podmiotów, z których każdy ma jakiś pakiet akcji, to wielki zespół. Samych wiceministrów jest blisko stu. I jakie zacne to są osoby, jaką mają charyzmę i doświadczenie, jakie wysokie kwalifikacje – nie ma lepszych.
Nie będę po nazwiskach, każdy obserwator sceny politycznej może sobie sam wyrobić własne zadanie. Ale o wiceministrach tego rządu, tych, których wprowadził mniejszościowy właściciel pakietu akcji, jakim jest Zbigniew Ziobro – minister sprawiedliwości i prokurator generalny (aż ciarki przechodzą, gdy to się czyta) powiedzieć chcę słowo. Ta młodzież, którą Solidarna Polska wprowadziła do rządu prezentuje taki tupet, wykazuje się taką niekompetencją, że jedno jest pewne – oni poza tym układem nie uzyskaliby żadnego sukcesu. Poziom ich możliwego awansu to co najwyżej stanowisko kierownika referatu w urzędzie małego miasta, miasta, z którego wszyscy zdolni wyjechali.
Miało być nie po nazwisku, ale zrobię wyjątek. W tym rządzie i na ważnych stanowiskach w państwie – spółce są ludzie, których dorobek, pozycja w zawodzie były znaczące. Wymienię tylko dwa nazwiska – to profesorowie: Gliński i Krasnodębski. Słuchając tych ludzi w mediach (nie mam teraz innych możliwości) wiem, że oni wiedzą co mówią, a nie mówią co wiedzą. Ale to tym gorzej dla nich, oni nie będą mogli powiedzieć, że nie wiedzieli, w czym brali udział. Wiedzieli i robili to świadomie, a nie jest to okoliczność łagodząca w ferowaniu wyroków.
Gdyby Polska była firmą, to już by jej nie było na rynku. Polska na rynku zostanie, ale nie musi być spółką z o.o., spółką z bardzo ograniczoną odpowiedzialnością.
To od nas zależy, od naszych decyzji, gdy przyjdzie czas Walnego Zgromadzenia. A przyjdzie szybciej niż im to się wydaje – załatwi to choćby koronawirus i jego tragiczne skutki. Tylko ludzi szkoda…

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

W każdym takim artykule należy przypominać, ze prawdziwym nowotworem i źródłem gangreny jest Kościół Katolicki, a zwłaszcza jego hierarchia, włączając w to Rydzyka i wielu proboszczów. Gdyby nie oni, to Kaczyński by nie zdobył władzy i by jej nie utrzymał, co sam przyznaje. Wladza w Polsce ma teraz dwie gałęzie, świecką i duchowną. Rozliczenie świeckiej gałęzi bez rozliczenia duchownej będzie nieuczciwe i nieskuteczne. Ja nie jestem optymistą. Uważam, ze prawdziwy mechanizm tej gangreny w obu gałęziach władzy opiera się na zjawisku „milczenia wiernych owiec”. To jest zjawisko społeczne, które rozpoznał zarówno Kaczyński, jak tez hierarchowie Kościoła, i na nim oparli swój marsz po władzę. To zjawisko nie zniknie wraz z odejściem Kaczyńskiego albo takiego czy owego hierarchy. Polska będzie gniła dopóki wierne owce będą milczeć na ten temat.
Racja co do diagnozy.
Nie wiem natomiast, czy zgadzam się z konkluzją. Splot interesów między kościołem a PiSem stał się na tyle mocny, że zatopienie jednego nie pozostawi bez szwanku drugiego.
I na tyle obrzydliwy, że i owieczki przestały milczeć. Część kazała sukienkowym pasterzom umykać chyżo, znaczna część kompletnie zobojętniała. A wśród mniej anonimowych: z jednej strony potulna „owieczka” Hołownia się zbuntowała. Z drugiej nawet nie owieczka, a owczarek, co to podgryzał wcześniej owieczki, by szły w kierunku wytyczonym przez samozwańczych pasterzy, dostrzegł, że to droga ku przepaści. (A całkiem niedawno stawiałbym go w jednym szeregu z Kają Godek)
https://demotywatory.pl/5062165/Nietrudno-zauwazyc-przemiane-jaka-zaliczyl-Tomasz-Terlikowski–
Z Terlikowskim jest tak jak z rewizjonistami w komuniźmie. On dlatego jest taki niewygodny dla KRK i równie niestrawny dla pisowskiej pseudo prawicy, że potraktował wiarę, ewangelię dosłownie. On w nią wierzy, podczas gdy tamci hipokryci tylko nią wymachuja jak tarczą. Okrzykną go lewakiem, renegatem, zdrajcą i zaprzańcem – skończy się wygodny żywot tego pana jako autorytetu fanatyków.
Pod koniec PRL postrach w Biurze Politycznym PZPR szerzył niejaki Albin Siwak, raczej prosty robotnik, który trafił tam za aktywne i ostentacyjne szerzenie miłości do socjalizmu – i nagle okazało się, że jest kłopot – że facet naprawdę wierzy w to, co wygaduje, porusza publicznie kwestie solidarnie przez pozostałych zamiatane pod dywan, i to z pozycji fundamentalnie leninowsko-marksistowskich, które wszyscy już traktowali wtedy jako maskę…
Pamietam, pamietam jak ten gość próbował „polemizować” z opozycją. Tacy najlepiej obnazaja oszustwa wszelkich systemów hipokryzji i zakłamania.
Nie wiem jak to było z rewizjonistami, czy z przytaczanym niżej, przez Pawła Grabskiego Albinem Siwakiem.
Zauważam wszakże, że owieczki przestają milczeć. I to te, które ostentacyjnie odchodzą i te, które są do swojej wiary przywiązane też przestają milczeć.
Autorytet KRK w Polsce zwłaszcza wśród ludzi młodych (w zasadzie, to wcale już nie młodych – 30-40latków to też dotyczy, a jeszcze młodszych tym bardziej) prawie nie istnieje.
Jeszcze jakiś szacunek dla rodzinnych tradycji, ale nie dla urzędu.
.
Wydaje się, że jezuici i dominikanie próbują „nowej kontrreformacji”. Ale chyba za późno i bez wsparcia pionu decyzyjnego.
Zgadza się …Tylko zanim fundamentalistyczny beton ” katolicko ” – narodowy odejdzie do owczarni Pana i polskie kościoły opustoszeją , to minie od 10 do max 15 lat…
Oczywiście.
To sie nie stanje z dnia na dzień.
Nie mniej z każdym rokiem będzie mieć mniej do powiedzenia. Mniejszy wpływ.
Może jestem bez wyobraźni, ale jednak nie wyobrażam sobie, by następna władza zabiegała o poparcie krk tak, jak PO w czasie swoich rządów.
Widać światełko w tunelu… Koniec wpływów KRK w PL na horyzoncie zdarzeń. Teraz należy mieć tylko nadzieję , że w tzw między czasie PIS wspólnie z KRK nie uda się wyprowadzić PL z UE.
Analogia Polska- Spółka z o.o. interesująca a rozszerzona powinna dać obraz patologii jaka funkcjonuje w relacjach obywatele-władza. Patologia ta ma fundamenty w samym statusie-konstytucji spółki, który daje pełną, niczym nie skrępowaną i bez jakiejkolwiek odpowiedzialności władzę zarządowi tej spółki. I pomimo tego, że to my obywatele jesteśmy właścicielami -radą nadzorczą tej spółki to wadliwy status tej spółki pozwala posłowi beztrybu bezkarnie zawłaszczyć całkowicie spółką-Państwem, pozwalając mu bezkarnie realizować wyłącznie swoje partyjne często partykularne interesy zupełnie niezgodne ze statusem tej spółki. Niestety Rada Nadzorcza -obywatele tej spółki nie posiada jakichkolwiek instrumentów, które pozwalałyby kontrolować, rozliczać, dyscyplinować zarząd tej spółki, Nie posiada takich narzędzi jak każda normalna rada nadzorcza bo status tej spółki nigdy nie przewidywał takowych.
Zarząd tej spółki został wybrany przez radę nadzorczą w oparciu o fałszywe, kłamliwe zmanipulowane dokumenty. Rada nadzorcza zorientowała się w tym szwindlu ale niestety już po zatwierdzenie tego zarządu. Zarząd doskonale wiedział że po wyborze go do władz spółki żadna rada nadzorcza niczego nie jest wstanie mu zrobić bo nie ma do tego absolutnie żadnych instrumentów. Czy walne zgromadzenie rozliczy władze tej spółki? Większość akcjonariuszy walnego zgromadzenie dostanie fałszywe , zmanipulowane, kłamliwe dane o działalności tego zarządu i na ich podstawie dokona oceny. Czy pozostali akcjonariusze będą na tyle liczebni i silni aby zmienic ten zarząd? to się okaże. Niemniej jednak czy zarząd będzie zmieniony czy nie, status tej spółki pozostanie taki sam i kolejny zarząd będzie również pozbawiony kontroli ze strony rady nadzorczej czyli nas OBYWATELI.
Ale fajne rozwinięcie tej konstrukcji: Polska spółka zoo. Zaznaczałem we wstępie, że to tylko taki żart, pytanie prowokacyjne – po to aby łatwiej mi było „jechać po całości”
Ale, przyjmując całość Pani wywodu, to trzeba powiedzieć wyraźnie – jeżeli Walne Zgromadzenie, czytaj wybory powszechne, nie odwolają rządzących to będzie trudno coś zrobić – zostaje rewolucja.
To co Pani pisze to woda na mój młyn – tylko AI zapobiegnie w przyszlości takim patologiom sprawowania władzy przez ludzi oderwanych od rzeczywistości innej niż tej którą sami sobie stworzyli, ogarniętych szaleństwem będącym następstwem krańcowej frustracji
Pozdrawiam serdecznie